wtorek, 13 października 2015

Czy Kaliningrad może wybić się na niepodległość?

Dawna część Prus, przejęta przez Związek Sowiecki, który na miejsce wysiedlonych Niemców sprowadził na te tereny Rosjan stanowi jedną z najdziwniejszych enklaw we współczesnej Europie. Obecny obwód kaliningradzki może stanowić swoisty poligon doświadczalny testujący możliwość asymilacji Rosjan w obręb europejskiej kultury. 



Obwód Kaliningradzki to nieduża rosyjska enklawa, w której żyje mniej niż milion mieszkańców, w większości etnicznych Rosjan, których przodkowie osiedlili się na zgliszczach niemieckiego Królewca i wspólnymi siłami odbudowali miasto, które zostało nazwane na cześć jednego z czołowych członków partii bolszewickiej, Michaiła Kalinina. Po upadku Kraju Rad i ogłoszeniu przez Litwę niepodległości Obwód Kaliningradzki stał się rosyjską enklawą nad Morzem Bałtyckim, enklawą, która w przyszłości może w Rosji dużo namieszać. 

Na poczucie niezależności wpływa wiele czynników, przede wszystkim polityka Moskwy w ostatnich latach, która skłaniając się ku protekcjonizmowi i wspieraniu wielkich graczy utrudnia działalność małym i średnim przedsiębiorcom, którzy stanowią blisko 49% mieszkanców Obwodu. Zdaniem socjologa, Władymira Abramowa, ignorowanie specyfiki Kaliningradu może prowadzić do co raz poważniejszych działań separatystycznych, a co najważniejsze problemy te będą rosnąc wraz z aktywizacją młodego pokolenia. Już teraz bowiem to właśnie najmłodsi, nastolatkowie i studenci widzą alternatywę wobec Rosji. Dla nich bliższa jest Europa - Polska, Niemcy, Litwa, tam jeżdżą na zakupy i na wakacje. 

„Gdy ma się możliwość porównania, jak pracują nasi i inni powstaje pytanie: czy ta nasza duma narodowa kiedykolwiek się skończy? Ja oczywiście tego nie dożyję, ale do roku 2050 tutaj na pewno będzie bardzo interesująco, nawet nie tyle w kulturowym i socjalnym kontekście, ile w stu procentach w politycznym ” – prognozuje Abramow.

Czy zatem straszenie rakietami Iskander w pobliżu północnej granicy Polski nie jest aby przesadzone? Być może to nie my musimy się przejmować rosyjską enklawą, lecz to Moskwa powinna poważnie zastanowić się nad tym jak uda jej się utrzymać tą co raz bardziej europeizującą się część Rosji?

źródło: NowaDebata

Fragment powieści "Tajemnica 14 bramy": Rozdział 41 Okolice Grazu. Austria


Na tablicy stojącej przy autostradzie widniał napis „Griffin”. Spoglądał na wyrosłe z płaskiej ziemi wzgórze zamkowe. Ruiny dużego zamku wypełniały jej szczyt. Widoczna z okie pędzącego samochodu budowla musiała kiedyś imponować swoją potęgą i znakomicie przemyślanym, strategicznym położeniem. Spoglądając na niego, Marc nie był świadomy, że jeszcze tak niedawno kobieta, której poszukiwał, była u jego podnóży. Nie wiedział też, że razem z nią był tam także jego przyjaciel z Watykanu, Poul. Losy tych dwojga bliskich mu ludzi skrzyżowały się w niezwykłych okolicznościach.
George zerkał w kierunku mijanego przez nich zamku.
– Myślisz, że te ruiny kryją również jakąś tajemnicę? – zapytał go Marc, widząc jego zainteresowanie. – Nie wiem, czy jest taki zamek na świecie, który nie kryje jakiegoś sekretu – odpowiedział George. – Pozostaje tylko pytanie, na ile owa tajemnica ma szansę ujrzeć światło dzienne?
– Zaskoczyłeś mnie – zdziwił się Marc. – Myślałem, że nie powinno być tematów, które należałoby skrywać przed ludźmi.
– Można tym się kierować, zwłaszcza będąc dziennikarzem, ale... są sprawy, które lepiej aby nigdy nie ujrzały światła dziennego. Odkryte, mogą nie tylko przerażać, ale wywracać zupełnie zasady i normy, na jakich nasz świat jest oparty.
– Zawsze mi się wydawało, że ukazywanie prawdy piętnuje złe zachowania i choć trochę zapobiega krzywdzeniu ludzi – odpowiedział Marc.
– Zapewne – zgodził się z nim George. – Gorzej jest, gdy ujawnienie tajemnicy powoduje przerażenie, a niczego nie wyjaśnia. Jestem przekonany, że wówczas jeszcze trudniej coś zaradzić.
– Masz coś konkretnego na myśli? – zapytał zaciekawiony Marc. George zmilkł na chwilę. Samochód pokonywał właśnie ulice przedmieść Grazu. Patrzył na ulice miasta, myśląc o tym, ile razy obiecywał sobie odetchnąć właśnie w takim miejscu jak to. Zostać tylko dla własnej przyjemności, a nie dla spraw, które dotykały go i zagarniały. Brakowało mu czasu, który mógłby poświęcić tylko dla siebie. Nieraz wydawało mu się, że widzi zbliżającą się do niego wielką rękę. Czuł, jak chwyta go, unosi i ciska w świat.

Patrząc na mijane widoki, wiedział, że zna to miasto, jego historię. Jego pamięć była jak encyklopedia. Bez trudu odnajdywał potrzebne mu hasła. Graz, drugie co do wielkości miasto Austrii. Jego nazwa prawdopodobni wywodzi się od słowiańskiego gradec, czyli warowne miejsce. To tutaj Słowianie i Germanie ścierali się przed wiekami na terenach zajmowanych wcześniej przez Celtów i Rzymian. George w tej chwili najchętniej snułby się po ulicach, żeby móc wszystko zobaczyć, by wszystkiego dotknąć. Ocknął się boleśnie.
– Gdy byłeś zajęty swoimi przygodami, przeoczyłeś informacje, które pojawiły się w ostatnich dniach. Pewien amerykański dziennikarz opublikował swoją opinię na temat tajemniczych wydarzeń, jakie zaszły sześćdziesiąt lat temu we francuskim miasteczku Pont Saint Esprit. Ta publikacja narobiła sporego zamieszania. Przeraziła ludzi, ale też niczego nie wniosła. Strach pozostał strachem, tajemnica tajemnicą. Zabawa ludzkimi emocjami, w imię medialnego sukcesu, pozostała bezkarna. Marc zastanawiał się chwilę. Starał sobie przypomnieć, o jakich wydarzeniach mówił George. Nie znalazł w pamięci nic, co mogło wiązać się z tą historią.
– Nie kojarzę wydarzeń, które przywołałeś.
– Gdybym chciał komuś objaśnić, co oznacza termin „zbiorowe szaleństwo”, podałbym przykład Pont Saint Esprit. To miasteczko we Francji. Ponad sześćdziesiąt lat temu setki jego mieszkańców doznało zbiorowej halucynacji. Były ofiary śmiertelne, zmarło siedem osób. Wielu znalazło się w szpitalach, głównie na oddziałach psychiatrycznych. Są zapisy przeżyć licznych osób, zresztą mieszkańcy pamiętają o tamtych wydarzeniach. Listonosz, który wybrał się na przejażdżkę rowerem, nagle zobaczył węża owijającego się wokół jego ciała. Ktoś widział tygrysa. Ktoś inny wyskoczył przez okno, bo wydawało mu się, że jest samolotem. Pacjenci w szpitalach w panice, próbując zbiec, robili sobie krzywdę.
– To niezwykłe. Nie, nic o tym nie słyszałem. Czy wyjaśniono, co było powodem tej zbiorowej psychozy?
– Nie uwierzysz! Zatruty chleb. To przynajmniej jedna z bardziej uzasadnionych hipotez. Podobno znaleziono w nim jakiś dziwny rodzaj pleśni, która miała powodować halucynacje. Chleb produkowała tylko jedna piekarnia. Jego zjedzenie miało być początkiem prawdziwego horroru. Nikt nie odnotował wcześniej czegoś takiego, chociaż nie pierwszy raz na świecie zaszło coś, co dotknęło naraz wielu ludzi.
– Zaskakujące, a cóż takiego ogłosił ów dziennikarz, o którym wspomniałeś?
– Ponoć bardzo wnikliwie zbadał całą sprawę. Przedstawił pogląd, iż w tragedię mieszkańców Pont Saint Esprit miała być wmieszana CIA, która, według niego, podawała mieszkańcom potajemnie LSD. To pod jego wpływem mieszkańcy mieli ulec zbiorowemu szaleństwu, a cały eksperyment miał być sprawdzianem wpływu na ludzi różnymi metodami oddziaływania. Marc spojrzał na Georga. Nie pytał go wcześniej, czy jest związany z instytucją, której nazwę przed chwilą wymienił.
Chciał być dyskretny. W swojej pracy również nigdy nie ujawniał źródła swej wiedzy.
– Uważasz jego teorię za prawdopodobną? – zapytał.
Samochód stanął na czerwonych światłach. Byli już za Grazem.
George zwrócił głowę w kierunku Marca.
– Mogę tylko powiedzieć to, co usłyszałeś już ode mnie kilka razy. Nie wiem... Nie zwykłem wygłaszać niesprawdzonych teorii, a tym bardziej je potwierdzać. Jednak z tego, co słyszałem, mogę przytoczyć, iż według niektórych naukowców nie ma możliwości powodowania takich skutków jednorazową i to tak niewielką dawką wspomnianego narkotyku. Tym bardziej, że zakładając taki scenariusz, reakcja na potencjalne zjedzenie zatrutego chleba nastąpiła po trzydziestu sześciu godzinach od jego spożycia. Jak więc widzisz, teoria owego odkrywcy jest chyba niewiele warta.

Marc zastanawiał się nad tym, co usłyszał od Georga.
– Czy jest jeszcze jakieś inne wytłumaczenie? – zapytał.
– Oficjalnie? Nie...
Marc spojrzał na niego.
– A nieoficjalnie?
George milczał. Samochód zaczął wspinać się po drodze prowadzącej w kierunku Alp.
– A nieoficjalnie... cudów nie ma. Przynajmniej ja w cuda nie wierzę. Każda akcja powoduje reakcję. A każdą akcję coś lub ktoś wzbudza. Czasem są to naturalne siły natury, a czasem ktoś im pomaga. Oczywiście pozostaje pytanie, czy robi to celowo, czy coś, co stanowi najbardziej strzeżoną tajemnicę, nie wymyka się przypadkowo spod kontroli.
– Możesz powiedzieć jaśniej?
– Jaśniej? Wiesz, zupełnie jasno zapewne nie, ale w kontekście naszej poprzedniej rozmowy można pokusić się o jakąś niezwykłą teorię. I tylko teorię – zastrzegł.
Marc zdumiał się.
– Myślisz, że to była manipulacja, którą spowodowali, dziwnie to pewnie zabrzmi, goście z innej cywilizacji?
– Hm... może goście lub ludzie działający z nimi. A może tylko ich naśladujący?
– Czy coś może potwierdzić tę tezę?
– Nie jestem badaczem tajemnic i nie nadaję sobie uprawnień do weryfikowania hipotez. Pytasz mnie o zdanie. I takie mam zdanie. Zbyt dużo widziałem, by wierzyć w zatrucie chlebem, po którym pięćdziesiąt osób ląduje w szpitalu psychiatrycznym, a nie na oddziale gastrologii. Na ogół po zatruciu trafia się do toalety, a nie do psychiatry. Nieprawdaż?
Marc czuł w głosie Georga irytację.
– Masz rację – zgodził się z nim. – Dziwię się sobie, że nie słyszałem wcześniej o tym.
Spojrzał przed siebie.
– A cóż to się dzieje? – niemal krzyknął.
Samochód wjeżdżał pomiędzy ciasno przylegające do drogi wysokie skały. Przed sobą widzieli trzy samochody. Nagle niebo rozświetlił oślepiający błysk. Samochód przed nimi zaczął gwałtownie hamować. Usłyszeli głośny, narastający huk. George nacisnął mocno na hamulec. Samochód stanął w miejscu. Zza zakrętu, około stu metrów przed nimi, wyłoniła się ogromna czarna chmura wznoszącej się w powietrzu ziemi.
Tak jakby trąba powietrzna uniosła jej masy w powietrze.
Obaj odruchowo skłonili głowy, jakby coś miało uderzyć w samochód.
Chmura przetoczyła się, obsypując samochód grudami ziemi.
– Na Boga... co się stało?! – krzyknął Marc.
– Nie wiem. Poczekajmy chwilę. Pójdę sprawdzić. Niech tylko ten kurz opadnie.
Czekali w milczeniu, ogromnie zaskoczeni tą sytuacją. Mijały minuty. W końcu udało im się wysiąść z samochodu.
– Poczekaj tu – George zwrócił się do Marca zdecydowanym głosem. – Poczekaj przy samochodzie.
Poszedł w kierunku zakrętu. Mijał stojące przed nimi samochody. Ich kierowcy, widzący idącego mężczyznę, zaczęli wychodzić z aut. Poszli z Georgem, dyskutując między sobą.

Wszyscy zniknęli za zakrętem. Nie było ich już z piętnaście minut. Marc czekał. Był zdenerwowany i ciekawy, co się stało. Jednak pamiętał, że w głosie Georga brzmiał nakaz. Pewnie obawiał się, że może stamtąd nie wrócić. Marc czekał. Po chwili kogoś dostrzegł. George wracał. Za nim podążali kierowcy i pasażerowie z samochodów stojących przed nimi. Część z nich telefonowała. Rozmawiali gwałtownie gestykulując.
George podszedł do Marca.
– Co się stało? – zapytał Marc.
– Wyobraź sobie, że obsunęła się ogromna połać ziemi. Tysiące ton ziemi runęły na drogę, którą mieliśmy przejeżdżać.
Za kilka sekund bylibyśmy pod rumowiskiem.
– Jak to? Nagle zwaliła się góra?
– Tak. Nie wiadomo dlaczego. Ziemia się nie zatrzęsła. Nie padał gwałtowny deszcz. To takim zjawiskom na ogół towarzyszy osunięcie się ziemi. Tym razem tak nie było... chociaż?
– Tak? Co chcesz powiedzieć? – zaniepokoił się Marc.
– Widziałeś wcześniej ten błysk? Tak jakby piorun uderzył w górę. Tyle tylko, że nawet gdyby to był piorun, to jak mógł oderwać pół góry? Niesamowite.
– Masz rację, dziwne.
George przyjaźnie uścisnął jego ramię.
– Bez względu na to, co zaszło, żyjemy. – Uśmiechnął się.
– No tak, żyjemy. Chociaż mogło być inaczej.
Usłyszeli odgłos zbliżających się syren.
– To pewnie policja i straż pożarna – skomentował Marc.
– Tak, z pewnością. Musimy natychmiast zawrócić. Jeśli tego nie zrobimy, możemy tu utknąć na wiele godzin.
Marc skinął głową.
– Masz absolutną rację. Odjeżdżajmy stąd jak najszybciej.
I tak nic nie poradzimy. George, sądzisz, że ktoś zginął?
George zastanowił się chwilę.
– Z całą pewnością, jeżeli znalazł się na drodze w chwili obsunięcia się ziemi. W tym miejscu jest tak wąsko. Obok jest tylko rzeka.
– Miejmy nadzieję, że nikogo tam nie było. Wsiedli do samochodu. George zaczął powoli manewrować, aby zawrócić. Po chwili jechali już w stronę, z której dopiero co przyjechali. Przebyli kilometr, kiedy minęły ich dwa samochody policji i trzy straży pożarnej. Po chwili wyminęli się z dwoma jadącymi na sygnale karetkami. Nikt nie zwrócił na nich uwagi. Ratownicy skupieni byli na jak najszybszym dotarciu na miejsce tragedii. Oddalali się szybko od miejsca, które mogło być ich ostatnim postojem w życiu.

sobota, 10 października 2015

Czego nie może wyjaśnić nauka, czyli 10 najbardziej tajemniczych miejsc na Ziemi

Pewnych zjawisk ludzki umysł nie może albo nie potrafi zrozumieć, być może są to po prostu rzeczy, na które nauka jeszcze nie znalazła odpowiedzi, ale wkrótce ją pozna. Być może są to też zjawiska, które leżą zupełnie poza światem zmysłowym i nigdy nie znajdziemy dla nich racjonalnego wyjaśnienia.


czwartek, 8 października 2015

Czy Wasze dane są na pewno bezpieczne? W USA rządowi "skradziono" 5,6 miliona odcisków palców

Poważny atak na bazę danych amerykańskiego rządu może mieć poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa milionów obywateli, ale też władz i pracowników służb wywiadowczych. 




W czerwcu 2015 roku do federalnej bazy danych Stanów Zjednoczonych doszło do włamania. Hackerom udało się przejąć kontrolę nad ponad 21 milionami indywidualnych dokumentów, w których w sumie znajdowało się 5,6 miliona odcisków palców. Dane znajdowały się w US Office of Personnel Management (OPM) - biuro to zawiera dokumenty bezpieczeństwa wszystkich amerykańskich agencji federalnych, dzięki włamaniu hackerzy uzyskali dostęp do danych milionów obywateli a także pracowników wywiadu. 

Początkowo informowano o milionie skradzionych odcisków palców, ostatnio jednak Biały Dom poinformował, że w rzeczywistości hackerzy mogli przejąć ich ponad 5,6 miliona. OPM co prawda pociesza, że osoby, które weszły w posiadanie odcisków niewiele mogą z nimi zrobić, gdyż "obecnie ograniczone" są możliwości ich zastosowania, jednakże dodano, że jeśli technologia ulegnie dalszemu rozwojowi to szkodliwość będzie znacznie poważniejsza. 

Kradzież może mieć poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, służby obawiają się bowiem, że jeśli odciski palców zostaną odsprzedane obcemu wywiadowi, wówczas każdy pracownik amerykańskich służb będzie zagrożony ujawnieniem, ale także istnieje ryzyko kradzieży tożsamości. 

Póki co nie podano informacji na temat schwytania złodziei, biorąc pod uwagę powagę sytuacji o ich złapaniu poinformowano by media ogłaszając wszędzie wokół zwycięstwo. Nawet jednak wówczas nikt nie ma pewności, że hackerzy nie zdążyli sporządzić kopii przejętej bazy danych a także czy nie sprzedali ich osobom trzecim. Odcisków palców zaś, w przeciwieństwie do haseł w tej chwili nie można ot tak sobie zmienić.



środa, 7 października 2015

Schwytany imigrant miał przy sobie mapę Berlina z 8 zaznaczonymi celami

Ilu spośród przybyszów z Bliskiego Wschodu to zwykli uciekinierzy, którzy próbują znaleźć schronienie przez wojną, ilu z nich to imigranci zarobkowi, którzy korzystając z fali uchodźców sami próbują przedostać się do Europy Zachodniej by tam spróbować legendarnego, europejskiego dobrobytu? W końcu ilu wśród tych niekontrolowanych bliżej mas ludzi znajdzie się potencjalnych zamachowców czy zwykłych uśpionych agentów Państwa Islamskiego, którzy w momencie gdy otrzymają umówiony sygnał ruszą do działania? 

źródło: http://hirtop.in/berlin-elfoglalasanak-tervet-talaltak-az-europaba-indulo-elfogott-isis-harcosnal/


Niedawno na granicy turecko-syryjskiej schwytano jednego z wielu uciekinierów próbujących dostać się na Zachód. To, co zaskoczyło przeszukujących to mapa jaką miał ze sobą. Jak podaje serwis Free Kurdistan schwytany był powiązany z Państwem Islamskim, mapa zaś przedstawiała Berlin wraz z dokładnie zaznaczonymi celami i punktami, które należy zająć w pierwszej kolejności. Autor mapy musiał najwyraźniej dobrze znać miasto, doskonale bowiem wiedział, które obiekty mają szczególne, strategiczne znaczenie. Mapa zawiera przy tym zaznaczone obiekty wojskowe, policyjne a także instytucje ratunkowe i kryzysowe. 

Jaki ma być cel tych działań? Według relacji, przejęcie kontroli nad niemiecką stolicą, wymieniono 8 szczegółowych obiektów, które nalezy przejąć w pierwszej kolejności. Przewidziane jest także przejęcie co najmniej 2 obiektów wojskowych, które posłużą jako główne źródło uzbrojenia dla dżihadystów. Na planie przewiduje się także wysadzenie linii kolejowych i mostów by w ten sposób utrudnić przybycie posiłków. 

Według mediów tylko do końca tego roku do Niemiec może dotrzeć blisko 1,5 miliona ludzi. Jeśli nawet tylko znikomy ułamek przybyłych stanowić będą osoby niebezpieczne, to wciąż będzie ich tysiące rozsianych po całym kraju. Zdeterminowani, przeszkoleni i przygotowani mogą w pewnym momencie dokonać skutecznego ataku na wiele obiektów, doprowadzić do znaczących zniszczeń, ale też przejęcia kontroli nad pewnymi obszarami. Czy nie może być to bowiem metoda Państwa Islamskiego i jego przywódcy, który gdy połączone siły Rosji, Iranu i Chin rozbiją kalifat na Bliskim Wschodzie przeniesie się na Północ, do przygotowanej na jego przybycie Europy. 



wtorek, 6 października 2015

Estonia i Rosja - wymiana szpiegów na neutralnym terenie

W wyniku długich negocjacji pomiędzy służbami Rosji i Estonii obie strony dokonały wymiany skazanych za szpiegostwo więźniów: Aleksieja Dressena i Estona Kohvera. 

Zdjęcie z wymiany więźniów. Fot. BBC/Intelnews.org

Stosunki rosyjsko-estońskie trudno uznać za szczególnie dobre praktycznie od czasu upadku ZSRR i ogłoszenia niepodległości przez tą niewielką bałtycką republikę. Sytuację tylko zaostrzyły takie wydarzenia jak usunięcie sowieckiego pomnika z centrum Tallina i w rezultacie jednego z pierwszych cyberataków do jakich doszło między dwoma państwami. Później dochodziło do kolejnych incydentów i dziś Estonia pozostaje jednym z liderów antyrosyjskiej koalicji państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Niedawno bowiem Rosja i Estonia dokonały tzw. wymiany szpiegów, podczas której osoby oskarżone przez każdą ze stron o szpiegostwo na rzecz drugiego państwa zostały przekazane drugiej stronie. Do wymiany doszło w sobotę 26 września na moście leżącym na graniczne rzece Piusie (oddziela ona od siebie estońską prowincję Polva i rosyjskie obwód pskowski). 

Stronami w wymianie były: estońska służba bezpieczeństwa (KaPo) oraz rosyjska FSB. KaPo przekazała Rosjanom Aleksieja Dressena, byłego oficera estońskich służb, którego wraz z żoną Wiktorią aresztowano w lutym 2012 roku. Dressenowie zostali oskarżeni o szpiegostwo na rzecz Rosji po tym jak Wiktoria próbowała wnieść na pokład lecącego do Moskwy samolotu plik tajnych dokumentów. Oboje zostali skazani, Aleksiej dostał 16 a Wiktoria 6 lat więzienia, wkrótce zaś rosyjskie media poinformowały, że Dressen był szpiegiem co najmniej od lat 90.

Eston Kohver
Estończycy w zamian za Dressenów otrzymali Estona Kohvera, pracownika KaPo oskarżonego w zeszłym roku o szpiegostwo na terytorium Rosji. Aresztowaniu Kohvera towarzyszył głośny skandal, gdyż zdaniem Tallina został on uprowadzony z nadgranicznej placówki na południowym wschodzie kraju. Rosjanie utrzymują jendak, że Kohver w momencie aresztowania przebywał na ich terytorium, miał ponadto ze sobą broń, gotówkę i sprzęt szpiegowski, które wskazywać miały na to, że "prowadził on działania szpiegowskie". Do aresztowania doszło zaledwie jeden dzień po tym jak Tallin odwiedził Barack Obama, 19 sierpnia 2015 został on skazany na 15 lat łagru.

poniedziałek, 5 października 2015

Fragment powieści "Tajemnica Czternastej Bramy": Rozdział 40 Zamek Hochosterwitz. Austria





Marc znalazł się na parkingu przed ustalonym czasem. Rozglądał się dookoła, mając nadzieję na wcześniejsze spotkanie z Georgiem. Czekał na dobre wiadomości. Na parkingu stało kilka samochodów i jeden turystyczny autobus, który przyjechał przed momentem. Drzwi otwarły się i na parking zaczęła wytaczać się grupa turystów. „Holendrzy” – pomyślał Marc, kiedy doszły do niego strzępy rozmów.
W niewielkim tłumie dostrzegł ładną blondynkę w wieku trzydziestu kilku lat. Podeszła do niego. Zagadnęła w języku, którego nie znał.
Marc uśmiechnął się i pokręcił przecząco głową.
– Nie rozumiem – odpowiedział z uśmiechem.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech, odzywając się ponownie. Tym razem po niemiecku.
– Pytałam, czy był pan już na zamku.
–Ach, przepraszam, ale nie znam holenderskiego. Jestem Marc. – Spojrzał w kierunku zamkowego wzgórza. – Byłem, byłem, powiem więcej, nawet mieszkam w nim od kilku dni.
– Naprawdę? – zainteresowała się dziewczyna. – Tam można mieszkać? – zapytała zaskoczona. – Mam na imię Alicja. – Wyciągnęła do niego rękę na powitanie.
Marc przywitał się nią.
– Szczerze mówiąc, to nie wiem, czy można mieszkać. Jestem trochę niezwyczajnym gościem.
– Niezwyczajnym? Czy mogę zapytać, na czym polega owa niezwyczajność? – kontynuowała z uśmiechem.
Marc zastanowił się chwilę.
– Ależ nic takiego. Jestem dziennikarzem i zostałem zaproszony. Pomieszkuję sobie trochę w tym... – szukał właściwego słowa – niezwykłym miejscu.
– Coraz bardziej mnie pan zaciekawia. Czyżby uroki tego miejsca miały zostać opisane w jakimś podróżniczym wydawnictwie?
Marc roześmiał się.
– O tym nie pomyślałem. Ale kto wie? Może któryś wydawca zechce złożyć mi taką propozycję.
Dziewczyna spojrzała mu w oczy.
– Jestem pewna, że tak się stanie – powiedziała z entuzjazmem.
– No nie wiem, nie wiem. Może nie jestem aż tak zdolny
– odpowiedział coraz bardziej rozbawiony. – Czy mogę być w czymś pomocny?
– Oj, pewnie tak, byłabym szczęśliwa, gdyby zechciał pan opowiedzieć mi o tajemnicach tego miejsca.
– To brzmi jak zaproszenie na randkę.
Dziewczyna zarumieniła się.
– Naprawdę tak zabrzmiało? Mój tato jest archeologiem i chcąc nie chcąc, przekazał mi pasję odkrywania miejsc, w których od setek lat działy się rzeczy tajemnicze i na ogół do dziś nieodkryte – usprawiedliwiła się.
Marc spojrzał na nią ze zrozumieniem.
– Chyba wprawiłem panią w zakłopotanie, Alicjo. – Uśmiechnął się ponownie.
– Trochę. No więc? Jest szansa na jakiejś fascynujące opowieści?
Marc odetchnął głęboko.
„Gdybyś ty dziewczyno wiedziała, o czym mógłbym ci opowiedzieć” – pomyślał.
– No... nie można wykluczyć takiej możliwości. Tyle tylko, że pewnie nie bardzo będzie kiedy. Jestem w tej chwili umówiony ze znajomym i będziemy musieli stąd wyjechać. – Wzruszył ramionami.
– Na długo? – zapytała.
– Nie wiem, na kilka godzin.
– Wytrzymam. – Uśmiechnęła się. – W tym czasie będę miała okazję z naszą wycieczką zwiedzić zamek. Zostajemy tu, niedaleko w hotelu, dwa dni. Może... Tak?
– To może, gdyby pan nie miał nic lepszego do roboty, spotkalibyśmy się wieczorem i trochę pogadali? – zaproponowała.
– Tu... – zaczęła przeszukiwać torebkę – tu jest mój numer.
– Wyciągnęła wizytówkę. – Jeżeli pan zechce, proszę dać znać.
Będę czekać.
Marc uśmiechnął się i wyjął także swoją wizytówkę.
– W takim razie mamy swoje namiary. Do usłyszenia, mam nadzieję.
Alicja spojrzała za siebie.
– O, moja grupa się zbiera. Chyba dotarł już nasz przewodnik. Marc, miło było pana poznać. Na razie, życzę miłego wyjazdu. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.
Nie czekając na odpowiedź, pobiegła w kierunku autobusu.
– Do zobaczenia... – Zaskoczony Marc pozostał sam. – „Fajne są te młode dziewczyny. Bardzo bezpośrednie” – pomyślał. Spojrzał w kierunku wjazdu na parking. Dostrzegł wjeżdżający samochód. Granatowy volkswagen podjechał w jego kierunku. Zatrzymał się. George wyszedł z auta i przywitał się z nim.
– Miło cię widzieć, Marc. Jak noc? Wyspałeś się? – zapytał.
Ubrany był w jasnobłękitny garnitur, miał białą, rozpiętą koszulę.
– Wyspałem, jeżeli można to tak nazwać w tych okolicznościach. Jedziemy?
– Tak, wsiadaj proszę, opowiem ci wszystko po drodze. Wsiedli do samochodu. Powoli przejechali przez parking. Wyjechali na wąską drogę. Samochód skręcił w kierunku Klagenfurtu. Marc czekał, aż George odezwie się i wyjaśni mu cel ich dzisiejszego wyjazdu. Nie chciał się narzucać, mimo że był podekscytowany. Znajomy jednak milczał, skupiając się na jeździe. Prowadził samochód pewnie. Przejechali tak kilka kilometrów.
– Po naszej rozmowie – odezwał się w końcu George – jak ci już wspominałem, spędziłem kilka godzin, starając się dowiedzieć czegoś na temat zniknięcia twojej dziewczyny. Jeżeli pozwolisz, nie będę wchodził w szczegóły, z kim rozmawiałem i jak udało mi się zdobyć garść informacji.
– Ależ oczywiście. Nie będę cię o nic pytał. Chcę ci podziękować, że tak szybko się tym zająłeś – odpowiedział Marc.
– Muszę przyznać, że trochę się w tym pogubiłem.
– Czasem bywa i tak. Jak ci już mówiłem, potwierdziła się informacja, że Monik po przylocie do Klagenfurtu odjechała z lotniska z dwoma mężczyznami. Pojechali w kierunku Grazu.
Z tego co wiem, minęli to miasto i dojechali do małej wiosk Sankt Kathrein.
– Ładna nazwa, jednak nic mi nie mówi – skomentował Marc.
– Szczerze mówiąc, mnie dotychczas również nie mówiła.
Sankt Kathrein to niewielka wioska, ukryta w górach. Kościół, kilka hotelików. Jak w prawie każdej miejscowości w Austrii.


Kilkadziesiąt domów. Nic nadzwyczajnego, poza oczywiście nieodpartym urokiem. Życzliwi dla turystów Austriacy. Hm, poza tym niewiele mogę na ten temat powiedzieć. Wcześniej nie spotkałem się z tą miejscowością w kontekście spraw, z jakimi przyszło mi się zajmować.
– Dlaczego więc pojechali do tej właśnie miejscowości? – zapytał Marc.
– Pewnie gdybym to wiedział, wszystko byłoby już jasne.
– Masz jakieś przypuszczenia?
– No cóż, może po prostu wybrali to miejsce, aby się ukryć.
Może właśnie dlatego, że jest jak każde inne. Dziwi mnie tylko...
– Co? – przerwał mu Marc.
– Dziwi mnie, co powiedział mi mój informator – że pojechali do kościoła. I że już z niego nie wyszli. Zarówno dziewczyna, jak i towarzyszący jej mężczyźni.
– Do kościoła? Rzeczywiście dziwne – Marc po raz kolejny zdumiał się tą informacją. Co z tym wszystkim ma wspólnego kościół?
– Zapomniałem ci jeszcze powiedzieć, że informację o ich podróży dostałem w takiej wersji, że ich wyprawa do Sankt Kathrein nie odbyła się prosto z lotniska, tylko później. Gdzie pojechali najpierw, tego nie wiem. Nie udało mi się ustalić. I jeszcze jedno. W tej podróży do kościoła towarzyszył im jeszcze jakiś młody mężczyzna, który nie wyglądał na znajomego tych dwóch. Wyglądało na to, że raczej znajdował się w sytuacji podobnej do twojej dziewczyny.
– Również był osobą uprowadzoną?
– Też tego nie wiem, ale na pewno nie był zaprzyjaźniony z tymi ludźmi.
Marc zamilkł. Zastanawiał się chwilę.
Samochód wyjechał na autostradę w kierunku Grazu.

sobota, 3 października 2015

Dominacja Niemiec - obecny boom gospodarczy, może być ich ostatnim

To mogą być ostatnie lata prosperity naszego zachodniego sąsiada. Pomimo dobrych wyników gospodarczej i silnej pozycji politycznej, w Niemczech powoli tyka bomba zegarowa, która gdy odpali doprowadzi do pogorszenia się sytuacji w RFN. 

Ostatnie lata przyzwyczaiły nas do tego, że Niemcy ponownie podniosły głowę a cała Europa ponownie musi się liczyć ze zdaniem Berlina. Trwający kryzys gospodarczy, problemy strefy euro a także brak woli politycznej ze strony elit sprawiły, że Niemcy wykorzystały swoją ekonomiczną przewagę by narzucić swoje zdanie słabszym krajom. Politycy straszący swoich wyborców zagrożeniem ze strony Niemiec mogą się przeliczyć, gdyż prognoz dotyczących najbliższych dekad, Niemcy będą powoli tracić na znaczeniu.

Kryzys emigracyjny to swoista zemsta także południowej Europy - pozbawieni środków finansowych na sprawne działania państwa Włosi czy Grecy przepuszczają imigrantów, który z kolei masowo udają się właśnie do Niemiec, sama Angela Merkel musiała ratować swoją pozycję wycofując się z deklaracji przyjęcia dowolnej liczby uchodźców. W tym samym momencie problemy zaczął mieć największy niemiecki producent samochodów, Volkswagen, który został przyłapany na zaniżaniu norm spalania. To może się skończyć nie tylko poważnymi karami dla koncernu, ale też zaszkodzić sprzedaży ich samochodów w wielu krajach, w których konsumenci są bardzo wrażliwi na kwestie związane ze środowiskiem.


Największym problemem Niemiec jest demografia, rząd w Berlinie szacuje, że populacja może do 2060 roku zmniejszyć się z 81 do zaledwie 67 milionów ludzi. Sprzyja temu ucieczka z terenów byłego NRD skąd regularnie wyprowadzają się kolejne grupy mieszkańców, powoli zaczyna więc brakować klientów zakładów usługowych i gabinetów co z kolei powoduje ich zamknięcie. Koło się zamyka, pozbawieni odpowiednich usług wschodni Niemcy decydują się na przeprowadzkę a miasteczka i wsie pustoszeją. Starzejące się społeczeństwo czeka wkrótce kolejny problem. Brak rąk do pracy, ale też kurczące się zasoby intelektualne, mniejsza dynamika i kreatywność, co w czasach wymagających reguł gry globalnej gospodarki może być gwoździem do trumny niegdyś gospodarczego lidera całej Europy. Słaba gospodarka to mniejsze możliwości polityczne, mniej wpływów, mniej możliwości. A kto wejdzie na miejsce Niemiec?
źródło: Telegraph.co.uk


piątek, 2 października 2015

Wielka autostrada od Londynu aż po Nowy Jork, czy Rosja boi się Jedwabnego Szlaku?

Samochodem przez Europę, Syberię, Wschodnią Azję aż na Alaskę, potem Kanada, USA i prosto do Nowego Jorku - tak ogromna autostrada byłaby jednym z największych przedsięwzięć w historii ludzkości, czy ma ona w ogóle szanse powstać? 



Pomysł zbudowania autostrady wyszedł od prezesa rosyjskiej firmy... kolejowej, Władymira Jakunina, który zaproponował powołanie inwestycji o nazwie Trans-Eurasian Belt Development (TEPR). Droga nie powstawałaby rzecz jasna zupełnie od zera, korzystałaby bowiem z istniejącej już sieci dróg otaczających kluczowe dla projektu aglomeracje, jednak i bez tego wymagałoby to budowy tysięcy kilometrów nowych odcinków, przede wszystkim na terenie Rosji i Ameryki Pólnocnej. 

Według proponowanego projektu autostrada miałaby biegnąć wzdłuż linii Kolei Transsyberyjskiej, później, konstruktorzy staną przed nie lada wyzwaniem - Cieśniną Beringa, przez którą zapewne będą chcieli zbudować most. Przez setki kilometrów droga biegłaby przez kompletnie niezamieszkane terytoria, przez góry i lasy gdzie z trudnością idzie doszukać się jakichkolwiek ludzkich osiedli. 

Według CNN wyruszając z Londynu do Nowego Jorku musielibyśmy pokonać 12 910 mil, jeśli zaś przyjmiemy, że najwyższa dopuszczalna prędkość na autostradach w USA wynosi 85mph, możemy policzyć, że podróż zajęłaby prawie 152 godziny, czyli blisko tydzień nieprzerwanej jazdy. Co więcej to nie ma być jedyny projekt, autostrada ma być częścią poważniejszej inwestycji zakładającej także budowę superszybkiej linii kolejowej, również łączącej Londyn z Nowym Jorkiem. 

Pojawia się pytanie, kto miałby to sfinansować i czy przypadkiem kwota, którą trzeba by było wydać nie byłaby niższa gdyby zbudować podobną trasę, ale na dnie Atlantyku? Przynajmniej będzie bliżej...

czwartek, 1 października 2015

Co w 1890 przepowiedział Władca Świata? Czy przytoczona przez Antoniego Ossendowskiego proroctwo właśnie się spełnia?

Przytoczona przez Ossendowskiego przepowiednia opowiadać ma o wielkich wojnach, które przyniosą nędzę wielu ludom. Czy mówił o Wojnach Światowych? Czy wizja ta dotyczy naszej przyszłości czy też wszystko to miało już miejsce?

Antoni Ossendowski

Antoni Ferdynand Ossendowski to jedna z najbarwniejszych, ale i najbardziej enigmatycznych postaci XX wieku. Jego barwne przygody, domniemana działalność szpiegowska a później również twórczość literacka z pewnością zasługują na bliższą uwagę czytelników. Jego życiu towarzyszyło jednak wiele tajemnic, z których wiele Ossendowski zabrał ze sobą do grobu, jedną z nich jest historia tajemniczego Władcy Świata.

Władca Świata, opisany w opisującej jego podróż z Syberii, przez Tybet i Mongolię do Chin i Japonii jest postacią, która pojawia się w tybetańskich tradycjach i legendach. Ma on od setek lat władać podziemnym królestwem i stamtąd potajemnie wpływać na losy świata. O Władcy Świata będziemy jeszcze na blogu pisać, istotne jest jednak to co przepowiedział on tybetańskim i mongolskim lamom odnośnie przyszłości Europy jeszcze w 1890 roku. W książce Ossendowskiego "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów" można przeczytać następujące słowa, zastanówmy, czy proroctwo to właśnie się nie spełnia?

" Ludzie coraz bardziej będą zapominali o swojej duszy, troszczyć się zaś będą tylko o ciało. Wielki grzech i rozpusta zapanują na ziemi. Ludzie zaczną pożądać krwi i śmierci braci. Przygaśnie półksiężyc, a czczący go będą żyli w poniewierce, męczarniach, nędzy i nieustającej wojnie. Wrogowie ich poniosą klęskę od ludzi słońca, lecz nie staną się lepsi i spotka ich powtórna klęska na wojnie, która się skończy hańbą w oczach innych ludów. Spadną korony z głów wielkich i małych mocarzy... Widzę osiem koron, które rozprysły się w proch. Widzę bitwy wszystkich ludów, nawet morze i powietrze będą szkarłatne od krwi. Runą państwa, zginą ludy. Przyjdą głód, mór, zbrodnie, jakich nie znał dotychczas świat.  Nastąpią czasy wrogów boskiego ducha w człowieku. Czterysta milionów ludzi zostanie wydanych na głód i zgubę. Ludy zaczną koczować, ścigane przez śmierć... Zginą muszą trzy największe, najpiękniejsze miasta. Rozpadną się rodziny, zaginie prawda i miłość."

Powyższa przepowiednia rodzi wiele pytań - czy to co zostało przepowiedziane już miało miejsce czy też dopiero nastąpi? Czym są "ludzie słońca"? Do kogo należy "osiem koron, które rozprysły się w proch"?
- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf