Przedstawiciele komputerowego giganta zapowiedzieli kolejną technologiczną rewolucję.
Zdaniem pracowników IBM w ciągu najbliższych 5 lat możemy się spodziewać informatycznej rewolucji - komputery będzie można sterować przy pomocy myśli. Wystarczy pomyśleć by odpowiednio nastrojone urządzenia odbierające nasze fale mózgowe wykonały zadanie, które będziemy chcieli.
To nie wszystko. Zbliża się koniec z marnowaniem energii, zdaniem naukowców już wkrótce będziemy w stanie zasilać baterie i akumulatory wykonując zwykłe codzienne czynności, takie jak bieganie czy chodzenie.
Zrozumiałe jest podejście sceptyków, którzy z przymrużeniem oka patrzą na podobne zapowiedzi. z drugiej jednak strona otaczająca nas technologia jest żywym dowodem na to, że coś co kiedyś wydawało się niemożliwe dziś leży w zasięgu naszych dłoni.
Jest jednak coś jeszcze. Jeśli otaczające nas elektroniczne urządzenia będą w stanie wychwycić polecenia, które kierujemy do nich w myślach to czy nie będą również w stanie zarejestrować czegoś więcej? A może skoro już opanowana została technika przekazywania fal mózgowych to cały proces da się odwrócić i wpływać nie tylko na maszyny?
Oddaj głos na blog "Kod Władzy" w konkursie "Blog Roku", wyślij sms o treści C00109 na numer 7122
Rosyjski prezydent zobowiązał służby do zmiany taktyki działania w walce ze "światowym terroryzmem". Podczas czwartkowego spotkania z Igorem Sergunem, szefem GRU, największej i najważniejszej rosyjskiej agencji szpiegowskiej, Dymitrij Miedwiediew stwierdził, że agencja powinna otworzyć się na współpracę z zagranicznymi instytucjami i wspólnie działać na rzecz zwalczania terroryzmu.
"Zmiana sytuacji na świecie wymaga przygotowania i wprowadzenia odpowiednich poprawek w mechanizmach wywiadu" - stwierdził w czwartek Segun, który szefem GRU został w grudniu 2011 roku.
Podczas spotkania z prezydentem Sergun zaprezentował raport informujący o aktualnym stanie GRU. Stwierdził, że agencja prezentuje unikalny typ działalności wywiadowczej na świecie, gdyż praktycznie jako jedyna skupia wszystkie istniejące typy i kierunki istniejących działań szpiegowskich.
Miedwiediew zaznaczył z kolei, że szczególnie istotnym zadaniem dla GRU jest obecnie "obserwacja międzynarodowej sytuacji politycznej i militarnej a także przewidywanie potencjalnych zagrożeń". Dodał również, że międzynarodowy terroryzm wciąż pozostaje największych współczesnym zagrożeniem o zasięgu globalnym.
"Musimy ujawnić łańcuch zaopatrzeń terrorystów w broń i pieniądze, a następnie stosując taktykę wyprzedzającą, pokrzyżować ich plany" - powiedział Miedwiediew.
Proszę zwrócić uwagę, że Miedwiediew nie sprecyzował z jakim dokładnie rodzajem terroryzmu Rosja będzie walczyć. Zastanówmy się wspólnie o jaki mogło mu chodzić? Czy o terroryzm islamski? W przypadku Rosji, w której sporą część żołnierzy już teraz stanowią muzułmanie ciężko mówić o konkretnym zagrożeniu właśnie z tej strony. Istnieje co prawda kwestia konfliktu z Czeczenią, jednak Moskwa od zawsze traktuje ten temat jako swój "problem wewnętrzny", wątpliwym jest więc by nagle zaczęto traktować ten konflikt jako powiązany z międzynarodowym terroryzmem. Możemy dziś mówić o cyberterroryzmie, jednak czy wtedy znaczenie miałyby takie sprawy jak broń? Co więc pozostaje?
Ogromne rzesze wychodzących na ulice Polaków i ataki ze strony Anonimowych sprawiają, że polski rząd próbuje szukać kozłów ofiarnych, którzy odpowiedzą za działania, których efektem jest podpisanie niefortunnego porozumienia.
Wydaje się jednak, że są to jedynie wizerunkowe manewry mające na celu ocalenie twarzy rządu i jego premiera w momencie kiedy klamka już zapadła i porozumienie ACTA zostało podpisane.
Chociaż o ACTA pisano o wiele wcześniej, rząd polski ukrywał moment zawarcia porozumienia praktycznie do samego końca i pomimo, że reakcja internautów przerosła zapewne ich najśmielsze oczekiwania, nie zrobił nic by dokonać stosownej konsultacji z podstawowym segmentem, który ustawa obejmuje – użytkownikami Internetu.
Podczas gdy w Polsce wciąż trwają zażarte boje o porozumienie ACTA i niewiele innych tematów w ogóle przebija się do świadomości obywateli, my stańmy nieco z boku i przyjrzyjmy się temu co obecnie dzieje się na świecie. A dzieje się bardzo dużo.
Przede wszystkim w środę w Davos w Szwajcarii otwarto kolejną edycję Światowego Forum Ekonomicznego. Symbolicznym jest fakt, że otwarcia dokonała kanclerz Niemiec Angela Merkel. Z pewnością nie jest to przypadek, gdyż przedstawiciele światowej elity z pewnością dyskutować będą na temat panującego w strefie euro kryzysu.
Merkel przyznała, że nadszedł czas by europejscy politycy przedefiniowali model współczesnego kapitalizmu, gdyż mamy obecnie do czynienia ze wzrostem znaczenia modelu według wzoru chińskiego. Zaproponowała również by Stany Zjednoczone i Unia Europejska zawarły umowę o wolnym handlu.
Podczas szczytu temat kryzysu będzie omawiany szczególnie często, zaś tematem przewodnim będzie z dużym prawdopodobieństwem kryzys w strefie euro. Warto przypomnieć, że całkiem niedawno doszło do obniżenia ratingów aż dziewięciu krajów strefy, w tym Francji, zaś już niedługo bo w środę 1 lutego ogłoszona zostanie licytacja kolejnych obligacji niemieckich i portugalskich. Sprzedaż kolejnych obligacji nastąpi zaledwie dwa dni po spotkaniu ministrów finansów UE. O czym będą rozmawiać ministrowie? Nie brakuje spekulacji, mówi się jednak, że głównym tematem ma być bezrobocie.
Dlaczego bieżące problemy finansowe Unii Europejskiej są tak istotne? Osłabione kryzysem kraje UE stają się coraz bardziej niestabilne i zagrożone zewnętrznym atakiem a ten leży w zasięgu wzroku.
Obok kryzysu finansowego dyskutujący w Davos mają bowiem kolejny istotny problem - narastający konflikt z Iranem i spór o cieśninę Ormuz. Rośnie koncentracja zachodnich wojsk w tym rejonie, zaś prezydent Mahmud Ahmadinedżad oświadczył, że liczy się z użyciem przez przeciwników broni nuklearnej. Obok Iranu wciąż groźne pozostają inne punkty zapalne w regionie - pogrążone w wojnie domowej Syria i Libia, Pakistan a także Egipt. Wszystko to sprawia, że podczas spotkanie elit w Davos nie przebiega w zbyt optymistycznej atmosferze.
Niezwykła zdolność
adaptacyjna takich mikroorganizmów jak bakterie i wirusy była
niejednokrotnie prawdziwym przekleństwem ludzkości. Szczepionki i
kolejne formy leczenia zdają się nie nadążać za wciąż
mutującymi się chorobotwórczymi organizmami. Czasami jednak te
niezwykłe zdolności mogą się okazać dla nas korzystne.
Całkiem niedawno
udowodnił to pewien gatunek bakterii żyjących w wodach Zatoki
Meksykańskiej. Po tym gdy doszło tam do wycieku ropy organizowane
przez ludzi służby zdawały się wyraźnie przegrywać z otaczającą
ich katastrofą ekologiczną. Niespodziewanie na pomoc przybyły siły
przyrody w postaci bakterii żywiących się węglowodorami.
Mikroorganizmy te przekształcały związki chemiczne znajdujące się
w ropie w o wiele prostsze i mniej szkodliwe substancje, takie jak
woda czy dwutlenek węgla.
Teraz naukowcy ogłosili,
że proces ten można odwrócić tworząc dzięki pomocy bakterii
biopaliwa. Żywiące się morskimi wodorostami żyjątka wytwarzają
w procesie trawienia etanol, który doskonale nadaje się jako
alternatywne paliwo w wykorzystywanych przez ludzi pojazdach. Jeśli
technologia okaże się skuteczna, może to zrewolucjonizować
sytuację na rynku paliw.
Dlaczego?
Przede wszystkim jest to
związane ze specyficznymi cechami wodorostów, które nie potrzebują
specjalnych nawozów czy nawadniania. Co więcej są one niezwykle
wydajne, gdyż jak zauważyła Wynne Parry z Live Science: hodowla
wodorostów wzdłuż zaledwie trzech procent światowego wybrzeża
zaowocuje wyprodukowaniem 60 miliardów galonów etanolu.
Do tej pory ich
wykorzystanie było trudne, ze względu na to, że znajdujące się w
wodorostach cukry proste - algynaty nie mogły być wykorzystywane do
produkcji biopaliw na skalę przemysłową. Jednak dzięki naukowcom
z Uniwersytetu w Berkeley przeszkoda ta została pokonana. Zmutowali
oni bowiem pewną odmianę bakterii E.coli, która zdolna jest
przekształcać cukry w o wiele łatwiejszą do wykorzystania
glukozę.
Nie pozostaje więc nic innego
jak kibicować naukowcom, którzy zarzekają się, że stoimy u progu
nowej ery. Warto jednak pamiętać, że na tych rozwiązaniach wielu
ludzi może bardzo dużo stracić.
Tygodnik Der Spiegel ujawnił w niedzielę 22 stycznia, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Republiki Federalnej zleciło służbom śledzenie polityków Partii Lewicy (Die Linke). W cytowanym dokumencie datowanym na 4 stycznia 2012 roku można między innymi przeczytać, że Federalne Biuro Obrony Konstytucji śledzi 27 z 76 członków niemieckiego parlamentu związanych z tą partią, jak również 11 deputowanych do parlamentów regionalnych, konkretne nazwiska śledzonych nie są jednak znane.
Die Linke to partia mająca silne oparcie w krajach byłego NRD, wielu jej prominentnych członków powiązanych jest z dawnymi komunistycznymi władzami tego państwa. Od czasu swojego powstania w 2007 roku partia stała się jedną z głównych sił politycznych w RFN, zaś jej popularność doprowadziła do utraty części poparcia przez socjaldemokratyczną SPD.
Związki z NRD oraz rządzącą wschodnimi Niemcami komunistyczną partią SED sprawiają, że w oczach wielu, szczególnie zachodnioniemieckich polityków, Lewica stanowi zagrożenie dla obecnego status quo. Z drugiej jednak strony niektórzy politycy tacy jak lider Zielonych Volker Beck uważają, że służby powinny przeznaczać o wiele więcej środków na śledzenie ugrupowań neonazistowskich z NPD na czele. Według podanych przez Der Spiegel danych operacje wywiadowcze przeciwko tej partii kosztują rocznie 590 tysięcy euro, podczas gdy koszt podobnych działań skierowanych przeciwko Die Linke wyniósł mniej, bo zaledwie 390 tys. euro.
Przedstawiciele służb oznajmili w poniedziałek, że przeciwko Lewicy nie prowadzone są żadne tajne działania wywiadowcze a członkowie partii pozostają jedynie pod obserwacją.
Nagłe ujawnienie przez polski rząd planów podpisania kontrowersyjnego porozumienia ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) wywołało w sieci prawdziwą burzę a wiele rządowych stron stało się obiektem ataków grupy Anonymous.
O dokumencie zaledwie kilka tygodni temu mało kto słyszał. W Polsce najwcześniej informował o tym Dziennik Internautów, który już w 2009 roku pisał o kontrowersyjnym pakcie przygotowywanym w tajemnicy przed obywatelami. Na blogu "Kod Władzy" również pisałem o tym między innymi przy okazji zatwierdzenia dokumentu przez pierwszych 8 państw, często z pominięciem demokratycznych procedur.
Same ataki Anonymous, wbrew robionej wokół nich sensacyjnej otoczce, zdają się być jedynie głośnymi, lecz w swojej istocie nieszkodliwymi, próbami zwrócenia uwagi na kontrowersyjną ustawę. O wiele poważniejsze zdają się być deklaracje opublikowania sekretnych dokumentów dotyczących polskich polityków. Można przypuszczać, że Anonimowi mówią jak najbardziej serio. Przede wszystkim dlatego, że już kilkakrotnie udowodnili swoją skuteczność we włamywaniu się na serwery różnorakich firm i wykradaniu stamtąd danych. Tak było w przypadku PayPala, Visy, Mastercard czy Stratforu skąd wykradziono adresy email oraz numery kart kredytowych klientów.
Jest więc możliwość, że nie blefują.
Kontrowersje związane z porozumieniem chociaż w Polsce wywołały prawdziwą burzę, nie są wcale pierwszym krokiem w stronę ograniczenia mitycznej jak się okazuje "wolności w internecie". Prawdę powiedziawszy sieć od dawna nie jest już żadną oazą wolności.
Ograniczenia mogą dotyczyć różnych sfer tematycznych i często jest to uzależnione od podłoża kulturowego, religijnego, ustroju czy lokalnych zaszłości historycznych. Przykładowo najgłośnie mówi się o braku wolności w chińskim internecie, gdzie według raportów OpenNet Initiative państwo to nie spełnia kryteriów w trzech głównych obszarach: politycznym, społecznym oraz w obszarze bezpieczeństwa.
Nikogo zapewne nie zaskoczy również cenzura internetu w Korei Północnej, ale już wprowadzenie ograniczeń przez Seul? Jak się bowiem okazuje również Korea Południowa wprowadziła stosowne ograniczenia przede wszystkim utrudniając dostęp na strony, które chwalą ich północnego sąsiada.
Jeszcze inaczej sprawy się mają na Bliskim Wschodzie. Tam, obok względów politycznych utrudniających między innymi dostęp na stron prowadzonych przez Bractwo Muzułmańskie, isotne są również powody religijne. Objawiają się one przede wszystkim w cenzurowaniu i utrudnianiu dostępu do stron pornograficznych, chociaż na tym się nie kończy. Władze takich krajów jak choćby Arabia Saudyjska starają się by internauci przypadkiem nie natrafili również na strony informujące jak przejść z islamu na chrześcijaństwo.
Wolna Europa?
Być może przykłady często autorytarnie rządzonych krajów azjatyckich nie są dla czytelnika szczególnym zaskoczeniem, jednak już w przypadku uchodzącej za otwartą Unii Europejskiej podobne ograniczenia mogą dziwić. Dotyczą one treści występujących pod wspólną kategorią "mowy nienawiści", czyli atakujących mniejszości religijne lub etniczne, ale w takich krajach jak Francja i Niemcy zażarcie walczy się również z witrynami promującymi nazizm.
Obok wymienionych treści bardzo istotną rolę odgrywa kwestia praw autorskich, której owocem jest głośno dyskutowana ACTA. Należy podkreślić, że tematyka ta jest obecna w publicznej debacie krajów europejskich już od lat a nowe porozumienie jest jedynie kolejnym, tym razem międzynarodowym jej przejawem. Weźmy choćby przykład wspomnianej już Francji. Według najnowszej edycji publikowanego od 2006 raportu "Wrogowie Internetu" ("Internet Enemies") wydawanego przez organizację Reporterzy bez granic, państwo to znalazło się w kategorii "Pod obserwacją" ("Under Surveillance") po tym jak Paryż wprowadził ustawę, która administracyjnie dąży do "ucywilizowania internetu".
Póki co, przynajmniej według Reporterów bez granic jest to jedyne państwo UE uważane za naruszające wolność w sieci w sposób na tyle widoczny by uwzględnić je w swoim raporcie.
Wróćmy jednak do praw autorskich. Kwestia walki z internautami swobodnie kopiującymi dane w sieci od lat jest jednym z głównych powodów, dla których kolejne rządy starają się forsować coraz to nowego regulacje. Rządzących z pewnością zachęcają publikacje takie jak raport Oxford Internet Institute z 2011 roku, z którego wynika, że postęp technologiczny nie tylko wcale nie oznacza zwiększenia obszaru wolności słowa, ale też samą sieć można poddać kontroli. Jak informował w kwietniu 2011 rokuThe Telegraph, w imię ochrony praw autorskich władze Unii Europejskiej rozważały nawet wprowadzenia paneuropejskiego "firewalla", który jednak w przeciwieństwie do klasycznych aplikacji tego typu miał nie tyle chronić sieć przed atakami z zewnątrz, lecz umożliwić blokadę serwerów ulokowanych poza granicami UE. Pomysłu nie zrealizowano, ale kto wie kiedy polityce ponownie sobie o nim przypomną.
Kolejne regulacje w kwestii praw autorskich wywołały również reakcję w samej UE - narodził się bowiem "Ruch Piratów" powstały w wyniku rosnącej popularności szwedzkiej Partii Piratów postulującej zniesienie dotychczasowych obwarowań dotyczących praw autorskich, ale również odcinającej się od dominującego w Europie podziału na lewicę i prawicę.
Co z Polską?
Pomimo ogromnej fali protestów internautów sprzeciwiających się ACTA, warto spojrzeć na sam dokument oraz komentarze na jej temat. Jak zauważył Tymoteusz Barański z Fundacji Republikańskiej w niektórych kwestiach polskie prawo już dzisiaj daje większe uprawnienia niż te przewidziane przez ACTA. Nie jest to informacja zaskakująca, zważywszy, że już w zeszłym roku z raportu Komisji Europejskiej mogliśmy się dowiedzieć, że Polacy są najbardziej inwigilowanym społeczeństwem w UE.
Z drugiej strony istotnym źródłem kontrowersji wokół ACTA jest fakt, że porozumienie zawiera wiele podstawowych pojęć, które zdefiniowano w sposób nieścisły. Co więcej ACTA wydaje się być dokumentem pisanym tylko z perspektywy przedstawicieli jednej grupy: "nie tylko nie rozstrzyga charakteru korzystania przez internautów z treści chronionych, ale koncentruje się wyłącznie na ochronie interesów uprawnionych z praw własności intelektualnej" - pisze Barański.
Jak widać już od dawna ciężko mówić o wolności w Internecie, przynajmniej w skali globalnej. Z drugiej jednak strony wiele wprowadzanych ostatnio ustaw i regulacji sprawia, że w wielu krajach dotychczasowa swoboda ulegnie znacznemu ograniczeniu. Kiedy więc komentatorzy tacy jak Anthony Wile z The Daily Bell mówią o tym, że mamy do czynienia z początkiem wojny o Internet, warto pamiętać, że jego pełna wolność dawno już się skończyła.
Opublikowany po raz kolejny raport banku HSBC noszący wiele mówiący tytuł "Świat w roku 2050" ("The World in 2050") to interesująca próba przewidzenia kierunków w jakich podąży światowa gospodarka i jakie państwa w nadchodzących dekadach zyskają szczególnie na znaczeniu.
Z raportu jasno wynika, że w najbliższych latach możemy się spodziewać poważnego przetasowania i zachwiania istniejącego dotychczas schematu: bogata północ - biedne południe. Będzie to miało związek z dynamicznym rozwojem gospodarek szeregu państw, które dziś uchodzą za rozwijające się.
Do kogo należy zatem przyszłość?
Z pewnością raport potwierdza prognozy wielu – XXI wiek będzie wiekiem Azji. Oprócz dotychczasowych liderów takich jak Japonia, Korea Południowa, Singapur a ostatnio również Indie i Chiny, pojawią się kolejne: Filipiny, Wietnam czy Malezja. Warto przy tym podkreślić, że będzie się to łączyło z rosnącym wzrostem populacji w wielu azjatyckich krajów, szczególnie wzrośnie liczba dwóch państw – Filipin i Pakistanu.
Wzrost znaczenia Azji oznacza także zmianę światowych wektorów – już dziś widać przeniesienie się środka ciężkości z obszaru atlantyckiego na Pacyfik. W wojskowości dostrzec to można między innymi w związku z zacieśnieniem sojuszy Stanów Zjednoczonych oraz Chin na tym obszarze. Odnosząc to do sfery ekonomicznej wśród wymienionych w raporcie państwo, które rozwiną się szczególnie intensywnie bardzo wiele powiązanych jest właśnie z Oceanem Spokojnym. Zdaniem autorki raportu Chiny nie będą jedynym państwem, którego oblicze ulegnie radykalnej przemianie. Szczególne znaczenie uzyskają Filipiny. Równocześnie po drugiej stronie Oceanu pojawią się nowe, o wiele silniejsze niż dotychczas państwa. Chodzi przede wszystkim o Chile i Peru, które zyskają we wszystkich rankingach. To ostatnie zdaniem autorki może w przeciągu nadchodzących dekad przeskoczyć ponad 20 pozycji w rankingu i znaleźć się na 26 miejscu pod względem wielkości PKB.
Będzie to kolejny objaw jak już wspomniano wcześniej przeniesienia się światowego środka ciężkości nie tylko na Ocean Spokojny, ale też o wiele bardziej na południe. Obok wymienionych państw w Ameryce Południowej rozwijać się będą również Brazylia, Ekwador, Boliwia, Honduras i Paragwaj. Równocześnie wzrośnie znaczenie niektórych państw afrykańskich, szczególnie Nigerii, Ghany i Etiopii.
Państwa afrykańskie państwa swoją o wiele silniejszą pozycję zawdzięczać będą nie tylko poprawiającej się sytuacji gospodarczej, ale także ogromnemu przyrostowi ludności, która wkrótce ulegnie w tych krajach podwojeniu. Demografia zdaje się mieć w omawianym raporcie znaczenie kluczowe - widać wyraźny związek między spodziewanym, szybkim rozwojem a ilością nowych mieszkańców.
Nowi gracze
Interesująco prezentuje się lista państw, których znaczenie zdecydowanie wzrośnie. Zdaniem autorki raportu wśród liderów wzrostu gospodarczego wymienić należy Egipt, Turcję, Ukrainę i Nigerię. Turcja już dzisiaj wyrasta na lidera regionu, wspomnieliśmy już o wzroście znaczenia Nigerii, interesująca jest na pewno opinia na temat Ukrainy. Otóż zdaniem autorki w nadchodzących dekadach rozwój gospodarczy tego państwa wynosić będzie średnio 4-5% rocznie. Ma to się stać pomimo wyraźnego spadku ludności Ukrainy oraz o wiele gorzej sytuacji w porównaniu z większością krajów postkomunistycznych.
W tej grupie dobrze rokują również Rumunia i Czechy, które mają pozostać najlepiej rozwijającą się gospodarką regionu Europy Środkowej.
A co z Polską?
Polska jak się okazuje znalazła się w grupie krajów o najniższym wzroście gospodarczym. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat nasza pozycja pozostanie mniej więcej taka jaka była.
Cały raport chociaż z pewnością dostarcza wielu interesujących prognoz, sprawia wrażenie mało odkrywczego. Przede wszystkim zdaje się opierać jedynie na tym jak prezentuje się sytuacja poszczególnych państw w dniu dzisiejszym i próbuje je odnieść na kilkadziesiąt lat w przyszłość. Historia uczy nas zaś, że rzadko kiedy coś co zapowiadano jako pewnik sprawdzało się w rzeczywistości. Przede wszystkim raport zakłada istnienie stałych granic państw, nie uwzględnia tak istotnych przy takich analizach ewentualnych konfliktów zbrojnych ani poważniejszych kryzysów gospodarczych, katastrof ekologicznych czy innych istotnych zwrotów jakie już niejednokrotnie miały miejsce w historii. Wszystko to sprawia, że na raport warto spojrzeć nieco z dystansem.
Dzięki Waszej mobilizacji i udzielonej pomocy, blog "Kod Władzy" zakwalifikował się do kolejnego etapu w konkursie na Bloga Roku 2011. Blog uzyskał ogromne wsparcie czytelników osiągając pierwszą lokatę! To jednak nie koniec, w kolejnym etapie w naszej kategorii rywalizujemy z blogami ze wszystkich kategorii stąd Wasza pomoc będzie nieodzowna.
Bardzo proszę o oddanie głosu na bloga "Kod Władzy" poprzez wysłanie SMSa o treści C00109 (c-zero-zero-jeden-zero-dziewięć na numer 7122. Przypominam przy tym, że na dany blog głos można oddać tylko raz a koszt SMS wynosi 1,23 zł. Cały dochód z SMS'ów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.