poniedziałek, 14 lipca 2014

Fragment powieści "Kod Władzy" rozdział 41 Bazylika św. Piotra, Watykan

Kolejka do konfesjonału była długa. Stojący w niej ludzie czekali cierpliwie, aż przyjdzie ich czas. Czas wyznania największych tajemnic. Czas zrzucenia z siebie odpowiedzialności oraz nadziei na wymazanie zdarzeń określanych przez ich wiarę mianem grzechu. Spowiedź odbyta w tym miejscu miała szczególne znaczenie. Oczyszczała. Przynosiła ulgę.


Bazylika wypełniona była setkami turystów. Podchodzili pod posąg św. Piotra, by natchnąć się mistyczną przepowiednią, wyrazić swoje pragnienia. Po dotknięciu stopy świętego przechodzili dalej, gubiąc się w ogromie monumentalnego wnętrza.

Przesuwający się powoli, szeroki strumień tysięcy ludzi ożywiał to szczególne dla świata miejsce. Płynął niczym krew dostarczająca tlenu.
Ksiądz w konfesjonale wsłuchiwał się w szept spowiadających się ludzi. Siedział z pochyloną głową. Jego nieruchome, przymknięte powieki i spoczywające na kolanach złożone ręce, stwarzały wrażenie, jakby pochylał się nad każdym kierowanym do niego słowem. Czasem ożywiał się, zwracając twarz w kierunku spowiadającego się. Mówił mało, niezbyt głośno. Gest ręki wykonujący znak krzyża kończył krótkie spotkania.
Odchodzili od konfesjonału wyprostowani, pokrzepieni. Szli do ławek lub klękali na marmurowej posadzce. Modlili się.
Ksiądz wstał. Wyszedł z konfesjonału. Stanął twarzą do oczekujących ludzi.
– Muszę przerwać spowiedź – zwrócił się do nich. – Musicie mi wybaczyć. Przejdźcie obok – wskazał ręką. – Przepraszam.
Wyszedł przed bazylikę. Spojrzał przed siebie. Ostre słońce oślepiło go. Zasłonił oczy ramieniem.
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – usłyszał niski, męski głos.
Odsunął rękę. Przed nim, stopień niżej, stał nieznajomy mężczyzna.

– Na wieki wieków. Amen – odpowiedział.
– Nie przyszedłem do spowiedzi. Czekałem tutaj.
– Nie chcesz się spowiadać? To co tu robisz? – zapytał spowiednik.
– Przyjechałem z Wewelsburga.
– Rozumiem. Czy chcesz mi coś przekazać?
Zapadła cisza.
– Zostałem przysłany…
– Wiem – przerwał.
– Niezbędne są pewne informacje…
– Jakie? – zapytał krótko.
– Chodzi o księży… chodzi o księży – powtórzył klęczący człowiek – którzy mieli intymne relacje z osobami, z którymi się kontaktowali…
– Z kobietami?
– Nie.
– Rozumiem.
– Z pewnością są w jakimś archiwum.
– Z pewnością. Znajdę je. Muszę mieć trochę czasu. Proszę przyjść za tydzień. Tu i o tej samej godzinie.
– Dobrze, będę za tydzień.
Rozstali się. Ksiądz odszedł. Skierował się w kierunku budynków mieszkalnych.
Przechodząc przez watykańskie korytarze, zastanawiał się nad zadaniem, którego treść przekazał mu nieznajomy.
Nie zadawał pytań o sprawy, które kazano mu załatwiać. Złożył przysięgę organizacji i był jej wierny. Starał się wypełniać swoje obowiązki bardzo sumiennie. Kierował się pozornie oczywistą zasadą: im mniej wiesz, tym mniej zaszkodzisz sobie i innym. Ponosił ryzyko, wypełniając swoją misję.
Wiele lat temu ktoś, kto uratował mu wówczas życie, zachęcił go do współpracy z pewną grupą ludzi. Był młodym człowiekiem. Czuł się zobowiązany. Imponowała mu świadomość obecności wpływowych przyjaciół. To dzięki nim robił karierę w Watykanie. Dzięki nim tam się dostał.
– Szczęść Boże – usłyszał głos.
Spojrzał na przechodzącego mężczyznę.
– Szczęść Boże – odpowiedział.
Przechodzący człowiek zatrzymał się. Był to osobisty lekarz papieża.
– Czy przeziębienie księdzu już minęło? – zapytał uprzejmie.
– Dzięki Bogu czuję się znacznie lepiej. – Uśmiechnął się. – Bardzo dziękuję za troskę.
– Proszę pamiętać, zdrowie przede wszystkim. Nie należy się przemęczać – odparł życzliwie lekarz.
Ksiądz pokiwał głową.
– Staram się. Jednak… nie zawsze mi wychodzi.
Lekarz roześmiał się.
– Potrzebni jesteśmy tu, na ziemi. Tam – wskazał na niebo widoczne zza okna – wielu jest takich, których nie trzeba zastępować.
– Święte słowa, muszę to sobie codziennie powtarzać.
– Otóż to, modląc się za innych, warto pamiętać o sobie. Pójdę już, obowiązki wzywają. Z Panem Bogiem.
Ksiądz ukłonił się na pożegnanie. Rozeszli się.
Lubił tego człowieka. Był zawsze pogodny. Dla wszystkich życzliwy. Gotowy w każdej chwili pomóc. Znał tajemnice wielu watykańskich urzędników. Radzili się go. Mogli liczyć na jego bezinteresowną pomoc.
Ksiądz udał się w kierunku prywatnych apartamentów papieża.

piątek, 11 lipca 2014

[Infografika] Największe potęgi militarne na świecie. Polska 18.!

Magazyn Business Insider dokonał interesującego zestawienia 50 czynników, które wpływają na potencjał zbrojny poszczególnych państw świata. Global Firepower Index nie uwzględnia jednak ilości głowic nuklearnych, nie dyskryminuje również państw pozbawionych dostępu do morza za nie posiadanie marynarki wojennej. Pierwsza trójka w tym zestawieniu nie zaskakuje, USA, Rosja i Chiny to główni światowi gracze i każdy musi się liczyć z ich stanowiskiem. Z pewnością zaskakuje względnie wysoka pozycja Polski. Uwzględniając Turcję i Rosję Polska posiada 6. pod względem siły wojsko w Europie. Imponujące, prawda?




czwartek, 10 lipca 2014

Niemcy: główny przestawiciel amerykańskiego wywiadu proszony jest o opuszczenie kraju!

Na żądanie władz Niemcy zmuszony będzie opuścić rezydent ambasady amerykańskiej odpowiedzialny za sprawy wywiadowcze.

fot. Wikipedia


Tak poważnego zgrzytu na linii Berlin-Waszyngton nie było już dawno. Jak poinformował rzecznik prasowy niemieckiego rządu Steffen Seibert do przedstawiciela amerykańskich służb wywiadowczych przy ambasadzie Stanów Zjednoczonych władze federalne wystosowały żądanie by ten opuścił Niemcy. Jak podaje The New York Times głównym powodem ma być niechęć do współpracy i naprawienia szkód do jakich doszło w wyniku ujawnienia informacji, że wśród podsłuchiwanych przez National Security Agency polityków była również kanclerz Angela Merkel.

Od tego czasu Niemcy domagali się wyjaśnień i gwarancji, że skończą się jakiekolwiek próby szpiegostwa, o czym zapewniał nawet prezydent Barack Obama. Tak się jednak najwyraźniej nie stało, gdyż w ciągu zaledwie kilku ostatnich dni aresztowano jedną i przeszukano mieszkanie kolejnej osoby podejrzanej o szpiegowanie na rzecz Stanów Zjednoczonych. Według niemieckich mediów podejrzani pracowali dla Ministerstwa Obrony, a jeden z nich skopiował dla Amerykanów około 218 dokumentów.

Ta liczba nie jest być może aż tak poważna, tym bardziej, że podejrzany był pracownikiem jedynie średniego szczebla i nie miał dostępu do najtajniejszych informacji. Mimo wszystko jednak tego typu wydarzenia i to w krótkim czasie i w zaledwie rok po aferze z podsłuchami mocno zaszkodziły amerykańsko-niemieckiemu sojuszowi. Dodajmy przy tym, że te oficjalne doniesienia to nie wszystkie o jakich możemy mówić w kontekście podsłuchów i szpiegostwa w sieci. W ciągu zaledwie 3 lat to głównie niemieckie organizacje hackerów i stowarzyszenia zajmujące się bezpieczeństwem w sieci ujawniły wiele podejrzanych systemów i wirusów, które szpiegowały internautów. Dziwnym trafem wiele z nich komunikowało się ze Stanami Zjednoczonymi.
 


środa, 9 lipca 2014

Bitcoin wspiera terroryzm? Kontrowersyjne tezy na blogu ISIS, których nikt nie zobaczył

Jak twierdzi portal telewizji Sky News na blogu powiązanym z organizacją Islamskie Państwo Iraku i Syrii (ISIS) nawołuje do wykorzystania kryptowalut jako sposobu udzielania wsparcia organizacjom prowadzącym dżihad.
http://cryptocoinchronicle.com


W artykule zatytułowanym “Bitcoin and the Charity of Violent Physical Struggle” anonimowy bloger wskazuje na potencjał jaki niosą ze sobą bitcoin i inne kryptowaluty oraz zapewniający znacznie większą anonimowość system Dark Wallet (o którym pisałem kilka tygodni temu we wpisie "Dark Wallet, czyli technologia prania pieniędzy za pomocą bitcoina"). Dzięki nim osoby chcące wesprzeć ISIS i "świętą wojnę muzułmanów" może przekazać pieniądze w postaci wirtualnej waluty pozostając przy tym zupełnie nieznanym dla służb wywiadowczych.

"System ten ma potencjał ponownego ożywienia zapomnianej sunny mówiącej o wspieraniu mudżahedinów, jest on prosty, łatwy w użyciu, prosimy Allacha aby sprawił, że będziemy mogli szybko z niego skorzystać"

- pisze autor artykułu, który ma uchodzić za kontrowersyjny. Prawda jest jednak taka, że w cytowanych fragmentach nie ma niczego kontrowersyjnego, na blogu "Kod Władzy" wielokrotnie wspominałem, że bitcoin był i będzie wykorzystywany przez osoby, które nie chcą korzystać z tradycyjnych metod transferu pieniędzy. To dotyczy również organizacji terrorystycznych i islamskich, tak więc odkrycie tej możliwości przez anonimowego publicystę nie jest niczym zaskakującym.

Zastanawiające jest jednak co innego, otóż jak piszą autorzy tego doniesienia artykuł miał się rzekomo pojawić na łamach opartego na Wordpressie bloga, który pierwotnie miał mieć formę papierowego magazynu. Jednak ani na stronie Sky News ani w Google nie ma nigdzie podlinkowanego oryginalnego wpisu. Po wpisaniu tytułu tego artykułu jedynie co znajdujemy to odnośniki do artykułu Sky News. Czy autor mógł ściągnąć wpis z sieci? To jest możliwe, ale co by mu to dało? Skoro chciał rozpocząć działalność wydawniczą to właśnie Sky News zapewniło mu darmową reklamę. Co jednak jeśli ów wpis nigdy się nie pojawił? Wówczas w sieć idzie sygnał: bitcoin jest zły i wspiera terroryzm. Czy o to właśnie chodzi?



wtorek, 8 lipca 2014

Jak zwrócić na siebie uwagę NSA i wywiadu? Korzystaj z TORa!

Upadł kolejny mit na temat bezpieczeństwa w internecie, popularna sieć umożliwia ukrywanie tożsamości okazała się być pod kontrolą amerykańskich służb wywiadowczych. 
 


Brzmi to dziwnie, zważywszy na fakt, że sieć TOR postrzegana jest właśnie jako główne narzędzie mające sprzyjać zachowywaniu anonimowości w sieci. Tak się jednak składa, że podobnie jak miało to miejsce w przypadku internetu, sieć TOR powstała dzięki wojsku i również wojsko opracowało metody obchodzenia jej zabezpieczeń a następnie lokalizowania pragnących ukryć swoją tożsamość internautów.

TOR powstała na początku lat 90-tych w U.S. Naval Research Laboratory w celu umożliwienia pracownikom rządowym ukrywania miejsca, w którym aktualnie przebywają oraz kim są w rzeczywistości. Wkrótce jednak technologia ta stała się dostępna również dla cywili zyskując duża popularność szczególnie w środowiskach internetowych piratów i osób pragnących zachować swoją tożsamość w tajemnicy. To, czego do niedawna nie wiedzieliśmy to fakt, że NSA dysponuje technologią zwaną XKeyscore.

Została ona wykryta przez niemieckich sympatyków sieci TOR, którzy opublikowali swoje odkrycie na łamach magazynu Taggeschau. Okazało się, że podczas przeglądania kodu źródłowego znaleźli oni dwa serwery będące pod ciągłą obserwacja National Security Agency. Według informacji zawartych w kodzie dane zawarte w emailach i zapytaniach podlegały dokładnej inspekcji a następnie były najprawdopodobniej magazynowane przez NSA. Logowanie się do sieci TOR spoza pięciu krajów będących współpracownikami NSA (m.in. USA, Kanada) było automatycznie rejestrowane i archiwizowane przez wspomniane serwery.

źródło: DefenseOne

poniedziałek, 7 lipca 2014

Fragment powieści "Kod Władzy" rozdział 40: Zamek Czocha, Polska


Zwiedzanie zamku trwało dobrą godzinę. Grupa turystów rozeszła się przed recepcją hotelową. Marc z Monik zostali sami.
– Co robimy? – zapytała.
Zastanawiał się przez chwilę. Spojrzał na plan zamku wiszący na ścianie.
– Gdy wchodziliśmy na wieżę, widoczny był wewnętrzny dziedziniec. Stały na nim parasole. Chodźmy tam, zapraszam cię na lody.
– Na lody? Chodźmy! – ucieszyła się Monik i mocno złapała Marca za rękę.
Rozejrzeli się dookoła. Poszli wewnętrzną drogą przechodzącą przez salę z ogromnym kominkiem. Kręte schody prowadziły na dolny poziom.
Znaleźli się w kawiarnianej sali. Podeszli do dużego baru. Poprosili o lody i dwie białe kawy. Przyjmujący zamówienie, ubrany w czarny garnitur kelner, wskazał im miejsce na małym, zatopionym pomiędzy wysokimi murami dziedzińcu.
Wyszli na zewnątrz. Nad nimi wisiały przyklejone do muru, drewniane schody prowadzące do wieży.
Na dziedzińcu stało sześć stolików pod zielonymi parasolami z reklamą miejscowego piwa.
Przy jednym z nich siedziała para w średnim wieku. Kobieta miała rude włosy niedbale upięte w kok, które przez swą długość zsuwały się po ramionach na plecy. Szczupła, z drobnymi piegami na twarzy, miała na sobie podkoszulek i płócienne spodnie w wojskowych kolorach.
On, krótko obcięty, równie szczupły jak jego partnerka, ubrany był w strój w kolorze pustynnego piasku. Spodnie przykrywały solidne buty służące do pieszych wędrówek.
Ich głośna rozmowa prowadzona w języku angielskim została przerwana wejściem Marca i Monik. Usiedli przy stoliku obok. Monik wyciągnęła się wygodnie na drewnianym krześle i wystawiła twarz do słońca. Marc rozejrzał się dookoła. Obok stała kamienna studnia.
– Spójrz – Marc wskazał studnię ręką. – Czy to nie o niej mówiła przewodniczka?
– Proszę pana – powiedziała z udawaną powagą Monik, udając tembr głosu trochę jak dla niej za sztywnej przewodniczki, z którą rozstali się przed chwilą. – Zamek Czocha, podobnie jak większość zamków, ma swoje legendy. Mówi się, że nocą przechadza się po nim Biała Dama, brzęcząc monetami. Przy odrobinie szczęścia można również zobaczyć Czarnego Rycerza. Najbardziej niesamowite historie związane są ze studnią. Studnia ta znajduje się na zamkowym dziedzińcu, niedaleko wejścia do kawiarni „Grota”. Jej nazwa – Studnia Niewiernych Żon – pozwala domyślać się okrutnej tajemnicy, jaką kryje. Historia studni sięga czasów, gdy zdrada małżeńska była surowo karana i piętnowana. Legenda głosi, że panujący na zamku Czocha przez stulecia pozbywali się swoich żon, wrzucając je do czterdziesto metrowej czeluści, jeśli nie byli pewni całkowitej wierności swoich dam. By pozbyć się piętna zdrady, rycerze nie poprzestawali na wrzucaniu cudzołożnic do studni. Dzieci z nieprawego łoża nie miały prawa cieszyć się życiem więc żywcem zamurowywano je w zamkowych ścianach. Marc był zaskoczony. Spojrzał na swoją partnerkę z podziwem.
– Ależ masz pamięć! – nie ukrywał podziwu. – Czy może coś jeszcze pamiętasz?
– Służę uprzejmie. – Monik zrobiła poważną minę. – W sali rycerskiej jest kominek, z którym wiąże się okropna historia. Ponoć, kiedy właściciel zamku wrócił z długoletniej wojny, okazało się, że jego żona jest w ciąży. Natychmiast po urodzeniu dziecka kobieta została poddana próbie wody. Księżna została wrzucona do studni, a niemowlę zdradzony mąż kazał żywcem zamurować w kominku. Od tamtej pory po zamkowych korytarzach przechadza się nocą Biała Dama, a z kominka dochodzi kwilenie dziecięcia… Być może to ten głos słyszą czasem goście hotelu. Zamkowe pokoje różnią się od siebie standardem, najbardziej niesamowite, rzecz jasna, jest spędzenie nocy w wielkim apartamencie, z łożem z baldachimem, prawie oryginalną łazienką i niezwykłą garderobą. Po otwarciu szafy, która znajduje się w tym pomieszczeniu, tworzy się ogromny lustrzany pokój z czterema ścianami. Ciekawostką jest, że w tym pokoju nie wychodzą zdjęcia, ale to już zupełnie inna historia.
– No to drugi fach już masz w ręce – roześmiał się Marc. – Zawsze możesz zatrudnić się jako przewodnik. Jestem przekonany, że ruch na zamku by się zwiększył. Tak piękny przewodnik zwabiłby tu tysiące dżentelmenów, nudzących się na emeryturach.
Monik udała obrażoną minę.
– No wie pan… Myślę, że raczej setki przystojnych, żądnych sensacji studentów.
– Jeszcze czego – zaprotestował Marc. – Chcesz mnie zmusić, bym zatrudnił się tu jako strażnik, by odganiać ich od ciebie?
– No nie wiem, nie wiem, czy bym chciała… – zażartowała Monik. – Czy mój zazdrosny rycerz zapamiętał coś, co go zainteresowało?
Marc spoważniał. Zmarszczył czoło, zastanawiając się nad słowami Monik. Owszem, było coś, co zaciekawiło go szczególnie.
– Tak. Dwie rzeczy. Jedna łączy się z informacjami, jakie otrzymaliśmy od Poula znad morza. Wspominał on o przeniesieniu produkcji pocisków V na te tereny. W okresie drugiej wojny światowej zamek stanowił rezydencję, jak zapewne pamiętasz, rodziny von Gutschow. Odwiedzał go ponoć w tamtym okresie twórca niemieckich rakiet V-2, Werner von Braun, późniejszy projektant amerykańskich pojazdów kosmicznych.

Mówi się, że właściciel pałacu, Ernest von Gutschow, oddał mu na biuro część pokoi, ponieważ w pobliżu prowadzone były badania nad pociskami V-1 i V-2, bronią uranową, a może nowymi silnikami lotniczymi. Eksperymentom prawdopodobnie towarzyszyło bardzo silne pole elektromagnetyczne. Ponoć, w trakcie gdy się odbywały, w samochodach gasły silniki. Może sprawa dotyczyła eksperymentów z latającymi spodkami, podobnymi do UFO. Jadąc tu, miałem nadzieję, że znajdziemy właśnie takie tropy. Wszak interesują nas podziemne korytarze. Przewodniczka mówiła o nieodkrytych tajemnicach podziemi zamku. Nieodnalezionych do dziś lochach.
– Masz rację, to warte zastanowienia. A druga?
– A druga to oczywiście wszystko to, co wiąże się z zaginięciem ogromnych skarbów. Jak pamiętasz z opowieści tej dziewczyny, właściciel zamku gromadzący skarby, gdy ukrywał tutaj zbiegłych z Rosji bogatych arystokratów, zaginął, wywożąc z zamku dziewiętnaście ciężarówek skarbów na zachód Europy. Miał chyba komuś sprzedać ów skarb, ale z tego spotkania już nie powrócił.
– Pamiętam, zdumiała mnie ta historia. Zobacz – wskazała na leżącą na stole książkę, którą kupili w recepcji. – Tutaj też jest coś o skarbach, które pozostały po wojnie na zamku.
Siedzący obok mężczyzna wstał i podszedł do ich stolika.
– Przepraszam, nie chcę być niegrzeczny, ale czy państwo również jesteście poszukiwaczami skarbów? Pozwólcie, że się przedstawię, jestem Tom van der Most, a to moja żona Sally. Jestem z pochodzenia Holendrem, a moja żona Amerykanką. Oboje wykładamy archeologię na Uniwersytecie Hawajskim, a w czasie wakacji podróżujemy w poszukiwaniu skarbów po całym świecie. Tu przygnał nas skarb III Rzeszy. Marc i Monik podnieśli się z krzeseł. Przywitali się z mężczyzną i jego żoną, która w międzyczasie również podeszła do ich stolika.
– Dzień dobry – powiedział Marc. – Jestem Marc Perce, a to moja znakomita – uśmiechnął się szeroko – współpracowniczka Monik. – Oboje jesteśmy dziennikarzami.
– Ależ to cudownie! – ucieszył się Tom. – A więc wy też poszukujecie skarbów?
Marc wskazał na puste krzesła przy ich stoliku.
– Proszę bardzo, zapraszamy was do naszego stolika. Chętnie porozmawiamy o skarbach. Dziennikarzy można uznać za poszukiwaczy sensacji, a skarby, mam wrażenie, też do nich należą. Chodźcie do nas.
Tom i Sally dosiedli się do Marca i Monik.
– Długo już tu jesteście? – zapytała Monik.
– Nie, przyjechaliśmy dzisiaj. Przygnała nas tu tajemnicza historia zamku. Historia związana z niemieckimi skarbami ukrytymi najprawdopodobniej w tej okolicy. Byliśmy już w zeszłym roku w Książu i kilku innych miejscach – odpowiedziała Sally.

– Moja kochana żona zapomniała dodać, że chciała spędzić noc, a może nawet kilka, na tym słynnym łóżku, z którego zrzucano do rzeki kobiety nieznajdujące już uznania w oczach pana tych włości, a czasem i gości specjalnie zapraszanych na zamek, którzy nigdy z niego nie powracali – mówił Tom, z sympatią spoglądając na swoją żonę.
– To prawda. Mam ogromną ochotę spędzić tam noc – potwierdziła Sally. – Wprawdzie zarzekają się tu, że zapadnia jest zamurowana, ale kto wie… – zaśmiała się.
Monik powiedziała ze zdziwieniem:
– Nie sądziłam, że można nocować w tak bardzo historycznym miejscu.
– Za odpowiednią opłatą – roześmiał się Tom.
Marc spojrzał na kelnera, który podszedł do nich. Zapytał, czego sobie życzą. Zamówili piwo.
– Nie znałam dotychczas nikogo, kto zajmowałby się poszukiwaniem skarbów – przyznała Monik, spoglądając z zaciekawieniem na biżuterię noszoną przez Sally. – Czy to, co masz na sobie, myślę o biżuterii, to może wasze trofeum?
Sally dotknęła ręką naszyjnika zdobiącego jej szyję. Turkusy oprawione w coś, co przypominało srebro, znakomicie harmonizowały z noszoną przez nią bransoletą i pierścionkiem.
– Można tak powiedzieć. To biżuteria, którą podarował mi Tom w Tybecie.
– Czy również tam przywiodły was skarby? – zapytał Marc.
– Cóż, Marc, Tybet jest skarbem samym w sobie i nie sposób go ominąć – odparł Tom.
– Masz rację – pokiwał głową Marc. – Tybetu nie trzeba reklamować.
Kelner wrócił do ich stolika. Postawił na nim butelki piwa i orzeszki. Piwo rozlał do wysokich szklanek, po czym odszedł w kierunku baru. Monik spojrzała na Sally.
– Czy te okolice są również pełne zagadek? – zapytała.
Sally odpowiedziała jej, starając się, by jej głos brzmiał jak najbardziej tajemniczo.
– Do dziś liczne sztolnie wydrążone w czasie wojny w Sudetach nie zostały odkopane. Wiele wskazuje na to, że ich zawartość może być bezcenna… Koniec wojny. Ciemność, zasłonięte okna domów. Wąskimi ulicami powoli pną się obładowane skrzyniami ciężarówki. Wyjeżdżają za miasto. Po kilku godzinach słychać serię wybuchów. Samochody wracają nad ranem tą samą drogą, już puste. Tajemniczy ładunek zostaje w jakiejś sztolni. Żołnierze wysadzają wejście do niej i maskują. Skarby znikają z powierzchni ziemi… Takie opowieści powtarzają się wielokrotnie. Przez wszystkie lata zapładniają wyobraźnię setek poszukiwaczy.
– Niemal każde sudeckie miasteczko pielęgnuje swoją historię o niemieckim konwoju – uzupełnił wypowiedź żony Tom. – Ciągle żyją osoby pamiętające opowieści dawnych mieszkańców. Pod koniec drugiej wojny światowej na obszarze Dolnego Śląska zgromadzono gigantyczne skarby III Rzeszy. Teoretycznie ten rejon był najbezpieczniejszy, gdyż znajdował się z dala od prowadzonych walk i był położony poza zasięgiem alianckiego lotnictwa. Był więc idealnym miejscem do czasowego przechowania dzieł sztuki, złota, najcenniejszych maszyn i prywatnych kolekcji. Niezliczone jaskinie i sztolnie okazały się być idealnymi skrytkami. Równocześnie budowano nowe podziemne obiekty – przy realizacji tych gigantycznych inwestycji pracowały w dzień i w nocy tysiące więźniów. Ogromne kompleksy powstały w Górach Sowich. Ukrywano je pod kodową nazwą Riese, czyli Olbrzym. Dwie największe zagadki Sudetów to: jak wielkie tak naprawdę są podziemia wydrążone w czasie wojny i czy, podobnie jak starsze sztolnie, kryją jeszcze jakieś cenne rzeczy? Dla Marca i Monik spotkanie z Tomem i Sally było jak los wygrany na loterii. Będąc w tych okolicach pierwszy raz, stanęli przed dylematem, jak zorganizować swoje poszukiwania.
Dokąd się udać, kogo wypytywać. Słuchając Toma, uzmysłowili sobie, jak wielką przysługę może wyświadczyć im spotkane przypadkowo małżeństwo. I jak wiele mają szczęścia, ocierając się codziennie o tajemnice.

piątek, 4 lipca 2014

Avrocar - amerykańsko-kanadyjski latający spodek, którego wyprodukowano tylko jedną sztukę

Bez względu na to czy traktujemy historie o latających spodkach poważnie czy też nie, to jednak przykład modelu Avrocar jest doskonale udokumentowany i nikt nie poddaje jego historii w wątpliwość. Niestety w tym przypadku skończyło się jedynie na prototypie i nigdy nie trafił on do masowej produkcji.




czwartek, 3 lipca 2014

Dziś Irak i Syria, jutro czas na Rzym? Przywódca kalifatu wzywa do zajęcia stolicy chrześcijaństwa!

Czy już niedługo Rzym zostanie ostatecznie zdobyty przez muzułmanów? Czy Bazylika Św. Piotra, podobnie jak dawniej Hagia Sofia zostanie przerobiona na meczet?



Będąca na ustach wszystkich interesujących się sytuacją na świecie organizacja Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie w zeszłym tygodniu proklamowała wskrzeszenie nie istniejącego od setek lat kalifatu będącego arabskim odpowiednikiem królestwa bądź cesarstwa uwzględniającą jednak silną władzę religijną. ISIL przejęło kontrolę nad większą częścią północno-zachodniego Iraku oraz wschodnią częścią Syrii. Ich ambicje sięgają jednak znacznie dalej, a według słów lidera Abu Bakr al-Baghdadiego przyjdzie także czas na zdobycie Rzymu.

Al-Baghdadi, który ma ambicje by zostać nowym kalifem wzywa muzułmanów z całego świata do podniesienia sztandarów Proroka i ruszenie do walki z niewiernymi. Ci, którzy mogą przybyć do Islamskiego Państwa, powinni migrować, gdyż imigracja do domu islamu jest obowiązkiem. Przybywajcie do waszego państwa. To jest wasze państwo. Syria nie jest dla Syryjczyków a Irak nie jest dla Irakijczyków, ta ziemia jest dla muzułmanów, wszystkich muzułmanów. To moja rada. Jeśli będziecie się jej trzymać, podbijecie Rzym a potem cały świat." - powiedział w nagraniu udostępnionym na stronie należącej do ISIL.

Co istotne Baghdadi wezwał do jeszcze intensywniejszych walk także w okresie trwania Ramadanu, który jego zdaniem jest najlepszym miesiącem do jak największych poświęceń dla islamu.

Powstanie kalifatu to dalszy ciąg walk jakie od pewnego czasu toczą się w Iraku i Syrii między świeckimi władzami państw i dżihadystami zorganizowanymi wokół ISIL. Tym ostatnim udało się w niedługim czasie przejąć kontrolę nad znacznymi obszarami tych dwóch bliskowschodnich państw. 
 
 

środa, 2 lipca 2014

Europejska Agencja Kosmiczna: czas na kopalnie na Księżycu

Europa chce przystąpić do nowego wyścigu o panowanie w kosmosie. Czy dawni zdobywcy oceanów są jeszcze w stanie zdobyć pozycję lidera w tym nowym, wielkim przedsięwzięciu?

www.ancient-code.com


Koniec Zimnej Wojny zakończył wielki wyścig o panowanie w przestrzeni kosmicznej między dwoma mocarstwami. Sukcesy amerykańskiego i sowieckiego programu kosmicznego miały jednak przede wszystkim cele propagandowe i pewne cele militarne. W ciągu ostatnich 20 lat możemy raczej mówić o powolnej redukcji budżetów największych agencji kosmicznych i o braku bardziej ambitnych przedsięwzięć, być może pominąwszy budowę międzynarodowej stacji kosmicznej "Alpha". Coś się jednak zmienia, w ciągu kilku ostatnich lat pojawiło się kilka projektów, których celem jest nowa era kosmiczna. Flota sond należących do różnych państw i prywatnych korporacji prowadzi obecnie dokładne pomiary powierzchni Księżyca poszukując złóż minerałów i jakichkolwiek śladów zamarzniętej wody.
Nie bez znaczenia jest przy tym wzmożona aktywność nowych światowych graczy takich jak choćby Chiny czy Indie, które realizują co raz to ambitniejsze przedsięwzięcia, mobilizując tym samym inne potęgi takie jak Japonia, która deklaruje, że jako pierwsza zbuduje swoją własną bazę na Księżycu. Nie zapominać należy również o prywatnych inicjatywach, których aktywność podyktowana jest przede wszystkim jednak czynnikami ekonomicznymi. Firmy takie jak Planetary Resources dąży przykładowo do stworzenia floty satelitów, które dotrą do pasa asteroid znajdującego się między Marsem a Jowiszem a następnie zajmą się poszukiwaniem cennych minerałów na ich powierzchni. 
Przy tak zmieniających się nastrojach nie dziwi zatem fakt, że również Europejczycy chcą wziąć udział w nowym wyścigu ku przestrzeni kosmicznej. Podczas mającego niedawno miejsce w Kopenhadze forum europejskich naukowców pracownik ESA, Bernard Foing stwierdził, że już w niedalekiej przyszłości na Księżycu powstaną bazy, w których żyć będą ludzie. Wcześniej jednak niezbędnym będzie stworzenie wioski robotów, które przygotują teren pod przybycie człowieka, być może wykorzystane przy tym zostaną technologie drukarek 3D. Znalezienie na ziemskim satelicie złóż wodoru tlenu lub rzadkich metali znacznie ułatwiłoby realizację takich projektów, dzięki nim możliwe byłoby pozyskiwanie paliwa lub chociaż substancji niezbędnych do życia, odkrycie złóż cennych rud sprawiłoby, że na całą inicjatywę przychylnym okiem spojrzeliby również inwestorzy. 

Nowy wyścig o przestrzeń kosmiczną już się rozpoczął, kto będzie zwycięzcą?





wtorek, 1 lipca 2014

Bank Światowy przestanie obejmować cały świat? Czas na konkurencję z Chin!

Ponad 100 miliardów dolarów ma zostać wydanych na utworzenie nowej międzynarodowej instytucji finansowej, której patronowałyby Chiny. 

fot. stratrisks


Władze Państwa Środka właśnie podjęły kolejny krok w budowie alternatywnego wobec zdominowanego przez Stany Zjednoczone systemu finansowego o globalnym zasięgu. Jak informuje Financial Times przedstawiciele Pekinu odbyły w ostatnim czasie podróż po wielu państwach Azji i Bliskiego Wschodu namawiając do poparcia dla nowej instytucji, która miałaby pełnić funkcję pożyczkodawcy o kapitale przekraczającym 100 miliardów dolarów. Domyślnie ma to być bezpośrednia konkurencja dla istniejącego od II Wojny Światowej Banku Światowego.

Póki co zainteresowanie dołączeniem do systemu wyraziły 22 państwa, magazyn nie podał jednak jakie. Można się jednak domyślać, że są to kraje blisko związane z Chinami bądź nastawione antagonistycznie wobec USA, a więc być może Iran, Syria, Kazachstan, Rosja bądź Wietnam. Za decyzją o powołaniu alternatywnej wobec BŚ instytucji przemawia fakt, że wspólnie z Azjatyckim Bankiem Rozwoju powołane zostały jeszcze w następstwie zakończenia II Wojny Światowej i Zimnej Wojny, kiedy to Stany Zjednoczone zdecydowały się udzielić wsparcia ekonomicznego między innymi Wietnamowi i Korei. Jest to również konsekwencja braku ze zgody ze strony USA na zwiększenie wpływu w BŚ i Międzynarodowym Funduszu Walutowym ze strony przedstawicieli Chin, Rosji i Brazylii. 
 
Pozostający głównym udziałowcem i zachowujący prawo weta Amerykanie  zadeklarowali ustępstwa w tej kwestii, jednak Kongres odrzucił te ustalenia  w głosowaniu co spotkało się z ostrą krytyką przede wszystkim Chińczyków. Nie ma się im z resztą co dziwić, gdyż we wspomnianym już Azjatyckim Banku Rozwoju posiadają oni zaledwie 5,5% udziałów podczas gdy USA wspólnie z posiadającą mniejszą gospodarkę od Chin Japonią mają wspólnie ponad 15%.



- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf