poniedziałek, 21 grudnia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy": Rozdział 51 Zamek Korzkiew. Polska



Zapadła noc. Zamek pogrążył się w ciemnościach, a dziedziniec rozświetlała jedynie smuga światła, sącząca się z jednej z komnat. Siedział w niej tajemniczy mężczyzna oraz kobieta – znawczyni zamku i jego tajemnic, skrywanych przed światem. Kobieta znała sekret tego miejsca, leżącego zaledwie kilkanaście kilometrów od Krakowa. Historycznego polskiego miasta, przepełnionego tysiącami turystów. Zarówno przyjezdni, jak i mieszkańcy nie mieli pojęcia, że jedna z największej tajemnic cywilizacji znajduje się tak blisko nich. Nieliczni mieli okazji dowiedzieć się ze sporadycznych medialnych relacji, że wokół zamku, od czasu do czasu, słychać niepokojące, głośne dźwięki, których pochodzenia nie można było dociec. Odgłosy słyszane były w różnych miejscach na Ziemi. Wszystkie łączyło jedno – tajemniczość i brak identyfikacji. Z czasem okoliczni mieszkańcy przywykli do dziwnych odgłosów, a dowiadujący się o niezwykłych dźwiękach turyści, wyjeżdżali z zamku przekonani, że nawiedzają go duchy. Nie był to jednak ani pierwszy, ani ostatni zamek, w którym doszukiwano się zjaw z zaświatów. Wszak uatrakcyjniały one liczne, wielowiekowe mury, nadając im niezwykłego uroku i przyciągając rzesze turystów oraz amatorów mocnych wrażeń. W jednej z lokalnych gazet ukazał się krótki wywiad z zaniepokojonym turystą, który nocą zabłądziwszy na szlaku, znalazł się, jak twierdził, przypadkowo pod zamkiem.

– Usłyszałem głośny dźwięk, jakby burczenie, przechodzące w wysokie tony. Trwał kilka, może kilkanaście sekund. Był ogłuszający i bardzo mnie wystraszył. Nie wiedziałem skąd dochodzi. Wydawało mi się przez chwilę, że z pobliskiego lasu, jednak szybko zorientowałem się, że pochodził z zamku. Jestem tego pewien. W momencie, kiedy złapałem oddech, szukając wejścia do zamkowego hotelu, tajemniczy dźwięk się powtórzył. Brzmiał podobnie, ale wydawało mi się, że był jakby bliżej mnie. Potem zobaczyłem jakiś błysk. Nie wiem, co działo się później. Chyba zasnąłem, a może straciłem przytomność. Ocknąłem się na ławce, na polanie obok zamku. Świtało, było mi zimno. Zdezorientowany dotarłem do drogi i cudem złapałem jakiś ciężarowy samochód, który zawiózł mnie do Krakowa. Relacja naocznego świadka nie spowodowała większego poruszenia. Sceptycy uznali go za jednego z podchmielonych uczestników okolicznościowych imprez, odbywających się na zamku, inni doszukiwali się pomysłu na zyskanie popularności, a jeszcze inni po prostu uznali, że mają do czynienia z szaleńcem. Zapytana o relację, obsługa hotelu skomentowała sprawę jednoznacznie.

– Tego typu sensacje pomogą nam tylko przyciągnąć nowych gości. Każdego z nich przyjmiemy z wielką gościnnością. Sprawa ucichła. Wnikliwy obserwator doszedłby jednak do zupełnie innych wniosków. Na zamku rzeczywiście działy się rzeczy niezwykłe. Tajemniczy mężczyzna poderwał się zza stołu. Spojrzał gwałtownie na zamkowy dziedziniec. W powietrzu rozległ się głośny dźwięk. Był tak drażniący, że mężczyzna zakrył uszy dłońmi. Siedząca z drugiej strony stołu kobieta uniosła do góry rękę. Opuściła otwartą dłoń w geście uspokojenia.

– Bez nerwów, zaraz się skończy.

Mężczyzna nie słyszał jej słów. Po krótkiej chwili dźwięk ustał. Opuścił ręce.

– Jeszcze raz, dźwięk się powtórzy. Proszę się nie niepokoić – uspokajała go kobieta.

Rzeczywiście, ostry dźwięk zabrzmiał ponownie. Tym razem towarzyszyło mu mocne, oślepiające światło, które w jednym momencie ogarnęło cały dziedziniec. Kobieta odwróciła głowę w przeciwległą stronę, zaś mężczyzna zasłonił oczy dłonią. Po kilkunastu sekundach światło zgasło. Ustał również towarzyszący mu hałas. Zapadła cisza.

Kobieta odwróciła głowę w kierunku mężczyzny.

– Ma pan swoich gości. Doczekaliśmy się. Nie wiem, jak ta ich maszyneria mieści się na tym małym dziedzińcu – skomentowała.

Mężczyzna spojrzał na nią.

– Co teraz? – zapytał zdezorientowany.

Uśmiechnęła się.

– Teraz muszę otworzyć drzwi i zaprosić gości do środka. Na ogół tu do mnie nie przychodzą, kierując się prosto do podziemi. Przebywają w nich zazwyczaj kilka godzin, nigdy dłużej. Odlatują zawsze przed świtem. Staram się nie interesować ich pobytem. Zresztą, nic złego się nie dzieje. Wiem, że czasem chodzą po górnym zamku, jakby czegoś szukali. Kiedy indziej, mam wrażenie, że nie odlatują sami. Jakby kogoś zabierali. Od momentu, kiedy słyszę odgłos otwierającego się podziemnego przejścia, aż do ich odlotu, mija kilka minut. Gdyby byli sami, nie trwałoby to tak długo. Nie wiem, co wy dobywają z podziemi... Może nie „kogoś”, a „coś”...? Twarz mężczyzny wyrażała zaniepokojenie. Zmarszczył brwi, starł pot z czoła.

– Proszę się nie bać. Zawsze mija mniej więcej dziesięć, piętnaście minut, zanim schodzą na dziedziniec – uspokoiła go ponownie.

– Rozumiem. – Głośno przełknął ślinę.

Kobieta uśmiechała się życzliwie. Wstała z krzesła i podeszła do niego.

– Czy ten dźwięk jest zawsze taki głośny? – zapytał mężczyzna.

– Zawsze – odpowiedziała. – I zawsze powtarza się dwa razy. Ale jak pan słyszał, trwa niedługo. Dlatego nikt się nie zorientował. Zanim ktoś zdąży zareagować, już jest po lądowaniu. Ciekawe jest jednak to, że przy wznoszeniu się ich pojazd nie wydaje żadnych dźwięków. W końcu przy lądowaniu bądź starcie helikoptera lub samolotu, hałas jest zawsze taki sam, może trochę się różni, ale nieznacznie. W tym przypadku jest inaczej.

– Rzeczywiście, ma pani rację, pani Tereso. To jakaś inna technologia.

Mężczyzna oderwał wzrok od dziedzińca. W ciemności widział jedynie szary bok pojazdu, o bliżej nieokreślonym kształcie. Miał wrażenie, że zamkowy dziedziniec po wylądowaniu tajemniczych gości, był jeszcze ciemniejszy niż wcześniej.

Spojrzał na kobietę.

– Czy oni z panią rozmawiają?

Kobieta wzruszyła ramionami.

– Czasem, ale bardzo rzadko – odpowiedziała. – Trudno to też nazwać rozmową. Nie wiem na czym to polega, ale oni nic nie mówią, a ja i tak wiem, czego ode mnie chcą. Odpowiadam im i tak toczy się ten dziwny dialog...

– A o co na ogół pytają?

Kobieta zastanowiła się krótką chwilę.

– W zasadzie ciągle o to samo.

– To znaczy? – zaciekawił się mężczyzna.

– Pytają mnie jedynie, czy ktoś z naszych pracowników, gości i przypadkowych przyjezdnych może coś podejrzewać. Ciekawe jest to, że nigdy nie pytają, czy ich ktoś widział, gdy lądują lub odlatują. Tak jakby wiedzieli, że jest to niemożliwe. Tak...

– Zamyśliła się. – Nigdy mnie o to nie pytali.

– A czy była pani kiedyś tam, pod ziemią? – zapytał.

– Nie, nigdy nie starałam się robić jakiegoś prywatnego śledztwa. Pański kolega... –Spojrzała na mężczyznę. – A w każdym razie człowiek, który ze mną rozmawiał, powiedział, że nie mogę próbować dostać się ani do podziemi, ani interesować się tym, co robią w górnym zamku.

– I nie zdziwiło to pani?

Kobieta zirytowała się.

– Pan żartuje?

– No tak, przepraszam, zachowuję się absurdalnie. Proszę wybaczyć, to takie skrzywienie zawodowe. – Starał się uśmiechać. – Jestem trochę zdenerwowany – usprawiedliwił się.

Kobieta spojrzała na niego ze zrozumieniem. Wyczuwała jego emocje.

– Oczywiście, to dosyć stresująca sytuacja.

– A czy oni coś lub kogoś tu przywożą?

Kobieta pokiwała głową.

– Widzę, że pan rzeczywiście ma śledcze zapędy. Nie lepiej, aby sam ich pan zapytał?

Mężczyzna zrobił przeczący gest ręką.

– Niestety, nie mogę. Mam inne polecenie.

– Rozumiem. Mam wrażenie, że im mniej wiemy, tym lepiej dla nas, nie sądzi pan? – zapytała.

Mężczyzna pokiwał ze zrozumieniem głową.

– Z całą pewnością, ta oczywista zasada jest najlepszym rozwiązaniem, którego należy się trzymać.

Kobieta spojrzała w kierunku dziedzińca.

– Idą – powiedziała.

– Skąd pani wie? – zapytał zdziwiony. – Przecież nic nie widać!

Kobieta uśmiechnęła się.

– Mówiłam panu, że można ich zrozumieć bez słów.

Zrobiła dwa kroki w kierunku schodów prowadzących do drzwi na zamkowy dziedziniec.

Sięgnęła ręką w kierunku klamki. Nacisnęła ją.

Drzwi powoli otworzyły się.

piątek, 18 grudnia 2015

Czy populacje, które nie korzystają ze szczepionek są zdrowsze?

Sprawa szczepionek jest trudna, szczególnie, że przedmiotem debaty jest jedna ze spraw fundamentalnych, to znaczy zdrowie. Interesująca w tym kontekście jest mapa opublikowana przez The Council on Foreign Relations (CFR), z której wynika, że najwięcej epidemii wybucha w populacjach najczęściej szczepionych. Czyżby więc wskazywałoby to na słabość argumentacji zwolenników szczepionek a także na słabe zdrowie samych szczepionych?

Mapa wraz z wyjaśnieniami dostępna pod adresem: http://www.cfr.org/interactives/GH_Vaccine_Map/#map

grafika: CFR/sott.net

czwartek, 17 grudnia 2015

Indie: podziemne miasto w samym sercu kraju

Indyjskie władze budują ogromny podziemny kompleks, w którym najprawdopodobniej trwają prace nad bronią termojądrową. Zaniepokojony jest zarówno Zachód jak i sąsiedzi. 


fot. Samat Jain via Creative Commons)


W okolicach miasta Challakere mieszczącym się na południu Indii dokonano niedawno wywłaszczenia mieszkających tam ludzi a przebiegająca przez okolicę droga krajowa została przeniesiona, dotychczasowe granice między miejscowościami zostały przecięte wysokim na 15 stóp murem blokując dostęp do naturalnych ścieżek komunikacyjnych, ziół i drewna opałowego. Ok. 10 lat temu w okolicy zaczęły wysychać studnie, 101 farmerów popełniło samobójstwo z powodu utraconych plonów a władze ogrodziły niezwykle ważny dla okolicy rezerwowy zbiornik Ullarthi. Na pytania mieszkańców władze odpowiadają zdawkowo lub wcale, wyjaśnienia próbowali uzyskać także ekolodzy - bez rezultatu, również oni spotkali się z krótką i wiele mówiącą odpowiedzią: "Nie macie szans na wygraną". Cóż więc tak ważnego znajduje się w tamtym rejonie, że rząd indyjski przyjął tak zdecydowaną postawę?

Jak podaje magazyn Foreign Policy pewnych wyjaśnień dostarczają wypowiedzi emerytowanych pracowników indyjskiego rządu i ekspertów pracujących w Londynie i Waszyngtonie. Sami Amerykanie przyznają, że nie wiedzą dokładnie co Hindusi budują pod ziemią - jeden z zapytanych pracowników administracji Obamy stwierdził, że plany indyjskiego rządu są dla nich "niejasne"., jednak już Gary Samore pracujący w latach 2009-2013 jako koordynator spraw związanych z kontrolą uzbrojeń i broni masowego rażenia przyznał otwarcie, że Indie budują broń termonuklearną, która ma posłużyć jako straszak przeciwko Chińczykom. Z kolei Brytyjczycy regularnie śledzą postępy prac w budowie podziemnego kompleksu, również jednak oni nie mają lub nie chcą podać do wiadomości publicznej żadnych dokładniejszych informacji. 

Indie od lat mają niezwykle napiętą sytuację ze swoimi sąsiadami, przede wszystkim Chinami i Pakistanem, również mocarstwami atomowymi, pomimo podkreślanej niejednokrotnie demokratyzacji indyjskiego rządu, tym liczącym ponad miliard mieszkańców od pewnego czasu wstrząsają kolejne kryzysy, przede wszystkim wzrost aktywności lokalnych islamskich i lewicowych bojówek, konflikty etniczne a także niepewna sytuacja w regionie. Obawy budzą także procedury bezpieczeństwa - organizacja non-profit the Nuclear Threat Initiative (NTI), która niedawno dokonała przeglądu praktyk bezpieczeństwa 25 państw, które znajdują się w posiadaniu materiałów mogących zostać wykorzystane do budowy bomby atomowej uplasowała Indie na 23. miejscu w rankingu, tuż za Iranem i Koreą Północną. Co więcej podczas gdy wiele państw, w tym Chiny starały się w ostatnim czasie poprawić swoje procedury bezpieczeństwa, podobnych działań nie zaobserwowano ze strony Indii. 



środa, 16 grudnia 2015

Życie pozaziemskie? Nie tym razem! SETI obala wcześniejsze doniesienia

Wciąż nie znaleziono dowodu na życie pozaziemskie. Odkrycie sprzed kilku tygodni miało dowieść istnienia wielkiej, pozaziemskiej struktury, jednak jak się okazało, nie znaleziono niczego wyjątkowego. 

fot. www.universetoday.com


W październiku pisaliśmy o tajemniczych odkryciu jakiego dokonał teleskop Kepler obserwujący odległą o 1,5 tysiąca lat świetlnych gwiazdę KIC 8462852. W mediach zawrzało po tym gdy poinformowano o istnieniu konstrukcji, która nie mogła być naturalnego pochodzenia, gdyż wywoływała zupełnie nie pasujące do znanych nam zjawisk anomalie. Po kilku tygodniach badań naukowcy zweryfikowali jednak swoje wcześniejsze stanowisko przyznając, że migotanie nie jest spowodowane działalnością żadnej obcej cywilizacji. 

Teorię tą zweryfikował nikt inny jak agencja SETI - zdaniem Douglasa Vakocha, prezesa agencji nie znaleziono żadnych dowodów mających wskazywać na to, że jakaś obca cywilizacja wysyła sygnały w kierunku Ziemi". Aby zweryfikować wcześniejsze doniesienia obserwatorium SETI w Panamie przez miesiąc (od 29.10 do 28.11) obserwowało i analizowało sygnały z odległej gwiazdy - starano się przede wszystkim sprawdzić czy mają one rzeczywiście nieregularny charakter co dowodziłoby tezy, że może za ich wysyłaniem stać jakaś obca inteligencja. 

Wcześniejsze doniesienia głosiły, że nawet 20 procent światła wysyłanego przez gwiazdę KIC 8462852 mogło pochodzić ze sztucznego źródła, podejrzewano nawet, że w jej pobliżu znajduje się jakaś ogromna konstrukcja, która zakłóca nadawane sygnały. Konstrukcja ma nawiązywać do koncepcji Sfer Dysona, która miałaby otaczać gwiazdę siecią satelit, które pobierałyby energię prosto ze słońca. W ten sposób pozyskiwanie energii stałoby się jeszcze bardziej skuteczne niż dotychczas, maksymalnie ograniczając straty związane z przemieszczaniem się promieni w przestrzeni. 







wtorek, 15 grudnia 2015

Hackerzy tropili konta zwolenników ISIS. Dotarli do brytyjskiego rządu

Wysoka od dłuższego czasu aktywność sympatyków Daesh w internecie sprawiła, że hackerzy od dłuższego czasu poszukiwali sposobu na dotarcie do osób, które stały za wciąż pojawiającymi się kontami. Jedna z grup hackerów zajęła się śledzeniem kilku kont zwolenników Państwa Islamskiego, ku ich zdziwieniu ich adresy były powiązane z brytyjskim Department of Work and Pensions. 



Jak informuje dziennik Daily Mirror za odkryciem stała grupa funkcjonująca pod nazwą VandaSec, która pokazała pracownikom gazety dowody w postaci adresów IP osób logujących się na wskazane konta. Numery te początkowo wskazywały na Arabię Saudyjską, jednak po odpowiednim filtrowaniu okazało się, że należały do instytucji rządowych. Pierwszą z możliwych teorii wyjaśniających to odkrycie było przypuszczenie, że w DWP pracuje jakiś sympatyk ISIS, bądź też zostały one utworzone celowo aby posłużyć jako pułapka dla osób chcących dołączyć do szeregów organizacji. 

Sprawa skomplikowała się jednak w momencie kiedy Mirror Online wychwycił kilka transakcji przeprowadzonych między Wielką Brytanią a Arabią Saudyjską, z których to wynikało, że strona rządowa sprzedała dwóm saudyjskim firmom komplet adresów IP, które następnie wykorzystano do propagandy Państwa Islamskiego. Biuro premiera przyznało się do tego, że na początku roku sprzedało komplet numerów IP Saudi Telecom i Mobile Telecommunications Company. Sprzedaż miała na celu pozbycie się nadmiaru numerów w bazie DWP, jednak jak przyznano nie mają oni wpływu na to jak i kto je później będzie wykorzystywał, powiązanie numerów IP z brytyjskim rządem spowodowane jest z faktem, że sprzedaż miała miejsce względnie niedawno i nie wszystkie rejestry są już zaktualizowane. 

Media społecznościowe, takie jak Twitter, Facebook czy Instagram służą jako główne narzędzie promowania idei i działań Państwa Islamskiego, pomimo kolejnych prób blokowania kont i numerów IP wciąż powstają nowe konta.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy": Rozdział 50 Okolice zamku Hochosterwitz. Austria


Marc opadł na fotel. Był wyczerpany. Emocje dzisiejszego dnia dały o sobie znać. Przymknął oczy. Odetchnął głęboko. Do miejsca, w którym mieszkał George, dotarli już po zachodzie słońca. Ściemniał się szybko. Dom położony był na wzgórzu, w malowniczej ma łej dolinie, niedaleko zamku Hochosterwitz. George mieszkał sam. Dom wynajmował od właścicieli kilku niewielkich hoteli. Te rodzinne interesy zapewniały wielu mieszkańcom Austrii niezły poziom życia. Atmosfera małych hoteli przyciągała rzesze turystów, zimą szusujących na nartach, a latem odbywających górskie wycieczki. Malowniczy, pokryty górami kraj, wpisywał się znakomicie w mapę turystycznych miejsc, idealnych dla ludzi spragnionych odpoczynku. George zostawił swojego gościa w salonie, proponując mu coś do zjedzenia. Nie mieli czasu posilić się przez cały dzień. George zajął się przygotowaniem kolacji. Był wielbicielem kuchni włoskiej. Lubił gotować. Mężczyźni mają zwykle swoje ulubione zajęcia, które ich odprężają. Jedni wyprowadzają psa, inni piorą lub prasują koszule, a jeszcze inni gotują. Wrzucił makaron do wrzącej wody i zaczął przygotowywać sos. Z kuchni rozszedł się nęcący nozdrza zapach. Marc otworzył oczy. Przełknął ślinę. Poczuł głód. Pomyślał, że pomoże Georgowi nakryć stół. W chwili, kiedy podnosił się z wygodnego, miękkiego fotela, usłyszał dzwonek swojego telefonu. Zostawił go w kieszeni kurtki wiszącej w przedpokoju. Podszedł w tamtym kierunku.
Znalazł telefon po przeszukaniu kieszeni. Nacisnął zielony guzik z symbolem słuchawki.
– Tak słucham, Marc Perce.
– To ja, Alicja. Pamiętasz mnie? Spotkaliśmy się dziś rano na parkingu pod zamkiem – odezwał się drżący, kobiecy głos.
– Przyjechałam z tą holenderską wycieczką... pamiętasz?
– Czy coś się stało? Masz dziwny głos? – zaniepokoił się
Marc.
– Marc, błagam cię, pomóż mi...
– Co się stało? Gdzie ty jesteś?
– Marc... nie mogę znaleźć mojej grupy... Oni wszyscy zniknęli.
– Jak to zniknęli? O czym ty mówisz?
– Boję się, pomóż mi, proszę. – Zaczęła płakać.
– Spokojnie, posłuchaj, możesz swobodnie rozmawiać?
– Mogę.
– Powiedz mi powoli i spokojnie, co się stało.
Chwila milczenia.
– Zwiedzaliśmy zamek. Całą naszą grupą. Najpierw dziedziniec, potem zamkowe komnaty, a na końcu weszliśmy na chwilę do lochów. Musiałam pójść do łazienki. Widocznie nikt nie zauważył, jak się oddaliłam. To nie trwało długo, może dziesięć minut. Jak wróciłam – szlochała – to nie było już nikogo. Moja wycieczka zniknęła. Biegałam po zamku, wypytując wszystkich, czy ich widzieli. Wyobraź sobie, że nikt... Ani przewodnicy, ani osoby obsługujące kasę. Przecież to niemożliwe, żeby nikt ich nie pamiętał. Pobiegłam na parking. Marc, nasz autobus zapadł się pod ziemię. Dzwoniłam do hotelu. Powiedziano mi, że grupa skróciła swój pobyt, zapłaciła rachunek i odjechała. Dzwoniłam do paru osób. Ich telefony milczą. Marc, co ja mam robić?
– Powiedz mi, gdzie ty teraz jesteś?
– Gdzie jestem? No, stoję przed barem. Wiesz, na tym parkingu, gdzie się poznaliśmy. Boję się iść na zamek, boję się pojechać do hotelu.
– Posłuchaj, zaraz po ciebie przyjadę – starał się ją uspokoić.
– Nie bój się, tam w barze jest taki wysoki, potężny barman. Przyjaciel. Idź do niego, powołaj się na mnie, niech się tobą zajmie przez chwilę. Wsiadam w samochód i za pół godziny jestem. Zrozumiałaś?
– Tak, zrobię, jak powiedziałeś. Czekam.
– W porządku, do zobaczenia.
Dziewczyna rozłączyła się. Marc spojrzał przed siebie. Przed nim stał George, oparty o framugę drzwi . Przysłuchiwał się rozmowie od jakiejś chwili.
– Co się stało? – zapytał.
– Zniknął cały autobus ludzi – odpowiedział Marc.
– Dzisiaj?
– Tak, po południu, zwiedzali zamek. Poznałem pewną Holenderkę na parkingu rano, kiedy czekałem na ciebie. Odłączyła się na chwilę od grupy, a reszta poszła zwiedzać lochy. Jak wróciła, okazało się, że jej wycieczka wyparowała.
– No nieźle. Nasz dzień chyba się jeszcze nie skończył.
Od czasu jak tu jesteś, wszystko nabrało niezłego tempa.
– Na to wygląda. Ona czeka na mnie w barze na parkingu.
Pojedziemy razem?
– Oczywiście. Już się zbieram. Wyłączę tyko naszą kolację.
Chyba nie jest dane nam dzisiaj coś zjeść. – Uśmiechnął się.
– Wyjeżdżamy za pięć minut.
– Dobrze, będę czekał przy samochodzie.
Marc wyszedł na zewnątrz budynku. Spojrzał w niebo. Skrzyło się tysiącami gwiazd i rozbłyskującymi co chwilę kolorowymi światełkami przelatujących samolotów.

sobota, 12 grudnia 2015

Jak w Azji Centralnej działa cyberpolicja? Przykłady z Iranu i Kazachstanu

Problemy z cyberbezpieczeństwem jeszcze kilka lat temu miały charakter zupełnie niszowy i pojawiały się jedynie w artykułach pasjonatów, dziś kwestie te są podnoszone przez wielu analityków a kolejne państwa dostrzegają rolę internetu we współczesnych stosunkach politycznych. Przyjrzyjmy się dzisiaj dwóm pomysłom z krajów znacznie rzadziej omawianych, tzn. Kazachstanie i Iranie. 

fot. creative commons

Oba państwa trudno zaliczyć do demokratycznych i cieszących się szeroko pojętą wolnością słowa. Sam Iran pozostaje też w dość napiętych stosunkach wobec innych państw regionu i pozostaje obiektem ataków szpiegowskich i cybernetycznych, władze Kazachstanu cieszą się teoretycznie znacznie bardziej stabilną pozycją, to nie przeszkadza im jednak spróbować zupełnie innego niż znane dotychczas pomysłów na kontrolowanie poczynań obywateli w sieci. 

Jak podaje portal cyberwarzone.com w okresie krótszym niż miesiąc władze Kazachstanu wprowadzą prawo, na mocy którego każdy użytkownik internetu zobowiązany będzie do instalacji tzw. oprogramowania 'backdoor', które umożliwi pozwoli w każdym momencie przeprowadzać przez rząd inwigilacji komputerów obywateli i znajdujących się na ich dyskach maili, plików i zdjęć. Takiego rozwiązania do tej pory nie było, jeśli pojawiały się pomysły podobne do szpiegowania przez NSA obywateli USA to sprawa kończyła się skandalem, szczególnie, że inwigilacja miała charakter niejawny. Władze Kazachstanu nie mają podobnego problemu, będą to robić zupełnie oficjalnie. 

Z kolei w Iranie działająca od pewnego czasu cyberpolicja poinformowała na specjalnie w tym celu zorganizowanej konferencji prasowej, że do tej pory aresztowała już ponad 28 tysięcy osób i zamknęła blisko 47 tysięcy stron. Wśród zatrzymanych byli zwolennicy Państwa Islamskiego prowadzący przychylne ISIS witryny, dane użytkowników korzystających i rozpowszechniających te informacje, którzy nie byli obywatelami Iranu zostały również przekazane Interpolowi. Tylko w ostatnich 6 latach Iran był celem 69 719 cyberataków z czego tylko w pierwszych 8 miesiącach bieżącego roku doszło do 1000 ataków na strony rządowe, większość z nich miało pochodzić z Izraela, USA i Arabii Saudyjskiej. Irańska Cyberpolicja (FATA) powstała w styczniu 2011 roku. 



piątek, 11 grudnia 2015

Konkurencja dla Państwa Islamskiego? W Egipcie rośnie nowy, pokojowy ruch muzułmanów

Islam jest w dzisiejszych czasach postrzegany najczęściej z perspektywy jego salafickiej interpretacji, której to najgłośniejszym orędownikiem pozostaje Państwo Islamskie (Daesh). Niemniej, dla liczącej ponad miliard wyznawców populacji muzułmanów nie jest to wcale jedyna wiążąca wykładnia nauk Mahometa. Na Bliskim Wschodzie, a szczególnie w Egipcie popularność zaczyna zyskiwać nowy ruch - Dawah. 

fot. flickr.com/CC


Egipt to jedno z największych i najludniejszych państw regionu siłą rzeczy stanowi punkt odniesienia dla innych państw arabskich. Fala protestów, w wyniku której doszło do obalenia poprzedniego prezydenta i dojścia do władzy Bractwa Muzułmańskiego miała doprowadzić do głębokich przemian w kraju a przede wszystkim do jego gwałtownej islamizacji. Zdaniem wielu Egipcjan tak się jednak nie stało a członkowie BM zajęli się bardziej stanowiskami niż reformami. Z tego też powodu wielu dotychczas popierających je osób odeszło a konserwatywne skrzydło muzułmanów powoli przejmuje Dawah, który według szacunków może w samym tylko Egipcie liczyć ok. 300 tysięcy członków. Zdaniem reprezentantów ruchu udało im się przekonać do siebie setki młodych muzułmanów z Jordanii, Egiptu i Arabii Saudyjskiej by nie wstępowali do szeregów Państwa Islamskiego. 

Dawah zdaniem profesora Ebraima Moosy "oferuje islamską autentyczność i tożsamość, coś co do tej pory wielu doszukiwało się w Bractwu". "Próbowaliśmy zmienić prawa by zmienić społeczeństwo i ponieśliśmy porażkę" - twierdzi z kolei jeden z członków Dawah.

Czym jest zatem "Dawah"? Nazwa wywodzi się od arabskiego słowa oznaczającego zaproszenie a osoba, która wybiera ścieżkę dawah naucza islamu poprzez dialog, grzeczność i mądrość. To znacznie bardziej pokojowe podejście wyraża także zupełnie inne postrzeganie dżihadu, który "nie ma być toczony na polach walki, ale w sercach mężczyzn i kobiet, muzułmanów i nie-muzułmanów".

Zdaniem członków Dawah celem powinno być duchowe zjednoczenie świata muzułmańskiego a nie fizyczna walka o jego granice, jak postulują takie organizaje jak ISIS czy Al-Kaida, które korzystają na buncie wywołanym korupcją, bezrobociem i niesprawiedliwymi rządami.

źródło: CSMonitor


wtorek, 8 grudnia 2015

"Uncanny Valley" - Wirtualna rzeczywistość vs wojna dronów

Dzisiejszy wpis będzie nieco inny. Nie będzie to kolejny news na temat wydarzeń ze świata, o których z trudem dowiecie się za pośrednictwem "wiodących" mediów. Zamiast tego kilka słów o jednej z możliwych konsekwencji rozwoju wirtualnej rzeczywistości i technologii dronów. 

fot. Uncanny Valley/Vimeo

Autorzy krótkiego filmu science fiction "Uncanny Valley" pokazali jeden z możliwych kierunków w jakich już wkrótce podążyć może technologia. Z jednej strony mamy bowiem ogromny postęp w rozwoju wirtualnej rzeczywistości gdzie co raz lepsza grafika i co raz bardziej realistycznie wyglądająca sztuczna rzeczywistość idą w parze z rozwojem nowych przekaźników, które pozwalają włączać się w świat stworzony przez komputer wszystkimi zmysłami. Granice powoli się zacierają. 

Z drugiej strony pomysł by sterowanie dronami i innymi używanymi w walce maszynami przekazywać zaprawionym w boju pasjonatom gier komputerowych nie jest wcale pomysłem nowym, już teraz podobne sposoby rekrutacji stosowane są przez Rosjan i Amerykanów, ci pierwsi wykorzystują do tego popularną grę "World of Tanks". 

Rzeczywistość przedstawiona w filmie rozwiązuje problem, który kiedyś przedstawialiśmy na blogu w artykule poświęconym zwierzeniom byłego pilota drona operującego na Bliskim Wschodzie. Pomimo odległości sterujących śmiercionośnymi maszynami dręczyły wyrzuty sumienia i wątpliwości co do sensowności swoich działań. Tego problemu nie mają walczący z nieludzkimi stworzeniami uzależnienie od VR gracze. Czy na pewno?



UNCANNY VALLEY (2015) from 3DAR on Vimeo.



poniedziałek, 7 grudnia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 bramy" Rozdział 49 Sankt Kathrein. Austria



Monik i Poul poruszali się powoli. Poul szedł pierwszy. Monik spoglądała co chwila za siebie, sprawdzając, czy nikt za nimi nie idzie. Szary, monotonny korytarz miał klika metrów szerokości i kilka wysokości. Zimne ściany z litej skały mogły sugerować, że znajdują się kilkanaście metrów pod ziemią. Jednak ani Monik, ani Poul nie umieli oszacować, jak głęboko pod nią się znajdowali. Szli ostrożnie, mając nadzieję, że odnajdą miejsce, w którym weszli do podziemnego labiryntu. Początkowo wydawało im się, że do podziemi małego kościoła będzie prowadzić prosta, nieskomplikowana droga. Szybko zostali wyprowadzeni z błędu, mijając kolejne skrzyżowania odchodzących w bok korytarzy. Były podobne do tego, którym się poruszali. Poul zastanawiał się chwilę na każdym rozdrożu, po czym podejmował decyzję, dokąd iść dalej. Nie pytał o nic Monik.
Nie konsultował z nią swoich decyzji. Kierował się intuicją, odmawiając po cichu modlitwę. Szukał pomocy u Tego, w którego wierzył całe życie. Wierzył, że jego Bóg pomoże mu ocalić idącą z nim kobietę i siebie. Ta prosta, jak mu się wydawało, metoda okazywała się jak dotąd zawsze bardzo skuteczna. Nad tym, ile w tym było prawdziwej ręki opatrzności, a ile jego działania nie zastanawiał się nigdy. Szedł zdecydowanie do przodu, starając nie pokazywać Monik najmniejszych wątpliwości, a tym bardziej strachu. Czuł prawdziwy lęk na samo wspomnienie. Trzymał się przecież dzielnie do momentu kiedy zobaczył dwie dziwne postacie, które zabrały ich do podziemnej poczekalni, jak mu się teraz wydawało. Nie wiedział jednak, czy coś zaszło, wypierał z pamięci widok swojego sobowtóra, postaci, pomieszczenia. Nie wiedział jak długo byli nieprzytomni. Nie rozumiał też, dlaczego nie zastali nikogo w miejscu, w którym się obudzili i później w czasie ucieczki. Nie rozumiał, ale też nie martwił się tym. Im dalej oddalali się od miejsca swojego uwięzienia, tym bardziej stawał się spokojny.
– Poul, daleko jeszcze? – niepokoiła się Monik.
Spojrzał na nią.
– Nie wiem, ale chyba nie.
– Dlaczego tak myślisz? – zapytała z nadzieją w głosie.
– Może się mylę – zawahał się. – Ale wydaje mi się, że z kierunku, w którym idziemy, czuję jakiś delikatny powiew wiatru.
Tak jakby dostawało się stamtąd świeże powietrze. Nie czujesz?– spytał.
Monik zastanowiła się. Wyciągnęła rękę przed siebie, śliniąc wcześniej jeden z palców.
– Widziałam to kiedyś w telewizji – usprawiedliwiła się.
Poul zaśmiał się cicho.
– No tak, jak żeglarze szukający wiatru. I co? Masz takie samo wrażenie?
Monik skupiła się.
– Może to tylko sugestia, ale chyba masz rację. Chodźmy,marzę o chwili, w której znajdziemy się na powierzchni. Poul...
– Tak?
– Jestem przerażona tym wszystkim, co się dzieje – powiedziała szczerze.
Przytulił ją przyjaźnie do siebie.
– Nie martw się. Wyjdziemy z tego. Odszukamy Marca i wyjedziemy z tej jakże tajemniczej okolicy. Tajemniczej, ale i bardzo groźnej – dodał.
– Tęsknię za nim bardzo – odpowiedziała cicho.
– Domyślam się. Chodź, spróbujemy znaleźć to wyjście.
Ruszyli dalej.
Poul miał wrażenie, że droga wznosi się lekko do góry.
Przypuszczenie to potwierdziło się szybko. Droga zwężała się i wznosiła wyraźnie. Szli tak kilka minut.
– To dziwne, że tak łatwo nam to przychodzi – odezwała się Monik.
– Czy masz na myśli, że nikt nas nie ściga? – zapytał.
– No właśnie, tak jakby pozwolili nam stąd się wydostać. Nie sądzisz?
Poul poirytował się.
– Nie wiem, ale wolę się nad tym teraz nie zastanawiać.
Przyspieszył kroku.
– Myślisz, że oni nam coś zrobili?
Zastanawiał się przez chwilę.
– Nie wiem, mam nadzieje, że nie zdążyli.
Korytarz kończył się. Dotarli do szerokich granitowych schodów. Nikt ich nie ścigał. Miejsca, po których się poruszali, były puste. Panowała w nich cisza przerywana jedynie odgłosem ich rozmowy. Poul pomyślał o słowach Monik. Czyżby to, że przemieszczali się tak swobodnie, coś oznaczało? Czy ci, którzy ich porwali, wiedzieli, że uciekają? Skoro tak, to dlaczego pozwalają im się oddalać? Czy stali się ofiarami jakichś zdarzeń, które wcześniej zaszły? A może środki nasenne zadziałały zbyt słabo i mieli pozostawać w stanie uśpienia jeszcze jakiś czas? Może stąd ten brak zainteresowania ich prześladowców
„Szkoda się nad tym zastanawiać – powiedział do siebie w myślach. – Będę o tym myślał w wannie hotelowej łazienki.”
Zatrzymali się przed schodami.
– Poznajesz je? – Poul zwrócił się do Monik.
Zawahała się.
– Nie chcę zmyślać, nie wiem. Pamiętam tylko, jak zeszliśmy do piwnicy pod kościołem, potem już nic.
– Rozumiem, wydaje mi się, że znam te schody, że byliśmy tu wczoraj.
Zrobił przerwę.
– No, chyba wczoraj, nie wiem jak długo nie mieliśmy świadomości, co się z nami dzieje.
Monik ucieszyła się z jego słów.
– Poul, jeżeli poznajesz te schody, to wspaniała nowina.
Mamy szansę się wydostać. Chodź...
Zaczęła szybko wchodzić po schodach.
– Ostrożnie. Tam może ktoś być – przestrzegł ją.
Zatrzymała się. Spojrzała na niego.
– Masz rację – ściszyła głos. – Ktoś może pilnować wyjścia.
Co robimy?
Poul zastanowił się.
– Ty tu zostań, a ja pójdę się zorientować, czy przejście jest
wolne od nieżyczliwych nam osób. Zawołam cię, gdy tylko się dowiem, jak wygląda sytuacja.
Monik zrobiła przeczący gest dłonią.
– W żadnym wypadku nie zostanę tu sama. Za dużo tych sensacji jak dla mnie. Będę się ciebie trzymać bez względ na to, czy to ci się podoba czy też nie. – Starała się uśmiechnąć.
Poul nie miał wyboru. Nie chciał się sprzeciwiać zdenerwowanej kobiecie.
„I tak jest bardzo dzielna” – pomyślał. Monik nie była słabą kobietą, ale wydarzenia ostatnich miesięcy nauczyły ją przezorności. Działanie w grupie było o wiele lepsze od mierzenia się z zagrożeniem w pojedynkę. Monik zniosła wiele, więc teraz lepiej było ją chronić i oszczędzić jej dodatkowego stresu.
Poul Spojrzał na Monik.
– Dobrze, nie zostawię cię. Wchodzimy ostrożnie do góry
– powiedział.
Pokonali horrendalną ilość schodów, coraz bardziej dysząc ze zmęczenia. Stanęli przed kamiennymi drzwiami. Poul złapał za żelazny uchwyt przymocowany do drzwi. Pociągnął je do siebie. Nie stawiały specjalnego oporu. Powoli otwierały się. Poul spojrzał do środka. Za drzwiami znajdowała się pusta, średniej wielkości kościelna krypta. Do jej środka, przez niewielkie okno umieszczone przy suficie, wpadało światło.
Otworzył kamienne drzwi szeroko.
– Chodź – zwrócił się do Monik. – Chyba mamy szczęście.
– Uśmiechnął się. – Jeszcze tylko mały krok do wolności.
Monik weszła za nim do krypty. Rozglądali się po jej wnętrzu. Kilka kamiennych grobów. Mały postument, chyba ołtarz. To było całe wyposażenie podziemnego pomieszczenia. Pod ścianą znajdowało się kilka stopni prowadzących do góry, gdzie mieściły się drzwi, a w zasadzie do poziomej płyty, jak się wydawało, prowadzącej na zewnątrz.
– No to ostatni akt. Muszę podnieść tę płytę. – Poul pokazał ręką na wyjście z pomieszczenia.
– Oby się tylko udało. Może ci pomogę? – zapytała.
Mężczyzna obruszył się.
– No coś ty, dam radę.
Wszedł po schodach do góry. Wyciągnął ręce, opierając je na płycie. Nacisnął. Nie drgnęła. Wszedł stopień wyżej. Starał się zebrać wszystkie swoje siły. Płyta ruszyła, powoli zaczęła się otwierać. Coraz szerzej, aż opadła zupełnie.
Droga do wolności była otwarta. Spojrzał na Monik.
– Chodź, nie ma na co czekać.
Wyszedł na powierzchnię. Monik podążyła za nim. Znaleźli się na chodniku otaczającym niewielki kościół. Poul starannie zamknął płytę.
Rozejrzeli się dookoła. Nikogo nie dostrzegli. Mały cmentarz był pusty.
– Co teraz? – zapytała Monik. Spojrzała pytająco na niego.
– Teraz powinniśmy jak najszybciej oddalić się od tego miejsca. Ciekaw jestem, czy mieszkańcy tej uroczej miejscowości wiedzą, co kryją podziemia tego kościółka? Chodź, pójdziemy w kierunku drogi i złapiemy jakąś okazję. Obojętnie, w jakim kierunku. Potem zatrzymamy się, by spokojnie coś wymyślić. Nie wiem, jakie są twoje odczucia, ale przypomniałem sobie, że nie jedliśmy nic od wielu godzin. Monik roześmiała się, nieco bardziej rozluźniona. Nie był to jednak swobodny, perlisty śmiech, ale nerwowy chichot, jakby dziewczyna wciąż nie mogła uwierzyć, że jest wolna.
– Nie mogę się z tobą tym razem zgodzić, Poul. Przez te wszystkie godziny... to był prawdziwy koszmar. Sama nie wiem, co mam myśleć, czuję mętlik w głowie, cała się trzęsę, poza tym... wciąż nie wierzę, że tak po prostu stamtąd wyszliśmy! To zbyt proste!
Uśmiechnął się wyrozumiale. Chwalił w duchu sam siebie za to, że nie powiedział Monik wszystkiego. Tego by nie zniosła. On sam cały trząsł się z emocji, ale wiedział, że musi zachować zimną krew i otoczyć opieką swoją towarzyszkę.
– Wyszliśmy, to najważniejsze. Potem będziemy się martwić i analizować sytuację, teraz musimy zadbać o siebie. Chodźmy. Monik skinęła głową, ale myślami była gdzie indziej. Strach wciąż ściskał ją za gardło, marzyła o tym, by był przy niej Marc. Wyszli przed kościelny mur przez metalową bramę. Droga prowadziła w dół. Przeszli obok kilku niewielkich hoteli. Po kilkunastu minutach wyszli na drogę. Nie czekali długo. Samochód zatrzymał się, a uprzejmy kierowca zaprosił ich do środka. Ruszyli. Poul utrzymywał grzecznościową rozmowę. W jej trakcie dowiedział się, że samochód jechał do Klagenfurtu. Ucieszyli się. W tym dużym mieście trudno będzie ich znaleźć.
Rozstali się z uprzejmym Austriakiem, wdzięczni za przysługę. Poszli w kierunku rynku, jednak skręcili w jakąś boczną uliczkę. Zatrzymali się przed tablicą ustawioną na chodniku, reklamującą tradycyjny apfelstrudel – ciasto z jabłkami. Weszli do środka. Niewielka miła restauracja. Zamówili kawę, spokojnie przyglądając się karcie dań. Uczucie głodu rodziło się w nich powoli, bo ich myśli wciąż krążyły wokół ostatnich wydarzeń. Napięcie towarzyszące im od wielu godzin opadało. Rozbudzone emocje uspokajały się. Czuli się coraz bezpieczniej. Zamówili kolację dopiero po godzinie. Niewiele się przez ten czas odzywali. Monik myślała o Marcu, a Poul analizował wydarzenia, jakie zaszły. Cała sytuacja wydawała mu się absurdalna i nierealna. Milczenie przerwała Monik.
– Poul, masz jakiś plan? – zapytała.
– Zastanawiałem się nad tym. Wiesz...
– Tak?
– Mamy dwa zadania przed sobą. Jedno to zapewnić sobie bezpieczeństwo i jak mi się wydaje, ukryć się na kilka dni, by sytuacja się uspokoiła. By mieć pewność, że nikt nas nie będzie intensywnie szukać. Nie sądzisz? – zwrócił się do Monik.
Spojrzała na niego uważnie.
– Zdecydowanie masz rację. Przy tej technologii, którą dysponują, oni mogą nas w każdej chwili namierzyć, nieprawdaż?
– Właśnie. Moglibyśmy zostać tu w tym mieście albo ukryć się gdzieś na wsi, ale ...
Zamilkł na chwilę.
– Ale co? O czym myślisz?
– Ale wydaje mi się, że Klagenfurt jest za blisko i oczywistym jest, że możemy się w nim ukryć, a wieś... A wsi to chyba mamy oboje, póki co, dosyć.
Monik uśmiechnęła się. Spojrzała na niego z wdzięcznością.
– Nie mogłeś lepiej oddać moich myśli. Gdzie się zatem ukryjemy?
Poul zastanowił się przez chwilę.
– Proponuję, byśmy pojechali natychmiast do Grazu. To duże miasto, niedaleko stąd. Znajdziemy tam jakiś mały pensjonat, a może lepiej jakiś wielki hotel, w którym bez podawania nazwisk będziemy mogli się ukryć. Zastanowimy się po drodze. Co o tym sądzisz?
Kobieta odpowiedziała bez namysłu.
– Zgadzam się z tobą w zupełności. Łatwiej będzie się nie tylko ukryć, ale w razie czego skontaktować się telefonicznie, by nie zostać od razu zlokalizowanym.
– To znakomicie, cieszę się, że się zgadzasz. Zaraz zorientuję się, jak tam dotrzeć.
– Poul – odezwała się Monik. – A druga sprawa? Mówiłeś o dwóch ważnych sprawach.
Mężczyzna skinął głową.
– Właśnie, druga sprawa to konieczność zapewnienia Marcowi bezpieczeństwa. Nie wiem czy twoje uprowadzenie, i moje też, nie jest przypadkiem związane z wizytą Marca w Austrii. Wówczas kontakt z nim mógłby narazić go na niebezpieczeństwo. Jak sądzisz? Monik zastanawiała się tym razem dłuższą chwilę. Ważyła argumenty. Przypominała sobie ostatnie rozmowy z Marciem.
– Chyba masz rację. Nie chcę go narażać na niebezpie czeństwo. Ale... obiecaj mi, Poul, że znajdziesz sposób, by go jak najszybciej powiadomić.
Spojrzał na nią poważnym wzrokiem.
– Mogę ci obiecać, że dbając o nasze bezpieczeństwo, zrobię to tak szybko, jak będzie się dało. Rozumiem twoje uczucia i wiem, że to dla ciebie teraz najważniejsze. Monik uspokoiła się. Brak kontaktu z Marciem stresował ją od czasu przylotu do Klagenfurtu.

– Bardzo ci dziękuję. To co? – Uśmiechnęła się. – Melduję, że jestem gotowa na kolejne przygody. Byle już mniej niebezpieczne – dodała, ściszając głos.

Wyszli z restauracji po kilkunastu minutach.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf