niedziela, 6 grudnia 2015

[Infografika] Wyścig o panowanie nad Arktyką

Topniejące lody wokół Bieguna Północnego sprawiają, że kraje mające interesy w tamtym rejonie stają do nowej rywalizacji, w której stawką są bogate złoża ropy i gazu, ale też nowe szlaki morskie, które do tej pory pozostawały skute lodem.

ddjhd


czwartek, 3 grudnia 2015

Czym jest 'Daesh'? Czy to tylko nowa nazwa Państwa Islamskiego?

Uważni obserwatorzy śledzący wydarzenia związane z Bliskim Wschodem zaobserwowali interesującą zmianę w wypowiedziach zachodnich polityków. Pod koniec listopada weszła bowiem w użycie zupełnie nowa nazwa - 'Daesh' (Daesz), mająca oznaczać Państwo Islamskie. Skąd ona się wzięła? 



Nazwa Daesz pojawiła kilkakrotnie, użył jej między innymi François Hollande, który po atakach w Paryżu powiedział, że zamachy były "aktem wojny" wypowiedzianym przez "armię terrorystów, armię dżihadystów, przez Daesh przeciwko Francji". Tego samego określenia użył podczas spotkania G20 w Turcji Barack Obama a także John Kerry w Wiedniu mówiący o "powitaniu wsparcia w walce przeciwko Daesh". Po raz pierwszy określenie to pojawiło się jednak w mediach nie zachodnich, lecz arabskich i irańskich, szczególnie tym, które były negatywnie nastawione do ogłoszenia powstania Państwa Islamskiego w 2013 roku. 

Interesujące opracowanie tematu przygotował autor bloga "Free Word Centre" - DAESH to arabski akronim od skrótu "ISIS" czyli Islamic State of Iraq and Syria, ale jego brzmienie u Arabów ma znacznie szersze konotacje. Przede wszystkim 'Daesh' przez wielu Syryjczyków uznawane jest za określenie pejoratywne i obraźliwe, oznaczać ma bowiem kogoś nieudolnego ale przy tym niezwykle szkodliwego, niektórzy wskazywali przy tym, że słowo to kojarzy się niektórym podobnie jak polski "ciemnogród".

Być może właśnie dlatego jeszcze we wrześniu 2014 roku francuski minister spraw zagranicznych stwierdził: "To grupa terrorystów a nie państwo. Nie polecam używania terminu Państwo Islamskie ponieważ to zamazuje linię podziału między islamem, muzułmanami i islamistami. Arabowie nazywają je 'Daesh' a ja będę ich określał jako "rzeźników Daesh".,



Bez względu na to czy nazwiemy je państwem czy nie, organizacja jaka powstała na pograniczu Syrii i Iraku jest na ustach wszystkich, prześledźmy krótko jak ją do tej pory nazywano: 

  • 2004 - w Iraku po połączeniu kilku mniejszych grup islamistycznych pod przywództwem Abu Musaba al_Zarqawiego powstaje Państwo Islamskie

  • 2006 - al-Zarqawi ginie w bombardowaniu przeprowadzonym przez Amerykanów, nowy przywówdca Abu Ayyub al-Masri zmienia nazwę na Islamic State in Iraq (ISI)

  • 2010 – al-Masri ginie w samobójczym wybuchu a kontrolę nad organizacją przejmuje Abu Bakr Al-Baghdadi 

  • 2013 – dochodzi do połączenia z frontem Nusra, jedną z komórek al-Kaidy w Syrii, organizacja przemianowuje się na Islamic State in Iraq and Greater Syria – or ISIS (Państwo Islamskie Iraku i Wielkiej Syrii, czasami w zastępstwie wykorzystuje się także nazwę "Lewant" tworząc skrót ISIL).

  • 29 czerwiec 2014 – ogłoszenie powstania Państwa Islamskiego z Abu Bakrem al-Baghdadim jako kalifem. Państwo Islamskie próbuje promować się jako nowy kalifat i tą nazwę popularyzuje w mediach.

Gdzie powstaną pierwsze kolonie w Układzie Słonecznym? Mars czy Księżyc?

Mimo kryzysu politycznego i ekonomicznego światowe mocarstwa nie zapominają o ekspansji w przestrzeń kosmiczną. Oto plany nowej ekspansji kolonialnej. Tym razem poza Ziemią. 


Wizualizacja kolonii na Księżycu


Mars czy Księżyc? To pytanie zadają sobie rządzący najpotężniejszymi państwami świata. Wydaje się bowiem, że niedawne dylematy dotyczące tego dokąd wyruszą statki kosmiczne z Ziemi a także czy nie będzie to rozpoczynało kolejnych konfliktów o terytorium. Przyglądając się najbliższym planom można dojść do wniosku, że już teraz kierunków jest więcej niż jeden. 

Pierwszym, naturalnym przystankiem jest Księżyc, w kierunku którego swoje ekspedycje planują Japonia, Chiny, Rosja i UE. CHRL już w 2013 roku wystrzeliła Change 3 - lądownik i łazik Yutu (zdjęcie poniżej), kolejny Change 5 ma zostać wystrzelony już w 2017 roku po czym ma wrócić z powrotem na Ziemię wraz z próbkami gleby. 

Chiński łazik Yutu
Podobne plany mają także Rosjanie, którzy w 2020 roku chcą wysłać na Księżyc swoją pierwszą sondę Luna 27 i zbadać okolice południowego bieguna satelity, to ma być jednak dopiero początek znacznie ambitniejszego planu, który zakłada budowę bazy. Do współpracy zgłosiła się juz Europejska Agencja Kosmiczna (ESA). Jeszcze w kwietniu przedstawiciel agencji Johann-Dietrich Wörner stwierdził: "Wydaje się właściwym by rozważyć kwestię stałej stacji na Księżycu jako sukcesora międzynarodowej stacji kosmicznej" - idea ma więc być podobna jak w przypadku stacji orbitalnej, to znaczy ma mieć ona charakter eksterytorialny i być projektem realizowanym przez wiele państw, proporcjonalnie do ich możliwości. 

Co na to Stany Zjednoczone? USA konsekwentnie stawiają na Marsa i na zbudowanie tam pierwszej ludzkiej kolonii. Będzie je to kosztowało znacznie więcej, będzie to również wymagało znacznie większego zaplecza logistycznego, ale to właśnie Stany Zjednoczone dysponują w tej chwili najpotężniejszym zapleczem na Ziemi. Kto wie, może to działanie wyprzedzające przyniesie im w przyszłości wymierne korzyści? Póki co NASA deklaruje, że do 2025 wyśle ludzi na asteroidy a w 2030 roku na Czerwoną Planetę a obecne wyprawy mają na celu dokładne zbadanie panujących tam warunków, pomiar atmosfery, gleby i przygotowanie pełnej strategii największej wyprawy w historii ludzkości. 

źródło: SingularityHub/NASA





wtorek, 1 grudnia 2015

Były agent CIA: To USA stoją za eskalacją konfliktu na Bałkanach

Pomimo upływu ponad 20 lat przebieg wojny w Jugosławii wciąż budzi wiele wątpliwości, szczególnie rola obcych wywiadów, które operowały podczas konfliktu stanowi sekret, do którego wciąż nie mamy dostępu. Takie osoby jak Robert Baer odsłaniają jednak szokującą prawdę o tym co działo się podczas wojny domowej na Bałkanach.

writersblocpresents.com


W poniższym wywiadzie Baer opowiada między innymi o swojej pierwszej operacji w Sarajewie w styczniu 1991 roku kiedy to jego zadaniem miało być śledzenie działalności serbskiej organizacji terrorystycznej, która miała rzekomo przeprowadzić serię ataków bombowych w mieście, problem w tym, że zdaniem Baera podobna organizacja nie istniała a jego zadaniem było w rzeczywistości wzbudzenie strachu wśród bośniackich władz. Po dwóch tygodniach udał się do Słowenii, gdzie przy pomocy organizacji pozarządowych i odpowiedniej propagandy przygotowano rząd i społeczeństwo na ogłoszenie niepodległości. 

Miasto Srebrenica zostało poświęcone by dać Ameryce pretekst do ataku na Serbów za ich domniemane zbrodnie.

Baer utrzymuje, że metodą kłamstw i półprawd CIA wykorzystywało swoich oficerów i agentów do rozsiania nieufności wśród poszczególnych republik Jugosławii a finalnie do ich rozbicia. 

Niezwykle interesujące informacje podaje on na temat słynnej masakry w Srebrenicy, utrzymuje on bowiem, że było to reżyserowane wydarzenie, podczas którego zginęło jednak równie wielu Serbów co Bośniaków, podczas gdy winą za rzeź obarczono tylko stronę serbską. Zdaniem Baera to właśnie Serbowie mieli być głównymi winowajcami ludobójstwa a co miało być pretekstem do interwencji USA w Jugosławii. 


Robert Baer, były oficer CIA jest obecnie poczytnym autorem publikującym książki na temat kulisów działalności tej agencji za czasów administracji Billa Clintona i George'a W. Busha. Baer służył w b. Jugosławii w latach 1991-94, publikował między innymi na łamach Vanity Fair, The Wall Street Journal i The Washington Post. 



źródło: http://www.ebritic.com/?p=551270

poniedziałek, 30 listopada 2015

Fragment powieści "Tajemnica Czternastej Bramy" Rozdział 48 Okolice Klagenfurtu. Austria



Samochód prowadzony przez Georga jechał drogą w kierunku Klagenfurtu.
Marc odezwał się pierwszy.
– I co? Udało ci się czegoś dowiedzieć? – zapytał.
– I tak i nie. W zasadzie nie udało mi się porozmawiać z nikim, kto zechciałby udzielić mi jakiejś sensownej informacji. Wiesz, po tym długim spacerze i poznaniu tak wielu ludzi, mam wrażenie, że oni coś ukrywają. Nie bardzo mają ochotę na spowiedź. Ale może się mylę. Nastawiając się na uzyskanie odpowiedzi na swoje pytanie, człowiek zaczyna się doszukiwać różnych sygnałów, oczekując potwierdzenia własnego poglądu. Zmienił bieg. Samochód toczył się wolniej drogą biegnącą przez kilka stojących przy drodze zabudowań.
– Cóż, jak już mówiłem, w zasadzie nie dowiedziałem się niczego, ale znalazłem dom, w którym mieszka kościelny z miejscowego kościoła. Rozmawiałem z jego żoną. Bardzo miła kobieta w starszym wieku. Powiedziała mi o zajęciach męża, który często znika w nocy. Podobno razem z organistą układają kościelne pieśni. Kościelny zawsze idzie wówczas w stronę kościoła.
– Rzeczywiście interesujące. Może nie wprost, ale to chyba potwierdza, że dzieje się tu coś dziwnego – skomentował Marc.
– A tobie jak poszło?
Marc uśmiechnął się.
– Też się nachodziłem. I prawie zupełnie bezskutecznie.
W ostatnim domu, który zamierzałem odwiedzić, spotkałem intrygującego człowieka. Nie wyglądał na kogoś, kto mieszka tu od lat. W zasadzie posługiwał się głównie aluzjami, ale też w pełni potwierdził, że pod kościołem znajduje się coś dziwnego, że prowadzi tam zamaskowane wejście. Co więcej, powiedział wprost, że od czasu do czasu znikają tam ludzie.
– Naprawdę? – ożywił się George.
– Tak właśnie powiedział.
– Dowiedziałeś się czegoś więcej o tym człowieku?
– Nie, nie chciałem wypytywać.
– W porządku, podasz mi adres. Znajdziemy dom za pomocą mapy satelitarnej. Dowiem się czegoś więcej.
Marc zmarszczył brwi.
– Nie wiem, czy nie posunę się w swoich wnioskach za daleko, ale... – zawahał się.
– Co masz na myśli? – zachęcił go George.
– Chcę powiedzieć, że wydaje mi się, iż ten człowiek spędza tu czas, starając się obserwować ten tajemniczy kościół.
– To ciekawe. Dowiem się na pewno, kto to jest – oparł się mocniej o siedzenie. – Jednak nasz wyjazd coś wniósł w twoje poszukiwania.
– Tak. Bardzo ci dziękuję za pomoc. Co robimy dalej? Masz jakiś plan? George nie zdążył odpowiedzieć. Zahamował gwałtownie. Samochód stanął w miejscu. Tuż przed maską ktoś ubrany w strój klauna wypadł na drogę. Zaczął podrzucać do góry mieniące się kolorami cyrkowe pałki do żonglerki.
– Cóż to na Boga? – zapytał Marc. Rozejrzał się. Stali na rynku pełnym ludzi, w niewielkiej malowniczej wsi. Dookoła poustawiane były kolorowe, jarmarczne stoiska. Słychać było głośną muzykę. Dochodziła z ustawionej nieopodal, niewielkiej sceny, na której odbywał się jakiś muzyczny występ. Rozbawieni ludzie przebrani w najróżniejsze stroje tańczyli i śpiewali.
– Jakiś festyn – odpowiedział George. – Zauważyłeś nazwę tej miejscowości?
– Nie, nie zwróciłem uwagi. Bardzo sympatyczne miejsce. Klaun stał na środku drogi, podrzucając do góry cyrkowe pałki. Nagle, ubrany w długi płaszcz mężczyzna zapukał w okno samochodu. Marc spojrzał na niego odruchowo, szukając ręką przycisku uruchamiającego szybę.
– Nie otwieraj! – krzyknął George.
Marc spojrzał na niego zdezorientowany, później ponownie zerknął na stojącego obok samochodu człowieka. Ten zapukał w okno, tym razem głośniej. Zdecydowanym gestem ręki domagał się otwarcia szyby.
– Nie otwieraj – powtórzył George.
 Nacisnął na pedał gazu. Samochód ruszył do przodu. Zahamował. Dał znać stojącemu przed autem klaunowi, że chce odjechać. Ten nie ustąpił. George powtórzył manewr. Mężczyzna stojący po stronie Marca zorientował się, że samochód chce odjechać. Nagle sięgając do tyłu, wyciągnął spod płaszcza pistolet. Skierował go w kierunku Marca. Wystrzelił. Marc gwałtownie uchylił głowę. Pocisk uderzył w szybę, ta jednak nie rozbiła się. Mężczyzna wystrzelił ponownie. I tym razem pocisk odbił się od szyby. George skręcił gwałtownie kierownicą. Samochód ruszył z miejsca. Uderzony zderzakiem klaun przewrócił się na ulicę. Wokół słuchać było krzyk. Ludzie rozbiegli się. George odbił w lewo. Byli na środku drogi. Przyspieszyli. Marc milczał. Był przerażony. Samochód nabierał prędkości.
– Szyba jest kuloodporna – powiedział trzeźwo George.
– Boże, co to było? – odpowiedział Marc.
– Zdaje się, że ktoś wyznaczył nam miejsce na cmentarzu obok kościółka, którym się interesujemy.
– Jesteś bardzo spokojny – zdziwił się Marc.
George uśmiechnął się.
– Lata praktyki. Chyba mamy towarzystwo. – Spoglądał w lusterko wsteczne.
– Towarzystwo? – zapytał Marc.
Spojrzał do tyłu. Kilkadziesiąt metrów za nimi, z zapalonymi reflektorami, pędziły dwa czarne jeepy. Zbliżały się do nich szybko. Marc odwrócił się z powrotem. Otworzył znajdującą się przy dachu samochodu klapkę, w której wbudowane było lusterko. Na co dzień służyła do zasłaniania oczu przed słońcem, teraz stała się dla Marca możliwością obserwowania tego, co dzieje się za samochodem.
– Trzymaj się mocno – odezwał się George.
Przyspieszył. Mknęli po wąskiej asfaltowej drodze. George był dobrym kierowcą. Prowadził pewnie, starając się uciec ścigającym ich samochodom.
– Masz jakiś pomysł? Gdzie możemy pojechać? Chyba nam nie odpuszczą? – zapytał Marc.
– Skoro strzelali do nas w takim tłumie, muszą być bardzo zdecydowani. – George ponownie spojrzał za siebie. Jeepy zbliżyły się. Pierwszy z nich próbował zrównać się z ich samochodem. Podjechał blisko. Jeden z dwóch siedzących w nim mężczyzn gestem nakazał im się zatrzymać. Trzymał w ręce pistolet. Jeep przez chwilę jechał równolegle. W tym czasie drugi jeep podjechał blisko tyłu ich samochodu, uderzając w niego co jakiś czas.
– Chyba mają szybsze wozy – odezwał się George.
– Tak wygląda. Dasz radę coś z nimi zrobić? – zapytał Marc.
– Cały czas o tym myślę – odpowiedział George.
Spojrzał w lusterko. Samochód jadący obok schował się za nimi. Zobaczyli najeżdżającą z drugiej strony ciężarówkę. Po chwili minęła ich. Nim samochód ponownie się nimi zrównał, przepuścił jeszcze jeden pojazd jadący z naprzeciwka. Droga rozszerzyła się. Była na tyle szeroka, że Marc dostrzegł drugiego jeepa podjeżdżającego do nich od jego strony. Spojrzał na jadących samochodem. Dwaj mężczyźni w garniturach, krawatach i czarnych okularach. Wyglądali jak strażnicy pilnujący jeszcze niedawno wejścia na zamek. Jadące z boku samochody zbliżyły się do nich niebezpiecznie. Poczuli uderzenie z dwóch stron auta. George w tym momencie zaczął gwałtownie hamować, powodując mocne wstrząsy. Marc złapał się mocno za uchwyt nad drzwiami, a drugą ręką za fotel. Ich samochód wydostał się z kleszczy tworzonych przez czarne jeepy. Jechały teraz przez chwilę przed nimi. Mknęli pośród wzgórz. Z prawej strony, za metalową barierą zbocze opadało gwałtownie w dół. George nagle przyspieszył. Podjechał niespodziewanie do jadącego po prawej auta. Z impetem ich samochód uderzył w tylne koło jeepa. Ten skręcił gwałtownie w poprzek drogi. Samochodem rzuciło i po chwili przewrócił się, koziołkując. Uderzył w barierę i przerywając ją, spadł w przepaść. Marc milczał przerażony. George starał się jechać za drugim jeepem.
– Jeden z głowy – skomentował ostatnie zdarzenie.
– Jesteś naprawdę dobrym agentem – wydusił z siebie Marc.
– Nie sądziłem, że aż tak.
– Trzymaj się, gra się jeszcze nie skończyła.
Marc zacisnął dłonie na uchwycie i siedzeniu. Jadący przed nimi samochód trzymał się prawej strony drogi. Nie chciał podzielić losu swojego partnera. George starał się podjechać do jeepa z lewej strony. Marc wyczuwał, że chciał powtórzyć poprzedni manewr. Jednak kierowca jadący przed nim wiedział już, o co mu chodzi.
– Teraz my rozdajemy karty – odezwał się George.
Uderzył samochodem w tył jeepa. Jeep zakołysał się.
Po chwili kierowca odzyskał panowanie.
– Nie możemy pozwolić, by jechali za nami – wyjaśnił.
– Rozumiem – odpowiedział Marc. Zza zakrętu przed nimi wyjechała furgonetka. Jej kierowca zauważył ich i zaczął trąbić. Jeep skręcił gwałtownie na prawą stronę. George pojechał za nim. W ostatniej chwili uniknął zderzenia. Przyspieszył, skręcił gwałtownie w lewo. Podjechał do jeepa, ten zaczął hamować. Samochody zrównały się. George powtórzył manewr hamowania. Drugi samochód zrobił dokładnie to samo. Wytracali gwałtownie prędkość. Zatrzymali się. George sięgnął pod marynarkę. Wyjął pistolet. Czekał. Z samochodu stojącego obok nikt nie wysiadał. Stali przez chwilę, obserwując. Z naprzeciwka jechał autobus turystyczny. Jeep ruszył przed siebie. George czekał. Schował pistolet. Samochód oddalał się.
– Zrezygnowali? – zapytał Marc.
George ruszył. Przepuścił autobus.
– Chyba tak. Poczekamy jeszcze chwilę – odpowiedział. – Jestem przekonany, że wiedzą, gdzie nas szukać. Chyba dlatego odpuścili.
Marc spojrzał na niego.
– Pewnie masz rację. Ich obecność potwierdza, że Monik została porwana. Nie sądzisz?
– Tak, i chyba już wiemy, gdzie jest.
Jechali spokojnie. Jeepa nie było widać.
– Zastanawiam się... – odezwał się George.
– Tak?
– Zastanawiam się, kto ich powiadomił? Mój kościelny czy twój tajemniczy rozmówca? Ktoś zrobił to na pewno.
– Może nas śledzili?
– Może. Jedno jest pewne. Teraz nie tylko życie Monik jest zagrożone, ale i twoje, Marc. Musimy się jakoś zorganizować.
Marc zastanawiał się przez moment.
– Co masz na myśli?
– Nie wiem, czy powinieneś sam wracać na zamek. To ryzykowne.
– Tak sądzisz?
– Byłbym ostrożny, nie wiadomo co może się stać.
Marc spojrzał na Georga.
– Chyba masz rację. Może mnie zostawisz w jakimś hotelu po drodze?
– Może lepiej przenocujesz u mnie, a rano zastanowimy się, co dalej?
Marc zawahał się.
– Nie chcę sprawiać ci kłopotu – odpowiedział.
– Kłopotu? – zaśmiał się George. – Nasza znajomość to jeden wielki kłopot.
Marc również się roześmiał.
– No tak, i pewnie długo się nie skończy – dodał.
Jechali dalej. W ciągu jednego dnia aż trzy razy mogli zginąć.
Marc zamyślił się. Czyżby sprawa, w którą przypadkiem się wmieszał, była aż tak ważna? Co tak naprawdę ten, kto wydał polecenie zlikwidowania go, chciał ukryć? Co działo się z Monik? Czy kluczem do tej całej historii była tajemnicza czternasta brama?

niedziela, 29 listopada 2015

Przypominamy: Libia - wojna dyktatora

Tekst dotyczący Libii pisany był w czasach gdy Muammar Kaddafi jeszcze żył i próbował uratować swoją pozycję. Polecam ten artykuł choćby z racji różnic między losami Kaddafiego i Bashara al-Assada, który pomimo upływu czasu wciąż z powodzeniem pozostaje na stanowisku. Jak finalnie skończy się jego historia? Być może jeszcze długie lata będziemy musieli na to czekać.



15 sierpnia po raz pierwszy od dłuższego czasu Libijczycy mogli usłyszeć w radiu głos Muammara Kaddafiego. Libijski przywódca wzywał swoich obywateli do zbrojnej walki, która miałaby uwolnić kraj od „zdrajców i NATO”. Chociaż wkrótce minie pół roku odkąd wojska natowskie rozpoczęły operację „Odyssey Dawn”, dyktator zgodnie z swoją zapowiedzią nie planuje się poddać i chce walczyć do samego końca. Końca czego? Czy Libia ma jakieś szczególne znaczenie? Co posiada, skoro potrafi zmobilizować armię nowocześnie wyposażonych żołnierzy? Dlaczego kraje zachodniej cywilizacji porozumiały się tak szybko? Czy w tej samej Afryce nie giną miliony ludzi, którymi nikt się nie interesuje? Dlaczego dla jednych organizuje się dobroczynne muzyczne koncerty, a dla drugich wydaje miliony dolarów na zrzucane bomby? Jaka jest na tym tle historia człowieka, którego los śledzi cały świat? 


Przeczytaj całość


czwartek, 26 listopada 2015

Insulina open source? To może pomóc milionom ludzi!

Grupa badaczy-pasjonatów chce opracować recepturę wytwarzania insuliny, która będzie ogólnodostępna na warunkach otwartych licencji. 

fot. US army/ CC



Ceny insuliny pozostają bardzo wysokie - jest to spowodowane między innymi małą ilością producentów i ograniczeniami prawnymi związanymi z metodami jej wytwarzania, w samych tylko Stanach Zjednoczonych szacuje się, że rocznie na jej zakup wydaje sie 176 miliardów dolarów. Ten ogromne koszty sprawiły, że grupa pasjonatów z Oakland w Kalifornii postanowiła samodzielnie opracować recepturę wytwarzania hormonu a następnie udostępnić ją na zasadach licencji Open Source. 

Grupa nazywa sie Counter Culture Labs, aby pokryć środki na badania rozpoczęli oni kampanię crowdfundingową "Open Insulin" - do tej pory udało im się zebrać 14 607 dolarów, co stanowi 243% środków, które planowano wykorzystać na pokrycie kosztów. Według członków zespołu insulinę będą oni hodować przy pomocy bakterii E.coli a cały proces udokumentują i opublikują w internecie tak, aby każdy przy pomocy prostego laboratorium był w stanie wytworzyć własną insulinę i tym sposobem uniezależnić się od tej sprzedawanej przez farmaceutycznych gigantów. Jak sami przyznają obecne procesy produkcji są niezwykle skomplikowane, trwają latami i są obwarowane prawami patentowymi, dzięki "Open Insulin" to może już wkrótce się zmienić. 

Co równie istotne członkom zespołu, określających się jako "biohackerzy" wcale nie zależy jedynie na samej insulinie, stawiają sobie bowiem za cel coś znacznie ambitniejszego - chcą oni pokazać światu, że można osiągnąć istotny wkład w rozwój nauki nawet wtedy gdy nie ma się do dyspozycji światowej klasy laboratoriów. Koordynator projektu Maureen Muldavin deklaruje, że "chcemy pokazać, że grupa ludzi o różnym poziomie umiejętności naukowych może wspólnie, korzystając z minimalnego budżetu i wspólnej przestrzeni prowadzić istotne dla nauki badania", dodaje także, że żyjemy obecnie w złotej erze biologi gdzie z roku na rok koszty zaawansowanych nawet badań znacząco maleją. 

W chwili obecnej na świecie żyje około 370 milionów osób chorych na cukrzycę, wymagają oni regularnych zastrzyków z insuliny, w przypadku braku otrzymywania leku mogą pojawić się poważne powikłania takie jak ślepota, choroby serca, martwica kończyn, która może kończyć się amputacją, uszkodzenia nerwów i nerek, a istnieje nawet ryzyko śmierci. 



źródło: OpenInsulin

środa, 25 listopada 2015

Znaleziono kolejne ślady najstarszej znanej cywilizacji, tym razem w Afryce Południowej

Pozostałości tajemniczej metropolii znaleziono około 150 kilometrów od portu Maputo, zdaniem odkrywców zostało ono zbudowane około 200 tysięcy lat temu! 



Starożytne pozostałości odkryli dwaj badacze-hobbyści Michael Tellinger i Johan Heine, który pracował jako lokalny pilot. Zainteresowały ich nierówności terenu w tamtej okolicy, które były znane miejscowym, lecz nikt nie przykładał do tego zbyt dużej wagi.

Jak przyznaje Tellinger ruiny, które udało im się odnaleźć są starsze niż wszystko co do tej pory znano, jego zdaniem te kamienne budowle mogą być dziesiątki tysięcy lat starsze od wszystkich znanych nam cywilizacji. Ruiny to w większości kamienne kręgi w dużym stopniu zagrzebane w ziemi i piasku, bardzo trudno zauważyć między nimi jakiekolwiek zależności do czasu aż spojrzy się na wszystko z lotu ptaka, wówczas oczom obserwatorów pokazują się prawidłowości świadczące o tym, że rozrzucone głazy nie mogły się tam znaleźć przypadkiem.

To kolejne po syberyjskich odkrycia wskazujące na to, że historia świata jest zupełnie inna od tej jaką znaliśmy dotychczas, przede wszystkim pokazują one, że sama ludzkość sięga swoja historią czasów znacznie odleglejszych niż przypuszczamy, co więcej kolebką tej cywilizacji nie był tzw. żyzny półksiężyc czyli Bliski Wschód i Mezopotamia, lecz tereny dzisiaj położone na uboczu wielkiego świata, Syberia, Afryka Południowa. Czy może to świadczyć o tym, że również ziemie te leżały w znacznie korzystniejszych warunkach klimatycznych niz obecnie? I przede wszystkim, co stało się z tą tajemniczą cywilizacją?

Polecam także:



wtorek, 24 listopada 2015

Czy wojna w Syrii to wciąż wojna domowa czy już wojna światowa?

W momencie kiedy cały świat z zapartym tchem śledzi skutki zestrzelenia rosyjskiego myśliwca przy syryjsko-tureckiej granicy, my spójrzmy na to nieco z dystansu. Turcja od czasu rozpoczęcia przez Rosję bombardowań terenów zajmowanych przez Państwo Islamskie była co najmniej sceptycznie nastawiona do tych działań, wcześniej zaś, otwarcie wspierała przeciwników Bashara Al-Assada.

rosyjskie myśliwce w Syrii/Wikipedia


Wojna domowa w Syrii rozpoczęła się od protestów przeciwko władzy Bashara Al-Assada i zdominowanej przez niego partii BAAS, która od dziesięcioleci rządzi tą arabską republiką. W momencie zaostrzenia się konfliktu dało się zaobserwować dwie główne linie poparcia - jedna to zwolennicy reżimu, lub też państwa, które sprzeciwiały się jakiejkolwiek interwencji z zewnątrz - to przede wszystkim Rosja i jej sojusznicy oraz Chiny. Z drugiej strony stanęły państwa związane bliżej lub dalej z USA, przede wszystkim zaś Turcja, która ma w Syrii żywotne interesy a Al-Assad od dawna był dla Ankary uciążliwym rywalem. Pomimo zablokowania przez Rosję i Chiny odpowiedniej rezolucji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, światowe mocarstwa po cichu udzielały wsparcia Assadowi i jego przeciwnikom. Częste były doniesienia o tureckich wojskowych przekraczających granicę, a także braku utrudnień ze strony Turcji w przerzucie broni na terytorium Syrii. Z drugiej strony Rosja udzielała władzom w Damaszku propagandowej (a po cichu także wojskowej) pomocy, blokując równocześnie jakąkolwiek interwencję Zachodu. 

Przełomem okazał się moment, gdy już wcześniej wspominana przez różnej maści obserwatorów jedna z grup opozycjonistów, Islamskie Państwo Syrii i Lewantu na zajętych przez siebie terenach pogranicza Iraku i Syrii ogłosiło niepodległy kalifat i ogłosiło wojnę totalną z niewiernymi. Doniesienia z Państwa Islamskiego, zwanego w skrócie ISIS szokowały opinię publiczną na Zachodzie, informacje o torturach, morderstwach, gwałtach i handlu ludźmi bulwersowały, ale nie miały żadnych poważniejszych skutków. Sytuacja zmieniła się wraz z włączeniem się w konflikt kolejnych państw:

  • 22 września 2014 Stany Zjednoczone wraz z siłami państw Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu: Bahrajnu, Kataru, Jordanii, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich rozpoczęły bombardowania pozycji Państwa Islamskiego w Syrii. Wcześniej USA udzielały wsparcia opozycji sprzeciwiającej się Assadowi (jednak oficjalnie w dostawach nie było broni) a także prowadziły działania wywiadowcze głównie przy pomocy dronów. 
  • Rosja rozpoczęła bombardowania strategicznych dla Państwa Islamskiego lokalizacji 30 września 2015 roku. 
  • Turcja pozostaje z boku konfliktu, jednak wciąż udziela wsparcia opozycjonistom walczącym z Assadem i z ISIS, unika jednak pomocy Kurdom, których pozycje były już niejednokrotnie bombardowane. W stosunku do Państwa Islamskiego poza deklarowaną wrogością doszło jedynie do kilku bombardowań i starć przy granicy. 
  • Francja, była od dawna aktywnie zaangażowana w sprawy syryjskie, już w 2011 roku Paryż wspólnie z Londynem naciskały na Bashara Al-Assada by ten ustąpił. Jesienią 2015 roku przeprowadzono kilka bombardowań obiektów ISIS, ale walkę otwarcie i na szerszą skalę Francja zapowiedziała dopiero po atakach w Paryżu, do odpowiedzialności za które przyznało się Państwo Islamskie. 

Dziś media poifnormowały o zestrzeleniu przez Turków rosyjskiego myśliwca, Siergiej Ławrow zadeklarował, że Moskwa zerwie stosunki wojskowe z Ankarą. Sytuacja się zaostrza a na Bliskim Wschodzie zaczynają być aktywne praktycznie wszystkie liczące się mocarstwa. Czy to już zapowiedź nowej wojny światowej a my mamy do czynienia z nowymi Bałkanami?







poniedziałek, 23 listopada 2015

Fragment powieści "Tajemnica Czternastej Bramy" Rozdział 47 Zamek Korzkiew. Polska

Zapadał zmierzch. W zamku panowała cisza, a komnaty rozświetlało ciepłe światło, bijące z kominków. Zapach palonego drewna roznosił się po korytarzach. Zamek Korzkiew wznosi się na wzgórzu, kilkanaście kilometrów od Krakowa, nieopodal Ojcowskiego Parku Narodowego i położonej na jego skraju, przepięknej Doliny Prądnika. Historia niewielkiego zamku sięga 1352 roku. Wówczas to Jan z Syrokomoli zakupił wzgórze Korzkiew i wybudował na nim wieżę, pełniącą funkcję obronną i mieszkalną. Jak wiele budowli pod koniec XIX wieku, również Zamek Korzkiew popadł w ruinę. Długo czekał na swój renesans. Dopiero w 1997 roku, po stu latach, został odbudowany, przez potomka rodów szlacheckich, Jerzego Donimirskiego. Niewielki zamek stał się hotelem, ujmującym gości swym pięknem, wytwornością, a także znakomitą i dyskretną obsługą. W niewielkim salonie, w którym goście zwykli jadać śniadania, krzątały się trzy osoby. Młody mężczyzna, dziewczyna ubrana w czarno-biały strój kelnerki i szczupła, czarnowłosa kobieta w średnim wieku, która pozostałej dwójce wydawała polecenia cichym, ale zdecydowanym głosem. Przygotowywali stół do posiłku dla kilku osób. Kobieta spoglądała od czasu do czasu na widoczny przez przeszklone drzwi dziedziniec, otoczony zamkowymi budynkami. Odrywając od niego wzrok, zerkała na wiszący na ścianie zegar. Na jej twarzy widać było niepokój. Była zdenerwowana.
– Spieszcie się, proszę – powiedziała.

***

Za oknami zamku zmierzch powoli ustępował miejsca nocy. Kilka kilometrów dalej, drogą od strony Krakowa, zbliżał się duży czarny jeep z ciemnymi szybami. Jechał szybko, pokonywał wąskie zakręty, ryzykując zderzenie z niewidocznymi, nadjeżdżającymi z drugiej strony pojazdami. Hamował i przyspieszał gwałtownie. Nagle skręcił ostro w lewo, w drogę, oznaczoną brązowym drogowskazem z napisem „Zamek Korzkiew”. Jechał nią dłuższą chwilę, po czym wtoczył się na ciasną ścieżkę, prowadzącą ostro w górę. Zatrzymał się przed wejściem na zamek. Drzwi od strony kierowcy otworzyły się. Zza kierownicy wysiadł szofer, ubrany w granatowy garnitur i wąski ciemny krawat. Obszedł szybko samochód i otworzył drzwi tylnego siedzenia. Wyprostował się. Czekał. Z samochodu wysiadł mężczyzna, w ciemnym płaszczu, z podniesionym kołnierzem, w czarnym kapeluszu, przysłaniającym mu twarz. W ręce trzymał niewielką teczkę. Wyglądała jak torba z laptopem lub mała aktówka na dokumenty. Mężczyzna nie spieszył się. Spojrzał w kierunku wieży zamkowej, jej okna były ciemne. Odwrócił się w stronę stojącego przy drzwiach kierowcy. Powiedział coś do niego. Ten skinął głową. Kiedy mężczyzna ruszył w kierunku zamku, kierowca zatrzasnął tylne drzwi samochodu i wrócił za kierownicę. Pasażer samochodu nacisnął dzwonek, znajdujący się przy wejściu. Po krótkiej chwili światło w korytarzu, widoczne przez niewielkie okienko w drzwiach, zapaliło się. Słychać było dźwięk otwieranej zasuwy. Mężczyzna skinął głową w geście powitania i wszedł do środka. Wspiął się po wąskich schodach do komnaty, w której czekała na niego obsługa zamku.
– Przyprowadziłam gościa – powiedziała radośnie dziewczyna, która otworzyła mu drzwi. Chłopak podszedł szybko do mężczyzny i odebrał mu płaszcz. Powiesił go wraz z kapeluszem na wieszaku w sąsiedniej sali, spełniającej funkcję biura.
– Dobry wieczór pani Tereso – odezwał się mężczyzna, witając się ze stojącą w sali kobietą. Uśmiechnęła się życzliwie.
– Dawno pana u nas nie było. Dobry wieczór.
– Dawno? – zdziwił się mężczyzna. – Rzeczywiście, trochę czasu upłynęło. Naszych... – zawahał się – gości jeszcze nie ma?
– Nie, nie ma – odpowiedziała kobieta.
– Dawno byli? – zapytał.
Kobieta spojrzała na dwójkę młodych ludzi.
– Idźcie proszę. Przynieście wino z piwnicy – dodała. Zaczekała aż wyjdą, po czym zwróciła się do mężczyzny.
– Byli dwa razy w ubiegłym miesiącu. Odnoszę wrażenie, że chcieli jedynie sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Mężczyzna usiadł za stołem. Wskazał kobiecie ręką krzesło naprzeciwko.
– Proszę, niech pani usiądzie. – Uśmiechnął się. Kobieta usiadła po drugiej stronie stołu. Wpatrywała się uważnie w swojego gościa. Miał około pięćdziesięciu lat. Średniej budowy ciała, ciemnowłosy, średniego wzrostu. Ubrany był elegancko, w klubową angielską marynarkę i koszulę w kolorze brudnego różu. Na małym palcu lewej ręki widniał niewielki sygnet. Kiedyś zapytała go nieśmiało o jego historię. Był to, jak wyjaśnił, meteoryt oprawiony w białe złoto.
– Czy dźwięki, które towarzyszą ich wizytom, nie wzbudzają niepokoju wśród okolicznych mieszkańców? – zapytał.
Kobieta roześmiała się cicho.
– Teraz już pewnie nie wzbudzają. Początkowo ludzie wybiegali przed budynki i patrzyli w niebo. Nie wiedzieli, co się dzieje. Z czasem chyba się przyzwyczaili. Niewielu ich na szczęście mieszka pod zamkiem. Gorzej, jak na podzamcze przyjeżdża młodzież...
– Machnęła ręką. – Może nie gorzej, źle się wyraziłam – poprawiła się. – Jest wówczas więcej zamieszania. Ale dzieciaki uważają, że to duchy. W końcu – zaśmiała się – w każdym zamku powinny być zjawy. Co to za zamek bez jakiejś mrocznej historii?
– No faktycznie. Nasze upiory to prawdziwe duchy z niebios. A dziennikarze? – zaniepokoił się. – Nie zainteresowali się sytuacją?
Kobieta zastanowiła się chwilę.
– Zdarzyli się dziennikarze, a nawet policja. Ale mam wrażenie, że pomogły nam opublikowane ostatnio wyjaśnienia naukowców, które tłumaczą pojawiające się na całym świecie dźwięki. Zjawisko dziwnego „warkotu” lub „szumu”, jak komentowali, występuje ich zdaniem na świecie od dziesiątków lat. Prawdziwe zatrzęsienie doniesień i nagrań rejestrujących „warkot” pojawiło się na początku 2012 roku. Artykuły na ten temat zaczęły się pokazywać bardzo często, wiele gazet zajęło się wyjaśnianiem przyczyn tych tajemniczych dźwięków. Na przykład na stronie gazety Daily Mail podano link do niezwykłego nagrania z Niemiec. Jest ono tym bardziej interesujące, gdyż najwyraźniej dobiegający z nieba hałas spowodował uruchomienie samochodowego alarmu. Nasze dźwięki nic takiego na szczęście nie powodują – wyjaśniła kobieta, uśmiechając się znacząco.
– I jak to zjawisko wytłumaczyli naukowcy? – zapytał mężczyzna.
Kobieta odetchnęła głęboko. Widać było, iż zna doskonale temat, o którym rozmawiali.
– Ach, tłumaczą to różnie. Profesor Jean-Pierre St. Maurice z University of Saskatchewan stwierdził, że źródłem hałasów jest pole elektromagnetyczne z zorzy. Z zorzy! – powtórzyła z lekkim rozbawieniem. – Zdaniem sejsmologa Briana W. Stumpa z Southern Methodist University w Dallas, źródłem dźwięków mogą być trzęsienia ziemi. Z kolei David Deming z The University of Oklahoma nadał całemu zjawisku nazwę
„The Hum” – a więc warkot, buczenie, co zdefiniował jako „tajemniczy i niewykrywalny dźwięk, słyszany w określonych lokacjach na świecie przez dwa do dziesięciu procent populacji”.
Ładnie brzmi, prawda? – zakpiła. – Próby tłumaczenia podjęła również NASA, która całe zjawisko wyjaśniła faktem, że Ziemia bez przerwy emituje ogromną ilość fal radiowych.
Mężczyzna pokiwał głową.
– No tak... – Chciał coś powiedzieć, ale młodzi ludzie weszli do komnaty, niosąc butelki wina. Postawili je z boku, na drewnianej półce.
Spojrzeli na kobietę pytającym wzrokiem.
– Wszystko przygotowane – odezwał się chłopak. – Czy będziemy jeszcze potrzebni? – zapytał.
Kobieta wstała. Rozejrzała się dookoła.
– Przepraszam – odezwała się do mężczyzny. – Czy drewno w komnatach jest naniesione? – zwróciła się do chłopaka.
– Oczywiście – odpowiedział. – Wszystko jest przygotowane.
Kobieta złożyła ręce w geście akceptacji.
– No to moi drodzy, wypada mi wam podziękować i życzyć miłego wieczoru. Poradzimy sobie sami? – zwróciła się do mężczyzny.
Zapytany potwierdził, kiwając głową.
– Oczywiście, przynajmniej będziemy się starać – odpowiedział, patrząc z sympatią na zebranych. – Wasza pomoc jest nieoceniona. Dobrej nocy dla was i waszych rodzin. Młodzi ludzie pożegnali się. Zeszli na dół. Słychać było jak kobieta zamka za nimi drzwi. Po chwili wróciła na górę.
– Teraz możemy zająć się naszymi gośćmi. – Zerknęła na zegar. – Powinni być za piętnaście minut.
– Czy... – zawahał się mężczyzna.
– Tak?
– Czy właściciel tego zamku wie... – szukał właściwego słowa – kto odwiedza zamek?
Kobieta była zaskoczona pytaniem.
– Czy wie? – Zamyśliła się. – Myślę, że nie. Na pewno nie
– powiedziała po chwili zdecydowanym tonem.
– Różnie z tym może być – powiedział mężczyzna z nutą
zwątpienia w głosie. – Czasem nie wszystko można ukryć. Wróciłem wczoraj z zamku Hochosterwitz w Austrii. Bywa na nim tysiące turystów każdego dnia. – Obniżył głos, jakby obawiając się, że ktoś go podsłuchuje. – Tysiące turystów – powtórzył – i nikt się nie zorientował, że gdzieś obok pojawiają się dziwni goście. Kobieta zrobiła kilka kroków w kierunku małej kuchni, nieco rozkojarzona. – Boże – zdenerwowała się. – Zapomniałam zapytać, czy się pan czegoś napije. Bardzo przepraszam.
Mężczyzna zrobił przeczący gest ręką.
– Ależ pani Tereso, proszę się nie fatygować – uspokoił ją.
– Poczekamy na naszych gości.
Spojrzała na niego.
– No na pewno, z nimi się pan czegoś napije! A może jeszcze coś zje? Czy oni w ogóle coś jedzą? – powiedziała z ironią w głosie. Usiadła za stołem.
– Wracając do tematu, jeszcze tylko by tego brakowało, by ktoś się zorientował, kto nas odwiedza... Mielibyśmy wówczas tysiące turystów każdego dnia!
– Właściciel opływałby w luksusy – stwierdził mężczyzna.
– Nie wiem, czy by zdążył...
– Co ma pani na myśli? – zapytał, marszcząc brwi.
– No... czy zdążyłby dożyć. Dostałby zapewne zawału, gdyby się dowiedział!
Mężczyzna roześmiał się.
– Tryska pani dzisiaj dowcipem. Nie wiedziałem, że ma pani takie satyryczne talenty.
Kobieta wzruszyła ramionami.
– Na szczęście nasi goście omijają dni, kiedy na zamku odbywają się wesela lub imprezy okolicznościowe.
Mężczyzna spoważniał. Spojrzał na dziedziniec.

– Powinni już być?

– Tak, wypada nam tylko czekać.

Zamilkli oboje, pogrążając się w niespokojnym oczekiwaniu.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf