środa, 25 maja 2011

Osama - wielkie kłamstwo

Na portalu YouTube umieściłem polskie tłumaczenie bardzo interesującego materiału dotyczącego domniemanej śmierci Osamy Bin Ladena i płynących z tego konsekwencji.





Autor komentarza, James Corbett jest niezależnym dziennikarzem, autorem strony CorbettReport.com.

Zobacz także:

Internet wrogiem władzy?

Rozpoczęła się wojna w Internecie. W imię bezpieczeństwa następuje eskalacja ograniczeń nawiększego cywilizacyjnego osiągnięcia: dostępu do informacji i swobodnej wymiany myśli. Czy Internet staje się wrogiem władzy? 

W Polsce zrobiło się głośno o ,,wizycie” Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w domu jednego z internautów, prowadzącego satyryczną, jego zdaniem, stronę o polskim prezydencie. Satyra się skończyła, kiedy z całą powagą w drzwiach pojawiło się ABW. Fakt wkroczenia jednostki, która na co dzień zajmuje się o wiele poważniejszymi przestępstwami, do mieszkania przeciętnego 25-latka pokazuje, że sieć przestaje być obszarem nieskrępowanej wolności. Co więcej, czy zastosowana socjotechnika ,,zbrojnej interwencji” gasić ma jedynie próbę obrażania najwyższego urzędu w państwie? Co ona symbolizuje, skoro chłopaka można było przecież wezwać na posterunek policji. 

Zainteresowanie władzy Internetem, jako ostatni trend, jest widoczne nie tylko w Polsce, ale i w całym świecie. Ostatnie wydarzenia na Bliskim Wschodzie nauczyły nas dwóch rzeczy. Pierwszą jest doświadczenie ogólne, że potencjalnie dożywotni i cieszący się wieloletnim poparciem ,,władca”, nie może być pewien swojej pozycji, bowiem w myśl zasady, iż każdy cesarz ma swojego Brutusa, a narzędzia zawsze się znajdą, jest on zależny od tego, jak długo możni i wpływowi tego świata będą uznawać go za przydatnego. Drugą rzeczą jest to, że nawet jeśli w jednym miejscu rewolucje mogą zostać wzniecone, to dzięki użyciu Internetu i nowoczesnych środków komunikacji miejsce gdzie je zainspirowano może być gdzie indziej. Internet w tym kontekście zaczął odgrywać rolę narzędzia do skutecznej politycznej komunikacji. Czy obawa o wzniecanie niekontrolowanych niepokojów motywuje władze i ośrodki politycznego wpływu, by poddać kontroli nie tylko korespondencję wysyłaną pocztą, ale również rozmowy telefoniczne, rachunki bankowe i wiele innych aspektów życia swoich obywateli w tym Internetu właśnie? Czy coś, o czym jeszcze niedawno mówiło się, że jest najlepszym obszarem masowej społecznej inwigilacji, stało się przez władzę trudne do zaakceptowania? Tylko dlatego, że wymyka się spod kontroli? Kiedyś grzebano w śmieciach, by dowiedzieć się czegoś o podglądanym wrogu. Dziś robi się to równie nieoficjalnie ,,grzebiąc” w jego telefonie i komputerze. Tyle tylko, że po ,,grzebaniu” w śmieciach pozostawał na rękach smród, a po inwigilacji wspomnianych elektronicznych urządzeń jedynie drobny pyłek kurzu na białych rękawiczkach.

Coraz częściej docierają do nas komunikaty, mówiące o kolejnych próbach wprowadzenia kontroli sieci. Szczególne znaczenie może mieć zbliżający się szczyt grupy G8, a zwłaszcza zainicjowany przez Nicolasa Sarkozy’ego specjalne forum technologiczne e-G8 forum. Samo forum, choć oficjalnie przyświecają mu szczytne idee, może mieć również negatywne konsekwencje. Zapowiadane są protesty internautów chcących bronić Internetu przed zakusami władzy. Z jednej strony zaproszeni zostali twórcy Google’a, Facebooka czy Wikipedii, z drugiej jednak są to firmy niejednokrotnie oskarżane o zbieranie informacji o swoich użytkownikach lub cenzurowanie treści. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że siedziby tych największych internetowych przedsiębiorstw znajdują się na terenie Stanów Zjednoczonych, gdzie obowiązuje kontrowersyjny Patriot Act

Jako główne zagadnienia wytrychy, których używają politycy, by przeforsować przygotowywane przez siebie ograniczające regulacje możemy wymienić trzy najważniejsze: pedofilia, prawa autorskie i terroryzm. O ile powodu, dlaczego pedofila ma być ścigana przez prawo nie trzeba tłumaczyć i w szlachetne intencje wątpić, o wiele bardziej kontrowersyjne są dwa pozostałe uzasadnienia. Na szczycie e-G8 można się spodziewać silnego przedstawicielstwa ze strony ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). Porozumienie, w skład którego wchodzi śmietanka najbogatszych krajów świata, postawiło sobie za cel wprowadzenie regulacji chroniących prawa autorskie. Te niby szlachetne pobudki w istocie jednak stanowić mogą zagrożenie dla podstawowych wolności obywateli. Szczególnie interesujące bowiem wydaje się być zaangażowanie rządów akurat w tych kwestiach, w których państwo nie czerpie dla siebie bezpośrednich korzyści. Dostrzeżenie tego faktu może prowadzić to do wniosku, że prawa autorskie stanowią jedynie listek figowy służący radykalnym ograniczeniom w sieci. 

Trzecie najważniejsze zagadnienie-wytrych, to terroryzm. To właśnie zagrożenie terrorystyczne było powodem, dla którego jak podawali przedstawiciele administracji George’a W. Busha, wprowadzono wspomniany już Patriot Act. Wydany przez Busha dekret umożliwia służbom amerykańskim śledzić obywateli, ich maile, konta oraz gromadzić na ich temat informacje. Dziś, gdy nowym straszakiem wydają się być opublikowane przez Wikileaks na kilka dni przez rzekomym zabiciem Osamy Bin Ladena zeznania więźniów z Guantanamo, wydaje się, że przyszedł czas na analogiczny dokument w Europie. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że w zeznaniach owych grożono, że do ataku terrorystycznego dojdzie gdzieś na terenie Europy. Patrząc na determinację Nicolasa Sarkozy’ego, zaostrzenie działań w kierunku inwigilacji i ograniczeń swobód wydaje się być nieubłagane. 

Jakkolwiek George Orwell w swoim słynnym „Roku 1984” nie przewidział istnienia Internetu, to z istnieniem Wielkiego Brata trafił on niestety w samą dziesiątkę. Jesteśmy, jak się okazuje, podglądani i inwigilowani. Co ciekawsze a właściwie smutne, informować nas o tym musi zewnętrzna instytucja czyli Komisja Europejska, która w raporcie opublikowanym 18 kwietnia 2011 roku wskazuje, że polscy obywatele są jednymi z najbardziej inwigilowanych obywateli krajów należących do Unii Europejskiej. Na pytanie: czy wynika to z niedojrzałości naszych tajnych służb, ich rozpasania czy też permanentnie toczonej “awantury politycznej” trudno jednoznacznie odpowiedzieć. W kontekście historycznej refleksji można stwierdzić, iż do dwóch najstarszych zawodów świata prostytucji i polityki powinno się z pewnością dodać jeszcze jeden: szpiegostwo. Towarzyszy nam ono od zarania cywilizacji, od zawsze. Z tą jednak uwagą, iż zarówno prostytutki nierzadko, a szpiedzy zawsze, służą politykom a nie odwrotnie. Bez wątpienia również, i jedne i drudzy stoją za ich licznymi upadkami, gdy zmienia się opcja rządząca lub ktoś obficiej ,,sypnął groszem”.

Wracając do Internetu. Próby porządkowania sobie sieci, które widać również w Polsce, póki co się nie udają. W wielu krajach jednak próby te są wciąż ponawiane. W Polsce rozmowy z rządem wciąż trwają. W Hiszpanii obowiązuje od niedawna prawo zwiększające zakres ingerencji rządu w sferę sieci (co ciekawe poparte zarówno przez rządzącą koalicję jak i opozycyjną Partię Ludową). Natomiast w Stanach Zjednoczonych pomimo niedawnej porażki ustawy COICA w Kongresie próbuje się po raz kolejny przeforsować kontrolę sieci - tym raz pod nazwą PROTECT IP.

Pomimo faktu, że internauci coraz sprawniej się organizują i walczą o swoją wolność prawdopodobne jest, że swoboda zostanie łatwo sprzedana w imię bezpieczeństwa. Opinię publiczną najlepiej wówczas postraszyć „czarnym ludem”. Co rusz pojawia się jakiś motyw zastraszenia. O zagrożeniu dla niemieckich elektrowni atomowych już słyszeliśmy. Co więcej może stać się powodem do paniki podobnie jak rozpowszechniana informacja, że „zabicie” Osamy Bin Ladena będzie powodem ataków terrorystycznych na terenie Europy? Tylko czy bomby faktycznie podłożą terroryści z Al-Kaidy albo innej muzułmańskiej organizacji? A jeżeli już je podłoża, to z czyjej inspiracji? 

Czyim interesom służy nakręcanie atmosfery strachu, a co za tym idzie zwiększenie wpływu na Internet i chęci jego kontrolowania? Kto na tym może zarobić i co uzyskać? Podobnie na panice wokół świńskiej grypy zarobiły już koncerny farmaceutyczne, choć umarło na to mniej ludzi niż mogłoby nam się wydawać biorąc pod uwagę medialny szum, jaki towarzyszy od lat. We współczesnym świecie przecież nic nie odbywa się już bez tych, którzy zarabiają i bez tych, na których zarabiają ci pierwsi. 

Naiwnością byłoby przecież myślenie, iż na tych wszystkich ograniczeniach, zbrojeniach nikt z góry wytypowany nie zarabia. Wojna toczona oko w oko, na której zarabiał Stanisław Wokulski bohater ,,Lalki”, zastępują dziś ,,zbrojenia” przeciwko tym, którzy podkładają bomby. Biblijny Raj jest mało inspirujący, bowiem nie bardzo wiadomo jak na nim zarabiać. 

Czy unijna dyrektywa, która nakazała wszystkim dostawcom Internetu na terytorium Unii Europejskiej zapisywanie danych listów elektronicznych oraz rozmów wykonywanych za pośrednictwem sieci (VoIP) zwiększyła faktycznie nasze bezpieczeństwo? Wszak motywowana była bezpośrednią reakcją na zamachy bombowe w Londynie z 2005 roku. Czy terrorysta biegający z przywiązanym do nogi dynamitem, ogłasza się w necie i dokonuje w nim zakupów? Ile będzie kosztować analiza każdego słowa by doszukać się słowa zamach? Ile i kto na tym zyska?

Gdy pętla się zaciśnie, możemy w efekcie stracić szansę na swobodny dostęp do informacji, największego naszego cywilizacyjnego osiągnęcia. Co ważniejsze, możemy stracić prawo wyrażania niczym nie skrępowanych poglądów. Poglądów, których efektem może być poznanie, co tak naprawdę się dzieje.

sobota, 14 maja 2011

Złoto III Rzeszy

Światowe trendy wskazują, że złoto wraca do łask. Czy ktoś jednak pamięta gdzie podziało się złoto Hitlera?

Steve Forbes stwierdził niedawno, że w ciągu najbliższych pięciu lat możemy się spodziewać nowej amerykańskiej waluty. Co więcej waluta ta, jak twierdzi, może być oparta na złocie. Jeśli zapowiedzi Forbesa, który jest na pewno dobrze poinformowany, są prawdziwe to znajdziemy się w zadziwiającej sytuacji. Okaże się bowiem, że okres ostatnich kilkudziesięciu lat, w którym coraz bardziej odchodzono od oparcia waluty na jakimkolwiek kruszcu, był czasem zupełnie straconym. Zdumienie budzi teza Forbesa, gdyż w wielu krajach Zachodu znacznych rezerw tego cennego kruszcu po prostu się pozbyto.

Czy zrobiono to z rzeczywistych przyczyn ekonomicznych czy na czyjeś wyraźne żądanie? Czyżbyśmy zaczęli lekceważyć fenicki wynalazek? Właściwe pytanie, wszak w momentach kryzysowych kiedy ziemia zaczynała im się palić pod stopami., to właśnie złoto zabierali ze sobą różnego rodzaju dyktatorzy. Tak zresztą całkiem niedawno zrobiła choćby żona byłego prezydenta Tunezji, Zin el-Abidina Ben Alego, która zanim uciekła z kraju, zabrała ze sobą 1,5 tony złota. Analogicznie uczynili 70 lat temu przywódcy III Rzeszy, w momencie kiedy Armia Czerwona była już u bram Berlina i było jasne, że wojna jest przegrana. W tym czasie z obszaru III Rzeszy „zniknęło” całe złoto, jakie zgromadzili naziści przez lata swoich rządów. Grabione przez sześć lat skarby całej Europy przepadły i nikt nie wie, co się z nimi stało. Nikt nie wie lub nie chce wiedzieć. Do tej pory szwajcarskie banki również, mimo ostatnich moralnych manifestacji, nie chcą ujawnić, ile pieniędzy znajduje się na kontach założonych przez Hitlera i jego towarzyszy jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej.

Nie wiadomo również, co stało się ze sporą częścią niemieckiej floty łodzi podwodnych. Po prostu przepadły. Zaraz po wojnie niejednokrotnie pojawiały się doniesienia na temat ich obecności u wybrzeży Ameryki Południowej, które były bagatelizowane. Niewykluczone, że niemieckie U-booty z najbardziej wiernymi i zaufanymi żołnierzami Hitlera opuściły wybrzeża Europy razem z potężnymi rezerwami złota, by w ten sposób mieć fundament pod budowę IV Rzeszy. W sytuacji gdy bankrutujące państwa Zachodu zdecydują się wprowadzić złotą walutę, można nieśmiało stwierdzić, że władzę i wpływy będzie mieć ten, kto zachowa tego złota najwięcej.



poniedziałek, 9 maja 2011

Zakon Rycerzy Wewelsburga – w dążeniu do władzy absolutnej

Bin Laden nie żyje. Powoli przyzwyczajamy się do tej myśli. Cały świat, a przynajmniej jego zachodnia część zastanawia się kiedy nastąpi zemsta? Czy w jej wyniku zginie kilkaset lub nawet kilka tysięcy ludzi? Ja zastanawiam się czy i kiedy, idąc za zwolennikami terrorysty, wystawi mu się pomnik lub otworzy muzeum tłumacząc, że to ku przestrodze? Niemożliwe? A no możliwe.

W czwartek 15 kwietnia ubiegłego roku otwarto muzeum poświęcone zbrodniczej hitlerowskiej organizacji SS. W wyniku jej działania zginęło nie tysiące a miliony ludzi. Zbiory muzeum ukazują historię liczącej ponad milion członków przybocznej gwardii Adolfa Hitlera – i jej wodza Heinricha Himlera, którego osobisty dziennik zdobi starannie przygotowaną wystawę. Na liczącej tysiąc eksponatów wystawie znajdują się dwa „pierścienie z czaszką”, które otrzymywali starsi stopniem oficerowie. Na srebrnych obręczach wygrawerowano podpis Himmlera, a także czaszkę, swastykę i runę Sig, szczególnie rozpoznawalny symbol SS. Gdzie nasi zachodni sąsiedzi pokazali światu tę wystawę? No właśnie, i tu cały dodatkowy skandal. Na zamku w Wewelsburgu, w którym Niemcy modlili się do swych bogów o zwycięstwo, a po wojnie dla zatuszowania historii tego miejsca zorganizowali w nim schronisko młodzieżowe. 

Zamek Wewelsburg imponująca, siedemnastowieczna rezydencja znajdująca się na szczycie wzgórza na południe od Hanoveru w środkowych Niemczech, odgrywała kluczową rolę w historii SS. Himmler wynajął go na ponad 100 lat w roku 1934, zaraz po tym jak partia nazistowska doszła do władzy, z zamiarem przekształcenia go w ośrodek szkoleniowy dla elity oficerów SS. Z czasem snuł on coraz ambitniejsze plany przejęcia okolicznej wioski i zbudowania stolicy dla SS, z zamkiem jako „centrum nowego świata” po osiągnięciu „ostatecznego zwycięstwa”.

foto Orwellsky
Zakon Rycerzy Wewelsburga, był marzeniem Heinricha Himmlera, który pragnął utworzyć nowy, germański zakon. W tym celu między innymi odwoływał się do tradycji Zakonu Krzyżackiego. Nieopodal miasta Paderborn, w połowie drogi między Kolonią a Brunszwikiem, znajdowały się ruiny średniowiecznego zamku Wewelsburg. To właśnie to miejsce Himmler upatrzył sobie na siedzibę kierownictwa SS. W zamku przygotowano specjalne apartamenty dla dygnitarzy organizacji. Ich nazwy wywiedziono od sławnych postaci historycznych. Reichsfuhrer SS dla siebie wybrał apartament Henryka I. Wybudowano wielką komnatę o długości 35 i szerokości 15 metrów, w której miały odbywać się spotkania najwyższych rangą członków organizacji. W podziemiach utworzono sanktuarium zakonu, miejsce kultu krwi, gdzie organizowano tak zwane Bluttaufe (chrzty krwi), rytuały towarzyszące przyjęciu każdego młodego adepta. Na wybór miejsca wpływ miała podobno legenda głosząca, że przyszłemu atakowi ze wschodu oprze się tylko jeden zamek w Westfalii. Okazało się, że najmocniejsze mury ma właśnie Wewelsburg.



Dla Adolfa Hitlera


foto Orwellsky
Nie wszyscy naukowcy uważają słowo „zakon”, przyjęte na nazwę organizacji, za trafione. Podkreślają oni na przykład, że Himmler i jego współpracownicy byli szczególnie zafascynowani postaciami Henryka I czy Henryka Lwa, zaś sam szef SS postrzegał siebie raczej jako kontynuatora ich tradycji niż wielkiego mistrza. Z drugiej strony profesor Gebhardt, jeden z bliskich przyjaciół Himmlera, uważał, że ten widział się mistrzem zakonu, który posiadał tylko jedną regułę – Adolfa Hitlera. Słowa te podkreślają religijną wręcz zależność Himmlera od Hitlera, którego chciał być rycerzem i obrońcą. Zdaniem Himmlera członkowie SS byli kontynuatorami tradycji rycerskich. Stąd niezmiernie ważna była dla niego zewnętrzna oprawa. Wprowadzono specjalne odznaki, które miały podkreślić znaczenie władzy SS oraz stworzyć atmosferę tajemniczości i mistycyzmu. Szefowie organizacji mogli należeć do jednej z trzech kategorii. Do każdej przypisane były specjalne insygnia: odznaka, kordzik i herb. Najmniej ważnym, choć równie pożądanym, był srebrny pierścień z emblematem trupiej czaszki.



Rycerze z piekła rodem 

Najwyższymi dostojnikami SS było dwunastu obergruppenfuhrerów. Każdy z nich miał własny, specjalnie zaprojektowany herb. Himmler w swoim postępowaniu opierał się na micie o celtyckim królu Arturze, który ucztował i odbywał narady ze swoimi dwunastoma najdzielniejszymi rycerzami. W wielkiej komnacie w Wewelsburgu ustawiono dębowy stół dla niego i jego wybrańców. Wokół znalazło się miejsce dla oznaczonych tarczami z herbami i nazwiskami każdego z „rycerzy” foteli. Pod północną wieżą zaprojektowano także sanktuarium z marmuru. W środku, na podwyższeniu, płonął wieczny ogień – miały być w nim palone “rycerskie” herby. Dookoła stało dwanaście grobowców, a pośrodku najważniejszy – należący do samego Himmlera. Wentylacja we wnętrzu nie była najlepsza, stąd w czasie ceremonii wypełniał je dym, który sprawiał wrażenie obcowania z duchami zmarłych. Himmler nakazał również dygnitarzom z kierownictwa SS odbywać specjalne ćwiczenia duchowe i niemal okultystyczne ceremoniały, w czasie których mieli odczuwać łączność z przodkami i czerpać z niej inspirację oraz siłę wewnętrzną niezbędną do realizacji wyznaczonego im posłannictwa.

foto Orwellsky
27-letni historyk, który pomagał zaprojektować stałą ekspozycję, twierdzi, że trzymające pochodnie statuy lub strażnicy SS stali najprawdopodobniej na tych podestach. Obalił on jednak mit spopularyzowany przez jedną z niemieckich gazet, jakoby Himmler odprawiał w pełnej echa krypcie dziwne pogańskie rytuały. „Nie można tego udowodnić naukowo” - stwierdził. Nie można podobnie jak nie można zapewne głośno powiedzieć o próbie tuszowania historii, o której niemiecka prasa wolała milczeć. 



Czy idea Himlera umarła razem z nim?

Wojna się skończyła, a jej wynik wymagał wytyczenia perspektywy dla wszystkich zawiedzionych. Właśnie na taki grunt trafiła ideologia kontynuowania pomysłów Himmlera. Czy zatem ponownie wybrano współczesnych, nowych rycerzy? Czy w tajemnicy werbowano członków, a organizacja rozwijała się? Mogła zarabiać na handlu bronią i kontroli możnych tego świata. Zaczęła osłabiać pozycję tych, których zakon postanowił zneutralizować. Wpływano na losy świata ukrywając się za plecami terrorystów? Cel był jeden - zbudowanie w Europie potężnego porozumienia, będącego konsekwencją tworzenia od setek lat koncepcji zastąpienia wartości chrześcijańskich i wiary w Boga nową doktryną

Kiedyś instrumentem działania były zaplanowane wcześniej wojny, dziś zaś opierają się one na wpływie uzyskiwanym na przykład poprzez uzależnianie poszczególnych krajów od dostaw energii. „Cienie” pilnujące grobu Chrystusa zastąpiono cieniami pilnującymi swoich interesów. Czy ta historia jest nierealna? Z całą pewnością, podobnie jak 27-letni naukowiec należy stwierdzić, iż naukowo jest ona nie do udowodnienia. 

środa, 4 maja 2011

Dla tych, którzy wierzą w cuda

fot. Abdul Rahman bin Laden
Tego wydarzenia nie można nie skomentować. Śmierć bin Ladena wymaga z pewnością wyważonej opinii, gdyż sama w sobie jest potwierdzeniem, iż nie istnieją jedynie białe lub czarne rozwiązania.

To, co się stało, w kontekście chrześcijańskim tak bardzo naganne, zadośćuczyni bez wątpienia, podążając za kodeksem Hammurabiego, wielkiej tragedii z 11 września. Zastanawiam się tylko - co się nagle stało, że uśmiercono żyjącego od kilku lat w niezłej rezydencji człowieka, który wydawać by się mogło winien siedzieć w jaskini ukrytej głęboko w górach?

Człowieka „straszaka”, dzięki któremu wydano miliardy dolarów płynących w wytypowane z góry ręce. Przez którego inwigilowano i zinwentaryzowano miliony ludzi, przewijających się przez amerykańskie lotniska.

Czy teraz spiszemy wszystkich Europejczyków, skoro terroryści mają odpalić w Europie bombę atomową? Czy o to chodzi? Czy winniśmy naprawdę wierzyć, że w dobie technologii, która pozwala z kosmosu znaleźć igłę w stogu siana amerykański wywiad, pełen prawdziwych geniuszy, po 10 latach dostąpił cudu oświecenia? Jaki związek ma śmierć terrorysty z wydarzeniami w Libii i innych krajach? A może rozpoczęła się już kampania wyborcza w stylu Alfreda Hitchcocka, w której to zaczęło się od trzęsienia ziemi i teraz napięcie zacznie narastać. Cenię Amerykanów wyżej i dlatego uśmiecham się czytając te światowe rewelacje dla naiwnych.

niedziela, 1 maja 2011

Europa po wojnie

Wraz z upadkiem III Rzeszy nie upadły koncepcje stworzenia na kontynencie nowego, antychrześcijańskiego ładu. 



Pozornie wydaje się, że wszyscy hitlerowcy popełnili samobójstwa albo zostali straceni, zmarli w więzieniu albo gdzieś się ukryli. Wszystko to prowadzi do wniosku, że w 1945 roku umarły poglądy tych niebezpiecznych ludzi. Wydawać by się mogło, że Hitler popełnił samobójstwo i na tym historia ideologii kultów jednostki się skończyła. Rozpoczęła się nowa, bezkompromisowa wojna o wpływy, Europa nie była już Europą sprzed wojny. Do gry weszły Stany Zjednoczone z masą własnych, znakomicie przeszkolonych agentów. Zaczęły ingerować w kluczowych sytuacjach w losy niektórych krajów i reżyserować je. W Rosji mordowano miliony ludzi, a między częścią faszystowskich ideologów a rosyjskich dyktatorów i zapewne amerykańskich outsiderów władzy powstała zmowa. Wiele lat temu twórcy obu systemów doszli do wniosku, że ich ostatnie doświadczenia wyraźnie pokazały, że wzajemne wyniszczanie się nie ma sensu, natomiast bezkolizyjna współpraca może doprowadzić do dominacji nad światem. Odżył zawarty przed wojną pomysł zmodyfikowanego paktu Ribbentrop-Mołotow. Twórcy nowej koncepcji uwierzyli, że sojusz obu wielkich krajów jest nie tylko pomysłem na zrealizowanie ideologii nowego ładu w Europie, ale i na świecie. Co gorsza, wiem, że w owym „spisku” wzięli udział również odsunięci od władzy i wpływów agenci amerykańskich służb specjalnych. By zrealizować swoje zamierzenia, potrzebowali czasu, pieniędzy i przyszłych wykonawców, którzy już po ich śmierci doprowadziliby plan do końca.

Oni sami wierzyli, że odrodzą się ponownie w nowym, stworzonym przez siebie świecie. Wierzyli w świadomą reinkarnację. Potrzebowali wykonawców, którzy pod ich wpływem doprowadzą do realizacji ideologii alternatywnych dla chrześcijaństwa, również poprzez sojusz Niemiec i Rosji, także przy udziale wielu innych wpływowych osób.

Ci ludzie szukają nieograniczonej władzy. Potrafili wymordować miliony ludzi dla swoich chorych planów. Dlaczego więc nie mieliby zaryzykować kolejnej katastrofy dla spełnienia szalonych idei?

Żeby je zrealizować potrzebowali pieniędzy i ludzi. Początkowo postanowili sfinansować swoje pomysły, wykorzystując zrabowane skarby III Rzeszy. Później zaczęli do nich dołączać różni, zwabieni perspektywą udziału w nieograniczonej władzy, milionerzy. Ich liczba wzrosła po obaleniu Muru Berlińskiego. Stworzyli ogromny mechanizm wpływów – ludzi zorganizowanych w tzw. Zakon Rycerzy Wewelsburga.



wtorek, 19 kwietnia 2011

Co wiemy o śmierci Hitlera?

Świat obiegła informacja na temat ujawnionych przez FBI dokumentów, według których przywódca III Rzeszy dokonał swojego żywota w Argentynie długo po zakończeniu II Wojny Światowej.
 
W zasadzie od zakończenia II Wojny Światowej po świecie krążyły bardziej lub mniej potwierdzone informacje na temat domniemanej śmierci Hitlera, podważano oficjalną wersję wydarzeń. Przez wiele lat powszechnie uważano, że Adolf Hitler i Ewa Braun popełnili samobójstwo. Przekonanie to opierało się na zeznaniach tych osób, które znajdowały się w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy. Na odgłos strzału mieli oni wejść do gabinetu Hitlera.
 
Według zeznań kamerdynera Lingego, potwierdzonych przez Axmanna i Günschego, adiutanta wodza, Hitler i Ewa Braun siedzieli na sofie. Pistolet miał leżeć na podłodze u stóp mężczyzny. Z prawej skroni Hitlera miała wyciekać krew. Na stoliku obok można było dostrzec ampułki z trucizną. Ewa Braun, leżąca z podkulonymi nogami na kanapie, miała przegryźć jedną z nich… Podobno zapach cyjanku potasu w pomieszczeniu był wyjątkowo silny. Wydawało się oczywiste, że Hitler strzelił sobie w głowę, zaś Ewa, na której ciele nie było ran, połknęła truciznę. Ciała zawinięto w koce, wyniesiono z gabinetu i przekazano dwóm oficerom SS, którzy zabrali je w stronę zapasowego wyjścia z bunkra. Reszta miała się odbyć w całkowitej tajemnicy, dlatego zadbano, aby w korytarzach nie było nikogo. Zwłoki złożono w leju po bombie, oblano benzyną i podpalono.

Skąd pewność, że tak było?

Pojawiły się pewne wątpliwości, co do prawdziwości zeznań świadków – 2 maja walki w Berlinie zostały zakończone. W radzieckiej niewoli znaleźli się Kempka, Linge, Axmann, a więc osoby, które były najbliżej Hitlera, gdy ten miał popełnić samobójstwo. Oczywiście Rosjanie doskonale zdawali sobie sprawę, jak ważni ludzie znaleźli się w ich rękach. Przesłuchania z pewnością były bardzo dokładne.

Obecnie wiemy już na pewno, że Linge kłamał. Jeżeli Hitler strzeliłby sobie w głowę, to ślady krwi musiałyby znajdować się na ścianie. Tak jednak nie było, co doskonale widać na zdjęciach zrobionych przez Rosjan. W 1993 roku ujawniono protokół z sekcji zwłok Hitlera. Zawiera on stwierdzenie, że między zębami wodza znaleziono szkło i że ślady cyjanku potasu odkryto w jego organach wewnętrznych.

Druga sprawa: w Państwowym Archiwum w Moskwie znajduje się fragment czaszki Hitlera. W jej przedniej części widać otwór po kuli. Czaszka jest bardzo zniszczona i nie można w chwili obecnej stwierdzić, czy jest to otwór wylotowy czy wlotowy. Jeżeli prawdziwa jest ta druga możliwość, że jest to otwór wylotowy, to oznacza to, że lufa broni, z której oddano strzał, znajdowała się w ustach lub pod brodą zabitego. Jeżeli jednak jest to otwór wlotowy, to nie może budzić wątpliwości, że strzelał ktoś inny.

Jak więc mogło się to odbyć?


Przeanalizujmy inną wersję wydarzeń. Przyjmijmy, że Linge wszedł do gabinetu Hitlera i zobaczył, iż ten klęczy na podłodze i toczy pianę z ust. W dłoni trzyma pistolet. Cyjanek, który zażył przed momentem, nie zadziałał. Na prośbę wodza Linge wyjął z jego ręki pistolet i strzelił mu z góry w głowę. Następnie ułożył zwłoki na kanapie przy ścianie i wyszedł z pokoju…

Co przemawia za takim rozwojem wypadków?

Hitler brał bardzo dużo leków. Nie powinno to dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę ogromne napięcie, w jakim żył pod koniec wojny. Gdy cyjanek nie zadziałał, nie miał już dość siły, aby do siebie strzelić, i to Linge go dobił. Osoby badające zwłoki zwróciły uwagę na fakt, że odłamki szkła z fiolki z trucizną między zębami, wskazują, że ta została skruszona, a nie przegryziona. Oczywiście można przyjąć założenie, że Hitler mógł rozkruszyć ampułkę w palcach, a następnie wsypać truciznę do ust, należy jednak pamiętać, że cyjanek działa natychmiastowo i Hitler nie miałby czasu, aby sięgnąć po pistolet, włożyć lufę w usta lub przyłożyć ją do głowy i wypalić. Niewykluczone zatem, że Hitler nie popełnił samobójstwa, lecz został zamordowany.

Jeśli chodzi o to, co stało się z Ewą Braun, to kiedy w połowie lat 90. opublikowano wyniki sekcji zwłok kobiety z ogrodu Kancelarii Rzeszy, oczywistym stało się, że nie była to Ewa Braun, lecz osoba, która zginęła na skutek trafienia odłamkami. Wydaje się, że już po jej śmierci przebrano ją w niebieską sukienkę Ewy. Przerobiono też uzębienie tej osoby – powszechnie wiadomo, że badanie uzębienia jest jednym z podstawowych działań podejmowanych podczas identyfikacji zwłok.

Czyżby chodziło o powstrzymanie pościgu za autentyczną Ewą Braun, która żywa opuściła bunkier? Rosjanie początkowo nie podawali do wiadomości, że odnaleźli zwłoki Hitlera i jego żony. 9 czerwca 1945 roku marszałek Gieorgij Żukow, dowódca wojsk, które zajęły schron pod Kancelarią Rzeszy, stwierdził: Nie zidentyfikowaliśmy zwłok Hitlera. Mógł odlecieć z Berlina w ostatnim momencie… Jeszcze 16 lipca Stalin powiedział prezydentowi Trumanowi, że uważa, iż Hitler cały i zdrowy przebywa w Hiszpanii lub Argentynie. Nie sprecyzował jednak, dlaczego tak sądzi.

Należy również wspomnieć, że we wrześniu 1945 roku Rosjanie wydali oświadczenie, w którym twierdzili, że nie odnaleziono śladów ciał Adolfa Hitlera i Ewy Braun.

Co się z nimi zatem stało?

30 kwietnia o świcie wystartował z Tiergarten mały samolot i skierował się do Hamburga. W kabinie miejsce zajęli trzej mężczyźni i kobieta. Ustalono również, że z Hamburga, tuż przed zajęciem portu przez Brytyjczyków, wypłynął duży okręt podwodny. Na jego pokładzie rzekomo znajdowały się tajemnicze osoby, a wśród nich była kobieta… Niewykluczone, że jednym z mężczyzn był Adolf Hitler, a kobietą jego żona – Ewa Braun.

piątek, 15 kwietnia 2011

Archiwum X otwarte!

Ujawnione niedawno dokumenty FBI zdają się potwierdzać wiele tez, które do tej pory uważane były za "teorie spiskowe". 

spekulacje na temat wyglądu Hitlera

Świat obiegła informacja na temat ujawnionych przez FBI dokumentów, według których przywódca III Rzeszy dokonał swojego żywota w Argentynie długo po zakończeniu II Wojny Światowej. Federalne Biuro Śledcze ma ostatnio niezwykły gest jeśli chodzi o odtajnianie sensacyjnych informacji, wokół których narosły tony teorii spiskowych. Jeszcze trochę i wszyscy badacze będą musieli szukać sobie innego hobby!

Co więc mogliśmy się dowiedzieć z ostatnich dokumentów FBI? Otóż przede wszystkim w końcu ujawniono tajemnicę rozbicia latającego spodka w Roswell. Nie minęło dużo czasu, a tu kolejna sensacja - Hitler nie popełnił samobójstwa, lecz dożył końca swoich dni jako miły staruszek gdzieś na argentyńskiej prowincji. Wszystkie tabloidy miały temat dnia, ale nikt się nie zastanowił nad tym dlaczego ujawniono tylko część dokumentów? Co więcej, skoro FBI wiedziało gdzie jest Hitler dlaczego nikt go nie aresztował? Dlaczego nie zainteresowały się nim izraelskie służby, tak jak w słynnej akcji pojmania Adolfa Eichmanna?

Przede wszystkim jednak to “odtajnianie” dokumentów przypomina rzucenie wygłodniałej sforze ochłapu z nadzieją, że na chwilę odwróci to ich uwagę od naprawdę ważnych tematów. Może być też inna przyczyna, po prostu nadszedł już czas by przyzwyczaić opinię publiczną do pewnych skrupulatnie ukrywanych do tej pory faktów i drastycznych zmian, jakie wkrótce nadejdą...


wtorek, 12 kwietnia 2011

Droga do kryzysu

Tylko zastanawiam się gdzie dokładnie. Kryzys został co najwyżej przysypany grubą warstwą propagandy medialnej i taniego pieniądza, ale jak to w życiu bywa prawda wychodzi na jaw. Wystarczy przyjrzeć się temu opracowaniu.

Zestawienie cen pokazuje, że wzrost cen ropy nie przekłada się z rosnącym popytem, a wręcz przeciwnie - widoczny jest wyraźny spadek konsumpcji! Co więcej nawet mainstreamowe źródła, takie jak Financial Times, prognozują szczególnie wysokie ceny żywności w roku 2011.

Proszę zwrócić uwagę, że artykuł pochodzi z 9 marca br., a więc PRZED trzęsieniem ziemi i tsunami w Japonii (skutki dla tamtejszego rolnictwa i żywności są opłakane) oraz PRZED rozpoczęciem operacji „Świt Odyseii” w Libii. Co więc nas czeka obecnie? 

Gdzie się nie rozejrzymy wszystko, może poza domami w Detroit drożeje w zastraszającym tempie. Jeśli więc skończyła się recesja to dlaczego jest tak drogo? Gdy ceny podstawowych produktów osiągną niebotyczną wysokość, a umiejętnie podsycane wewnętrzne konflikty wybuchną ze zdwojoną siłą, osoby takie jak pan Soros będą spokojnie czekać, by w pełni zaprezentować nam czym tak naprawdę jest Nowy Porządek Światowy. 



środa, 6 kwietnia 2011

Bliskowschodni poker

fot. pzado/sxc.hu
Wspaniałomyślne i zupełnie bezinteresowne władze Stanów Zjednoczonych i krajów Europy Zachodniej postanowiły pomóc libijskim rebeliantom.


Gdyby nie ta interwencja prawdopodobnie Muammar Kaddafi utrzymałby się na stołku, gdyż po kontrofensywie wojsk rządowych powstańcy bliscy byli klęski. Co więcej zadłużone po uszy państwa Zachodu nie tylko gotowe były wydać kolejne miliardy angażując się w następny konflikt zbrojny, ale też znowu potrząsnęły tykającą bombą zegarową jaką jest cały bliskowschodni region. Vivat democracy!

No i doczekaliśmy się - miliony imigrantów u naszych skromnych europejskich bram! Rozpoczyna się prawdziwy exodus imigrantów z północnej Afryki przybywających do Włoch w coraz większej liczbie. Ludzie ci, wcale z resztą nie planują pokornie i grzecznie czekać aż lokalne władze wymyślą co z nimi zrobić, lecz gwałtownie domagają się możliwości opuszczenia obozów dla uchodźców. Na domiar złego wybuch konfliktu w Libii jeszcze bardziej podbił wysokie już ceny ropy. Najzabawniejsze jest przy tym to, że owe „ruchy demokratyczne” okazują się być niczym innym jak tylko wyszkolonymi i finansowanymi przez USA marionetkami, o których już w 2007 roku mówił były głównodowodzący siłami NATO w Europie, Wesley Clark (polecam posłuchać jego przemówienia):



Kto więc na tym korzysta? Przecież nawet Izrael potrzebuje ropy naftowej z krajów arabskich! Otóż to już nieaktualne, gdyż jak się okazuje w Izraelu znajdują się ogromne ilości ropy naftowej występującej w łupkach skalnych i dziwnym trafem właśnie teraz opracowano, albo raczej ujawniono, technologię jej wydobywania. Cóż za interesujący zbieg okoliczności, czyżby fortuna okazała się po raz kolejny łaskawa dla narodu wybranego?


- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf