czwartek, 11 października 2012

Detroit - wchodzisz na własne ryzyko

Upadek kwitnącego niegdyś miasta jakim było w przeszłości Detroit bardzo często przytaczany jest jako przykład nie tylko niegospodarności i błędnych decyzji politycznych decydentów, ale też problemów jakie przeżywają Stany Zjednoczone w całej swojej rozciągłości. Niedawno w oczach policji miasto zyskało status strefy wojny. 

Jak poinformował The Huffington Post tylko w ciągu ostatniego roku odsetek zabójstw w mieście wzrósł o 5,2%. Przez pierwszych dziewięć miesięcy w Detroit w wyniku ponad ośmiuset strzelanin i ataków z użyciem noży zginęło aż 261 osób czyniąc je jednym z najbardziej niebezpiecznych miast w USA. Równocześnie tamtejsi policjanci skarżą się, że są przepracowani i obawiają się o swoje życie, od początku lata z pracy zrezygnowały bowiem setki funkcjonariuszy. W porównaniu z sytuacją sprzed dekady na służbie jest o tysiąc mniej policjantów. Zdaniem przedstawiciela Detroit Police Officer Association (DPOA) "Detroit jest najbardziej niebezpiecznym miastem Ameryki, liczba zabójstw jest najwyższa w kraju, lecz równocześnie Departament Policji cierpi na braki kadrowe. Według DPOA w Detroit trwa wojna, powinna być to jednak wojna z przestępczością a nie wojna z funkcjonariuszami policji". 

Z tego też powodu organizacja rozpoczęła kampanię informacyjną mającą ostrzegać przed wkraczaniem do określonych stref miasta. W ich okolicach pojawiają się kartki z hasłem: "Uwaga wchodzisz do Detroit na własne ryzyko"


Problemy tamtejszej policji są kolejnym przejawem upadku jakiego doznało to niegdysiejsze centrum amerykańskiego centrum przemysłu samochodowego. Od kilkunastu lat populacja mieszkańców regularnie się kurczy, opustoszały całe dzielnice, wyburzane są domy. Władze miasta w ramach programów oszczędnościowych obcinają budżety większości służb publicznych, zachęcają również mieszkańców do przeprowadzki do innych dzielnic.



źródło: Huffingtonpost/Naturalnews




środa, 10 października 2012

Zarobić na epidemii


– Tak. Mam pewien pomysł. Otóż moglibyśmy zaproponować, przedstawiając plan realizacji, konkretną dwustopniową wersję.
– Co masz na myśli?
– Chciałbym posłużyć się kontrowersjami, jakie narosły wokół naszej koncepcji i wymagana jest pewna zmiana.
– Zaraz, wczoraj oznajmiłam im, że nie zgadzamy się na żadne modyfikacje.
– Wczoraj nie wiedzieliśmy tego, co wiemy dziś. Ale oczywiście powinniśmy znaleźć jakiś inny argument. W nowej sytuacji zaproponujemy, iż w pierwszym etapie powstanie zwykła instalacja obronna, a dopiero w drugim etapie zasadnicza instalacja.
– To wymaga, poza znalezieniem wiarygodnego argumentu, jeszcze dodatkowych środków, których nie mamy.
– To bezsporne, ale mam pewien pomysł. Proponowałbym, by takim argumentem była
informacja o przygotowywanym negatywnym stanowisku Chin i w konwencji, problemach gospodarczych. Trudno zlekceważyć taką postawę.
– Tak sądzisz? –zastanowiła się kobieta.
– Owszem, proszę im powiedzieć, że taką informację otrzymaliśmy w nocy. A to już argument, nad którym wszyscy się poważnie zastanowią.
– Być może. W końcu ważny jest nie tylko sam powód, ale i forma przedstawienia go, a z tym sobie poradzę.
– Jestem tego pewien. – Mężczyzna uśmiechnął się.
– Pozostanie nam jeszcze problem, jak znaleźć środki finansowe.
– Właśnie. Jak już wspomniałem, mam pewien pomysł. Dosyć śmiały, muszę to zastrzec od razu.
– Jestem bardzo ciekawa – powiedziała życzliwie.
– Otóż, moglibyśmy uzyskać te środki od koncernów farmaceutycznych.
– Od koncernów farmaceutycznych? – powtórzyła ze zdziwieniem.
– Tak. Wprowadzilibyśmy, zgodnie z moim zamysłem, specjalne obciążenie podatkowe, ze względu na wzrost obrotów firm farmaceutycznych spowodowanych zamówieniami rządowymi.
– A czy to w efekcie nie bilansuje tych środków?
– Nie, po pierwsze pochodzą one z różnych funduszy. Przychód z dodatkowych podatków może iść na sfinansowanie programu obronnego, a zamówienia będą finansowane z funduszy zdrowia. Poza tym, planowany duży wzrost przychodów koncernów nastąpi poprzez sprzedaż farmaceutyków innym krajom. Otóż, mogę założyć, iż uda nam się spowodować tak duże zainteresowanie zakupami, że zarządy firm w najmniejszym stopniu nie będą protestować przeciwko rządowym, nałożonym na nich zobowiązaniom.
– Myślisz, że taka sytuacja jest możliwa? Nie słyszałam jeszcze przypadku spokojnego przyjęcia zwiększenia obciążeń podatkowych.
Mężczyzna przełknął łyk whisky.
– Mój plan zakłada wywołanie pandemii choroby, która stanie się postrachem na całym świecie.
– Co?! To brzmi jak żart! Nikt nie zgodzi się na wywołanie światowej paniki! To niemożliwe!
– Nie jestem pewien… – mężczyzna uśmiechnął się. – Otóż, nie myślę w żadnym przypadku o jakiejś ciężkiej chorobie. Niby nic ważnego, ale wykorzystując media, które rzucają się na każdą sensację… Myślę, że zrobią za nas całą robotę. Przewiduję, że koncerny farmaceutyczne wymyślą jakąś nieszkodliwą
szczepionkę i zarobią na tym krocie. A skoro zarobią, pozwolą zabrać sobie część dobrowolnie.
– To szokujący plan – kobieta zamyśliła się.
Milczeli oboje przez chwilę.
– Wiesz, to być może absurdalne, ale to proste i zarazem genialne.
– Tak? Cieszę się, że mogłem się przydać.
Kobieta spojrzała na zegarek. Uśmiechnęła się.
– Musimy kończyć. Myślę, że po przedstawieniu twojego pomysłu uzyskam ich pełną akceptację. Tym bardziej, że zapewne każdy z nich będzie zastanawiał się od teraz, jak, wykorzystując swoje możliwości, zarobić na tej, jak to wymyśliłeś, epidemii. Jesteś niezwykle utalentowanym człowiekiem.

Tajemnica Czternastej Bramy, fragment rozdziału 24. Książkę możesz zamówić na stronie autora

wtorek, 9 października 2012

Wielki skok: to już dzisiaj!

Dzisiaj, po godzinie 14 austriacki skoczek Felix Baumgartner spróbuje pokonać prędkość dźwięku. Najpierw zostanie on wyniesiony w specjalnej kapsule balonu na wysokość 36 tys. 576 metrów, by następnie wyskoczyć z niej i swobodnie opadać. Tym samym planuje pobić on cztery nowe rekordy świata.
  
fot. foxnews.com
Obecnie trwa odliczanie do rekordowego skoku ze stratosfery na pustyni w Roswell, gdzie rozpocznie się cała przygoda. Najpierw Baumgartner zostanie wyniesiony w kapsule za pomocą specjalnego balonu wypełnionego helem do stratosfery na wysokość 36 tys. 576 metrów. Sam lot balonem potrwa ok. 3 godzin. Następnie po osiągnięciu zaplanowanej wysokości skoczek wyskoczy z kapsuły i zacznie swobodnie opadać. 

Opadanie potrwa ok. 5 minut. To właśnie wtedy Baumgartner przekroczy prędkość dźwięku i tym samym będzie pierwszym człowiekiem, który dokonał tego podczas swobodnego spadku, ustanawiając nowy rekord świata. Oznacza to, że będzie on musiał osiągnąć prędkość ok. 1120 km/h. 

Dopiero na wysokości 1500m otworzy się spadochron, który ma zapewnić skoczkowi bezpieczne lądowanie. Lot ze spadochronem potrwa 10-15 minut. 

Ponieważ bicie rekordu będzie odbywać się w ekstremalnych warunkach, skoczek musi podjąć szereg działań zapewniających mu bezpieczeństwo. Przede wszystkim, aby móc otworzyć spadochron musi on zwolnić do prędkości 280km/h przyjmując odpowiednią pozycję. Gdyby skoczek nie był w stanie sam otworzyć spadochronu np. poprzez zasłabnięcie, automatycznie otworzy się spadochron zapasowy. Także, gdy w czasie swobodnego opadania skoczek wpadnie ruch wirowy, otworzy się mały spadochron pomocniczy, który ustabilizuje tor opadania. Austriak będzie również ubrany w szczelny skafander ważący prawie 50 kg, który ma go chronić przed niezwykle niską temperaturą oraz ciśnieniem. Do tego wyposażony będzie w hełm z włókna szklanego ze słuchawkami, dzięki którym będzie utrzymywać kontakt z centrum koordynacyjnym. 

Skok rejestrowany będzie przez 12 kamer, 9 w kapsule i 3 na skafandrze. Są one odporne na ekstremalne warunki, nagrają także film w jakości HD. 

Według szacunków Baumgartner ma wylądować na lądowisku w Roswell, gdzie będzie na niego czekać rodzina. I choć trudno określić dokładne miejsce lądowania ze względu na wiatr, można przewidzieć rejon, w którym to nastąpi. 

Podczas tego skoku Baumgartner planuje pobić aż cztery rekordy. Poza osiągnięciem prędkości dźwięku podczas swobodnego opadania, dokona on najwyższego lotu balonem załogowym oraz najwyższego skoku spadochronowego. Dokona także najdłuższego spadku swobodnego. 

Choć cały skok potrwa zaledwie 15-20 minut, przygotowania do tego wydarzenia trwały 5 lat. Felix Baumgartner jest doświadczonym skoczkiem. Skakał już z wielu mostów, budynków, anten. Jako pierwszy człowiek pokonał również kanał La Manche przy użyciu skrzydeł z włókna szklanego. Ten rekordowy skok ma zakończyć jego karierę skoczka. Potem planuje on zostać pilotem śmigłowca ratunkowego.

Czy też będziecie śledzić dzisiejszy wyczyn skoczka?



poniedziałek, 8 października 2012

Amerykanie odkrywają tajemnice "Projektu 1974"

Amerykańskie Archiwa Narodowe odtajniły informację o „Projekcie 1974”. Projekt ten dotyczył budowy samolotu-spodka w latach 50-tych i był niezwykłym wyzwaniem technologicznym jak na tamte czasy. 

fot. ufocasebook.com
Odtajniony dokument został opublikowany w Internecie na stronie Amerykańskich Archiwów Narodowych. Dokument ten ma postać jednostronicowego streszczenia projektu z 1956 roku oraz trzech ilustracji. Więcej materiałów, bo aż 2 kartony, dostępnych jest na specjalnie życzenie zainteresowanych. 

Informacje na temat projektu, które dotychczas był znane, były nieoficjalne i pochodziły przede wszystkim od osób, które wówczas pracowały przy projekcie. Aż do teraz oficjalne dokumenty pozostawały tajne. 

Według odtajnionych informacji projekt dotyczył prac nad budową samolotu, a konkretniej myśliwca o nietypowym kształcie. Maszyna bowiem miała mieć kształt latającego spodka, który powszechnie kojarzy się z UFO. Amerykańskie Lotnictwo Narodowe (USFA) zleciło pracę nad tym projektem kanadyjskiej firmie Avro Canada. 

We wstępnej fazie testów prace nad budową samolotu wyglądały obiecująco. Według planów samolot miał osiągać prędkość trzech do czterech Machów na wysokości ponad 30 kilometrów, a jego zasięg miał wynosić 1800 km. Jednak dalsze prace nad projektem wymagały zainwestowania 3 milionów dolarów. 

Prace nad maszyną wyszły poza fazę projektu, udało się nawet zbudować prosty prototyp samolotu, który otrzymał oznaczenie Weapons System 606A. Jednak podczas testów doszło do wielu pożarów maszyny. Okazało się także, że samolot będzie trudny w obsłudze i kontroli. Zmusiło to twórców projektu do zaprzestania prac w związku z brakiem technologii, która pozwoliłaby na stworzenie tak zaawansowanego samolotu. 

W wyniku prac przy „Projekt 1974” powstał za to „Avrocar”, uzbrojony pojazd w postaci latającego jeepa, który miał unosić się kilka metrów nad ziemią. Jednak po fazie testów i zbudowaniu prototypu konstruktorzy porzucili prace nad tym pojazdem ze względu na fakt, iż ten pojazd także był zbyt skomplikowany w obsłudze i kontroli. Ponadto miał za słabe zasięgi względem wymagań stawianych mu w latach 60-tych.

Czy Waszym zdaniem amerykanie mogą nadal pracować nad projektem w tajemnicy?



piątek, 5 października 2012

Wielka wojna z producentami GMO

Walka alterglobalistów z międzynarodowym koncernem Monsanto od początku wydawała się nierówna i pesymiści wieszczyli im niechybną porażkę. Ostatnie doniesienia wskazują jednak, że mamy do czynienia z odwróceniem ról i powoli zaczyna dochodzić do sytuacji kiedy to producent GMO musi zacząć się bronić. 

fot. Krappweis/sxc.hu
Gdyby przyjrzeć się ostatnim doniesieniom dotyczącym GMO dojść można do wniosku, że czas działa na niekorzyść koncernu Monsanto. Jeszcze kilka lat temu tematyka związana z genetycznie modyfikowaną żywnością poruszana była jedynie w niszowych mediach a przez większość ludzi, szczególnie zaś polityków, była ona traktowana jako rzecz zupełnie „niepoważna”, którą nie ma sensu w ogóle się zajmować. Minęło jednak trochę czasu, przeciwnicy GMO nie ustawali w bojach o prawdziwą żywność, pisano kolejne artykuły, rozmawiano, docierano do poszkodowanych, w końcu wytaczano procesy. Wydaje się, że pod koniec 2012 roku coś w końcu udało się wywalczyć. Wielu ludzi uświadomiło sobie, że GMO jest istotnym problemem i że nie można pozostawić sprawy samej sobie. 

Walka jaką aktywiści toczą z o wiele silniejszym przeciwnikiem nie jest łatwa. Chociaż producentów GMO wielokrotnie oskarżano o podejrzane kontakty z politykami, wpływanie na decyzje sądów i organów ścigania a przede wszystkim fałszowanie danych naukowych, nigdy nic nikomu nie udało się udowodnić. Taka sytuacja miała miejsce niedawno w Stanach Zjednoczonych gdzie w rządowej agencji FDA (Food and Drug Administration) zupełnie wykasowano listę zawierającą ponad milion podpisów na rzecz oznaczenia produktów modyfikowanych genetycznie. Niestety, inicjatorzy akcji źle wybrali termin złożenia podpisów. Robiąc to na początku 2012 roku kiedy w USA trwa kampania wyborcza oznacza, że wielu polityków zrobi wszystko by zamieść całą sprawę pod dywan. I to właśnie zrobili. 

Uniemożliwienie wprowadzenia systemu oznaczania GMO na terenie Stanów Zjednoczonych jest bez wątpienia sukcesem jej producentów, oznaczenia wymagane są jedynie w kilku stanach, m.in. w Kalifornii. W ten sposób konsument nie będzie wiedział jak została wyprodukowana żywność, którą kupuje, bez względu na to czy jego zdaniem GMO jest szkodliwe czy też nie. Wbrew pozorom zaś tego typu żywności jest więcej niż byśmy chcieli. Najbardziej w tym temacie wyczuleni Amerykanie sporządzili listy najbardziej ryzykownych rodzajów żywności – kukurydza, która zdaje się być najpowszechniej uprawianą rośliną poddawaną eksperymentom genetycznym wykorzystywana jest do produkcji ogromnej liczby produktów żywnościowych, które trafiają na rynek bez jakichkolwiek oznaczeń. Żeby temu przeciwdziałać przygotowano między innymi listę płatków śniadaniowych, przy produkcji których wykorzystuje się modyfikowaną genetycznie kukurydzę. 

Na czym polega szkodliwość GMO? 

Regularne próby ukrycia możliwych podejrzeń o szkodliwość żywności modyfikowanej genetycznie bardzo często utrudniają dokładne badania oraz publikacje ich rezultatów. Czasami mamy nawet do czynienia z działaniami prewencyjnymi, tak jak to miało miejsce w przypadku zakupu przez Monsanto firmy, której działalność polega na mierzeniu populacji pszczół. Zwierzęta te są bardzo wrażliwe na specjalny rodzaj protein zawartych w pyłku modyfikowanych genetycznie roślin. Jego zebranie zajmuje robotnicom o wiele więcej czasu co powoduje, że nie są one w stanie zgromadzić odpowiedniej ilości zapasów i ul ginie. 

Tym razem jednak francuskim naukowcom udało się przeprowadzić obszerne badania, które miały określić jaki jest stopień szkodliwości GMO dla ludzi. Wygląda z resztą na to, że Francja jest na prostej drodze do rozpoczęcia działań dążących do wprowadzenia całkowitego zakazu upraw NK603, czyli modyfikowanej genetycznie kukurydzy będącej jednym ze sztandarowych produktów Monsanto, na terenie całej Unii Europejskiej. Odmiana ta nazywana jest przez jej przeciwników mianem „Frankenkukurydzy” („Frankencorn”) – w opracowaniu opublikowanym na łamach periodyku „Food and Chemical Toxicology” opisano jej działanie na szczury laboratoryjne, które były nią karmione przez ponad 90 dni. U zwierząt zaobserwowano znacznie większy i szybszy rozwój złośliwych nowotworów niż u pozostałych szczurów. Co warto zaznaczyć komórki rakowe pojawiły się zarówno u zwierząt karmionych kukurydzą spryskiwaną wcześniej środkiem chwastobójczym roundup jak i u tych, którym podano NK603, której wcześniej nie spryskiwano. 

Echo badań

Wyniki badań wydają się być na tyle istotne i poważnie potraktowane przez francuskie władze, że kwestia zakazu genetycznie modyfikowanej kukurydzy, a być może również innych roślin, już wkrótce może być dyskutowana na forum ogólnoeuropejskim. Na samej Unii Europejskiej nie musi się z resztą skończyć, o czym świadczy przykład Rosji, która mając na uwadze wyniki badań francuskich naukowców zakazała importu wszystkich modyfikowanych genetycznie roślin. Produkty zatrzymywane są na rosyjskiej granicy do czasu aż tamtejszy Instytut Żywienia przyjrzy się wynikom francuskich badań atakowanych przez Monsanto, które twierdzi, że naukowcy pod przewodnictwem Professora Gilleas-Eric Seraliniego użyli zbyt małej ilości szczurów I tym samym wyniki ich badań nie są reprezentatywne i były prowadzone zbyt krótko. 

Problem w tym, że badania były prowadzone ponad 2 lata i zbadano wiele próbek. Co więcej z łatwością odpierany jest również inny kontrargument Monsanto, którego przedstawiciele twierdzą, że badane szczury mają naturalną, genetyczną skłonność do częstszego zapadania na nowotwory. Również ten argument obalany jest między innymi faktem, że zupełnie inaczej rozwijały się komórki rakowe u szczurów karmionych innymi rodzajami żywności i to pomimo, że zwierzęta pochodziły z dokładnie tej samej populacji. 

Kolejne zakazy i blokady upraw oraz importu towarów wytwarzanych przez Monsanto jest jednym z dowodów na koniec dobrej passy firmy. Niedawno koncern przegrał proces z brazylijskimi farmerami, którym prawdopodobnie będzie musiał wypłacić ogromne kwoty odszkodowań. Już jakiś czas temu w niektórych państwach europejskich zakazano upraw GMO, kiedy zakazany zostanie również import firma nie tylko będzie musiała szukać nowych miejsc pod uprawy, ale przede wszystkim straci ogromny, liczący pół miliarda konsumentów rynek zbytu.

pisząc tekst korzystałem z opracowań dostępnych na portalu Naturalnews.com

Zmiana pola magnetycznego Ziemi? To dzieje się na naszych oczach!

Ziemskie pole magnetyczne zaczyna szaleć. Od jakiegoś czasu słabnie i przemieszcza się. Naukowcy ustalili, że nastąpi zmiana biegunów Ziemi, jednak nie dokona się ona poprzez odwrócenie magnetyczne północy z południem, jak dotychczas przypuszczano.

fot. sciencedaily.com
Pole magnetyczne jest jednym z czynników umożliwiający życie na naszej planecie. Stanowi ono tarczę, która chroni przed promieniowaniem słonecznym. Dzięki niemu Ziemia nie stała się wielką pustynią. 

Pole magnetyczne Ziemi na przestrzeni dziejów już się zmieniało, nie jest to zatem obce zjawisko. Według danych geologicznych działo się tak co 250 tys. lat. Zastanawiający może być jednak fakt, że ostatnia zmiana pola miała miejsce 800 tys. lat temu, zatem proces ten opóźnia się. Conall Mac Niocaill z Uniwersytetu w Oksfordzie twierdzi, że proces zmiany biegunów jest coraz bliższy. Jak podaje, siła pola magnetycznego zmniejszyła się o 10% w ciągu ostatnich 150 lat, a magnetyczna północ przesunęła się o 1500km. 

Naukowcom trudno przewidzieć, jakie konsekwencje tej zmiany mogą nastąpić dla naszej planety. Wiadomo, że w przypadku zaniku pola magnetycznego wiatr słoneczny pozbawia planetę atmosfery, co powoduje wzrost działania szkodliwego promieniowania kosmicznego. Taka sytuacja miała miejsce 3,5 - 4 mld lat temu na Marsie, gdzie najprawdopodobniej wtedy wyginęły wszystkie formy organizmów żywych lub przeniknęły w głąb gleby. 

Co prawda na Ziemi pole magnetyczne zawsze się odnawiało, więc zagłada prawdopodobnie nam nie grozi. Jednak nawet jego przesunięcie i osłabienie również nie jest obojętne dla mieszkańców naszej planety. Może ono spowodować problemy z pracą satelit oraz w przemyśle naftowym, który przy wydobyciu korzysta przede wszystkim z odczytu pola magnetycznego. Zmiany te utrudniają także migracje zwierząt, które wykorzystują pole magnetyczne do nawigacji podczas przemieszczania się. 

Aby bliżej przyjrzeć się zmianom pola magnetycznego Europejska Agencja Kosmiczna stworzyła projekt Swarm, w ramach którego na orbitę polarną zostaną wysłane 3 satelity, by rejestrowały zmiany pola magnetycznego oraz badały wpływ Słońca. 

Według specjalistów, wyniki już przeprowadzonych badań przedefiniowały wiedzę na temat zmiany biegunów. Naukowcy doszli do takich wniosków poprzez obserwacje lawy, w której atomy skał bogate w żelazo układają się pod wpływem pola magnetycznego. Na podstawie tego układu można odczytać geologiczną pamięć ziemskiego pola magnetycznego. Obecnie wyniki z tych odczytów wskazują, że inaczej wygląda ona w różnych miejscach, co może świadczyć o tym, ze zmiana biegunów może przebiegać w sposób losowy i chaotyczny. Przez to zamiast dwóch silnych biegunów może powstać mnóstwo słabszych rozłożonych na całej planecie. Według naukowców magnetyczny chaos może nastąpić już za 500 lat.

Czy Waszym zdaniem przemieszczanie się ziemskiego pola magnetycznego może mieć naprawdę tak silny wpływ na naszą planetę?



czwartek, 4 października 2012

Zaprojektuj czołg dla DARPA i wygraj 5 mln dolarów!

Amerykańska agencja zaawansowanych projektów obronnych DARPA ogłosiła nietypowy konkurs na zaprojektowanie czołgu, a dokładniej amfibii. Zawiedziona przez wielkie koncerny postanowiła oddać sprawę w ręce obywateli. Autor zwycięskiego projektu może wygrać nawet 5 mln dolarów! 

fot. darpa.mil
Program o nazwie FANG (Fast Adaptable Next-Generation Vehicle) dotyczący konkursu na projekt amfibii dla Piechoty Morskiej, został ogłoszony przez agencję Pentagonu, która zajmuje się rozwojem futurystycznych technologii wojskowych. Program ten ma zastąpić poprzedni projekt o nazwie EFV, w ramach którego nie udało się zbudować uzbrojonego i opancerzonego pojazdu pływającego. Przez to jeszcze w ciągu kilku najbliższy lat amerykańska armia musi zadowolić się pojazdami starszego typu, wprowadzonymi w latach 70-tych. Ogłoszony konkurs, jako nowatorski pomysł Pentagonu, ma dostarczyć projekt amfibii, która w przyszłości będzie wykorzystywana przez Marines. 

Sam konkurs jest podzielony na kilka etapów. Pierwszy, do którego można już zapisywać się pojedynczo lub drużynowo, dotyczy projektu silnika i zawieszenia pojazdu. Autorzy zwycięskiego projektu otrzymają 1 milion dolarów. Następne etapy dotyczą projektu układu napędowego, kadłuba i integracji wszystkich systemów. Ich zwycięzcy otrzymają pozostałe 4 miliony. 

Obecnie rozpoczęto zapisy do konkursu. Agencja kończy właśnie testować specjalne oprogramowanie do projektowania amfibii, za pomocą którego już w styczniu uczestnicy będą mogli tworzyć swoje prace. 

Organizatorzy przypominają także, że konkurs adresowany jest do obywateli USA, w szczególności do inżynierów i absolwentów kierunków technicznych. 

I choć nie ma gwarancji, że Marines zdecydują się na zakup zwycięskiej amfibii, nie zmienia to faktu, że warto powalczyć choćby dla samej nagrody.

Czy może macie znajomych, którzy mogliby wystartować w takim konkursie?


Źródła: techall/wired/aolautos

środa, 3 października 2012

Czy biopaliwa są bardziej szkodliwe niż benzyna?

Od dawna toczy się spór o używanie biopaliw. Głównym argumentem zwolenników jest twierdzenie, że to alternatywne źródło energii jest przyjazne dla środowiska i mniej szkodliwe niż benzyna. Ale czy na pewno?

fot. ltkcdn.net
Temu zagadnieniu postanowili przyjrzeć się dokładniej specjaliści ze szwajcarskiego instytutu badawczego EMPA. Celem ich badań było sprawdzenie wpływu różnych paliw na środowisko. Badania te jednak różnią się od wcześniejszych tym, że poza emisją dwutlenku węgla uwzględniono także inne czynniki wpływające na środowisko. Wynika to z tego, że dyskusje na temat źródeł energii koncentrują się przeważnie wokół emisji dwutlenku węgla. A to nie jest jedyne zagrożenie. Często bowiem paliwa, które charakteryzują się małą ilością emitowanych gazów, mogą w inny sposób szkodzić środowisku, np. już podczas procesu produkcji.

Dlatego badania szwajcarskiego instytutu spoglądają na to zagadnienie z szerszej perspektywy, analizując także proces produkcyjny poszczególnych rodzajów paliw. Uwzględniają one zatem wpływ produkcji paliwa także na zdrowie ludzi oraz wykorzystanie innych surowców.

Biopaliwa porównano do benzyny. Jednak wynik tego porównania był zaskakujący. Co prawda w przeciwieństwie do biopaliw, spalanie benzyny wpływa niekorzystnie na efekt cieplarniany oraz powłokę ozonową. Jednak według raportu badaczy to właśnie biopaliwa są bardziej szkodliwe dla środowiska! Przede wszystkim bardziej zakwaszają glebę oraz zanieczyszczają wody i jeziora. Ponadto do produkcji biopaliw potrzeba ogromnych obszarów pod uprawę, a te powstają najczęściej w wyniku wycinania lasów.

Powołując się zatem na wyniki badań, biodiesel i paliwa bazujące na etanolu są dla środowiska bardziej szkodliwe niż benzyna. Zatem, wbrew pozorom , benzyna jest jednym z najmniej szkodliwych rodzajów paliwa.

Czy Was także zaskoczyły takie wnioski naukowców?



wtorek, 2 października 2012

Dzięki tym kluczom zdobędziesz pełną kontrolę nad Nowym Jorkiem!

W dobie walki z terroryzmem, wdrażania coraz nowszych systemów bezpieczeństwa, monitoringu i działalności służb specjalnych istnieje prosty sposób na przejęcia kontroli nad miastem. Na eBayu pojawił się właśnie zestaw kluczy, za pomocą których można sterować Nowym Jorkiem.

fot. nypost.com
Choć brzmi to nieprawdopodobnie, aby sterować miastem nie trzeba wcale być hakerem, wystarczy posiadać specjalny zestaw kluczy, który na co dzień wykorzystywany jest głównie przez strażaków. Za pomocą tych kluczy można kontrolować windy, metro, a nawet dostawy prądu, a więc główne elementy infrastruktury ogromnego miasta.

Zatem posiadacz takiego zestawu jest w stanie sparaliżować cały wieżowiec poprzez unieruchomienie wind i sprowadzenie ich na parter. Może on także dowolnie otwierać i zamykać bramki metra oraz odcinać prąd poprzez wyłączenie stacji transformatorowej. Klucze te umożliwiają również sterowanie sygnalizacją świetlną oraz miejskim systemem alarmowym, a także dają dostęp do innych skrzynek, w których znajdują się klucze do mniej popularnych systemów.

Zestaw, nazywany również „zestawem strażaka” składa się z 5 kluczy i niedawno został wystawiony na aukcji internetowej. Dzięki temu za jedyne 149,95$ można było nabyć na Ebayu klucze do sterowania miastem! Wszystko za sprawą emerytowanego ślusarza, Daniela Ferrarisa.

Co prawda Ferraris zastrzegł, że klucze są już przestarzałe i pouczył kupującego, że nie należy ich używać. Jednak w toku śledztwa, dziennikarz New York Post wypróbował zakupione i klucze i ku jego zdumieniu okazało się, że cały zestaw działa, umożliwiając tym samem przejęcie kontroli nad miastem.

Udostępnienie kluczy wywołało burzę wśród osób odpowiadających za bezpieczeństwo w Nowym Jorku. Skoro zestaw kluczy z taka łatwością trafił do dziennikarza, tak samo łatwo może trafić w ręce terrorystów, przestępców czy nawet demonstrantów, którzy będą chcieli sparaliżować miasto.

Niewyjaśniony pozostaje także fakt, w jaki sposób ślusarz Daniel Ferraris zdobył omawiany zestaw kluczy. Zresztą poza „zestawem strażaka” sprzedawał on również inne zestawy kluczy, a także przedmioty, których sprzedaż jest zakazana na eBayu. Dlatego być może zostaną mu postawione zarzuty.

Zachęcam do prześledzenia filmu, który mówi o licznych zabezpieczeniach Nowego Jorku... jak się okazuje znamienitą część z nich można obejść wspomnianym "specjalnym kluczem".

Dla jakich celów Waszym zdaniem posiadacz takich kluczy może je wykorzystać?



poniedziałek, 1 października 2012

Czy brytyjskie władze opodatkują internautów?

Wielka Brytania w ostatnich dniach zaskoczyła swoich internautów. W kraju zrodził się bowiem pomysł dwufuntowego podatku za korzystanie z Internetu, który miałby uratować brytyjskie gazety. Mimo, iż inicjatywa wyszła od dziennikarza, została bardzo szybko podłapana przez polityków i jest już całkiem poważnie dyskutowana w przestrzeni publicznej.

fot. veinteractive.com
Parę dni temu David Leigh, dziennikarz popularnego “Guardiana” napisał artykuł zatytułowany: “Dwufuntowy podatek za korzystanie z Internetu mógłby uratować nasze gazety”. W swoim tekście Leigh przyznaje, że obawia się kryzysu prasy wywołanego rzekomo przez rozwój Sieci i preferencje internautów.

Dziennikarz ma prosty pomysł pozwalający na utrzymanie prasy przy życiu. Proponuje nałożenie podatku na dostawców usług internetowych. Leigh nie ma jednak złudzeń – wie, że nowa opłata zostałaby w całości przerzucona na klientów. Dlatego od razu proponuje indywidualną stawkę – nie więcej niż 2 funty (ok. 10,50 zł) za miesiąc użytkowania Sieci.

Pieniądze te miałyby trafić do specjalnej agendy rządowej czy też organizacji zbiorowego zarządzania, która rozdzielałaby je zgodnie z udziałami rynkowymi poszczególnych wydawców. Dotyczyłoby to nie tylko prasy, ale także np. dużych stron internetowych, czy nawet telewizji.

Krytycy pomysłu Leigha oraz opozycyjni względem niego politycy podkreślają, że wprowadzenie w życie pomysłu redaktora “Guardiana” doprowadziłoby do sytuacji, w której praktycznie cały sektor medialny byłby finansowy z pieniędzy publicznych. Doszłoby więc do pośredniego upaństwowienia tej branży, co na pewno nie wzmocniłoby demokracji oraz pluralizmu opinii w Wielkiej Brytanii. 

Czy Waszym zdaniem takie rozwiązanie ma szanse powodzenia? A może podłapią je i polscy politycy?


Źródła: guardian/ispreview/pandodaily
- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf