piątek, 6 stycznia 2012

LARP w CINiBA, czyli nocna gra fabularna, już za nami

Wczoraj kilka minut przed północą w gmachu Centrum Informacji Naukowej i Bibliotece Akademickiej zgasły światła, zawyły policyjne syreny i stu osobowy tłum biegiem ruszył w kierunku wyjścia. Nie była to jednak pożar, nie był to również napad, ani próba ewakuacyjna. Tak zakończyła się nocna gra fabularna, czyli LARP, podczas którego uczestnicy wcielając się w rolę spiskowców, policjantów, tajnych agentów, oficerów służb militarnych czy mafiozów odegrali na żywo swoje role.
Jak było? Fascynująco, tajemniczo, zaskakująco. 

Uczestnikom gry jeszcze raz dziękuję za świetną, pełną emocji zabawę.

Poniżej kilka zdjęć z tego wydarzenia, więcej możecie zobaczyć na: http://www.facebook.com/kodwladzy

Wszystkich zainteresowanych tym niecodziennym wydarzeniem, zapraszamy również na stronę internetową http://orwellsky.com/media.htm, gdzie znaleźć można liczne relacje medialne z tego wydarzenia. 

Victor Orwellsky



czwartek, 5 stycznia 2012

Turcja straszy nową zimną wojną

Zdaniem władz w Ankarze Bliski Wschód stoi u progu kolejnej zimnej wojny. Tym razem stronami konfliktu mają być przedstawiciele różnych odmian islamu - sunnici i szyici. 

Jak stwierdził minister spraw zagranicznych Turcji, Ahmet Davutoglu tuż przed wyjazdem do Iranu, istnieją ludzie, którym zależy na kolejnej zimnej wojny. Co więcej wojna ta może okazać się "samobójstwem" dla całego regionu Bliskiego Wschodu. Minister dodał przy tym, że Turcja jest zdeterminowana by działać przeciwko podobnym trendom. 

Davutoglu pojechał w środę do Iranu w celu kontynuowania rozmów na temat programu nuklearnego Teheranu, a także sytuacji w sąsiednich krajach - Iraku i Syrii.

Napięcia między Sunnitami i Szyitami przekładają się na stosunki między głównymi państwami regionu, szczególnie Iranem i Arabią Saudyjską. Oba te kraje dążą do jak największej kontroli nad Zatoką Perską. 

Turcja zdaje się wykorzystywać swoją pozycję jako rozjemcy pomiędzy skonfliktowanymi stronami zapewne także po to by osiągnąć swoje własne cele, które od pewnego czasu formułowane są coraz głośniej. 

środa, 4 stycznia 2012

Kto i dlaczego ukrywa tajemnicę śmierci ptaków ?

DDees.com
W Sylwestra na mieszkańców miasteczka Bebee w stanie Arkansas po raz kolejny spadła plaga martwych ptaków. Nieżywe zwierzęta były wszędzie, na ulicach, dachach i trawnikach. Ich ciałami zajęły się już służby sprzątające, ale wciąż nie wyjaśniono tej tajemniczej fali zgonów.

Identyczne zjawisko miało miejsce rok wcześniej, również w Sylwestra. Żeby uniknąć powtórzenia się sytuacji władze wprowadziły zakaz korzystania z fajerwerków. To jednak nie pomogło, około godziny 19.00 na Bebee zaczęły spadać ptaki. Czy faktycznie było to spowodowane sztucznymi ogniami? Przyjmijmy, że tak, więc dlaczego do podobnego wydarzenia nie doszło 4 lipca kiedy Amerykanie fetują zdobycie niepodległości? Dlaczego doszło do tego dopiero w Sylwestra 2011 a nie miało miejsca wcześniej? Dlaczego w końcu stało się to w Sylwestra tylko i w tym jednym mieście?
Gdyby to był jeden jedyny przypadek sprawa by była prostsza, zawężona do niedużego obszaru. Problem w tym, że tego typu przypadki mialy miejsce nie tylko w Arkansas i dotyczyły nie tylko ptaków. Poniżej zaledwie kilka najbardziej znanych przykładów masowej śmierci zwierząt w bardzo krótkim okresie:



To nie wszystkie przypadki. Obszerne zestawienie można znaleźć między innymi tutaj. Zaś poniżej przyjrzeć się można mapie z zaznaczonymi miejscami, w których doszło do zagadkowych, masowych zgonów zwierząt:

źródło: GoogleMaps/link


Chociaż naukowcy utrzymują, że między tymi wydarzeniami nie ma związku to jednak zgodnie z zasadą, że przypadki się nie zdarzają warto rozważyć co lub kto może za tym stać. Do tego niezwykłego zjawiska doszło w relatywnie krótkim okresie, widać też, że szczególnie dużo przypadków miało miejsce we wschodniej części Stanów Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii. 

Zen Gardner, w serwisie Activist Post umieścił zestawienie 10 możliwych przyczyn masowego umierania zwierząt. Z jednej strony podał on hipotezy związane z przyczynami naturalnymi takimi jak przemieszczanie się bieguna magnetycznego Ziemi (jak podaje National Geographic przesuwa się on w stronę Rosji) bądź deszczu meteorytów. Z drugiej jednak możemy mieć do czynienia z efektami działania człowieka, wśród których pod uwagę brane są: geoinżynieria, testy broni biologicznej, GMO (związane z tym wymieranie pszczół i nietoperzy) czy choćby HAARP. 

Bez względu na to jaka jest prawdziwa przyczyna tego zjawiska pojawia się pytanie czy w tym roku powtórzy się to z równą intensywnością co w roku poprzednim? Zobaczymy. 

wtorek, 3 stycznia 2012

Satelity domowej roboty - otwarcie nowego frontu walki

Internet rośnie w siłę. Jest źródłem wiedzy, nowych światopoglądów i rewolucji. To za pośrednictwem sieci zbierali się protestujący w Egipcie i Tunezji. To również w sieci skrzykiwali się uczestnicy ruchu “Occupy”.

Chociaż przedstawiciele różnorakich władz od dłuższego czasu próbują, często po cichu, forsować nowe prawo, które będzie w stanie przejąć kontrolę nad internetem lub przynajmniej uzyskać wiedzę na temat najaktywniejszych uczestników sieci. 

Ostatnimi czasy te próby wydają się coraz intensywniejsze, dlatego też na ostatniej konferencji Chaos Communication Congress, która odbyła się w dniach 27-30 grudnia 2011 w Berlinie powrócono do koncepcji sieci hackerskich satelitów.

Projekt ma nosić nazwę Hackerspace Global Grid i umożliwić ma komunikację poza kontrolą rządów a jak również dostęp do coraz szybciej zamykanych sieci p2p. 

Pomysłodawcy proponują by zbudowane niewielkie satelity wysyłać na niską orbitę Ziemi. W ten sposób stworzona ma być sieć niezależnych przekaźników, które nie tylko pozwolą uniezależnić się od lokalnych dostawców sieci, ale też utrudnią namierzenie poszczególnych użytkowników. 

Umieszczenie niewielkich satelitów na niskiej orbicie powoli staje się osiągalne dla przeciętnego zjadacza chleba, stworzenie podobnej sieci może otworzyć nowy front w trwającej wojnie sieciowej i wzmocnienie ukrytych w miejskiej dżungli partyzantów.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Bliski Wschód - tam nie jest bezpiecznie

Rozpoczęta blisko rok temu Arabska Wiosna miała być początkiem przemian w rejonie Bliskiego Wschodu. Zapewne idealiści oczekiwali, że będzie to krok ku zmianom na lepsze kojarząc obalenie dotychczasowych reżimów z większą stabilnością, wolnością i bezpieczeństwem. Chociaż na pewno jeszcze za wcześnie by wyciągać zbyt daleko idące wnioski na temat tego jakie skutki przyniesie wiosenna fala protestów, to warto jednak śledzić kolejne doniesienia z tego regionu. 

Daleko póki co do realizacji przepowiedni szejka Nazima, który ostrzegał, że w miesiącu Muharram (przełom listopada i grudnia) dojdzie do wybuchu wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie, w wyniku której radził wszystkim przez co najmniej kilka dni w ogóle nie wychodzić z domu. 

Jak jednak stan bezpieczeństwa widzą niezależni analitycy i doradcy? Otóż ich zdaniem wiele organizacji powinno w najbliższym czasie zweryfikować dotychczasowe strategie funkcjonowania w wielu krajach. 

źródło Maplecroft/Stratrisks.com
(przepraszam za jakość, ale to była jedyna wersja jaką udostępnili)
Jak twierdzą w wielu krajach w ostatnim czasie znacznie wzrosło ryzyko wybuchu wojny, zaś szczególnie zagrożone pozostają Bliski Wschód i Afryka. 

W specjalnie opracowanym indeksie ryzyka konfliktu aż 12 państw zostało ocenionych jako państwa „ekstremalnego ryzyka”. W pierwszej dziesiątce znalazły się: 

2. Wybrzeże Kości Słoniowej
3. Irak 
4. Libia 
6. Sudan Południowy
7. Syria 
8. Nigeria 
9. Somalia 
10. Jemen 

Z mapy wyraźnie wynika jednak, że nie tylko Afryka i Bliski Wschód są zagrożone, prawie cała Azja została oznaczona jako obszar wysokiego ryzyka - to tłumaczyłoby z resztą ostatnie napięcia na tamtym obszarze i zawieranie kolejnych sojuszy. 

Z drugiej strony okazuje się, że Polska zdaniem autorów indeksu jest ponownie „zieloną wyspą” tym razem jednak pod względem bezpieczeństwa. Wyprzedzamy pod tym względem większość krajów Europy Zachodniej, jak również naszych sąsiadów na Wschodzie, gdzie jak choćby w przypadku Ukrainy, wielu komentatorów wskazuje na prawdopodobny scenariusz wybuchu wojny domowej w tym kraju. 

Interesujące, że w poprzednim indeksie Libia zajmowała aż 120. pozycję, w tym roku „awansowała” zaś na czwartą. Czy świadczy to o jego nieskuteczności? Z pewnością jeszcze rok temu niewiele osób byłoby skłonnych założyć się, że już wkrótce ten najbogatszy kraj północnej Afryki zmieni się nie do poznania. Tak naprawdę żyjemy w czasach bardzo dynamicznych zmian, dlatego też ciężko powiedzieć gdzie jest naprawdę bezpiecznie.


piątek, 30 grudnia 2011

Gry wojenne - rok 2011

Pod koniec stycznia minie rok od czasu inauguracyjnego wpisu na blogu “Kod Władzy”. Od tego czasu wiele zdarzyło się świecie, który w tym roku uległ ogromnym przemianom. Nawet jeśli tego na co dzień nie dostrzegamy. Komentarze i przytoczenia na blogu starały się za tym nadążać. Czy się udało? To oceniacie na co dzień sami. 

plac Tahrir w Kairze
fot. Jonathan Rashad
Co więc się działo w tym roku? Najogólniej rzecz ujmując właśnie to: 
1) światowe gry wojenne, 
2) wojna technologiczna ,
3) kryzys – mniej lub bardziej stymulowany przez gospodarcze lub polityczne ośrodki wpływu. 

Gdyby wyobrazić sobie mapę świata jako wielką grę planszową, po której gracze ustawiają swoje figury, to 2011 rok były okresem niezwykłej wprost aktywności wielu najważniejszych światowych potęg. 


czwartek, 29 grudnia 2011

Wejście do sztolni otwarte. Co znajduje się w środku?

Onet.pl poinformował dziś o otwarciu wejścia do pomieszczeń znajdujących się pod miastem Lubań w woj. dolnośląskim. Wczoraj ok. godziny 16.30 udało się wwiercić do tunelu pod Kamienną Górą. Naukowcy planują wkrótce wejść do środka i spenetrować tajemnicze sztolnie, które pozostawały niedostępne od czasu gdy pod koniec II Wojny Światowej wejście zostało wysadzone przez wycofujące się wojska niemieckie. Co kryją tajemnicze podziemia? Tego być może będziemy mieli szansę wkrótce się dowiedzieć, choć nie jest to takie pewne. Dlaczego? Otóż jeśli okaże się, że pod Lubaniem znajduje się coś niezwykle ważnego to można się spodziewać, że wieść o ewentualnym odkryciu zostanie zatuszowana. Zbyt cenne może być to co ukryto w Górnych Łużycach by ujawniać to zwykłym szarym obywatelom. 

Korzystając z okazji warto przytoczyć fragment powieści "Kod Władzy" traktujący o tych tajemnicach:

– Do dziś liczne sztolnie wydrążone w czasie wojny w Sudetach nie zostały odkopane. Wiele wskazuje na to, że ich zawartość może być bezcenna… Koniec wojny. Ciemność, zasłonięte okna domów. Wąskimi ulicami powoli pną się obładowane skrzyniami ciężarówki. Wyjeżdżają za miasto. Po kilku godzinach słychać serię wybuchów. Samochody wracają nad ranem tą samą drogą, już puste.Tajemniczy ładunek zostaje w jakiejś sztolni. Żołnierze wysadzają wejście do niej i maskują. Skarby znikają z powierzchni ziemi… 
Takie opowieści powtarzają się wielokrotnie. Przez wszystkie lata zapładniają wyobraźnię setek poszukiwaczy. – Niemal każde sudeckie miasteczko pielęgnuje swoją historię o niemieckim konwoju – uzupełnił wypowiedź żony Tom. – Ciągle żyją osoby pamiętające opowieści dawnych mieszkańców. Pod koniec II wojny światowej na obszarze Dolnego Śląska zgromadzono gigantyczne skarby III Rzeszy. Teoretycznie ten rejon był najbezpieczniejszy, gdyż znajdował się z dala od prowadzonych walk i był położony poza zasięgiem alianckiego lotnictwa. Był więc idealnym miejscem do czasowego przechowania dzieł sztuki, złota, najcenniejszych maszyn i prywatnych kolekcji. Niezliczone jaskinie i sztolnie okazały się być idealnymi skrytkami. Równocześnie budowano nowe podziemne obiekty – przy realizacji tych gigantycznych inwestycji pracowały w dzień i w nocy tysiące więźniów. Ogromne kompleksy powstały w Górach Sowich. Ukrywano je pod kodową nazwą „Riese”, czyli „Olbrzym”. Dwie największe zagadki Sudetów to: jak wielkie tak naprawdę są podziemia wydrążone w czasie wojny i czy, podobnie jak starsze sztolnie, kryją jeszcze jakieś cenne rzeczy?

powieść "Kod Władzy" można zakupić na stronie www.orwellsky.com

środa, 28 grudnia 2011

Nowe Delhi-Tokio-Waszyngton - początek nowej osi?

Niedługo po śmierci Kim Dzong Ila w Waszyngtonie doszło do interesującego spotkania między ważnymi przedstawicielami trzech państw: Indii, Japonii i Stanów Zjednoczonych. Do tego trójstronnego, roboczego spotkania doszło 19 grudnia. 

Według deklaracji uczestników spotkanie przebiegało w przyjacielskiej atmosferze, zaś szczególnie istotny był fakt, że rządy wszystkich trzech państw „podzielają wspólny system wartości”. Wśród owych wartości wymieniono: demokrację, prawa człowieka, rządy prawa, transparentność, otwarte rynki i wolność żeglugi. Jak sami przyznali, „nie było ani chwili dysonansu”. 

źródło: SSI
Waszyngtońskie spotkanie może wkrótce zaowocować powołaniem poważniejszej platformy współpracy. Niektórzy komentatorzy sugerują, że do wspomnianej trójki może też dołączyć Australia, która również zacieśniła niedawno kontakty ze Stanami Zjednoczonymi. 

Grupa ma się ponownie spotkać w przyszłym roku w Tokio. Warto zwrócić uwagę, że skład grupy wydaje się wskazywać na swoistą reakcję na zacieśnianie więzów wśród innych wpływowych krajów tego obszaru, mianowicie Rosji, Chin i Pakistanu. 

Można się domyślać, że tematyka chińska była omawiana ze szczególną uwagą zważywszy na fakt, że niewiele rzeczy w regionie dzieje się dziś bez uwzględnienia stosunków z Państwem Środka. 


Autor bloga Land Destroyer, zwrócił uwagę na fakt, że większość działań mających ostatnio miejsce ma na celu przede wszystkim okrążenie i osłabienie Chin. Bardzo ważna jest zwłaszcza ewentualne utrudnienie dostaw ropy naftowej z Bliskiego Wschodu gdzie istotną rolę odgrywa tak zwany "Pas Pereł" ("String of Pearls"). Pojęcie to po raz pierwszy zastosowano w 2006 roku w raporcie Strategic Studies Institute. Stosunki z państwami znajdującymi się w pobliżu tego pasa są szczególnie istotne dla Pekinu, z tego też względu dla Stanów Zjednoczonych Indie i Tajlandia to wartościowy sojusznik. 

Kolejne doniesienia wydają się jasno sugerować, że to właśnie wokół Chin toczy się dziś najciekawsza rozgrywka. Czyżby rację miał Benjamin Fulford utrzymujący, że to właśnie kraje Wschodniej Azji stanowią najpoważniejsze zagrożenie dla światowych elit? Gdy z kolei spojrzymy na obecny proces zawierania sojuszy to czy wyda on nam się dziwnie znajomy?

wtorek, 27 grudnia 2011

Śmiercionośny wirus Końca Świata

epidemia grypy tzw. "hiszpanki"
zabiła w 1918 roku
blisko 50 mln ludzi
Chociaż zapewne wielu czytelników nie opuściła jeszcze miła, świąteczna atmosfera to jednak otaczający nas świat nie pozwala o sobie zapomnieć, na pewno zaś uniemożliwia utrzymanie pogodnych nastrojów. 

Zaledwie na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia brytyjski Daily Mail poinformował o stworzeniu przez holenderskich naukowców nowej odmiany wirusa H5N1 zwanego wirusem "ptasiej grypy". 

W roku 2005 wirus ten, po raz pierwszy odkryty w Azji Wschodniej, wywołał prawdziwą panikę w wielu krajach na świecie. Obawiano się, że w przypadku rozszerzenia się epidemii zagrożone jest życie kilkuset milionów ludzi. Tak się na szczęście nie stało, ostatecznie z 573 osób na całym świecie, które zachorowały na "ptasią grypę" zmarło 336. Ognisko epidemii wygasło między innymi dlatego, że chociaż śmiertelność spowodowana działaniem wirusa była wysoka, to jednak rozprzestrzenianie się choroby było relatywnie trudne.

Teraz to się zmieniło, gdyż nowa odmiana wirusa może się rozprzestrzeniać w identyczny sposób w jaki roznosi się  "zwykła" grypy. Oczywiście badania prowadzone są przy zachowaniu jak najostrzejszych procedur bezpieczeństwa uniemożliwiających wydostanie się wirusa na zewnątrz, ale czy już wcześniej nie okazywało się, że nawet najdokładniej opracowane i przestrzegane procedury po prostu zawodziły?



niedziela, 25 grudnia 2011

Kontrola oka

Co 3 min zbieracze amerykańskich danych służących kontroli osób mogą ich ilością zapełnić bibliotekę kongresu. W świecie totalnej inwigilacji nie bardzo jest się gdzie schować. 

fot. knox_x /sxc.hu
Wielka Brytania jest światowym liderem pod względem ilości kamer. Według The Daily Mail w marcu bieżącego roku na terenie Zjednoczonego Królestwa znajdowało się blisko 1 milion 850 tysięcy kamer systemu CCTV (Closed-cirtuit television). Jak wyliczyli dziennikarze jedna kamera przypada na 32 obywateli. Według wcześniejszych wyliczeń liczbę kamer szacowano na cztery miliony, jednak po zmianie metodologii liczenia wynik uległ zmniejszeniu. Wcale to jednak nie napawa optymizmem, gdyż wciąż przeciętny Brytyjczyk w ciągu jednego dnia może zostać „złapany” przez kamery blisko 70 razy. 

Według szacunków magazynu WIRED w 2009 roku blisko 400 milionów funtów zostało wydanych na instalację podobnych urządzeń w prywatnych mieszkaniach. W jakim celu? Według zapewnień ówczesnych przedstawicieli brytyjskiego rządu miało to zapewnić dzieciom z rodzin aspołecznych stabilizację i bezpieczeństwo. 

Co ciekawe mieszkańcy Wysp Brytyjskich tak dużą ilość urządzeń śledzących ich poczynania zawdzięczają w dużej mierze sobie samym. Spory odsetek kamer zainstalowali sami właściciele sklepów, restauracji czy galerii handlowych. Podobne rozwiązania z powodzeniem wdrażane są także po drugiej stronie Atlantyku. 

Las Vegas 

Klienci odwiedzający tamtejsze kasyna wydają rocznie 6 miliardów dolarów. Tam, gdzie w grę wchodzą naprawdę wielkie pieniądze, nie brakuje takich, którzy ulegną pokusie, by zdobyć je w nieuczciwy sposób. Nic więc dziwnego, że tamtejsi właściciele jaskiń hazardu robią wszystko, by być pewnym, że każdy, kto spróbuje oszukać, zostanie nakryty. W ten oto sposób kasyna w Las Vegas stały się miejscem, w którym testuje się najbardziej zaawansowane technologie monitoringu i inwigilacji. 

Weźmy na przykład kasyno Mirage Resort, w którym działa blisko 1000 kamer. Gdyby jedna osoba chciała obejrzeć cały nagrany tam w ciągu jednego dnia materiał, zadanie to zajęłoby mu prawie 3 lata. System ten umożliwia dokładne śledzenie każdego gracza przebywającego w kasynie, jego ruchów, mimiki i metod gry. Dzięki dostępie do ogromnej bazy danych twarz wchodzącego do kasyna jest automatycznie skanowana przez kamery wysokiej jakości. Uzyskane dane są weryfikowane przez systemy biometrycznego rozpoznawania twarzy, które pozwalają porównać uzyskane obrazy z wizerunkami osób niepożądanych. Jeśli system wychwyci podobieństwo zawiadamiana jest ochrona. 

System rozpoznawania twarzy jest systemem trójwymiarowym, który jest konieczny, gdyż umożliwia identyfikację twarzy widzianej z różnych stron. Każda twarz ma około 80 punktów charakterystycznych, pewnych indywidualnych cech takich jak odległość między oczami, szerokość nosa, głębokość oczodołów, kształt kości policzkowych czy długość linii żuchwy. W całości tworzą one specjalny numeryczny kod nazywany faceprint. To on jest cyfrowym zapisem naszej twarzy w bazie danych. 

System powiązany jest z milionem kamer internetowych na całym świecie, zaś analiza odbywa się w trójwymiarowej powierzchni miejskiej. W przyszłości system monitorować będzie nie tylko zewnętrzny wizerunek, ale też to co jest w nas. 

Unikalny wzór identyfikacji 

Póki co podobne rozwiązania stosowane są przy badaniu tęczówki, jedynego organu wewnętrznego widocznego z zewnątrz. Każdy człowiek posiada jedyny i unikalny wzór tęczówki, zaś jego analiza dostarcza 10 tysięcy razy więcej danych niż odcisk palca. Coraz częstsze zastosowanie badań tęczówki sprawia, że kontrola na lotniskach staje się coraz szczelniejsza. Za przykład niech posłuży międzynarodowe lotnisko w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie tylko w 2008 dzięki systemowi sprawdzania tęczówki aresztowano blisko 54 tysiące ludzi – pisze serwis Gulfnews.com. 

Innym, bardzo użytecznym urządzeniem wykorzystywanym na lotniskach jest skaner ciała zwany Z Backscatter X-ray. Wykorzystywane przez nie promienie X przenikają przez ubranie danej osoby pozwalając dostrzec wszelkie możliwe przedmioty przez nią noszone. Ten typ skanera jest o wiele dokładniejszy, umożliwia wykrywanie ceramicznych noży, narkotyków i ciekłych materiałów wybuchowych niewidocznych dla tradycyjnych skanerów wykorzystujących promienie rentgenowskie czy zwykłych wykrywaczy. 

Zastosowanie Backscattera wzbudziło jednak falę protestów, gdyż okazało się, że na ekranie wyświetla się postać człowieka rozebranego praktycznie do naga. Co więcej kontrowersje budzi również fakt, że w czasie prześwietlenia ujawnione mogą zostać także inne cechy medyczne kontrolowanego takie jak posiadane protezy czy transseksualność. Obrońcy skanera twierdzą, że pomimo tych niedogodności obserwujący strażnicy nie widzą twarzy badanego, cała kontrola pozostaje więc anonimowa. 

Co więcej przeciwnicy podobnych rozwiązań przypominają o szkodliwości promieni X. Wsparcie uzyskali oni wraz z decyzją Komisji Europejskiej zabraniającej w połowie listopada br. korzystania z podobnych skanerów na europejskich lotniskach. Promienie X mogą uszkodzić DNA i spowodować raka i chociaż dawka promieniowania nie będzie zbyt wysoka, UE postanowiła zabronić korzystania z tego typu technologii. Na jak długo? 

Monitoring miasta 

Wydawać by się mogło, że wielkie aglomeracje miejskie mogą zapewnić o wiele większą anonimowość niż niewielkie skupiska. Być może teza ta była prawdziwa jeszcze kilka lat temu, obecnie jednak wielkie miasta stają się obszarami o jeszcze większym nasyceniu najprzeróżniejszymi urządzeniami kontrolującymi. Oprócz wspomnianych wcześniej kamer przemysłowych funkcjonujących między innymi w Londynie, policja coraz częściej wyposażona zostaje w drony, które, dzięki zainstalowanych w nich kamerach są w stanie z dużą prędkością przemieszczać się w miejskiej przestrzeni. Ważący mniej niż kilogram automatyczny mini-śmigłowiec używany przez policję w Liverpoolu jest praktycznie bezgłośny i jest w stanie wznieść się na ponad 500 metrów do góry. Inny model, Predator B wykorzystywany jest przez amerykańską straż graniczną w Arizonie i Północnej Dakocie. Urządzenie to jest w stanie przebywać w powietrzu przez blisko 20 godzin bez uzupełniania zapasów paliwa. 

Obserwacje mogą być jednak prowadzone nie tylko z powietrza. Zupełnie niewinnie brzmiący projekt firmy Google Street View ma być kolejnym rozwinięciem systemu Google Maps. Do tej pory należące do koncernu samochody podróżowały po ulicach miast filmując budynki z zewnątrz, niedawno jednak serwis Singularity Hub poinformował, że wkrótce pojawią się także nagrania przedstawiające wnętrza poszczególnych lokalizacji. Już teraz możliwe jest pilotażowe zwiedzenie sklepów i restauracji w Kyoto czy w Paryżu. 

Nieoznakowane Helikoptery Typ Bell monitorują New York w nocy. W kilka minut przemierzają kilkanaście kilometrów. Aparatura obserwująca działa nad podczerwień. Wszystko co emituje energię jest rozpoznawalne. Energia zamieniana jest w sygnał elektroniczny a ten w wizyjny. Kamery przybliżają obraz oddalony o 6 km. Osoby namierzane są bez wiedzy monitorowanych osób. 

Komórki śledzą każdy nasz ruch przez sieć anten

Ten sam Google dzięki projektowi Latitude umożliwia nam śledzenie sygnału z telefonu komórkowego. W teorii wygląda to tak, że dzięki sieci połączeń można łatwo sprawdzić czy nasz znajomy wyszedł już z pracy czy może wciąż przebywa w biurze. W praktyce jednak globalnemu koncernowi dostarczane są dane umożliwiające lokalizację każdego z nas jedynie przy pomocy naszego telefonu. To nie wszystko, także karty magnetyczne, wyszukiwarki internetowe zostawiają elektroniczne ślady, po których można śledzić naszą aktywność w sieci. Podobne do smug zostawianych za samolotami odrzutowymi, nasze ślady są rozpoznawalne. Zarówno rządy jak i ogromne korporacje wrzucają je do systemów danych. Wiedzą co kupujemy, gdzie się poruszamy, kiedy chorujemy.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf