wtorek, 27 października 2015

Kurzweil: w ciągu najbliższych będziemy się łączyć z siecią przy pomocy mózgów

Internet bez kłopotliwej klawiatury, komputerów, nawet bez smart-fonów. Ze wszystkim łączymy się za pomocą naszych własnych mózgów. Czy to science-fiction? Zdaniem znanego transhumanisty, to scenariusz, który stanie się realny w ciągu najbliższych kilkunastu lat. 



Raymond Kurzweil gościł na tym blogu niejednokrotnie, ten wizjoner i transhumanista słynie z odważnych, ale i sprawdzających się przepowiedni dotyczących przyszłości człowieka i jego zbliżenia z technologią. Kurzweil na co dzień pracuje w Google jako jeden z głównych inżynierów, to on wyznacza kierunki w jakich prowadzone będą badania technologicznego giganta. 

Już w latach 2030-tych będziemy wysyłać nano-boty bezpośrednio do mózgu, a te stworzą dla naszego systemu nerwowego rzeczywistość wirtualną a także połączą nasze szare komórki do chmury. Tak jak dziś możemy bezprzewodowo wzmacniać siły naszych smart-fonów nawet 10 tysięcy razy, tak w przyszłości będziemy w stanie wzmocnić siły naszego mózgu dzięki chmurze. 

Bezpośrednie połączenie ludzkiego mózgu w komputerową chmurą niewiarygodnie wręcz zwiększy możliwości człowieka. Będziemy w stanie błyskawicznie łączyć się z wirtualnymi mapami, od razu rozpoznamy daną lokalizację dzięki dostępowi do milionów zdjęć a matematyczne obliczenia zajmą nam zaledwie sekundy, wszystko to już za kilkanaście lat. Zdaniem Kurzweila wcale nie oznacza to końca naszego człowieczeństwa, wręcz przeciwnie, staniemy się bardziej dowcipni, seksowni, unikalni, dzięki temu, że nasza inteligencja przyspieszy w niebywałym tempie. Również nauka nie będzie stanowić dla nas problemu, dzięki połączeniu mózgów z siecią komputerów będziemy mogli w każdym momencie "wgrać" w swoją pamięć nową umiejętność, bez względu na to czy będzie to pilotowanie samolotu, język chiński czy też zaawansowana wiedza o genetyce. Wszystkiego będziemy w stanie dokonać w ciągu zaledwie kilku sekund. 

poniedziałek, 26 października 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy". Rozdział 43 Hamburg. Niemcy



Redakcyjny pokój był wypełniony młodymi ludźmi. Kawa i herbata stały przed każdym z nich, zwiastując długie spotkanie. Uruchomione komputery pełne były zgromadzonych informacji. Ich ekrany pobłyskiwały światłem, tworząc scenografię dla zbliżającej się dyskusji. Robert, niczym trener koszykarskiej drużyny, czekał na odpowiedni moment, by rozpocząć naradę. Wiedział, że młodzi ludzie muszą się wygadać, wymienić poglądami, opowiedzieć o tym, co działo się w czasie, w którym się nie widzieli. Sprzyjało to późniejszej koncentracji w kierowanej przez niego zespołowej pracy. Lubili swoje zajęcie. Poświęcali się, nie myśląc o własnych korzyściach. Kierowani przez niego, robili to z pasją. Oddawali cały swój czas, zostawiając na później rodzinne plany i zawodowe awanse. Byli niczym pluton komandosów, gotowy na wszelkie poświęcenia. Rozumieli się ze sobą znakomicie. Wymieniali się informacjami, nie zważając no to, czyj tekst zostanie opublikowany. To był prawdziwy zespół.
– To zaczynamy... – Robert uspokoił ich momentalnie.
– Przypominam, zadanie brzmiało: Dulce. Co powiecie?
– Dulce to spokojne miasteczko w Nowym Meksyku – odezwał się młody brunet o zielonych oczach, ubrany w dżinsową kurtkę. – Mieszka w nim poniżej tysiąca osób, przede wszystkim rdzenni mieszkańcy, Indianie z plemienia Apache. Nie ma zbyt wielu doniesień na temat problemów, życie miasteczka wydaje się nieco senne. Mieścina nie jest szczególnie atrakcyjnym miejscem dla turystów, nie znajdą tam nic ciekawego. Turyści może nie... ale są ludzie, dla których jest to miejsce tajemnicze i fascynujące. Niektórzy twierdzą, że pod nim, głęboko pod ziemią ulokowana jest baza Obcych.
– Świetnie – pochwalił go Robert. – Czy informacje o niej pojawiły się w ostatnim czasie?
– Bynajmniej – odezwała się niska, ładna dziewczyna o piegowatej twarzy. -  Doniesienia pojawiają się od wielu lat. Podawane są różne szczegóły, co do wielkości bazy. Podobno ma ona mieć siedem poziomów. Spekuluje się na temat czasu jej powstania, choć tu informacje są sprzeczne. Jest ich wiele... O tym później... Przejdę do rzeczy najciekawszej. Przewija się pogląd, że z Obcymi współpracuje rząd amerykański. Oczywiście dowodów nie ma, a naukowcy w większości uważają te doniesienia za co najmniej zabawne
– Coraz lepiej – skomentował Robert. – Co dalej?
– Ten tajny kompleks – kontynuowała dziewczyna – znajduje się w obszarze masywu Archuleta Mesa w Nowym Meksyku.
Kiedy powstała baza, tego dokładnie nie wiadomo, ale pojawiają się konkretne daty przypadków, które wydają się wiązać ze sobą. W latach czterdziestych zbudowano drogę wiodącą w tamten rejon. Niedługo potem ją zresztą zniszczono. Nikt nie widział, aby jeździły nią jakieś transporty... chociaż wielu coś słyszało. Turyści, którzy przejeżdżali przez okolicę, mówią, że towarzyszyły im jakieś tajemnicze pojazdy, do chwili, gdy nie oddalili się od granic. Niedaleko Dulce znajduje się elektrownia, która być może zasila bazę. W samej bazie mają wydarzać się największe potworności, jakie można sobie wyobrazić. Tam właśnie przeprowadzane są ponoć eksperymenty genetyczne na ludziach. Mutacje, krzyżowanie różnych gatunków, klonowanie, transplantacje organów, testy wytrzymałości żywych organizmów... Siedząca pod oknem korpulentna brunetka o kruczoczarnych włosach poniosła rękę.
– Tak Ingrid?
– Chciałam coś dodać. Jak głoszą wyznawcy teorii spiskowych, wszystko odbywa się za wiedzą i zgodą władz amerykańskich. Co więcej, twierdzą, że chodzi o tajemny układ, który został zawarty kilkadziesiąt lat temu, a jego przedmiotem miałaby być... wymiana handlowa. Technologie w zamian za nieprzeszkadzanie w eksperymentach Obcych. Głosicieli teorii spiskowych nie trzeba było nawet uciszać. Wystarczyło ośmieszyć. Mówi się o setkach tysięcy ludzi, których porwano. Przyznam, że włos się jeży na karku. Przynajmniej mnie. Amerykanów przeraziła skala tego zjawiska, bo wydawało im się, że mają wszystko pod kontrolą. Mieli w końcu częściowy dostęp do bazy. Ale pojawiły się pytania. Co kryje się na najniższych poziomach bazy? No właśnie... Dopiero niedawno zaczęło ich to naprawdę obchodzić.
– Mogę coś uzupełnić? – zapytał chłopak w dżinsowej kurtce.
– Pewnie – wyraził zgodę Robert. – Dajesz... – Uśmiechnął się.
– Mógłbym wesprzeć to pewnym przykładem. Ten wątek o wsparciu technologicznym... – dodał. – Dotarłem do historii pewnego biznesmena z Nowego Meksyku. Jest to opowieść o upadku tego człowieka i jego kariery. Otóż, był on właścicielem dobrze prosperującej firmy zajmującej się produkcją sprzętu dla lotnictwa wojskowego Stanów Zjednoczonych. Nie jest pewne, w jaki sposób odkrył sekrety tajnego programu. Najprawdopodobniej po prostu potrafił powiązać fakty. No i dysponował w końcu danymi z racji współpracy z wojskiem. Wykorzystując wrodzoną przenikliwość, upewniał się w swoich podejrzeniach, że Amerykanie dysponują technologiami, których pochodzenie jest trudne do wyjaśnienia. W grę miała wchodzić pomoc Obcych i wspólne eksperymenty. Kiedy jego podejrzeniami zaczęło interesować się coraz więcej osób, miały miejsce ataki na jego osobę. Komuś bardzo zależało, żeby zrobić z niego czubka. I to się udało. Człowiek załamał się kompletnie.
– Przykre. Ale punkt dla ciebie – pochwalił Robert.
– A co jeszcze wiemy o bazie?
– Dostanie się do bazy jest właściwie niemożliwe – odezwała się dziewczyna o uroczych piegach – a wiadomości na jej temat są często sprzeczne. Nie wiadomo, które doniesienia mogą zawierać część prawdy. Najczęściej pojawia się jednak informacja o tym, że baza ma siedem poziomów. Pierwsze doniesienia na temat Dulce pojawiły się w mediach w połowie lat siedemdziesiątych w związku z tajemniczymi porwaniami bydła. Część zwierząt zaginęła, ale znajdowano też zmasakrowane sztuki na pobliskich polach. Policyjni eksperci wykluczali ewentualność, by dzieła mogły dokonać drapieżniki. W 1976 roku Gabe Valdez, policjant, a jednocześnie farmer, któremu również ginęło bydło, zaczął własne śledztwo. Wkrótce sprawą zainteresowali się badacze ze stowarzyszeń i grup zajmujących się dziwnymi przypadkami. W rozwikłaniu tajemnicy uczestniczyli też Greg Bishop czy Paul Bennewitz, czyli najbardziej znani ludzie od tych spraw. Tak zaczęło pojawiać się to miejsce w doniesieniach. Ale do rzeczy. – Zrobiła skupioną minę. – Na powierzchni ma znajdować się garaż dla samochodów. Reszta to poziomy podziemn – na drugim ma być zlokalizowany główny węzeł komunikacyjny, z którego rozchodzą się połączenia do innych baz. Poziom niżej można nazwać sypialnią, tutaj są kwatery dla pracowników. Kolejny poziom jest bardzo istotny, bo tu umieszczono laboratoria, gdzie odbywają się eksperymenty oraz testy. Ostatnie poziomy są pilnie strzeżone. Są to pomieszczenia dla samych Obcych, których może się tam znajdować jakieś pięć tysięcy. Dziewczyna spojrzała na stojący przed nią ekran monitora. – Kluczowym poziomem ma być oczywiście poziom siódmy, czyli najniższy. Tutaj mają się znajdować sale rozrodowe... mnóstwo klatek. Widziano przetrzymywanych ludzi, przewijają się jakieś ogromne liczby. Część z nich miałaby być świadoma. Ale widziano też istoty, które nie były ani przybyszami, ani ludźmi. Efekty eksperymentów z klonowaniem. Pół ludzie, pół zwierzęta, straszliwe, a jednocześnie nieszczęśliwe stworzenia.
– No ładnie... – skomentował Robert. – Nieźle się spisaliście w tak krótkim czasie. Słucham z uwagą dalej...
Narada rozkręcała się.

sobota, 24 października 2015

piątek, 23 października 2015

Już dziś w wybrzeża Meksyku uderzy największy huragan w historii!

Meksykowi grozi atak najsilniejszego huraganu jaki zaobserwowano na Zachodniej Półkuli, co gorsza cyklon ma dotrzeć do wybrzeży już dzisiaj!



Gdy jutro rano wstaniemy i włączymy wiadomości mogą do nas dotrzeć przerażające doniesienia na temat ogromnych zniszczeń jakich dokonał na zachodnim wybrzeżu Meksyku huragan Patricia. Jak bowiem podają amerykańskie media już teraz huragan ten uznany został za najpotężniejszy znany cyklon tropikalny kiedykolwiek zarejestrowany na Zachodniej Półkuli, jego prędkość sięgać może nawet 320 km/h. 



Oko cyklonu może w najbliższych godzinach dotrzeć na wybrzeża Meksyku, szczególnie zagrożony jest stan Jalisco, w granicach którego leży drugie co do wielkości miasto Guadalajara a także słynny kurort wypoczynkowy Puerto Vallarta. Również sąsiednie stany są zagrożone, huragan oprócz ogromnej prędkości wyróżnia się także niezwykle niskim ciśnieniem, może on spowodować falę powodziową, która zagrożenie dla wszystkich nadmorskich miejscowości.



Huragan Patricia stanowi fenomen meteorologiczny, pobił już kilka rekordów jeśli chodzi o tropikalne cyklony - charakteryzuje się najwyższą znaną prędkością wiatru, najniższym ciśnieniem, jego siła rośnie również w zatrważającym tempie. Trudno przewidzieć skutki tego uderzenia, służby ratunkowe przygotowują się do akcji, mieszkańcy uciekają lub chowają się w bezpiecznych miejscach, już za kilka godzin Matka Natura po raz kolejny nauczy człowieka pokory.


środa, 21 października 2015

Jak nowe technologie już wkrótce zmienią nasz świat?

Przed nami rewolucja. Być może nie krwawa, może nawet obejdzie się bez masowych protestów. Na pewno jednak nasze życie zmieni się drastycznie, wszystko dzięki nowym rozwiązaniom, których już wkrótce staną się standardem w naszych domach.

psprint.com


Żarówki LEDowe, superefektywne systemy chłodzenia i ogrzewania, w końcu wszechobecne oprogramowanie - to wszystko sprawia, że wydajność wielu urządzeń i technologii wzrosła do poziomu jakiego nikt jeszcze kilka lat temu by się nie spodziewał. 

Zdaniem portalu Singularity Hub żyjemy u progu energetycznej rewolucji, wielkiego skoku, który sprawi, że znikną dotychczasowe problemy z niedoborami energii. Powodów jest kilka. Oprócz wymienionych już przed chwilą skoków w wydajności pojawiły się także nowe metody wydobywania węglowodorów co sprawiło, że głodna paliw kopalnych Ameryka w krótkim czasie stanie się w dużym stopniu samowystarczalna. Na tym jednak nie koniec. Mało kto wie, że technologie tzw. "czystej energii" są z roku na rok wydajniejsze. Już teraz co dwa lata skuteczność paneli słonecznych podwaja się a koszt ich produkcji spada. Zdaniem Raya Kurzweila, to dopiero początek a technologie wiatrowe i słoneczne już wkrótce czeka niespotykany dotąd wzrost wydajności. 

Kolejną rewolucyjną zmianę przeżyje sektor produkcyjny. Już teraz roboty stają się tak powszechne, że niedługo ludzie będą potrzebni jedynie do zarządzania całym procesem. Obecnie ich możliwości są co prawda ograniczone, ale już teraz roboty mogą pracować przy taśmie wspólnie z człowiekiem. Kolejnym krokiem jest trend zwany "digital manufacturing" - zdaniem SH jeszcze przed 2020 rokiem w naszych domach będą stały niedrogie i eleganckie drukarki 3D, które slużyć będą do druku zabawek i potrzebnych sprzętów domowych, niepotrzebne będą wielkie fabryki czy zakłady produkcyjne, wszystko powstanie na miejscu, pod naszym dachem. 

Jak to wpłynie na światową gospodarkę? Niższe koszty produkcji, to tańsze i bardziej dostępne towary, równocześnie jednak roboty w fabrykach oznaczają brak pracy dla wielu tysięcy robotników, którzy dziś zajmują stanowiska przy taśmie czy przy produkcji a które już wkrótce zostaną zajęte przez maszyny. W końcu, po co komu wielkie fabryki, skoro już niedługo drukarki 3D same zbudują nam to czego potrzebujemy? A może kryzys wywołany masowym bezrobociem jest przedwczesny? Może właśnie o to chodzi, że nie będziemy już musieli pracować?




wtorek, 20 października 2015

Elity niszczą małżeństwo aby przejąć kontrolę nad ludzkością?

Małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety przeżywa na Zachodzie poważny kryzys. Rośnie nie tylko liczba rozwodów, ale też co raz mniej młodych ludzi, szczególnie młodych mężczyzn. Czy za tymi niepokojącymi zjawiskami stoi ktoś kto celowo pragnie rozbić rodzinę?

Liczba rozwodów wzrosła w ostatnim czasie do niepokojącego stopnia. Są w Europie państwa, gdzie 3 na 4 małżeństwa kończą się rozstaniem, jeśli trend ten nie ulegnie zmianie już wkrótce trudno będzie mówić o jakiejkolwiek trwałości i nierozerwalności rodziny. 



Sprawa komplikuje się jeśli spojrzy się na prognozy dotyczące nowych małżeństw. Wśród pokolenia obecnych dwudziestokilkulatków, określanych w USA jako 'millenials' bycie 'singlem' to zupełnie normalna rzecz i właśnie tak widzą siebie ci młodzi ludzie w przyszłości. Nastawieni na karierę, nie potrzebujący instytucji małżeństwa amerykańscy millenialsi mają zupełnie inne priorytety. Według portalu Infowars nie jest to zjawisko zupełnie przypadkowe. Zdaniem redakcji portalu spadek liczby zawieranych małżeństw wiąże się bezpośrednio ze zmianami obyczajowości, ale też feministyczną propagandą, która deprecjonuje znaczenie mężczyzn w związku stawiając w dominującej roli kobietę. To sprawia, że wielu młodych mężczyzn zamiast brać ślub woli pozostawać w wolnych związkach, które zawsze w razie potrzeby można skończyć. 

Działanie to jest celowe - stoją za nim tajne elity, których celem jest zniszczenie dotychczasowej kultury i zapanowanie nad światem. Jeden z przytoczonych w filmie poniżej cytatów jest szczególnie dosadny. Jest on odpowiedzią na reklamę telewizyjną, która przedstawia ojca rodziny jako nieporadnego i ślamazarnego człowieka, za którego wszystko musi robić (przy pomocy elektroniki) żona. Przytoczmy ów cytat w całości:

"Kolejny, niezbyt subtelny pokaz przewagi kobiecości dyrygowanej przez inżynierów społecznych, którzy prowadzą nad w kierunku technokratycznej przyszłości rządzonej przez elitę. To część ich planu by dać kobietom rolę dominującą, gdyż pozwoli to na sprawowanie kontroli również nad mężczyznami, gdyż ci podążą tam, gdzie pójdą kobiety. W naszym przypadku obawiam się, że celem dla większości ludzkości będzie życie w beznadziejnym zniewoleniu w wśród pozbawionych życia pustkowi". 




poniedziałek, 19 października 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 bramy": Rozdział 42 Sankt Kathrein. Austria


Milczeli. Najwyraźniej dotarło do nich, że mogli stracić życie. Zabrakło zaledwie kilku sekund. Myślenie o tym sprawiło, że jechali teraz w ciszy. George znalazł długi objazd. Musieli nadrobić kilkadziesiąt kilometrów, by dotrzeć do Sankt Kathrein. Małej miejscowości, obecnie na długo odciętej od Grazu. Wjechali do niej, rozglądając się dookoła. Kilka hoteli, starannie utrzymane domy, z górującą nad wszystkim dzwonnicą małego wiejskiego kościoła. Nie musieli się zastanawiać którędy jechać. Widoczna z daleka wieża kościelna wyznaczała kierunek. Jechali powoli. Marc odezwał się, chcąc przerwać milczenie.
– Pisałem ostatnio artykuł o metodach podsłuchów i inwigilacji. George roześmiał się.
– Żartujesz? To jakaś teoria spiskowa? Przecież tych, którzy twierdzili, że ludzie byli, są i będą podsłuchiwani uważa się za wariatów lub w najlepszym przypadku wyznawców teorii spiskowych. Takich, które mijają się z prawdą. Jedni mówią, że może być w nich odrobina prawdy. Inni nazywają to nadmierną interpretacją faktów, a najczęściej zbiorem niczym nieuzasadnionych przypuszczeń. Oczywiście ci grzeczni. Marc spojrzał na niego zaskoczony.
– No kto jak kto, ale ty jesteś w tej dziedzinie chyba najbardziej zorientowany? –Uśmiechnął się, widząc rozbawioną minę towarzysza podróży.
– Dla wyznawców tych teorii miejsce zawsze się znajdzie...
W kabarecie lub domu wariatów – żartował George. – Pozwolisz, że sparafrazuję słowa Zbigniewa Brzezińskiego, byłego doradcy amerykańskiego prezydenta: Era technokratyczna będzie się opierać na stopniowym pojawianiu się coraz bardziej kontrolowanego społeczeństwa. Takie społeczeństwo będzie zdominowane przez elity nieskrępowane tradycyjnymi wartościami. Jakże ładnie brzmi drugie zdanie. Czy owe „nieskrępowane tradycyjnymi wartościami społeczeństwo” to takie, którego zachłanność zmierza do traktowania pozostałej części jak niewolników, którym wyznacza się miejsce i czynności do wykonania? Czy zatem owa kontrola ma dotyczyć wszystkich, czy tylko tych, którzy się zbuntują Spojrzał na Marca znacząco.
– Mam ci coś opowiedzieć na ten temat? – zapytał z uśmiechem.
Marc odpowiedział tym samym.
– Jeżeli nie zamkną cię potem w jakimś więzieniu dla szpiegów.
– A to już od ciebie zależy. Jak wypaplesz to w swojej gazecie, to nigdy nie wiadomo... – roześmiał się. – No to do rzeczy.
Do kontroli wymyślono tajnych szpiegów i oficjalne rządowe instytucje, którym w majestacie prawa nadano uprawnienia do kontrolowania, w tym do podsłuchiwania. Mamy dwa rodzaje szpiegostwa. Jedno, znane z książek lub filmów. Drugie – prawdziwe. W tym pierwszym regularnie rozbija się najlepsze samochody i romansuje z najpiękniejszymi kobietami. Drugi rodzaj – ten prawdziwy, polega na grzebaniu w śmietnikach, wielogodzinnym siedzeniu ze słuchawkami na uszach, a co za tym idzie, wtykaniu podsłuchiwanemu najróżniejszych pluskiew i mikrofonów. Podsłuchy podkłada się wszędzie: w butach, telefonach, długopisach. Umieszcza po cichu pod biurkami i pod łóżkami.
– Tak było, jest i będzie – skomentował Marc.
– Historia podsłuchów wiedzie od zazdrosnych żon do „zapobiegliwych polityków”. Za moment przełomowy, kiedy to okazało się, że podsłuchiwać mogą wszyscy, jak pamiętasz, uznano słynną aferę Watergate, którą ujawniło dwóch dziennikarzy Washington Post – Bob Woodward i Carl Bernstein. Podsłuchiwała władza, która dotychczas była poza wszelkim podejrzeniem. Afera wstrząsnęła Stanami Zjednoczonymi. Okazało się, że osoby związane z prezydentem Nixonem wykorzystywały do podsłuchiwania sztabu wyborczego Partii Demokratycznej ludzi, którzy wcześniej pracowali w służbach specjalnych. Na wierzch „wypłynęła” również sprawa włamania do siedziby sztabu, który znajdował się w kompleksie budynków „Watergate” w Waszyngtonie, podczas kampanii wyborczej w 1972 roku.
– Jak to się skończyło, wiedzą wszyscy – powiedział Marc.
– No właśnie. Afera Watergate oznaczała koniec kariery politycznej Richarda Nixona. Samochodem zatrzęsło. Zwolnił trochę. Przez chwilę panowała cisza.
– W Europie podsłuchy też znalazły swoje zastosowanie.
– Marc odezwał się pierwszy.
– Co ciekawsze, tym razem władza stała się obiektem podsłuchu. Szerokim echem odbiła się afera słynnych taśm prawdy, na których ówczesny premier Węgier, Ferenc Gyurcsany, nieświadomy tego, że jest nagrywany, przyznał się do okłamywania swoich wyborców. Byłem ostatnio w Polsce – odchrząknął i zrobił dobrze wyćwiczony tajemniczy uśmiech. – Tam, wyobraź sobie, według oficjalnych danych ujętych w sprawozdaniu z czerwca tego roku, prokurator generalny Andrzej Seremet oraz policja i inne uprawnione służby w 2010 roku wystąpiły o zarządzenie kontroli operacyjnej łącznie wobec sześciu tysięcy siedmiuset dwudziestu trzech osób, zgodę sądu uzyskano w sześciu tysiącach czterystu pięćdziesięciu trzech przypadkach. Nic przerażającego? Czyżby? Otóż według raportu opublikowanego przez Komisję Europejską, Polacy są najbardziej inwigilowanym narodem w Unii Europejskiej.
George spojrzał na Marca z zaciekawieniem.
– Jesteś nieźle zorientowany – powiedział z podziwem.
– Ty podkładasz podsłuchy, ja o nich piszę – zażartował.
– Dobrze, dobrze, nic takiego nie mówiłem – zaśmiał się George. – W tej twojej Europie nie jest lepiej. Podczas gdy urzędnicy państwowi ściągają bilingi, potencjalni terroryści zdążyli się już przerzucić na nowe technologie, takie jak darmowy przecież Skype. Kilka lat temu włoska policja wyszła z inicjatywą, aby przeforsować możliwość nagrywania rozmów odbywających się za pomocą tego komunikatora. Sprawa trafiła do najwyższych instancji Unii Europejskiej, jednak póki co, zakończyła się niepowodzeniem.
Samochód podskoczył na nierównej drodze.
– Skoro są podsłuchy, oczywiste jest, że pojawiły się także urządzenia, które mają na celu ich zagłuszanie – skomentował George. – W sklepach internetowych bez problemu można zakupić potrzebny sprzęt – wszystko zależy od tego, czego potrzebujemy. W ich ofertach można znaleźć urządzenia generujące niskie tony, które, choć są niesłyszalne dla ludzkiego ucha, sprawiają, że odsłuchanie rozmowy nagranej przez ukrytą pluskwę staje się niemożliwe. Inny rodzaj urządzeń pozwala zagłuszać sygnał urządzeń GSM, dzięki czemu w zasięgu kilkudziesięciu metrów wokół nie działają telefony komórkowe ani kamery obsługiwane w tym paśmie. Prywatność niestety kosztuje, większość „zagłuszaczy” można kupić już za kilkaset złotych, a ceny tych najlepszych dochodzą do kilku tysięcy.
Marc zaoponował.
– Ci szczególnie ostrożni zawsze mogą iść w ślady Juliana Assange’a i zmieniać numer telefonu po każdej wykonanej rozmowie. W sytuacji, gdy ścieżek śledzenia jest w dzisiejszych czasach znacznie więcej, człowiek żadnej narodowości nie może być pewny, że jest w lepszej sytuacji niż podsłuchiwani Brytyjczycy. Skandal z „News of The World” obnażył nową prawdę. Okazało się, że podsłuchują wielbieni dotychczas za uczciwość dziennikarze.
George pokiwał ze zrozumieniem głową.
– Wierz mi, Marc, że te podsłuchy, o których pisałeś, to bardzo delikatna forma działania służb specjalnych, nie tylko dziennikarzy.
– Zapewne. Chyba wiesz lepiej. Tak czy siak, nie wskazując winnych, nie można mieć pewności, że informacje o nas, które wpadną w ręce jednych ludzi, za chwilę nie dotrą do innych.
– No właśnie, dlatego musimy mieć się na baczności – uciął George. – Zaraz będziemy na miejscu. Marc zastanawiał się, gdzie mogła być Monik. Być może przetrzymywano ją w którymś z pobliskich budynków. Czuł niepokój. A jednocześnie miał nadzieję. „Może stanie się cud i ją znajdziemy” – pomyślał. Czuł się winny jej zniknięcia. Pamiętał o człowieku, który zadzwonił z ostrzeżeniem, by zrezygnował z wyjazdu. Zlekceważył go. Teraz odczuł bardzo boleśnie skutki tej decyzji. Od kilku dni martwił się. Monik stała się ofiarą jego pracy. Jego zainteresowań. Pasji. Zaparkowali samochód przed niewielkim hotelem. Wysiedli. Do kościoła pozostało im kilkadziesiąt metrów. Szli powoli. Nie wiedzieli, co tam znajdą. Wąskimi ulicami przechadzało się kilka osób.
„Pewnie turyści – pomyślał Marc. – Przyjemna miejscowość”.
Podeszli pod wzgórze, na którym znajdował się otoczony niewysokim murem kościół Weszli przez bramę. Wzdłuż muru od wewnętrznej strony, szeregiem ułożone były groby.
„Ciekawe – myślał Marc. – Nie widziałem jeszcze tak położonego cmentarza.”
Obeszli powoli kościół dookoła. Zatrzymali się przed jego drzwiami. Marc spojrzał na Georga.
– I co teraz? – zapytał. – Masz jakiś pomysł?
– Przejdźmy raz jeszcze. Poszukajmy jakiegoś wejścia pod kościół – odpowiedział.
– Pod kościół? – zdziwił się Marc. – Dlaczego?
– Chodź. – George ruszył do przodu. – Z tego co wiem, najprawdopodobniej zniknęli pod kościołem.
– Nie mówiłeś tego wcześniej.
Szli uważnie, przyglądając się murowanej elewacji świątyni.
George zatrzymał się.
– Nie wspominałem. Ale taką dostałem wiadomość. Przyjrzyjmy się uważnie, może znajdziemy jakieś wejście. Może jest jakaś płyta, którą będzie można rozsunąć. Nie przypuszczam, by były tu jakieś osobne drzwi.
– Może wejście jest od wewnątrz? – zapytał Marc.
– Nie sądzę. Podobno nie wchodzili do środka. Cała czwórka weszła do podziemi od zewnątrz. Skupmy się. Pójdziesz w jedną stronę, ja w drugą i spotkamy się przed drzwiami.
– Dobrze.
Rozeszli się. George zniknął za ścianą.
Marc zawrócił. Szedł uważnie, oglądając kościelną ścianę. Jednocześnie przyglądał się chodnikowi. Metr po metrze, poruszał się wolno do przodu. Nie spieszył się. Nie dostrzegał niczego nadzwyczajnego. „Zniknęli pod kościołem – powtórzył w myślach słowa Georga. – To dziwne.”
Spotkali się pod drzwiami.
– I co? – zapytał Marc z nadzieją.
– Nic podejrzanego nie znalazłem – odpowiedział.
– Cholera, co robimy?
George zastanawiał się. Marc nadal się rozglądał.
– Masz jakiś pomysł? – zapytał ponownie.
– Mam. Są dwa wyjścia. Jedno, że dopytamy tutejszych. Może ktoś z mieszkańców będzie coś wiedział. Podamy się za archeologów poszukujących podziemi starych kościołów.
– Świetnie – ucieszył się Mac. – A drugi pomysł?
– Hm... sprowadzę urządzenie do wykrywania podziemnych pustych powierzchni. Ale to może trochę potrwać.
Marc ucieszył się ponownie.
– To świetne rozwiązanie. Doskonały pomysł. Jak dobrze, że cię spotkałem.
George uśmiechnął się.
– Co mamy zapisane, tego nie unikniemy – sentencjonalnie skomentował pochwałę Marca.
– To co, zabieramy się do roboty?
– Pewnie. Jaki mamy plan?
– Rozejdziemy się teraz, by nie tracić czasu. Pójdziesz w jedną stronę wsi, a ja w drugą. Skoncentrujmy się na starszych mieszkańcach, chociaż nigdy nie wiadomo, kto może nam pomóc. Spotkamy się za dwie godziny przy samochodzie. Chyba że dowiemy się czegoś wcześniej. Zdzwonimy się. Aha, masz telefon?
– Oczywiście. Ruszam. W którą stronę?
George rozejrzał się.
– Może tam. – Wskazał ręką na budynki opadające za kościołem. – Ja pójdę w przeciwną stronę.
– OK. Jestem gotowy. Mam nadzieję, że dopisze nam szczęście – westchnął.
– Pewnie. Nie trać nadziei. Jesteśmy na początku drogi. Ważne, że wiemy, gdzie szukać. Powodzenia. Rozeszli się. Każdy ruszył w swoim kierunku.

niedziela, 18 października 2015

Jak zmieniły się ceny złota w ostatnim czasie?

Złoto to jeden z najlepszych wskaźników społecznego poczucia bezpieczeństwa - jeśli ludzie czują się bezpiecznie, wówczas nie magazynują złota, jeśli zbliża się zagrożenie, popyt na złoto rośnie, podobnie jak jego ceny. A jak to wyglądało w ostatnim czasie?


czwartek, 15 października 2015

Czy Kepler wypatrzył ślady obcych cywilizacji?

Niezwykle precyzyjny, supernowoczesnym teleskop Kepler zweryfikował do tej pory wiele teorii z zakresu fizyki i astronomii, odpowiedział na pytania, nad którymi głowili się naukowcy od wielu lat. Czy dzięki niemu ludzkości uda się w końcu dostrzec ślady pozaziemskich cywilizacji? 

fot. nasa.gov


W opublikowanym na łamach magazynu The Atlantic artykule " The Most Mysterious Star in Our Galaxy"Ross Andersen opisuje niezwykłe zjawisko jakie dało się zaobserwować nieco ponad galaktyką Drogi Mlecznej. Znajdują się tam dwie konstelacje:Gwiazdozbiór Łabędzia i Gwiazdozbiór Lutni. Pomiędzy nimi znajduje się gwiazda, którą udało się dostrzec dopiero dzięki Keplerowi. Tabetha Boyajian z uniwersytetu w Yale przyznaje, że nigdy wcześniej nie widziała niczego podobnego, początkowo zwalano winę na jakiś błąd odczytu lub inne problemy techniczne, wszystko jednak działało bez zarzutu. 

Na gwiazdę uwagę zwróciła w 2011 roku grupa badaczy-amatorów biorących udział w projekcie "Planet Hunters". Uznali oni gwiazd za "interesującą", gdyż światło jakie emitowała było zupełnie inne od tych jakie do tej pory widziano. Wyglądało to tak, jakby wokół gwiazdy znajdowało się bardzo dużo rozrzuconej blisko siebie materii, co było niezwykłe gdyż takie rzeczy obserwuje się jedynie w otoczeniu młodych gwiazd, które nie uformowały jeszcze własnych układów planetarnych, jednakże w przypadku tej konkretnej gwiazdy wszystko wskazywało na to, że jest już dojrzała i wokół niej od dawna mogą krążyć w pełni ukształtowane planety. Co więc mogło wywołać to niewidzialne dla ludzkiego oka, lecz widoczne dla teleskopu migotanie? 

Boyajian, która zajmowała się naukowo tym zagadnieniem przedstawiła hipotezy, które miałyby tłumaczyć naturalne przyczyny owego migotania, sama jednak przyznała, że są też inne teorie. Tym alternatywnym podejściem chce zająć się Jason Wright astronom z Penn State University, który pracuje właśnie nad innymi hipotezami. Do projektu mogą zostać zaangażowani także badacze z programu SETI, którzy zdaniem Wrighta mogą pomóc w rozwiązaniu zagadki. Sam astronom określa źródło migotania mianem "chmary megastruktur", być może nawet ogromnych paneli, których zadaniem jest przechwytywanie energii z gwiazdy. Oczywistym jest, że przy takiej interpretacji trzeba liczyć się faktem, że ktoś lub coś musiał to zbudować. Czy kiedyś poznamy prawdę? 



Marzenie graczy: Rosjanie chcą by zdalnie sterowali prawdziwymi czołgami

Do tej pory gry komputerowe uchodziły za mało produktywną, choć pasjonującą formę spędzania wolnego czasu. Równocześnie jednak wśród wojskowych zaczęła dojrzewać myśl, że potencjał jaki prezentują najlepsi gracze, ich refleks, taktyka, mogą znaleźć zastosowanie także na polu walki. Być może pionierem będzie w tym obszarze Rosja. 




Producent zbrojenia, firma Uralvagonzavod ogłosiła niedawno w mediach, że w niedalekiej przyszłości wyprodukuje ona specjalny model czołgu T-90, którym będzie można sterować zdalnie z odległości od 3 do 5 kilometrów. Pojawienie się tego typu broni może stać się pierwszym wykorzystaniem technologii dronów do tak dużych jednostek naziemnych. 

The comment came after Russian mass media distributed the release of the Uralvagonzavod company which claimed that in the nearest future it would make the T-90 tank remotely controllable from distances of 3 to 5 kilometers. Zdaniem Dimitrija Rogozina, ministra odpowiadającego za rozwój rosyjskiego sektora zbrojeniowego i kosmicznego już wkrótce może się okazać, że "mózgowcy w okularach" już wkrótce będą w stanie zniszczyć wojska "przystojnych atletów walczących na niższym poziomie technologicznym". Gra "World of Tanks" jest jedną z najpopularniejszych sieciowych gier typu multiplayer na świecie. Jest ona symulatorem bitew toczonych przez czołgi z połowy XX wieku w terenie, pozwala toczyć pojedynki a także wielki bitwy dla wielu graczy. Wydana przez białoruską firmę Wargaming w 2010 roku gra posiada ponad 50 milionów zarejestrowanych użytkowników. Gra ma na koncie także pobity rekord Guinnessa w kategorii największej liczby graczy online w tym samym czasie. 

Pomysł wydaje się nowatorski, ale być może już wkrótce będzie to standard na polu walki, dzięki grze już teraz na całym świecie znajduje się ogromna ilość wyszkolonych kierowców czołgów, jedynie kwestią czasu jest ich rekrutacja i stworzenie interface'u, który pozwoli bez problemu komunikować się między człowiekiem i maszyną. W przypadku zniszczenia pojazdu, jego pilot po prostu "przesiądzie się" do nowego, być może właśnie tak będzie wyglądała wojna przyszłości, szczególnie w czasach gdy liczba Rosjan, podobnie jak i mieszkańców państw zachodnich drastycznie spada. 



źródło: RT
- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf