piątek, 13 czerwca 2014

Adolf Hitler ukrywał się w Argentynie?


San Carlos de Bariloche
źródło: Wikipedia.org
Zbliżają się wakacje i czas podróży, warto z tej okazji przypomnieć tekst napisany na szybko, prosto z kraju, który był celem emigracji wielu promintentnych nazistów a być może, według popularnej teorii, również samego fuhrera, Adolfa Hitlera, który wcale nie zginął w berlińskim bunkrze.

Na tych zdjęciach wbrew pozorom nie widzimy jakiejś schowanej między alpejskimi szczytami wioski, lecz San Carlos de Bariloche znajdujące się w prowincji Rio Negro w Argentynie. Według argentyńskiego dziennikarza, Abla Basti to właśnie w tam przebywał Adolf Hitler wraz z Ewą Braun. Mieli oni zostać przewiezieni do posiadłości należącej do argentyńskiego biznesmena, Jorge Antonio, jednego z zaufanych współpracowników trzykrotnego prezydenta Argentyny, Juana Domingo Peróna. Posiadłość była odizolowana od świata, dotrzeć do niej można było jedynie łodzią bądź samolotem.

W swojej wydanej kilka lat temu książce-przewodniku Basti wskazywał szereg miejsc, w których żyć i pracować mieli byli SS-mani. Często były to wysoko postawione w nazistowskiej hierarchii osoby, takie jak Josef Mengele czy schwytany później przez Mossad Adolf Eichmann. Byli poszukiwani w Europie i Izraelu, ciążyły na nich wyroki za popełnione zbrodnie wojenne, jednak w Argentynie, nie ukrywając przy tym szczególnie swojej tożsamości, spokojnie pracowali dla lokalnych firm, które w większości powstały, dzięki złotu przywiezionemu z Europy.


czwartek, 12 czerwca 2014

Futurystyczna technologia, zobacz 10 wynalazków, które już niedługo staną się rzeczywistością!

Fani science-fiction co raz częściej dostrzegają, że przedmioty, które jeszcze kilka lat temu były jedynie przedmiotem spekulacji i marzeń technologicznych maniaków, dziś stają się osiągalne i już wkrótce trafią do naszych domów.




1. Jet Pack International H202, czyli napędzane wodorem jetpacki (plecaki z napędem odrzutowym), które pozwalają latać z prędkością 77 mil na godzinę na wysokość 250 stóp. Póki co niestety najdłuższy czas jaki były w stanie unosić człowieka w powietrzu wynosił 33 sekundy.



2. Aerofex Aero-X - to coś dla fanów Gwiezdnych Wojen, unoszący się w powietrzu pojazd napędzany jest silnikiem o mocy 240 koni i osiąga prędkość 45 mil na godzinę.


3. Proteza ze zmysłem dotyku - jak sama nazwa wskazuje ma ona zdolność przekazywania wrażeń do zakończeń nerwowych w ciele noszącej ją osoby. Sztuczna "dłoń" staje się więc zdolna odczuwać fakturę przedmiotu oraz siłę nacisku.



4. TALOS - czyli Tactical Assault Light Operator Suit, specjalny kombinezon zapewniający ochronę przez pociskami, uderzeniami i ogniem. Może on już wkrótce stać się nowym wyposażeniem armii amerykańskiej, póki co jednak trwają prace nad użytecznym prototypem, który ma się pojawić już w 2018 roku.


5. Titan Arm to nic innego jak zwiększający siłę egzoszkielet, który pozwoli przeciętnemu człowiekowi dźwigać ogromne ciężary, natomiast niepełnosprawni zyskają szansę na ponowne wzmocnienie osłabionych przez różne schorzenia kończyn.




6. Super Maglev - to ulepszona wersja superszybkiego pociągu póki co kursującego w Japonii i Chinach. Nowa, ulepszona wersja ma być jednak w stanie osiągnąć prędkość przekraczającą 250 mil na godzinę.



7. Cave2 to w pełni wirtualna przestrzeń, wypełniona 72 panelami LCD, stwarza możliwość przeniesienia się do zupełnie innego świata.




8. Żywność drukowana 3D - ta technologia przypomina się z kolei fanom Star Treka, skoro jednak współczesne drukarki 3D są zdolne tworzyć coraz bardziej złożone przedmioty z plastiku, to czemu nie byłyby w stanie przygotować odpowiednio wyglądających dań z proszku?



9. Bezprzewodowe ładowanie - koniec z kablami i wtyczkami, dzięki tej technologii przedmioty będą w stanie ładować się pozostając w bezpośrednim zasięgu fal magnetycznych.



10. Storedot - błyskawicznie ładująca się bateria. Coś co z pewnością ułatwi życie wielu użytkownikom elektronicznym gadżetów, nowy rodzaj baterii będzie w stanie uzyskać pełną wydajność już w 30 sekund.

środa, 11 czerwca 2014

Topnieją lody Antarktydy, ale przyczyną nie jest globalne ocieplenie!

Potwierdza się powszechnie krytykowana informacja, że powoli topi się pokrywa lodowa pokrywająca zachodnią część Antarktydy. Dowody na to są jednoznaczne i potwierdzane przez tak poważne instytucje jak choćby NASA, która opracowała raport, z którego jasno wynika, że zachodnia pokrywa lodowa kontynentu będzie się regularnie kurczyć. Topnienie lodowców jest zdaniem naukowców nie do powstrzymania i znaczących zmian dojdzie już w nadchodzących stuleciach.


Fakt ten jest powszechnie wykorzystywany przez różnorakie organizacje ekologiczne, które nawołują do wprowadzenia takich rozwiązań, które docelowo sprawią, że proces ogrzewania się planety zostanie jeśli nie powstrzymany to przynajmniej znacząco spowolniony. Przyznał to również pracujący dla NASA's Jet Propulsion Laboratory Eric Rignot mówiąc, że "Antarktyda nie będzie na nas czekać".

Winny wulkan

Teraz jednak okazuje się, że sprawa topnienia lodowców jest znacznie bardziej złożona. Przede wszystkim proces ten jest znacznie starszy niż wcześniej sądzono i trwa on od blisko 20 tysięcy lat. Najbardziej istotna jest jednak jego przyczyna. Tutaj do zaskakujących wniosków doszli pracownicy Instytutu Geofizyki University of Texas w Austin, którzy dzięki wykorzystaniu radarów zauważyli, że przyczyną topnienia lodowca może być spowodowana czynnikami naturalnymi. Dostrzegli oni, że pod jednym z lodowców zaobserwować można znaczące źródła ciepła, które następnie rozchodzą się w różnych kierunkach, okazało się, że temperatury emitowane przez to źródło są znacznie wyższe niż dotychczas przypuszczano, . Powoduje to topnienie lodowej pokrywy od spodu i jego ześlizgiwanie się powoli ku morzu, co z kolei podnosi poziom oceanu. Według hipotezy teksańskich badaczy głównym źródłem ciepła może być znajdujący się pod lodowcem wulkan wyrzucający z siebie co raz to nowe porcje rozgrzanej magmy.

To niewyobrażalne dla nas środowisko termalne, a na dodatek znajduje się ono pod najbardziej niestabilnym lodowcem jaki mamy na Ziemi. Wyobrażenie sobie jak to funkcjonuje jest niemożliwością - stwierdził Don Blankenship, członek zespołu z Austin. Zdaniem badaczy kombinacja wysokich temperatur (100 miliwatów na metr kwadratowy, porównywalnie średnia temperatura pod kontynentami wynosi ok. 65miliwatów na m2) i zamarzniętej wody stanowi zupełnie nieprzewidywalną mieszankę, której skutków nie jesteśmy w żaden sposób sobie wyobrazić.


źródło: phys.org

wtorek, 10 czerwca 2014

Fragment powieści "Kod Władzy" Rozdział 36 Międzyzdroje, Polska



Poul szedł plażą. Piasek pod jego stopami cicho skrzypiał.
Bałtyk był spokojny i ciepły. Na horyzoncie rozbłyskiwało światło latarni morskiej. Z daleka słychać było muzykę. Po plaży spacerowało sporo ludzi.
Słońce powoli chowało się za linię morza. Zachód zachwycał swoją malowniczością. Gdyby ktoś wcześniej pokazał mu obraz z tym, co widziały jego oczy w tej chwili, nie uwierzyłby, że morze potrafi aż tak zachwycać. Zmieniające się refleksy światła skłoniły go do przemyśleń. Coś, co było przed chwilą najważniejsze, już po chwili stawało się jednak nieaktualne.
Poul wszedł do domu. Ściany pokoju pomalowane były na pomarańczowo. Pasowały do barwy zachodzącego słońca.

Wiktor siedział w fotelu zamyślony. Wpatrywał się w otwarte okno.
Poul, uśmiechając się, usiadł naprzeciwko.
– Piękne miejsce… – powiedział. – Wybrałeś piękne miejsce na swoje życie.
– Wielu marzy o czymś takim – odwzajemnił uśmiech Wiktor – ale wiesz, jak to jest… Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Cieszę się, że ci się podoba.
– Polskie morze jest piękne – odparł Poul. – Jesteś rybakiem?
Wiktor zaśmiał się cicho. Popatrzył na swojego gościa z sympatią.
– Ależ skąd. Jestem pisarzem – powiedział. – A przynajmniej staram się nim być – poprawił się. – Wiesz, to jest zajęcie, z którego nie zawsze można wyżyć. Dlatego wykładam na dwóch uczelniach przedmioty związane z tym, co staram się robić. A tu, w tym, jak powiedziałeś, pięknym miejscu, spędzam co roku wakacje. Jakoś nie umiem rozstać się z Międzyzdrojami. I tak wracam tu już od kilkudziesięciu lat.
– Wcale się nie dziwię. Można zauroczyć się morzem, plażą i pewnie ludźmi, którzy tu mieszkają.
– Właśnie. Mam tu kilku przyjaciół wśród rybaków – pochwalił się Wiktor. – To mężni, serdeczni ludzie. – Uśmiechnął się z sympatią. – Pewnie jesteś głodny. Proponuję świeżą, wędzoną rybę. Co ty na to?
– Wspaniale – ucieszył się Poul – doprawdy rewelacyjnie. Pomogę ci, jeżeli pozwolisz, przygotować kolację. Cieszę się, że będziemy mogli pogadać.
Poszli razem do kuchni. Znalazły się i ryby, i świeży wiejski chleb, i dwie butelki wina. Mężczyźni przenieśli przygotowaną kolację z kuchni do pokoju. Usiedli za stołem.

Poul zajadał się wędzonymi rybami. Nieczęsto miał okazję jeść coś bez środków konserwujących, po których czuł się nie najlepiej.
Wiktor przyglądał mu się z zadowoleniem. Cieszył go widok człowieka goszczonego przez siebie dobrymi, rodzimymi produktami.
Po posiłku usiedli w fotelach. Wiktor zapalił fajkę. Zapach tytoniu rozniósł się po pokoju.
– Powiedz, co cię do mnie sprowadza? Kajetan mówił mi, skąd pochodzisz i co zajmuje twoje życie. Miło mi, że mam tak zacnego gościa, z tak znaczącego w Europie miejsca. Wszyscy w Polsce mamy wiele sympatii do miasta, w którym przebywał nasz wielki rodak.
– O tak, to był w rzeczywiści wielki człowiek. Przekonałem się o tym osobiście – odpowiedział Poul. – Przyjechałem tu do ciebie w poszukiwaniu duchów przeszłości. A w zasadzie ich współczesnej formy reinkarnacji. Nie, nie patrz na mnie w ten sposób – zasłonił się w geście odcięcia ręką – będąc księdzem, nie wierzę w ponowne ziemskie wcielenia. – Uśmiechnął się. – Mam na myśli jakiekolwiek możliwe związki ludzi III Rzeszy i ich potomków, z obecną kuluarową polityką, zmierzającą do budowania mechanizmów supermocarstwa. Nawet jeżeli nieformalnego, to z całą pewnością nieformalnie organizowanego. W tym właśnie kontekście chciałem się przekonać, że dawne „superbudowle” tej okolicy nie wnoszą nic w ten proces. Wiesz, podziemne kompleksy wykorzystuje się na ogół zawsze, by coś ukryć przed światem. A tu, gdzieś pod nami, znajduje się dawna fabryka, starannie ukryta i dziś niedostępna. A może jest inaczej?

– Myślisz, że mogę coś o tym powiedzieć? – zapytał Wiktor.
– Pomyśleliśmy, że poszukam tutaj, w miejscu, gdzie konstruowano broń V1 i V2. Zapewne pozostały tu podziemne korytarze i hale, w których obecnie może się coś dziać. Oczywiście wcale tak nie musi być. Jednak nie rozumiem, dlaczego miejsca, o których wie świat, pozostają tak bardzo niedostępne? Mam nadzieję, że pomożesz mi rozejrzeć się po okolicy?
Wiktor uśmiechnął się ponownie.
– Naturalnie. Tak się składa, że przygotowując się do napisania jednej z moich książek, zainteresowałem się tym tematem i dotarłem do szokujących informacji. Jeżeli masz ochotę mnie wysłuchać, opowiem ci wszystko, co wiem na ten temat.
– Ależ to znakomicie – odpowiedział Poul. – Będę wobec ciebie ogromnie zobowiązany. Bez materialnych dowodów trudno będzie nam przekonać opinię publiczną, że od lat zorganizowane w bractwa i zakony, powiązane z sobą grupy, programują wojny, krachy giełdowe, a ostatnio i akty terrorystyczne. – Poul spojrzał znacząco na swojego rozmówcę. – Wiktor, czy wiesz o czymś, co może nam pomóc? Zaczynają ginąć ludzie z naszego otoczenia, a do nas też ktoś strzelał, aby nas powstrzymać…
– Czy uważasz Poul, że dawni władcy świata mogą mieć coś wspólnego z obecną polityką?
– Staram się znaleźć takie związki. Wiesz, Amerykanie nie rozpowiadają, że swoje osiągnięcia zawdzięczają niemieckim naukowcom. Nie wspominają, co się stało z majątkiem hitlerowców. Nie chwalą się, że jako zwycięzcy mogli negocjować każde warunki kapitulacji swoich wcześniejszych wrogów. Powiedz, Wiktorze, dlaczego dopiero dziś FBI nieśmiało przebąkuje, że Adolf Hitler dokonał żywota w Argentynie? Wierzysz w to, że hitlerowska machina wojenna ze swym personalnym i materialnym zapleczem wyparowała w maju 1945 roku? Cudów nie ma, mógłbym w tym przypadku tak powiedzieć, gdyby nie zabrzmiało to paradoksalnie. Dotarłem tu i będę ci niezwykle wdzięczny, jeżeli powiesz mi coś, co powinienem wiedzieć w kontekście, który ci przedstawiłem. Na tym świecie żyją ludzie będący dziećmi tamtej ideologii, a tamta ideologia nie akceptuje moich systemów wartości i pojmowania celu naszej obecności w miejscu, które wyznaczył nam Bóg.
Wiktor nalał do pustych kieliszków wina i spojrzał na Poula.
– Posłuchaj Poul, nie jestem analitykiem politycznym i nie wiem, czy ci pomogę. Nie potrafię zapewne wskazać związków pomiędzy tamtymi wydarzeniami a współczesnością, ale zrobię wszystko, byś wyjeżdżając stąd miał jakiś pogląd na to, co się tu działo jeszcze całkiem niedawno. Co więcej, chcę ci powiedzieć o czymś, o czym dzisiejszy świat chce jak najszybciej zapomnieć. Chciałbym również, byś nie czuł się rozczarowany, część z tych informacji, które posiadam, znajdziesz w Internecie czy bibliotece. Tyle tylko, że autorzy tych informacji są czasem deprecjonowani. Tak na marginesie, można by się zastanowić kiedyś dlaczego? – Wiktor spojrzał na zafascynowanego Poula. – Otóż, kiedy Niemcy zaczęły przegrywać wojnę, Hitler nakazał przyspieszyć prace nad nowymi rodzajami uzbrojenia. Nadzieja na odwrócenie biegu wypadków przy wykorzystaniu „cudownej broni” nie opuszczała wodza III Rzeszy do samego końca. Zresztą, prawdopodobnie przyczyniła się również do przedłużenia beznadziejnego oporu. Programów badawczych nad nowym uzbrojeniem było kilka. Już pod koniec lat trzydziestych pod nadzorem Luftwaffe prowadzono prace nad silnikami odrzutowymi. Ośrodek badawczy, a także zakłady wytwórcze i warsztaty, znajdowały się w Pennemunde na wyspie Uznam. To kilka kilometrów stąd. My jesteśmy na stałym lądzie. Fi-103 była właściwie małym bezzałogowym samolotem odrzutowym przenoszącym głowicę bojową, zawierającą osiemset trzydzieści kilogramów materiału wybuchowego. Prace w Pennemunde przerwał 18 sierpnia 1943 roku, jak zapewne wiesz, nalot brytyjskich bombowców. Po ataku produkcję nowej broni przeniesiono w góry Harzu, gdzie warsztaty zostały zorganizowane w tunelach wykutych w skale. I tu, jak widzisz, pojawia się dodatkowy ślad podziemnego ośrodka.
Poul rozejrzał się dookoła.
– Pozwolisz, że znajdę coś do notowania. Muszę zapisać to, co mówisz.
Wiktor skinął głową. Poul wyszedł z pokoju.
Po chwili powrócił z małym eleganckim notesem. Rozsiadł się wygodnie. Zapisał lokalizację, o której mówił Wiktor – góry Harzu.
– Klęski na froncie spowodowały, że Hitler nakazał przyspieszyć prace nad nową bronią, ale dopiero wiosną 1944 roku udało się usunąć usterki i przygotować masową produkcję „latającej bomby”, którą Hitler określił mianem „broni odwetowej”, Vergeltungwaffe, w skrócie V-1 – kontynuował swą opowieść Wiktor. – W Pennemunde prowadzono również prace nad silnikami rakietowymi, a ich efektem była rakieta A-4. Później nazwano ją V-2. Była to pierwsza w historii maszyna latająca o prędkości ponaddźwiękowej i sterowana za pomocą stabilizatora żyroskopowego. Zapewniał on, że rakieta po wystrzeleniu leciała poziomo. Parametry lotu można było zmieniać również drogą radiową. V-2 mogła przenosić tonę materiału wybuchowego.
– Niezły z ciebie fachowiec – powiedział Poul, słuchając uważnie Wiktora.
– Mówiłem ci, że przygotowywałem się do napisania książki i skupiałem się na poznaniu tych projektów, których powodzenie mogło zupełnie zmienić kształt współczesnego świata. Wynalazki niemieckie wywarły ogromny wpływ na sprzęt wykorzystywany podczas kolejnych wojen – zwycięzcy doskonalili niemieckie pomysły. Używana powszechnie po dziś dzień sowiecka rakieta SCUD, to tylko nieco unowocześniona wersja V-2. Twórca V-2, Werner von Braun, zajmował się po wojnie projektowaniem amerykańskich rakiet kosmicznych.
– Masz rację. Technologia, jaką dysponowali Niemcy, daleko przewyższała możliwości innych krajów – powiedział Poul.
– Właśnie, ale najciekawsze jeszcze przed tobą – uśmiechnął się Wiktor. – Pierwszy start rakiety V-2 z poligonu w Bliźnie miał miejsce 25 listopada 1943 roku. Chociaż kompletne pociski rakietowe przywożono z fabryk położonych na terenie Niemiec, to przygotowywano je do startu, napełniano paliwem, uzbrajano, a także dokonywano modyfikacji na terenie tutejszej bazy.
Wiktor podniósł do góry kieliszek z winem. Poul odpowiedział tym samym gestem.
– Największe zakłady produkujące rakiety V-2, Mittelwerke Dora, zorganizowano w tunelach i sztolniach wykutych w masywie Koluistein, niedaleko Nordhausen w górach Harzu. Pozostałe miejsca, w których wytwarzano tę broń, zostały zbombardowane przez Brytyjczyków, co było powodem znacznego ograniczenia ich możliwości wytwórczych.
– Obecnie niewiele można znaleźć śladów po tamtych wydarzeniach. Czy wiesz coś o tym, jak wyglądały podziemia takich fabryk? – zapytał coraz bardziej zaciekawiony Poul.
– O schronach Anlage Süd mówi się, że posiadały wielokondygnacyjne podziemia, prowadziły do nich klatki schodowe i windy. Miały się tam znajdować hale produkcyjne, a także kasyna i luksusowe, z przepychem wykończone pomieszczenia dla Hitlera i jego generałów. Do dziś jednak nie natrafiono na ich ślady, więc ich istnienie jest mało prawdopodobne.
– Pewnie masz rację, ale to, co wyczyniali w tamtych czasach Niemcy, do dzisiaj nie mieści się czasem w głowie… – zadumał się Poul.
Sięgnął do swojego notatnika. Zapisał w nim kolejną lokalizację podaną przez Wiktora.
Wiktor kontynuował.
– To jeszcze nie wszystko. Będziesz musiał zapisać sobie jeszcze jedno miejsce. Pewne tajemnicze prace prowadzone były pod zamkiem Książ i w Górach Sowich. Przez wiele lat uważano, że podziemny kompleks Riese był kwaterą nazistowskich dygnitarzy lub fabryką rakiet V1 i V2. Obecnie coraz częściej pojawiają się inne głosy. Mówi się, że w obiekcie miała być produkowana broń jądrowa. Wobec wielu dowodów trudno zaprzeczać przypuszczeniom, że hitlerowscy naukowcy konstruowali bombę atomową.
– Broń atomową? Słyszałem, że amerykańska bomba nigdy by tak wcześnie nie wybuchła, gdyby nie naukowcy z Niemiec – powiedział Poul.

– W grudniu 1938 roku Otto Hahn i Fritz Strassman rozszczepili atom uranu. Sukces tych dwóch fizyków wywołał poruszenie w środowisku akademickim. Wtedy też rozpoczęła się dyskusja nad możliwością skonstruowania bomby atomowej. Marzenie o cudownej broni stało się obsesją Adolfa Hitlera. Aż do śmierci uparcie roztaczał wizje wunderwaffe, która odmieni koleje wojny.
Poul zaczął zapisywać w swoim notesie kolejne informacje przekazane mu przez Wiktora. Był pod wrażeniem jego wiedzy i szczegółowej znajomości tematu.
– W 1939 roku z inicjatywy biura rozwoju i dostaw broni dla armii niemieckiej powołany został komitet, który miał zająć się analizą możliwości budowy reaktora atomowego. Miałby on być wykorzystywany do przetwarzania materiału rozszczepialnego, co stanowi pierwszy krok do budowy bomby jądrowej. Eksperymenty rozpoczęły się po trzech latach. W każdym z pięciu niezależnych ośrodków badano inną koncepcję budowy reaktora – opowiadał dalej Wiktor. – W 1943 roku Niemcy postanowili przenieść najbardziej strategiczne zakłady produkcyjne i ośrodki badawcze w Sudety. Spowodowane to było nasilającymi się nalotami aliantów. W Górach Sowich oraz pod zamkiem Książ rozpoczęto budowę schronów i drążenie podziemnych korytarzy. Projekt oznaczono kryptonimem Riese, a za jego realizację odpowiadała Organizacja Todt. Do prac wykorzystywano jeńców wojennych oraz więźniów z pobliskiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Były ich tysiące. Jako ciekawostkę powiem, że na potrzeby tego projektu, przeznaczono więcej betonu niż w całym 1944 roku przyznano na budowę schronów dla niemieckiej ludności cywilnej.

Koszt całości, wedle danych z września 1944, miał wynieść sto pięćdziesiąt milionów marek.
– To musiało być gigantyczne przedsięwzięcie – powiedział zdumiony Poul.
– I owszem – potwierdził Wiktor. – Przypuszcza się, że obiekt był miejscem, w którym prowadzono prace nad wyprodukowaniem broni atomowej. Tutaj także miały być modernizowane rakiety V-2 w taki sposób, aby mogły przenosić głowice nuklearne. Świadkowie mówią o częstych wizytach w Riese i na zamku w Książu Wernera von Brauna, który był twórcą rakiet V2. W podróżach tych niejednokrotnie towarzyszył mu Albert Speer. Może to świadczyć na korzyść przedstawionej tezy.
– A skąd Niemcy mieli brać surowce do produkcji bomby? – zapytał Poul.
– W pobliskim Wałbrzychu oraz otaczających go miejscowościach, zalegają złoża rudy żelaza oraz węgla. Wraz z nimi występuje ruda uranu. Zresztą, od lat była wykorzystywana w przemyśle ceramicznym. Zgromadzenie w tych okolicach ogromnych sił bezpieczeństwa świadczy o tym, że Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę, jak ważne jest to miejsce.
– Jaki był efekt prac, prowadzonych w kompleksie Riese przez naukowców niemieckich?
– Tego dokładnie nie wiadomo. Wszelkie dokumenty na ten temat zostały po wojnie utajnione. Wydaje się jednak pewne, że prace te przyniosły jakieś znaczące efekty. Świadczyć by o tym mogło zainteresowanie, jakie tym obszarem wykazywali Rosjanie. Jeszcze kilka lat po zakończeniu walk w okolicach Wałbrzycha stacjonował spory garnizon Armii Czerwonej. Nie ulega wątpliwości, że w tym czasie dokładnie zbadali oni zarówno kompleks Riese, jak i podziemia Książa. Tuż przed opuszczeniem tego terenu przez Sowietów, część podziemnych instalacji została wysadzona.
– To niezwykłe, co mówisz – powiedział Poul.
– W tym samym czasie radzieccy geologowie prowadzili intensywne badania w Sudetach. Skupiali się przede wszystkim na wyrobiskach górniczych, hałdach i sztolniach. Wszelkie prace objęte były tajemnicą, lecz dziś możemy już z całą pewnością stwierdzić, że przy konstruowaniu pierwszej radzieckiej bomby atomowej wykorzystano sporą ilość wałbrzyskiego uranu… – Wiktor przerwał opowieść i spojrzał na swojego słuchacza. – Poul, mam propozycję, odetchnijmy trochę, zanim opowiem ci coś, co zupełnie cię zaskoczy. – Uśmiechnął się szeroko.
– A to jeszcze nie wszystkie sensacje? – zdziwił się Poul.
– Nie… – Wiktor spojrzał na Poula.
– Ależ mnie zaintrygowałeś – odpowiedział. – To może przygotujemy sobie kawę? Masz ochotę?
– Oczywiście. Ja zrobię kawę, a ty złap trochę świeżego powietrza.
Wiktor poszedł do kuchni.
Poul wyszedł przed dom. Rozejrzał się dookoła. Czuł się dziwnie, mając świadomość, że kilkadziesiąt lat temu rozgrywały się tu wydarzenia o tak ogromnym znaczeniu. Odetchnął głęboko.
Morze było spokojne.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Uwaga! Komputer przeszedł test Turinga!

Ta wiadomość może być krokiem milowym dla rozwoju sztucznej inteligencji. Po raz pierwszy w historii komputerowi udało się z powodzeniem zdać słynny test Turinga. 
 
 

Trzech sędziów z Uniwersytetu w Reading było święcie przekonanych, że rozmawiają na czacie z 13-letnim chłopcem, Eugeniuszem Goostmanem z Odessy. W rzeczywistości jednak Eugene to komputer stworzony przez rosyjski zespół, któremu po raz pierwszy w historii udało się opracować maszynę, która z powodzeniem zdała słynny test Turinga.

"Nasz pomysł polegał na tym, że on może twierdzić, że wie wszystko, ale równocześnie jego wiek uznaje za rozsądny fakt, że wszystkiego nie wie. Spędziliśmy ogromną ilość czasu na opracowaniu wiarygodnej osobowości" - skomentował sprawę jeden z członków zespołu, Władymir Welesow.

Test Turinga został opracowany przez Alana Turinga w 1950 roku. Ma on na celu weryfikację tego czy sztuczna inteligencja będzie w stanie na tyle swobodnie prowadzić rozmowę z sędziami, że ci będą przekonani, że rozmawiają z człowiekiem. Podczas testu wszyscy uczestnicy są od siebie oddzieleni, rozmawiają ze sobą za pomocą klawiatury, celem rozmowy nie jest jednak udzielanie prawidłowych odpowiedzi na zadawane pytania a sprawienie odpowiedniego "wrażenia" i skuteczne oszukanie ludzkiego sędziego.

Jak przyznają twócy Eugene'a nie można tu jednak mówić o jakimkolwiek rodzaju sztucznej inteligencji, to bardziej rodzaj sprytnie opracowanego systemu . Mimo wszystko tego typu wiadomość to prawdziwa rewolucja w historii informatyki i komputeryzacji. Jak zauważył Kevin Warwick wizytujący profesor na Uniwersytecie w Reading i wicekanclerz na Uniwersytecie w Coventry komputer, który jest w stanie oszukać człowieka, który będzie myślał, że ten rozmawia z prawdziwą osobą jest w istocie budzikiem dla cyberprzestępczości.



źródło: independent / fot. Victor Habbick/freedigitalphotos

piątek, 6 czerwca 2014

Tajemnicze odgłosy dochodzące spod ziemi, czy mogą mieć one związek ze znalezionymi morskimi stworzeniami?`

W ostatnim wpisie donosiliśmy o ogromnej ilości zwierząt żyjących na co dzień w morskich głębinach, ale w krótkim okresie przełomu kwietnia i maja znajdowanych na powierzchni w wielu miejscach na świecie. Jedną z teorii mających wytłumaczyć to dziwne zjawisko były podziemne trzęsienia ziemi. Jednakże, wiele obszarów, na których znaleziono martwe ryby zaskakująco pokrywa się z tymi, gdzie kilka lat temu zarejestrowano dziwne dźwięki. 
 


Przypomnijmy wpis ze stycznia 2012 roku:

Doniesienia o głuchym, metalicznym dźwięku dobiegającym gdzieś z nieba docierają do nas z całego świata. Od początku stycznia słyszany był w tak odległych miejscach jak Nowa Zelandia, Kostaryka, Dania, USA czy Węgry. W niektórych miejscach dźwięki były tak silne, że trzęsły się ściany i szyby w oknach domów.

Niezidentyfikowane Obiekty Dźwiękowe, UAO (Unidentified Audible Objects) zdają się dołączać do szeregu tajemnic współczesnego świata. Do tej pory nie udało się jednoznacznie stwierdzić co stoi za tymi niezwykłymi zjawiskami dźwiękowymi. Z drugiej jednak strony w sieci w ostatnich dniach pojawiło się wiele nagrań gdzie usłyszeć można owe tajemnicze hałasy, poniżej niektóre z nich:


czytaj dalej...

fot. Dan/Freedigitalphotos

czwartek, 5 czerwca 2014

Tajemnicze istoty z głębin znajdowane na brzegu. Co się dzieje?

W ostatnim czasie w różnych częściach świata wyłowiono wiele, niezwykle rzadkich okazów ryb żyjących w morskich głębinach. Póki co nie udało się ustalić przyczyny zjawiska.

fot. SOTT.net


Żyją w głębokich czeluściach oceanów, gdzie w ogóle nie dociera światło słoneczne a ludzie zapuszczają się tylko okazjonalnie. Często widzimy ich zdjęcia i ciężko nam uwierzyć, że podobne istoty w ogóle są na Ziemi. Co jednak, gdy istoty z głębi oceanów nagle zostaną wyłowione na plaży i dzieje się to częściej niż dotychczas?

Jak donosi Anna Martin na portalu Sign of Times w ostatnim czasie zaobserwowano wiele gatunków ryb, które rzadko są widywane tak blisko powierzchni:

  • 1 maja u wybrzeży rzeki Connecticut złowiono długi na 7 stóp okaz jesiotra,
  • 3 maja w pobliżu Florydy złowiono niezwykle rzadki okaz mitsukuriny (rekina-chochlika),
  • 4 maja na południowoafrykańskiej plaży znaleziono niezidentyfikowany póki co gatunek ryby o ogromnych zębach, podejrzewa się, że może to być rodzaj mutanta,
  • 4 maja w pobliżu Indii rybak złowił Rhinochimaerę, żywą skamielinę na co dzień żyjącą na dużych głębokościach, 
Rhinochimaera/ fot. SOTT.net

  • 8 maja w Japonii znaleziono okaz rekina wielkogębowego, w historii tego kraju udało się trafić jedynie na 13 okazów tego gatunku,
  • 16 maja u wybrzeży Karoliny Północnej złowiono niezwykle rzadki okaz ryby z gatunku żaglonowatych,
  • 16 maja na plaży w południowo-zachodniej Walii trafiono na ogromny okaz meduzy, która w ogóle nie występuje na tym obszarze,
  • 17 maja niedaleko Pensacoli na Florydzie znaleziono nie zidentyfikowany do tej pory okaz wielkiej ryby o "prehistorycznym wyglądzie", 
fot. SOTT.net


Na tym jednak nie koniec, wiosną tego roku zarejestrowano również wiele innych, nienaturalnych zachowań wśród zwierząt morskich. Przykładowo w USA, u wybrzeży Pacyfiku znaleziono stado ponad 650 lwów morskich, wykończonych i odwodnionych, podobne wydarzenie miało miejsce w styczniu bieżącego roku. Jedną z teorii tłumaczących to zjawisko jest spadek populacji sardynek, którymi żywią się zwierzęta.

Z kolei u wybrzeży Japonii wielokrotnie widziano ostatnio wstęgora królewskiego, rybę będącą najprawdopodobniej jednym ze źródeł legend o wężach morskich. Żyje głęboko pod wodą, najczęściej od 20 do nawet 200m pod powierzchnią i bardzo rzadko zdarza mu się wypłynąć. Według wierzeń Japończyków jego pojawienie się wróży kataklizm, aż kilkanaście ryb tego gatunku morze wyrzuciło na brzeg po trzęsieniu ziemi w 2011 roku. Ostatnio dwie sztuki znaleziono również w Kalifornii, oba były zdrowe a na ich ciałach brak było jakichkolwiek obrażeń.

Co to wszystko oznacza?

W ostatnich latach mieliśmy wiele poważnych kataklizmów związanych z morzem, regularnie pojawiają się huragany, w Zatoce Meksykańskiej doszło do ogromnego wycieku ropy, a w Japonii miała miejsce katastrofa w Fukushimie. Jak jednak wytłumaczyć obecność na powierzchni zwierząt, które zazwyczaj przebywają na ogromnych głębokościach? Co dzieje się w pobliżu dna morskiego? Póki co brak jednoznacznej odpowiedzi.

środa, 4 czerwca 2014

Implant kontrolujący emocje - niebezpieczna technologia, która może stworzyć żołnierza jutra

Amerykańskie agencje rządowe rozpoczęły prace nad implantem zdolnym wpływać na stan umysłu noszącego go człowieka. Co będzie następne?

Depresja, traumy, stresy pourazowe i inne choroby psychiczne to częste problemy z jakimi muszą się zmagać żołnierze wracający z wojny. Do tego dochodzi ryzyko, że w sytuacji skrajnej uzbrojony żołnierz załamie się, popełni błąd narażając życie swoich i cywili. W celu poradzenia sobie ze skutkami życia w ciągłym napięciu i zagrożeniu życia Pentagon wspólnie z agencją DARPA pracują właśnie nad nowym projektem PTSD.

Celem projektu jest stworzenie specjalnego czipa, który po umieszczeniu w mózgu żołnierza będzie w stanie wykrywać zmiany nastrojów, stany depresyjne i inne groźne stany umysłu. Połączony elektrodami z mózgiem implant będzie rejestrował wszystko co dzieje się w mózgu a następnie łączył poszczególne impulsy ze stanami depresyjnymi, w sytuacji gdy u osoby noszącej chipa zacznie zmieniać się nastrój, urządzenie sprawi, że odzyska stabilność. Efekty wartego 12 milionów dolarów (a docelowo nawet 26 mln $) projektu mają się pojawić w ciągu najbliższych 5 lat, jeśli okaże się sukcesem DARPA uzyska dostęp do nowej, niezwykle obiecującej technologii monitorowania pracy mózgu a także wpływania na jego pracę. Nie bez znaczenia jest również koszt takich rozwiązań, póki co bowiem wszystkie dostępne urządzenia są bardzo drogie i badania wiążą się z ogromnymi kosztami. W przypadku implantu koszty te będą znacznie niższe.

PTSD to zapowiedź ogromnych zmian jakie mogą mieć miejsce w nadchodzących latach. Wojsko Stanów Zjednoczonych od dawna interesowało się rozwiązaniami technologicznymi mogącymi wywrzeć wpływ na pracę mózgu a nawet kontrolować ludzkie myśli. Implant stanie się narzędziem, które w momencie przejęcia nad nim kontroli przez osoby do tego nie powołane, może doprowadzić do kontrolowania emocji osób noszących go w swoich głowach. Nie trzeba z resztą szukać osób niepowołanych, w przypadku powodzenia projektu nietrudno sobie wyobrazić, że w niedługim czasie pojawią się pomysły by nie tylko dbać o emocje weteranów, ale też sprawić by żołnierz na polu walki wolny był od jakichkolwiek ludzkich odruchów. 
 




źródło: DefenseOne

wtorek, 3 czerwca 2014

SETI do Kongresu: znajdziemy dowód na istnienie życia pozaziemskiego

Podczas niedawnego spotkania z komisją do spraw nauki amerykańskiego Kongresu Seth Shostak, starszy astronom pracujący w SETI Institute oznajmił, że w ciągu trwania życia obecnego pokolenia dojdzie do znalezienia dowodów na istnienie życia poza naszą planetą.




Spotkanie odbyło się 21 maja, zaproszony został na nie przedstawiciel SETI jako organizacji zajmującej się badaniami nad poszukiwaniem pozaziemskiego życia. Stwierdził on, że mimo wszystko w tej chwili nikt nie posiada niezbitego dowodu by poza Ziemią było jakieś życie, ale jego zdaniem zostanie on odnaleziony jeszcze za życia osób zgromadzonych na sali.

SETI jest niedużą, zatrudniającą zaledwie 24 pełnoetatowych naukowców, z których 2/3 to Amerykanie. Koszt jej funkcjonowania wynosi około 1 miliona dolarów rocznie a pieniądze pochodzą z NASA, National Science Foundation (NSF) oraz od prywatnych darczyńców. SETI zasłynęła wiele lat temu swoją propozycją by wykorzystać prywatne komputery do analizowania sygnałów zbieranych przez satelity. Miały być one analizowane dzięki specjalnej aplikacji ściąganej na dysk i funkcjonującej podobnie do wygaszacza ekranu. W tej chwili korzysta z niej 8,4 miliona użytkowników w 226 krajach.

Przedstawiciele SETI są optymistami i są przekonani, że gdzieś w galaktyce istnieje inteligentne życie i powinno być ono do wykrycia w nieodległej przyszłości. Ich metoda analizowania sygnałów zakłada przede wszystkim, że w końcu odebrany zostanie obcy sygnał od przynajmniej równie rozwiniętej technologicznie cywilizacji co nasza. Nie mają natomiast wątpliwości co do istnienia znacznie prostszych form życia. "Podejrzewam, że Wszechświat jest pełen mikroorganizmów" powiedział Dan Werthimer dyrektor SETI. Zapytani o możliwość istnienia światów zdatnych do zamieszkania przez ludzi odpowiedzieli, że jest ich kilka i co najmniej sześć nadawałoby się do potencjalnej kolonizacji.

Bardzo ciekawa rozmowa, dająca do myślenia z co najmniej dwóch powodów: pokazuje, że tak nieduża jak na amerykańskie warunki instytucja musi się borykać z poważnymi problemami finansowymi, skoro muszą przed politykami deklarować podobne, zupełnie niemożliwe do weryfikacji zapewnienia, po drugie zaś, jak to ma się do kolejnych teorii i domysłów dotyczących UFO?

źródło: Space.com

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 35 Międzyzdroje, Polska


Poul skierował samochód na północny zachód. Wrócił myślami do rozmowy z właścicielem pałacu w Mierzęcinie. Powaga sprawy, o której rozmawiali, daleko wykraczała poza nieprzyzwoitość niewdzięcznego gościa. Nie wierzył, że bez poważnej inspiracji, upadający potomek arystokratycznego rodu narobił medialnego zamieszania. Kwestie majątkowe w stosunkach polsko-niemieckich były za bardzo drażliwe, by spontaniczne zachowanie Niemca brać za dobrą monetę. Kto stał za tą akcją? Jak bardzo stowarzyszenie, o którym rozmawiali poprzedniego dnia, było kolejnym mechanizmem, temperowania i straszenia Polaków? Celowego podgrzewania atmosfery, przeszytej nieartykułowanym wprost szantażem. Awantury wokół Centrum Wypędzonych stały się początkowo z pozornie marginalnej kwestii poważnym elementem zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej polityki Niemiec. Kraju, w którym coraz śmielej wracano do niechlubnej przeszłości. Na szczęście racjonalne zachowania i historyczna świadomość rządzących, dyskusje o piętnie nazizmu w genetycznym kodzie Niemców, a zwłaszcza integracja kraju z Unią Europejską pozwalały światu na przyglądanie się i brak interwencji w prowokacyjne zachowanie rodem z tamtej epoki.
Poul zbliżał się do Międzyzdrojów. Nigdy wcześniej nie był nad Bałtykiem. Słyszał od swoich przyjaciół o malowniczych plażach, pokrytych złocistym piaskiem. O lesie sięgającym nad sam brzeg szafirowego morza, które czasem zmieniało się w szmaragdową, spokojną taflę wody. Cieszył się, że je zobaczy.
Wczoraj wieczorem w pałacu w Mierzęcinie długo przeglądał informacje na temat miejsc będących celem jego podróży. Chciał jak najszybciej je poznać. Intrygowało go, czy to właśnie tutaj znajdowały się podziemne tajemnice. To właśnie tu niemieccy naukowcy i wojskowi testowali najnowsze rodzaje broni, w dawnej fabryce V1 i V2.
Było późne popołudnie. Pytając o adres, Poul dotarł do miejsca, w którym zacumowanych było kilka rybackich kutrów. W powietrzu unosił się zapach wędzonych ryb. Z lewej strony, kilkaset metrów dalej, widoczne było drewniane molo. Poul rozejrzał się dookoła. Niedaleko stało kilka budynków, przed którymi powiewały na wietrze rozwieszone rybackie sieci. Poszedł w ich kierunku.
W jednym z nich znalazł człowieka, do którego skierował go Kajetan. Wiktor Głowacki, starszy ogorzały mężczyzna ze srebrną, gęstą czupryną, przywitał go serdecznie. Zaprosił do środka. Później, wskazując miejsce, pomógł mu zaparkować pod domem samochód i wyjąć z niego bagaże. Po chwili Poul znalazł się w przytulnym pokoju.
Przez szeroko otwarte okno dochodził przyjemny szum morza.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf