sobota, 8 czerwca 2013

Tajemnicza kometa sprowadziła życie na Ziemię? Skąd przyleciała?

Ziemia w początkach swojego istnienia nie była zbyt gościnnym miejscem. Najnowsze badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Ontario pokazują, że życie na Ziemi "rzeczywiście może pochodzić z kosmosu". Naukowiec Nir Goldman twierdzi, że miliardy lat temu kometa uderzyła w Ziemię - wydarzenie to miało zapoczątkować organiczną ewolucję na naszej planecie. Co wiemy na temat tajemniczej komety opisywanej przez badaczy?

fot. i.livescience.com
Przełomowe wyniki badań zostały opublikowane w The Journal of Physical Chemistry. Nie jest tajemnicą, że komety zawierają wiele prostych związków, takich jak woda, amoniak, metanol czy dwutlenek węgla. Jednak zdaniem autorów raportu, to właśnie w wyniku bardzo odległego zderzenia komety z Ziemią doszło do pobudzenia unikatowych reakcji chemicznych na jej powierzchni (co potwierdzać mają badania). Kometa miałaby być prawdziwym "ładunkiem energii", który pobudził naszą planetę do życia.

"Strumień materii organicznej kierowany na Ziemię za pośrednictwem komet i planetoid w okresach intensywnego bombardowania był nieoceniony", podkreśla Nir Goldman, członek zespołu badawczego. "Obecnie analizujemy szeroki wachlarz produktów chemicznych, które w momencie uderzenia mogły stworzyć materiał organiczny, który ostatecznie doprowadził do powstania życia. To rewolucyjny pogląd, ale intensywne badania i analizy w tym zakresie temu nie przeczą", dodaje naukowiec. 

Komety po przejściu przez ziemską atmosferę są rozgrzane z zewnątrz, jednak ich wnętrze pozostaje chłodne. Prawdziwy "szok organiczny" jest generowany, kiedy kometa uderza w powierzchnię planety. Fala uderzeniowa powoduje powstanie nagłych i intensywnych ciśnień oraz temperatur, które mogły mieć wpływ na reakcje chemiczne zachodzące wewnątrz komety a później na samej Ziemi. 

Generowana temperatura mogła dochodzić nawet do 8180 stopni Celsjusza. Konsekwencją tego miała być synteza metanu i formaldehydu. Związki te znane są naukowcom jako "prekursorzy aminokwasów i syntezy kompleksu organicznego". Zdaniem Nira Goldmana "oddziaływanie komety mogło doprowadzić do powstania cząsteczek prebiotycznych, bez potrzeby udziału innych katalizatorów takich jak na przykład promieniowanie UV". 

Udostępnione właśnie dane są kluczowe dla zrozumienia roli zderzeń z kometami na tworzenie związków życia, zarówno na Ziemi jak i na innych planetach. Tym samym otwiera się nowy etap dla prowadzeniu przyszłych eksperymentów w tej dziedzinie. Co ciekawe, badania innego niezależnego ośrodka potwierdzają wcześniej omawiane wyniki. 

Naukowcy z University of Washington oraz University of South Florida poinformowali wczoraj, że meteoryty wywołały reakcje fosforu niezbędne dla rozwoju życia na Ziemi. Meteoryt miał być swoistym paliwem, które dostarczało energii i fosforu, tj. składników koniecznych do rozpoczęcia rozwoju organicznego", powiedział Matthew Pasek, asystent profesora geologii na Uniwersytecie Południowej Florydy.

Czy Waszym zdaniem najnowsze teorie o komecie inicjującej życie na Ziemi mogą być prawdziwe?


Źródła: redorbit/beforeitsnews/newsxs

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/06/tajemnicza-kometa-sprowadzia-zycie-na.html

piątek, 7 czerwca 2013

Teleportacja: czy kiedykolwiek będzie możliwa? Przeczytaj koniecznie!

Fizyk teoretyczny Michio Kaku uważa, że ludzkość osiągnie technologię teleportacji cząsteczek w ciągu najbliższych 10 lat, kolejnym krokiem ma być przenoszenie samego DNA. Na razie jednak teleportacja "utknęła" na poziomie kwantowym. Dlaczego jeszcze nie opracowaliśmy skutecznej technologii teleportacji? I czy w ogóle będzie to kiedyś możliwe?

fot. blogs.gamefilia.com
Zaledwie kilka dni temu zespół ekspercki z Niels Bohr Institute ogłosił kolejny sukces teleportacji pomiędzy dwoma chmurami atomów gazu. W tego rodzaju teleportacji (kwantowej) dokładna kopia fotonu może pojawić się w zupełnie innym miejscu (rekord odległości to prawie 100 km). Naukowcy napotykają jednak na wiele przeszkód, jak chociażby "przypadkowe" zniszczenie oryginału fotonu czy też pojawienie się wadliwej jego kopii. 

"Teleportacja kwantowa to nie tylko możliwość, to rzeczywistość, którą coraz lepiej poznajemy", podkreśla fizyk Dave Goldberg. "Jestem sceptyczny, że kiedykolwiek będziemy w stanie teleportować ludzi, ale nie ma także jakiegoś zasadniczego powodu lub przeszkody, dla którego nie moglibyśmy tego robić. To po prostu na chwilę obecną dla nas zbyt skomplikowane, potrzebujemy dużo więcej czasu i nakładów finansowych", dodaje badacz. 

Jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego naukowcy nie mogą teleportować jeszcze ludzi, musisz uzmysłowić sobie jedno. Teleportacja kwantowa zajmuje jedną jednostkę informacji. Sam foton jest cząstką elementarną o masie spoczynkowej równej zero. Z kolei nasze ciało zbudowane jest z milionów komórek, a każda komórka jest znacznie bardziej złożona niż pojedynczy foton. "Zdemontowanie" tak złożonego organizmu, a następnie jego odtworzenie z absolutną dokładnością w zupełnie innym miejscu, leży dziś poza możliwościami nawet fizyki teoretycznej. 

Czy warto zatem czekać i mieć nadzieję na naszą teleportację w przyszłości? Zdecydowanie tak. Jeszcze do niedawna fizycy twierdzili, że teleportacja w ogóle nie jest możliwa ze względu na tzw. zasadę nieoznaczoności w fizyce. To reguła, która mówi, że istnieją takie pary wielkości, których nie da się jednocześnie zmierzyć, a akt pomiaru jednej wielkości wpływa na układ tak, że część informacji o drugiej wielkości jest tracona. Bez względu jednak na zawiłości nauki, kwantowe doświadczenia teleportacji pokazują, że zasada nieoznaczoności nie jest prawdziwa. 

Kiedy Waszym zdaniem opracujemy technologię zdolną teleportować ludzi?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

czwartek, 6 czerwca 2013

Tatuaże BioStamp: imponujący wynalazek czy niepotrzebna inwigilacja?

Obecnie nie cichnie dyskusja na temat nanotechnologicznych tatuaży nadrukowywanych bezpośrednio na skórę. Ich zastosowanie jest wręcz nieograniczone: od przechowywania wszelkich danych osobowych aż do bieżącego monitorowania stanu naszego zdrowia. Motorola ogłosiła właśnie zamiar wprowadzenia do sprzedaży cyfrowych tatuaży, znanych jako BioStamps w celu "stworzenia alternatywy dla tradycyjnych loginów i haseł". Czy pomysł ma szansę powodzenia?

fot. escanfingerprinting.ca
Najnowszy raport Daily Mail donosi: "hi-tech tatuaż, który może zastąpić wszystkie hasła: Motorola ujawnia plany naszej szybkiej identyfikacji". Początkowo tatuaże BioStamp opracowywała firma inżynierska zwana MC10. Unikatowe urządzenie pierwotnie miało być wykorzystywane przez lekarzy celem mierzenia zdrowia pacjentów bezpośrednio albo zdalnie. Dziś technologia ma pomóc "przechytrzyć" złodziei i pozbawić ich nieuprawnionego dostępu do naszego telefonu, aplikacji oraz kont.

Co jednak zastanawiające, MC10 to firma mocno zaangażowana w branży obronnej. Wątpliwa zatem jest teza o rozwoju technologii w "humanitarnym założeniu" takim jak monitorowanie stanu zdrowia pacjentów. Być może istnieje jakiś inny ukryty powód wdrażania tego typu technologii i przekazywaniu jej dziś w sposób "bezinteresowny" komercyjnej firmie - Motoroli. 

Niemniej jednak BioStamp jest imponującym wynalazkiem. Tatuaż korzysta z wysokiej jakości silikonu i może rozciągnąć się nawet o 200 procent. Biostamp może monitorować temperaturę, nawilżenie a nawet napięcie swojego otoczenia. Najnowsze prototypy nakładane są bezpośrednio na skórę i pokrywane specjalnym sprayem, dzięki któremu stają się jeszcze bardziej wytrzymałe i wodoodporne.

Motorola twierdzi, że układy zawarte w technologii BioStamp mogą być wykorzystywane do pracy z telefonami komórkowych oraz tabletami. Ich nadrzędną rolą ma być przechowywanie wszelkiego rodzaju danych (loginów, haseł itd.). Urządzenia mobilne mają być stosowane dla potwierdzania tożsamości właściciela i automatycznej rejestracji. 

Czy Waszym zdaniem naprawdę potrzebujemy takiej technologii? Czy elektroniczny tatuaż powinien przechowywać wszystkie ważne dla nas dane?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

środa, 5 czerwca 2013

PILNE: Antyrządowe protesty rozprzestrzeniają się w Turcji

Mimo zapewnień rządu o opanowaniu sytuacji, nie gasną szeroko zakrojone akcje protestacyjne w Turcji. Turcy chcą, aby premier Erdogan przestał być "wszechpotężnym sułtanem i stał się tym kim jest w rzeczywistości, czyli demokratycznie wybranym politykiem". Jak daleko posuną się obywatele i czy władza może obawiać się przewrotu?

fot. resources2.news.com.au
Policja od kilku dni ściera się z protestującymi w Ankarze oraz Stambule. Zdaniem tureckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych "to największe antyrządowe protesty w Turcji od lat". W sumie zostało aresztowanych już 939 osób, dziesiątki osób odniosło urazy. Prognozuje się, że przełom może nastąpić, kiedy premier Erdogan wróci w czwartek z oficjalnej czterodniowej delegacji po Afryce Północnej.

Erdogan wczoraj przyznał, że "policja popełniła wiele błędów" i jednocześnie wezwał do zakończenia protestów w Stambule. Dodał także, że "ulice Turcji nie mogą być miejscem, gdzie ekstremiści szaleją". Korespondenci twierdzą, że siłą protestu jest napędzająca się spirala starć z policją oraz złość powodowana ciągłym mówieniem o "islamizacji" Turcji.

Fadi Hakura, analityk w Chatham House w Londynie stwierdził, że "premier przyjął bardzo wyzywające i konfrontacyjne podejście do protestów odbywających się w Stambule i całej Turcji". Zdaniem analityka, Erdogan oskarżył już protestujących o ekstremizm i zasugerował, że istnieje związek pomiędzy protestującymi i rzekomym elementem zagranicznym, który chce uzyskać wpływy w Turcji.

Erdogan doprowadził turecką gospodarkę do najszybciej rozwijających się w Europie. Obecnie nadal pozostaje jednym z najbardziej popularnych polityków, jednak krytycy wytykają jego daleko idący autorytaryzm oraz mieszanie religii z polityką świeckiej republiki. Działania tureckiej policji oraz Erdogana potępiły USA oraz Amnesty International. 

Czy Waszym zdaniem protesty w Turcji będą rozwijać się dalej?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

wtorek, 4 czerwca 2013

Bezpieczeństwo energetyczne: NATO spogląda w przyszłość

W ostatnich dziesięcioleciach bezpieczeństwo energetyczne okazało się być jednym z priorytetowych interesów państwa, które coraz silniej podlega stosunkom międzynarodowym. To bezpośredni efekt "panoramy po zimnej wojnie", w której zdolności ekonomiczne i posiadanie źródeł surowców ustanowiły nową równowagę geopolityczną. Jaką rolę próbuje odegrać w tym obszarze NATO?

fot. atlantic-council.ca
Wzrastające znaczenie czynnika energetycznego w stosunkach międzynarodowych dotyka czterech dużych problemów: zmiany klimatu, bezpieczeństwa dostaw, efektywności energetycznej i ochrony środowiska. Wymiar bezpieczeństwa dostaw i dystrybucji energii zyskał ogromne znaczenie w międzynarodowej debacie z powodu uzależnienia większości państw "od zewnętrznych dostawców energii, których często nęka polityczna niestabilność". 

Powody te doprowadziły do zainicjowania przez NATO debaty na temat wielopoziomowego bezpieczeństwa energetycznego. NATO poruszyło temat bezpieczeństwa źródeł energii po raz pierwszy w czasie szczytu w Rydze w 2006 roku, jednak prawdziwa debata rozpoczęła się dopiero na spotkaniu w Bukareszcie w 2008 roku z powodu "krytycznej infrastruktury i wojskowej efektywności energetycznej". 

Rok 2012 można uznać za punkt zwrotny - następuje wyraźne przyspieszenie działań NATO. Zdaniem liderów organizacji "musimy dążyć do osiągnięcia znaczącej poprawy efektywności energetycznej naszych sił zbrojnych. Dodatkowo będziemy rozwijać swoje kompetencje w zakresie wspierania ochrony infrastruktury energetycznej". W formalnej deklaracji NATO poparło w tym celu utworzenie Centrum Bezpieczeństwa Energetycznego (NATO ENSEC COE) z siedzibą na Litwie. 

Dziś NATO stoi przed podwójnym wyzwaniem: z jednej strony próbuje spełnić swoje ambicje, starając się skierować światową debatę w kierunku bardziej zrównoważonej przyszłości energetycznej, z drugiej zaś realizuje praktyczne podejście do tematu, którym jest edukacja i szkolenia. Należy dodać, że ambicją nowo utworzonego Centrum jest ustanowienie siebie jako przywódcy badań na temat bezpieczeństwa i efektywności energetycznej.

Czy Waszym zdaniem NATO naprawdę ma szansę stać się światowym liderem rozmów o energetyce?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Niebezpieczne promieniowanie w drodze na Marsa: dlaczego o tym się nie mówi?

Istnieje wiele barier, które stoją na drodze dla wysyłania ludzkiego zespół na powierzchnię Marsa. Eksperci alarmują o pomijanym do tej pory promieniowaniu podczas podróży przez Układ Słoneczny. Zrozumienie poziomów radiacji jest kluczem w planowaniu dowolnej misji na Czerwoną Planetę. 

fot. spaceanswers.com
Sercem ostatniej misji NASA na powierzchni Marsa był łazik Curiosity. Dzięki wbudowanym w nim czujnikom, możliwe było monitorowanie poziomów promieniowania w czasie rzeczywistym. Instrument ten znany jako tzw. Radiation Assessment Detector (RAD) pozwolił naukowcom na obliczenie całkowitego narażenia na promieniowanie, które może zmieniać się na różnych etapach kosmicznej podróży. 

"Podróż przez Układ Słoneczny to jak przyjmowanie skumulowanej dawki rentgenu całego ciała regularnie co pięć dni" podkreśla dr Cary Zeitlin, główny naukowiec w dziedzinie nauk kosmicznych i inżynierii University of New Hampshire. Jego zdaniem, tak naprawdę istnieją dwie obawy jeśli chodzi o promieniowanie: długotrwałe wchłanianie galaktycznych promieni kosmicznych (GCRs) i krótkoterminowe narażenie na wybuchy wysokoenergetycznych cząstek słonecznych (SEP). Co jednak kluczowe - wraz z przyjęciem każdej takiej dawki promieniowania, o 5% wzrasta ryzyko zachorowania na śmiertelnego raka. 

Zrozumienie warunków promieniowania wewnątrz statku kosmicznego, który przewozi ludzi na Marsa (lub w dowolne inne miejsce w kosmosie) ma kluczowe znaczenie dla planowania przyszłych tego typu misji. Jest to wyzwanie, ponieważ tradycyjne konstrukcje statków kosmicznych są źle przygotowane dla pochłaniania wysokiej energii i promieniowania GCRs oraz SEP. Dodatkowe ekranowanie jest wymagane, aby odpowiednio chronić astronautów podróżujących poza magnetosferę Ziemi. 

Czy Waszym zdaniem tego typu zagrożenie jest realne? I czy skutecznie może odstraszyć ochotników do kolonizacji Czerwonej Planety?


Źródła: cnn/redorbit/guardian

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

sobota, 1 czerwca 2013

Coraz bliżej tegorocznej konferencji Grupy Bilderberg. O czym będą rozmawiać?

Tegoroczne spotkanie Grupy Bilderberg zbliża się nieuchronnie. Polityczne i biznesowe elity spotkają się w prywatnym gronie, aby omówić program, który określi przyszłość dla najważniejszych globalnych kwestii. Niektóre aspekty konferencji stopniowo przekuwają się do publicznej wiadomości. Poruszana ma być tematyka światowego systemu podatkowego oraz giganta Google. O czym może zadecydować stowarzyszenie najbardziej wpływowych ludzi?

fot. globalresearch.ca
Grupa Bilderberg to nieformalny międzynarodowy klub najbardziej wpływowych ludzi ze świata polityki, biznesu i przemysłu. Spotkania grupy odbywają się raz do roku. W ich trakcie omawiane są najważniejsze dla świata sprawy dotyczące m.in. bezpieczeństwa, polityki czy też gospodarki. Początkowo twierdzono, że tegoroczna konferencja (podobnie jak w zeszłym roku) odbędzie się w Chantilly w stanie Virginia (USA). Dziś wiemy już, że spotkanie odbędzie się w terminie 6-9 czerwca w hotelu Grove w Hertfordshire (w Anglii). 

Poza wszystkimi "fanfarami" wokół spotkania, wciąż jednak najważniejsze pozostaje pytanie: jakie sprawy będą przedmiotem obrad na tegorocznym ultra-tajnym zgromadzeniu Grupy Bildergerg? Koncern Google jest obecnie zaangażowany w "bitwę niezapłaconych podatków" w Wielkiej Brytanii. Doprowadził tym samym do politycznych komentarzy, które w większości wzywają do wprowadzenia "nowego systemu globalnego opodatkowania". Postuluje się, że temat ten będzie jednym z głównych omawianych przez Bilderberg. 

W ostatnich latach odnotowano wzrost uczestników-potentatów cyfrowych. Oprócz gigantów świata oprogramowania, takich jak Craig Mundie, dyrektor ds. badań i strategii w firmie Microsoft (uczestnik Bilderberg 2006-2012) oraz Google CEO Eric Schmidt (uczestnik Bilderberg 2007-2011), kluczowym graczem ma być Peter Thiel, szef Clarium Capital, tj. firmy, która uruchomiła tak znane portale jak Paypal, Facebook, LinkedIn, czy Friendster. 

Czy Google może zostać swoistym "koniem trojańskim" potrzebnym do wdrożenia globalnego systemu podatkowego? Być może. Warto nadmienić, że globalny podatek oznaczać może rychłą perspektywę globalnego rządu, który na pewno byłby na rękę największym z klubu Bilderberg. Obserwatorzy dodają, że dodatkowym pretekstem do tworzenia ram dla globalnego opodatkowania jest gospodarczy kryzys, znajdujący się w "idealnym dla tego momencie". 

Tegoroczne spotkanie Grupy Bilderberg odbędzie się w dniach 6-9 czerwca
w hotelu Grove w Hertfordshire (Anglia). Czy właśnie tutaj zapadną pierwsze ustalenia
co do globalnego systemu podatkowego? (fot. 1.bp.blogspot.com)

Jedno jest pewne: najbogatsi na świecie konsekwentnie zmierzają do tego, aby korporacje mogły wykorzystywać wszystkie międzynarodowe luki podatkowe na ich korzyść. Małe i średnie przedsiębiorstwa, jak również indywidualni przedsiębiorcy niewiele mają tutaj do gadania - w zasadzie liczy się dziś jedynie głos (w tym polityczny) Google oraz Facebooka. Jeśli uda się wypracować jakiś kompromis w ramach Klubu Bildergerg,, to kolejnym krokiem będzie debata grupy G8 (jej spotkanie planowane jest na 17-18 czerwca). 

Choć popularny w kręgach socjalistycznych, pomysł globalnego systemu podatkowego nigdy nie był szeroko debatowany w obawie przed ostrą reakcję opinii publicznej (w 2011 r. wzywano do wprowadzenia globalnego podatku od transakcji finansowych - "podatek Robin Hood" został jednak szybko zapomniany) Być może tegoroczne spotkanie grupy Bilderberg doprowadzi nas do "globalnego podatku Google", który z czasem otworzy politykom drogę do czegoś większego. 

Plany wdrożenia zupełnie nowego globalnego systemu podatkowego powinny martwić każdego, kto ceni pojęcie suwerenności narodowej. Co gorsza, cała ta konstrukcja może zostać wprowadzona bez głosowania obywateli w poszczególnych krajach... Czy Waszym zdaniem prognozy co do tegorocznego spotkania Grupy Bilderberg mogą się sprawdzić? Co dodatkowo może być przedmiotem rozważań nieformalnego klubu?


Źródła: globalresearch/activistpost/indyinasia

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/06/coraz-blizej-tegorocznej-konferencji.html

piątek, 31 maja 2013

Izrael grozi Rosji. Czy uzgodnił to z Waszyngtonem?

Izrael daje Rosji wyraźnie do zrozumienia, że chce mieć wpływ na "światowy porządek obrad". Ostre ostrzeżenie dotyczyło dostarczania Syrii zaawansowanych obronnych rakiet przeciwlotniczych. Izrael zapowiedział dalszą interwencję w tej sprawie, jednak czy wcześniej ustalił swoje działania z największym partnerem - USA?

fot. goddiscussion.com
Izraelski minister obrony Mosze Yaalon ostrzegł, że "jeśli Rosja dostarcza system obrony powietrznej do Syrii, to wiemy, jak się zachować". Minister określił rosyjskie dostawy jako "zagrożenie, którego rozwojem jesteśmy poważnie zaniepokojeni". Mosze Yaalon zasugerował dalszą eskalację konfliktu w Syrii, a co za tym idzie - zwiększenie nalotów z powietrza.

Warto przypomnieć, że od 1963 roku, w Syrii nieprzerwanie obowiązywał stan wyjątkowy. Syryjski rząd tłumaczył to "pozostawaniem w stanie wojny z Izraelem" (w praktyce chodziło o skuteczne ograniczanie swobód obywatelskich). Dopiero 21 kwietnia 2011 prezydent Baszar al-Asad podpisał dekret o zniesieniu stanu wyjątkowego, co miało uspokoić i tak już napiętą sytuację w kraju oraz na arenie międzynarodowej. 

Zaledwie kilka dni temu, nad ranem 3 maja Siły Powietrzne Izraela zaatakowały znajdujące się w Syrii składy z irańską bronią (rzekomo przeznaczoną dla bojowników libańskiego Hezbollahu). Operacja została powtórzona jeszcze raz w nocy z 4 na 5 maja. Bombardowany ośrodek badawczy Dżamraja oraz pobliskie składy amunicji były już wcześniej obiektem izraelskich ataków (pod koniec stycznia tego roku). 

Izrael oraz Waszyngton (z pomocą NATO) chcą pozbawienia Syrii broni, amunicji oraz wszelkich pocisków obronnych. Zdaniem obu państw, obecny stan rzeczy "zagraża bezpieczeństwu zachodnich krajów". Rosja, która wraz z Iranem oraz Libanem udziela militarnego wsparcia Syrii, w ostatnich dniach staje się obiektem zaciętej krytyki Izraela.

Czy Waszym zdaniem Waszyngton nieformalnie popiera izraelską "groźbę" względem Rosji? A może Izrael czuje się już na tyle pewnie, że nie musi o to pytać swojego "wielkiego brata" zza oceanu?


Źródła: theglobeandmail/thestar/activistpost

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/05/izrael-grozi-rosji-czy-uzgodni-to-z.html

środa, 29 maja 2013

Fragment powieści "Kod Władzy: Tajemnica czternastej bramy"

Specjalnie dla Czytelników bloga udostępniam fragment mojej drugiej powieści "Kod Władzy: Tajemnica czternastej bramy" poświęcony zagadnieniu eksperymentów, których wykonywanie objęte zostało klauzulą "ściśle tajne"... Zachęcam gorąco do lektury!

fot. ichef.bbci.co.uk
– (...) Na ogół ten właśnie, jak powiedziałeś, maniak, jest jak wierzchołek góry lodowej. Tylko on jest widoczny. Za takim maniakiem stoją ludzie, a nawet całe środowiska, które mają w jego działaniach swój własny interes – Marc skomentował wypowiedź Georga.

– Trudno się z tobą nie zgodzić. W przypadku tego maniaka, zapewne jak przypuszczasz, wspieranego przez kogoś o kim się nie mówi publicznie, możemy mówić o działaniach, które doprowadziły do prawdziwego horroru. Ich opis można podobno znaleźć w zaciszu archiwów pewnej akademii medycznej. Z tego co mi wiadomo, ów człowiek był jej pracownikiem, co pozwoliło mu prowadzić makabryczne eksperymenty. Był przy tym wykładowcą i, o ironio, uczył przyszłych lekarzy. Powstały wówczas urządzenia do tak zwanego biorezonansu.

– Biorezonansu? Brzmi dosyć naukowo – zdziwił się Marc.

– (...) Otóż, eksperyment realizowano poprzez oddziaływanie na obie półkule mózgu operatora biolokacji polem magnetycznym. Umieszczano między induktorem pola magnetycznego a strefą skroniową operatora obiekt biologiczny, lub jego składnik, znajdujący się w stadium definitywnej śmierci. W momencie badania następowało stadium nieodwracalnych zmian, prowadzących do śmierci. Mówiąc wprost, początkowo zwierzęta, a potem ludzie musieli być umierający.

George ponownie spojrzał w oczy Marca.

– To równie makabryczne, jak to, co ci powiedziałem przed chwilą. Otóż, podobno stosowano… – George zawahał się – uszkodzenia mechaniczne i rożne sposoby upuszczania krwi. Zamrażanie, zatruwanie organizmu, wielokrotne oparzenia różnymi kwasami i oparzenia termiczne. Głodzenie, odwodnienie, niedotlenienie i uduszenie. Porażenie prądem elektrycznym i promieniowaniem jonizującym. Prądami wichrowymi i wysokim stężeniem chloru. O innych sposobach już nie wspomnę.

– To jakiś koszmar. To wszystko zdarzyło się naprawdę? – zapytał przerażony Marc. Od nadmiaru szokujących informacji niemal kręciło mu się w głowie.

– Początkowo eksperymenty prowadzono, jak już wspomniałem, na zwierzętach. Ich ciała w stanie agonii były umieszczane między induktorem magnetycznym a głową operatora. Stosowany wówczas test, przeprowadzany na dwunastu operatorach, polegał na odgadywaniu figur geometrycznych na zasłoniętych kartkach. Zauważono, że większe efekty uzyskiwali ci operatorzy, którzy własnoręcznie uśmiercali zwierzęta w czasie eksperymentu. Efekt był również tym lepszy, im większa była organizacja zabijanego obiektu. Później badania przeprowadzano na zwłokach dopiero co zmarłych ludzi, w tym noworodków, które zmarły przy porodzie czy embrionów uzyskanych przy aborcji. Co było potem, już ci powiedziałem.

– Powiedz mi w takim razie – odezwał się Marc – co to ma wspólnego z urządzeniami do biorezonansu?

– Uzasadnień eksperymentatorów było wiele. Doświadczenia pomogły zbudować takie urządzenia, które w trakcie swojego oddziaływania na ludzki organizm leczą, przerywając pewne zachodzące w nim procesy. Mglista ideologia dorabiana do tej makabry niewarta jest poważnych rozważań.

– George, czy można znaleźć potwierdzenie tego o czym mówisz?

– O jakie potwierdzenie ci chodzi? Publiczne? Tajnych służb? Dla ciebie, dziennikarza, najważniejsze bywają potwierdzenia w publikacjach, nieprawdaż? – uśmiechnął się George.

Powieść "Kod Władzy" można zakupić za pośrednictwem strony autora. 

wtorek, 28 maja 2013

Czy w dobie Internetu potrzebujemy jeszcze polityków?

Od dzieciństwa jesteśmy wychowywani, aby zrozumieć system rządów, który nadzoruje wydatkowanie publicznych środków, tworzy obowiązujące prawo oraz reprezentuje nas na arenie międzynarodowej. Reprezentacja polityczna to "znak firmowy" ustroju demokratycznego. Czy jednak w czasach powszechnego dostępu do Internetu potrzebujemy jeszcze polityków, którzy podejmują decyzje za nas?

fot. 3.bp.blogspot.com
Nasi przedstawiciele w parlamencie mają działać "w naszym imieniu". Zasadniczo decydują także kto będzie tworzył reprezentujący nas rząd. Kiedy Stany Zjednoczone stały się narodem w 1776 roku, demokratyczny system rządów (w opinii ojców założycieli) był najbardziej efektywny. Przecież nie każdy może brać udział w głosowaniu i podejmowaniu najważniejszych decyzji... Czy zatem w roku 2013 założenia te ciągle są aktualne? Czy nadal potrzebujemy reprezentacji, gdy technologia daje nam łatwy sposób do "mówienia własnym głosem"?

Internet oferuje nam dziś wszystko, czego jako społeczeństwo potrzebujemy, aby poddać pod głosowanie (referendum) dowolną kwestię. Koszt takiego typu podejmowania decyzji jest niewielki, a w porównaniu z tradycyjnymi wyborami pozwoli zaoszczędzić ogromne pieniądze. Istnieje także szereg powodów, które hamują tego typu innowacje. Wielu rządzącym (ale i lobbystom) nie byłoby na rękę podejmowanie decyzji przez ogół w każdej ważnej kwestii. 

A co jeśli hakerzy włamaliby się do systemu i zmanipulowali wyniki? To częsty argument podnoszony przez przeciwników tego typu innowacji. Z kolei zwolennicy "internetowej demokracji" podkreślają, że pieniądze zaoszczędzone na "mizernej reprezentacji polityków" mogłyby być inwestowane w obronę przed hakerami. Argumentów za jak i przeciw jest wiele. Nie ulega jednak wątpliwości, że powszechny dostęp do Internetu z czasem wymusi zmiany na formie sprawowania reprezentacji jak i samej procedurze podejmowania decyzji. 

Współczesność przynosi nam ogrom technologicznie zaawansowanych wynalazków, które umożliwiają nam przedefiniowanie dotychczasowego funkcjonowania w społeczeństwie. Politycy obawiają się jednak, że raz dana nam taka szansa, mogłaby zmienić świat już na zawsze, przenosząc naszą codzienność na zupełnie nowy poziom...

Czy Waszym zdaniem tego typu innowacje mają szanse realnego wdrożenia?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf