środa, 3 czerwca 2015

USA: czy to koniec słynnego Patriot Act?

Pomimo wielu lat jakie upłynęły od czasu uchwalenia słynnego Patriot Act w Stanach Zjednoczonych ponownie dochodzi do protestów środowisk sprzeciwiających się tej niezwykle kontrowersyjnej ustawie.


W nocy z niedzieli na poniedziałek (31 maja na 1 czerwca) blisko 15 tysięcy (14 827) stron internetowych rozpoczęło blokowanie adresów IP związanych z Kongresem, a następnie przekierowujących użytkowników na strony przeciwników masowej inwigilacji mieszkańców USA.

Za akcją stoi grupa osób ukrywających się pod nazwą "Fight for the future", która domaga się by członkowie Kongresu pozwolili na przedawnienie się trzech punktów ustanowionego w 2001 roku po zamachach na World Trade Center dokumentu. Jeśli kongresmani nie zadecydują inaczej to pierwszego czerwca moc ustawy miała wygasnąć, jednak zdaniem organizatorów akcji to nie powstrzyma polityków od dalszej inwigilacji.

Oto kilka punktów, które uległy właśnie przedawnieniu:

  • "samotny wilk" - uprawnia wywiad do śledzenia osób, które nie mają żadnych powiązań z organizacjami terrorystycznymi ani też nie są związane z tzw. "państwami bandyckimi", jednak zostały uznane za potencjalnych terrorystów,
  • "wędrowna siatka" - pozwala agencjom wywiadowczym śledzić konkretne osoby (a nie dane urządzenie). 
  • sekcja 215 - to właśnie na jej podstawie NSA gromadziła miliony rejestrów połączeń amerykańskich obywateli, w żaden sposób nie będących podejrzanymi w jakiejkolwiek związanej z wywiadem sprawie, 


Jeszcze w piątek prezydent Obama wyraził zaniepokojenie faktem, że powyższe punkty przestaną obowiązywać, zaś wśród wielu senatorów pojawiły się głosy, że czas przygotować nową ustawę, która oficjalnie ma chronić bezpieczeństwo obywateli, w praktyce jednak dokonywać ich inwigilacji.













wtorek, 2 czerwca 2015

Dania pierwszym krajem, w którym zniknie jakakolwiek gotówka!

Już wkrótce Dania może stać się pierwszym państwem na świecie, w którym zupełnie przestanie się korzystać z rozliczeń gotówkowych. Władze duńskie pracują obecnie nad tym by korona w dotychczasowej formie stała się niepotrzebna jeszcze w 2016 roku.



Instytucje lobbujące za wprowadzeniem stuprocentowych rozliczeń bezgotówkowych argumentują, że społeczeństwo zmieniło się do tego stopnia, że nie ma już potrzeby trzymać się starych rozwiązań, gotówka nie jest tak bezpieczna a do tego koszty jej magazynowania są znacznie wyższe. Sam bank centralny zachęca Duńczyków by przenosili swoje rozliczenia na aplikacje mobilne, takie choćby jak MobilePay, której już teraz używa blisko 1/3 obywateli. Z tego też zapewne powodu władze nie spodziewają się szczególnie dużej opozycji wobec ich pomysłu by gotówkę wycofać całkowicie.

Jest też druga strona medalu: przeciwnicy elektronicznych transakcji krytykują ten pomysł obalając między innymi argument jakoby pieniądze w wersji elektronicznej były bezpieczniejsze - w samej tylko Szwecji, gdzie jak nigdzie w UE dokonuje się najwięcej transakcji bankowych na osobę, liczba przestępstw związanych z wyłudzeniami podwoiła się w ciągu ostatnich 10 lat.

Nawet jeśli to w Danii powstanie pierwsze bezgotówkowe społeczeństwo, to światowy trend jest jednoznaczny: do 2018 dokonywanych będzie blisko 10 miliardów płatności dokonywanych za pomocą smartfonów, z których co piąty służyć będzie jako cyfrowy portfel. Najwięksi giganci branży elektronicznej już przygotowali na tą ewentualność swoje aplikacje.







źródło

sobota, 30 maja 2015

Ile świat wydaje na zbrojenia?



Poniższa inforgrafika prezentuje światowych liderów posiadających największe budżety wojskowe. Wśród nich aż dwóch sąsiadów Polski. Czy to nastraja optymizmem?




czwartek, 28 maja 2015

Czy Bałkany ponownie staną w ogniu? Kto na tym korzysta?

Na Bałkanach znowu robi się niespokojnie, protesty Albańczyków jakie mają miejsce w Macedonii mogą przyczynić się do poważnej destabilizacji tego państwa, za wszystkim zaś mogą stać tureckie i amerykańskie służby.


Źródłem macedońskich protestów jest próba zatuszowania przez policję zabójstwa młodego człowieka, którego w 2011 roku zabiła ochrona ówczesnego premiera. Historię ujawnili politycy opozycyjnej partii, którą zdaniem zewnętrznych komentatorów wspierają zagraniczne służby.

Destabilizacja Macedonii może być początkiem prób zaprowadzenia chaosu na Bałkanach a być może także próbą wywołania tam kolejnego konfliktu zbrojnego.

Półwysep Bałkański pełni istotną rolę w geopolitycznej grze, w której ścierają się wpływy Rosji, USA, Turcji i Niemiec, do tego dochodzą także działalność albańskiej mafii mającej swoje korzenie w Kosowie. Kontroluje ona ok. 70% niemieckiego i szwajcarskiego rynku narkotykowego (przede wszystkim sprzedaży heroiny), a główny tranzyt z Azji przebiega właśnie przez Bałkany (ok 80% sprzedawanych w Europie narkotyków dociera właśnie tą trasą), przede wszystkim zaś przez Albanię, Kosowo i Macedonię. Zdaniem rosyjskich służb mafia ta nie jest jednak niezależna, lecz pozostaje pod kontrolą tureckiej agencji wywiadowczej MIT (Milli Istikhabat Teshkilati) a dzięki jej poparciu a także specyficznej strukturze organizacyjnej (opartej na systemie klanowym) jest ona bardzo trudna do zinfiltrowania przez policję i jest w tej chwili najsilniejszą organizacją przestępczą w Europie.

Wśród Albańczyków bardzo silną rolę odgrywa mit "Wielkiej Albanii" skupiającej terytoria nie tylko ich obecnego państwa, ale obejmującego też Kosowo, część Macedonii i być może także innych terytoriów. 
 


środa, 27 maja 2015

Pszczoły giną? Czy to wszystko tylko jedna wielka bzdura?

Mamy do czynienia z wielkim wymieraniem pszczół - straszą nas media i ekolodzy. Tą informację słyszymy już od dobrych kilku lat i dla wielu jest to pewnik, że jeśli niczego nie zrobimy już za kilka lat jeden z najważniejszych dla środowiska człowieka owadów może zupełnie zniknąć. Co jednak jeśli tak nie jest?





Kilka dni temu na stronach Forbesa Henry I. Miller rozprawia się z tym "mitem" twierdząc, że pszczoły wcale nie giną, potwierdzają to z resztą fakty. Miller zwraca uwagę, że doniesienia o wymieraniu owadów ma być wywołane stosowaniem pestycydów zwanych neonikotinoidami. Środki te, mające chronić uprawy miały według niektórych naukowców szkodzić pszczołom i powodować spadek ich populacji w miejscach gdzie owe pestycydy stosowano. Media szybko podchwyciły temat i spopularyzowały tą informację nakręcając co raz poważniej masową histerię. Jak jest jednak naprawdę?

Okazuje się, że metodologia badań była co najmniej "dyskusyjna": okazuje się bowiem, że jakkolwiek w warunkach laboratoryjnych pestycydy szkodziły pszczołom, to już w naturalnym środowisku owady zapylały spryskiwane nimi uprawy i nic się nie działo. Pomimo ewidentnych błędów metodologicznych i gromadzenia danych pod z góry przyjęte założenia regulacje dotyczące pestycydów weszły w życie na terenie całej Unii Europejskiej w 2013 roku.

Jak zwraca uwagę bloger "The Risk-Monger" cały proces lobbyingu został przeprowadzony wg standardowego schematu:

1) zgromadzono badaczy o podobnych zapatrywaniach a następnie wystąpiono o fundusze,

2) po uzyskaniu środków rozpoczęto "badania" zakończone szokującym raportem i kilkoma artykułami podpisanymi przez znane nazwiska,

3) zorganizowano szeroko zakrojoną kampanię PR celem wypromowania powyższych publikacji

4) przygotowano się na reakcję ze strony branży producentów i naukowców nie zgadzających sie z raportem


Tego typu ścieżka przebiega praktycznie zawsze, komu więc możemy dziś ufać?



wtorek, 26 maja 2015

Miasta w chmurach, czyli sposób na kolonizację planety Wenus

Wiele mówi się na temat pierwszej załogowej wyprawy na Marsa, co jednak z drugą bliską nam planetą, Wenus? Jej wybitnie nieprzyjazny klimat, wypełnione kwasem jeziora i wysokie temperatury są zbyt zabójcze by człowiek mógł przeżyć na powierzchni planety, może więc szansa leży wysoko w chmurach?

Venus Cloud City

Credit: Advanced Concepts Lab at NASA Langley Research Center

Związania z NASA naukowcy rozważają scenariusz ekspedycji na drugą planetę od Słońca, w jednym z możliwych scenariuszy astronauci będą mogli ją badać pozostając wysoko na niebie w wypełnionych helem statkach powietrznych przypominających sterowce. Pomysł nosi kryptonim HAVOC (skrót od High Altitude Venus Operational Concept) i nie ogranicza się bynajmniej do samych wypraw badawczych, naukowcy biorą bowiem pod uwagę również scenariusz, w którym przy pomocy tego typu balonów w powietrzu utrzymywane będą całe kolonie. NASA przyznaje jednakże, że projekt ten jest wielkim wyzwaniem technologicznym.

Na powierzchni Wenus panują ekstremalne temperatury, sięgające ponad 460 stopni Celsjusza a ciśnienie jest tam nawet 90 razy większe od ziemskiego. To wszystko sprawia, że człowiek nie ma możliwości przetrwać w tak trudnych warunkach. Równie problematyczne byłoby również utrzymanie na powierzchni jakichkolwiek budowli, dlatego też założeniem projektu HAVOC jest przeniesienie się wyżej, na wysokość ok. 50 km. Na tym poziomie ciśnienie jest zbliżone do tego panującego na Ziemi a temperatura wynosi "zaledwie" 75 stopni.

Póki co teoretyczny plan ekspansji na najbliższą Ziemi planetę zakłada 5 kroków:


Krok 1.: Wysłanie zautomatyzowanej misji,

Krok 2.: Wysłanie dwóch astronautów, którzy spędzą na orbicie Wenus ok. 30 dni,

Krok 3. i 4.: Dwie misje załogowe składające się tak jak poprzednio z dwóch astronautów, z tym, że tym razem wejdą w atmosferę planety i spędzą tam odpowiednio: 30 dni i jeden rok.

Krok 5.:
Zakłada zbudowanie na Wenus stałej kolonii.


Ten ambitny plan pozostaje póki co wizją, do realizacji której wciaż daleko, myślicie, że się ziści?




poniedziałek, 25 maja 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy": Rozdział 25 Zamek Hochosterwitz. Austria



Marc obudził się. Spał długo. Wydarzenia poprzedniej nocy zmęczyły go. Stracił orientację. Nie wiedział, co się dzieje na zamku. Jego misja rozsypała się w gruzy. Bolała go głowa. Spojrzał na zegarek. Dochodziła dwunasta w południe. Pomyślał o Monik. To ona był dla niego najważniejsza. Przywołując ją, nie martwił się swoją obolałą głową i poczuciem niezrealizowanego zadania. Postanowił zebrać się w sobie i zacząć jej szukać. Wstał. Poszedł do łazienki. Ogolił się i odświeżył biorąc prysznic. Ubrał się i po chwili wyszedł na korytarz. Zabrał ze sobą kluczyki do samochodu. Zajrzał do pustej restauracji. Usiadł na chwilę, zamawiając kawę. Uprzejmy kelner zapytał go, czy ma ochotę coś zjeść. Odmówił. Podwyższona adrenalina wyeliminowała poczucie głodu. Pijąc kawę planował, co będzie robił. Postanowił pojechać na lotnisko. Skoro Monik miała przylecieć do niego, to z pewnością znalazła się na lotnisku w Klagenfurcie. Będzie musiał przekonać obsługę lotów do mówienia, by dowiedzieć się, czy przyleciała. A jeżeli znalazła się na miejscu, to musiała się gdzieś zatrzymać. „Może po prostu ukradziono jej telefon albo gdzieś go zostawiła – pocieszał się w myślach. – Może moje zdenerwowanie jest nieuzasadnione?” Uspokoił się trochę. Na zamek, w którym przebywał, nie zo- stałaby przecież wpuszczona. Wrócił myślami do miejsca swojego pobytu. Miał w pamięci wydarzenia tamtej nocy. Niewiele z nich rozumiał. Wróci do tego, jak tylko znajdzie Monik. Przypomniał sobie misję, z którą tu przyjechał. Miał obserwować spotkanie. Tajne spotkanie, na którym, jak przypuszczał jego szef, miały zapaść jakieś ważne postanowienia. Zupełnie nie wiedział, co się działo w tej sprawie. Czy doszło do spotkania? Kto w nim uczestniczył? Czy rzeczywiście temat, jaki na nim poruszano, był aż tak istotny? „A może – zastanawiał się Marc – dam radę się jeszcze czegoś dowiedzieć?” Ponownie poczuł swoją obolałą głowę. Zastanawiał się, jak się dowiedzieć, czy na zamku dzieje się coś ważnego. Musi porozmawiać z kimś z obsługi. Rzadko kiedy nie można z nią czegoś załatwić, oferując banknot odpowiedniej wartości. Rzadko kiedy i rzadko gdzie. Marc dopił kawę. Wyszedł na dziedziniec. Przyjemnie grzejące słońce, oświetlało go intensywnie swym blaskiem. Miał świadomość, że przez setki lat przez ten dziedziniec przechodzili ludzie. Zawsze miał poczucie czyjejś obecności, gdy tylko przebywał w takich naznaczonych historią miejscach. Fascynowało go to niezmiennie. Rozejrzał się dookoła. Starał się dostrzec coś nadzwyczajnego, co wskazywałoby na obecność jakichś ważnych gości. Ale na zamku panował spokój. Nikt się nie kręcił. Nic nie zdradzało obecności nietypowych gości. Może poza palącymi się, mimo wczesnej pory, światłami w największej zamkowej sali. Marc ruszył w kierunku drogi prowadzącej w dół zamku. Chciał znaleźć się na parkingu, na którym stał jego samochód. Przechodząc przez czternastą bramę, zwolnił kroku. Oglądał ją uważnie, przypominając sobie wrażenie znikających w niej ludzi, prowadzonych w tajemniczym kondukcie. Przystanął na chwilę. Przyglądał się murom. Nie mógł dostrzec w nich nic dziwnego czy podejrzanego. Czegoś, co mogło sugerować jakieś tajemne przejście. Postanowił tu wrócić. Myśl o nieobecności Monik popędzała go do szybkiego pójścia w dół. Mijał kolejne zamkowe bramy. W końcu, po kilku minutach, zszedł na dół. Przed szlabanem, ogradzającym drogę na zamek od parkingu, stało czterech mężczyzn ubranych w granatowe garnitury. Ich wzrok skierowany na Marca maskowały ciemne słoneczne okulary. Marc przeszedł obok nich, skinąwszy im głową w geście pozdrowienia. Nie zatrzymali go, nie odezwali się również, dostrzegając go. Tak jakby wiedzieli, że się pojawi. Minął ich i wszedł do małej parkingowej restauracyjki. Właściwie był to niewielki bar. Siedziało w niej kilku mężczyzn i dwie kobiety. Marc podszedł do baru, za którym stał postawny, łysawy barman z charakterystycznym sumiastym wąsem. Uśmiechnął się na jego widok.

– Czym mogę służyć szanownemu panu? – zapytał życzliwie.

– Jeżeli nie zrobię kłopotu, to poproszę jedno małe piwo. Za chwilę chciałem pojechać na przejażdżkę samochodem... – usprawiedliwił się bezwiednie, odwzajemniając uśmiech.

– Ależ, jaki kłopot? – odparł barman. – Kłopot, szanowny panie, sprawili mi ci, którzy kazali zamknąć zamek dla turystów. Ba, jeszcze poinformowali ich o tym tablicami na drogach. Teraz nawet diabeł tu nie zagląda, a ja, jak można się było spodziewać, szanowny panie, nie zarabiam. Kompletna klapa – rozłożył ramiona.

Marc zanurzył usta w złocistym płynie.

– Cóż, zdążyłem się zorientować, że coś jest nie tak. Co jest powodem zamknięcia zamku? – zapytał, starając się nie wykazywać nadmiernej ciekawości.

– Co jest powodem? – powtórzył barman nachylając się o niego. – Mam na górze szwagra. Jest na zamku mechanikiem. Zawsze umiał wszystko naprawić. Jak się na nim poznali, to go natychmiast zatrudnili. Zarabia niewiele, a robi za czterech.

– Dobrze mieć takiego szwagra – Marc uśmiechnął się.

– Przydałby mi się taki.

– Wszyscy tak mówią – roześmiał się barman. – Każdy by chciał. No więc ten mój szwagier powiedział mi w tajemni cy – rozejrzał się po swoim lokalu – że na zamek przyjechało przedwczoraj parę szyszek.

– Szyszek? Jakich szyszek? – zapytał Marc.

– No jak to. To pan nie wie? – roześmiał się ponownie.

– Szyszek, to znaczy bardzo ważnych ludzi. U nas tak się mówi na kogoś, kto ma coś do gadania na tym świecie.

– Ach rozumiem. – Marc pogładził się po miejscu na głowie, które jeszcze bolało. – Jakiś mało bystry dziś jestem.

– I te szyszki, szanowny panie, zamknęły się w komnacie i gadają. Szwagier mówił... – dodał.

– O jakichś ważnych sprawach? – zainteresował się Marc.

– A pewnie, że ważnych, szanowny panie. Pilnują ich jak prezydenta USA.

– No, a może szwagier wspominał, o czym rozmawiają?

– A coś pan taki ciekawy? – zapytał barman uśmiechając się szeroko.

– Ciekawy? – powtórzył Marc. – Cholera, każdy byłby ciekawy, skoro chodzi o szyszki – zażartował.

– Ano tak – pokiwał ze zrozumieniem barman. Spojrzał na Marca z sympatią. – A już mi się wydawało, że pan to jakiś śledczy albo jakiś inny szpicel. A pan to całkiem normalny chłop jesteś. A jak jesteś... to powiem. Otóż mój szwagier został wezwany do tej sali, gdzie oni gadają, bo jeden z tych ważnych ludzi przewrócił lampę. A lampa, jak to lampa, nie chciała się zapalić, bo żarówka się potrzaskała. I wezwali szwagra, by to szybko naprawił. Zrobili sobie przerwę w tych obradach, ale i tak gadali ze sobą. Mój szwagier niegłupi jest i podsłuchał, że gadali o jakiejś chorobie...

– Ciekawe – Marc nie umiał ukryć zdziwienia. – O jakiej chorobie?

– No cóż, tak w szczegółach to ja za bardzo nie wiem, a poza tym ze szwagrem gadałem krótko. Schodził niedawno. Tuż przed panem. Wstąpił na piwko i tak mi jakoś powiedział.

– Powiedział pan, że mówił o chorobie? Czy szwagier coś jeszcze mówił?

Barman zamyślił się.

– Wie pan, jakoś tak dziwnie to powiedział.

– Tak?

– Ano, dziwnie, że jakby jak ta choroba będzie, to znajdą się i pieniądze na coś tam.

– Na coś tam czy na coś ważnego?

– A nie wiem, szanowny panie, ale to dziwne, bo mi się wydawało, że jak jest choroba, to się raczej traci pieniądze. No nie? Chyba że się gorzałkę pije, to się nie choruje. Nieprawdaż? – spojrzał na Marca, szukając w nim potwierdzenia swojej odkrywczej myśli.


– Prawdaż, prawdaż – uśmiechnął się Marc. – Święte słowa.

Marc sięgnął po portfel. Zapłacił za piwo z sutym napiwkiem.

– Miło się gawędziło. Jeżeli pan pozwoli, wrócę tu jeszcze.

– Ano pewnie, szanowny panie, cała przyjemność po mojej stronie. Będzie troszkę euro, Jesteś pan fajny gość.

– Bardzo dziękuję, proszę pozdrowić szwagra, ma pan szczęście. Taka złota rączka to prawdziwy skarb. Do zobaczenia. Marc wstał. Podał rękę barmanowi, która zniknęła w wielkiej jak bochen chleba dłoni Austriaka.

– Do widzenia szanownemu panu. Będę czekał. Marc wyszedł na parking. Podszedł do swojego samochodu. Po chwili wyjechał na asfaltową drogę. Jechał powoli w kierunku Klagenfurtu. Myślał o słowach barmana. „Więc jednak spotkanie rzeczywiście ma miejsce. Coś nad zwyczajnego się jednak dzieje na zamku. Naczelny miał rację – myślał pokonując kolejne kilometry. – Dobrze by było spotkać się z tym szwagrem. Na pewno zapamiętał ludzi zgromadzonych w odciętej od świata komnacie.” Droga wiła się wśród wzgórz. Nie było na niej ruchu. Do lotniska Marc dojechał po kilkudziesięciu minutach. Zatrzymał samochód na parkingu. Poszedł w kierunku terminala przylotów. Wchodząc do środka, rozejrzał się za tablicą z rozkładem przylotów. Musiał znaleźć linię lotniczą łączącą Klagenfurt z Hamburgiem. Przypuszczał, że przewoźnikiem będzie Lufthansa, ale chciał się upewnić. Znalazł tablicę informacyjną i zatrzymał się pod nią dłuższy moment. Czytał uważnie. Rozejrzał się zastanawiając, dokąd powinien pójść. Wybrał stanowisko odprawy lotów. Starał się być bardzo miły dla dziewczyny obsługującej przedstawicielstwo linii lotniczej. Mówił jej o tym, że zgubił telefon i że osoba, po którą miał wyjść, przyleciała do Austrii po raz pierwszy. Pewnie czuje się bardzo zagubiona, być może czekając w jakimś hotelu. Przecież mieli się tu spotkać. Daleko od domu. W nieznanej sobie okolicy. Powoli nabierał przekonania, że pomimo rygorystycznych przepisów dziewczyna mu pomoże. Sprawdzi, czy Monik przyleciała do Klagenfurtu. Dwie się, o której znalazła się na lotnisku. Będzie mógł wtedy objechać okoliczne hotele. Pewnie niewpuszczona na zamek Monik zatrzymała się w jednym z nich. Zapewne teraz cała i zdrowa zastanawia się, jak się z nim skontaktować. Jest w podobnej sytuacji jak on. Nie przewidzieli, że coś takiego może się zdarzyć. Coś najprostszego uniemożliwiło im wzajemny kontakt. Telefon komórkowy, a raczej jego brak. Marc przekonywał swoją rozmówczynię. Ta powoli mu ulegała. W końcu spojrzała do komputera. Kiwała twierdząco głową, przekazując mu jakże pożądaną przez niego wiadomość. Był jej ogromnie wdzięczny. Teraz już wiedział. Monik przyleciała do Klagenfurtu. Była w Austrii. Gdzieś niedaleko stąd. Marc postanowił sporządzić listę hoteli, do których zadzwoni, by sprawdzić, czy nie ma w nich Monik. Wiedział, co ma robić. Rozglądał się, szukając dostępu do komputera. Idąc przez hol, wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer rodziców Monik. Chwilę czekał na połączenie. Zastanawiał się, co im powie, gdy zapytają, czy jest z nim w tej chwili. Może kontaktowała się z nimi? Powie im, że się jeszcze nie spotkali, bo miejsce, w którym przebywa jest niedostępne dla gości z zewnątrz. Najlepsze są najprostsze tłumaczenia. W końcu było to prawdą. Również to, że zgubił swój telefon. A telefon Monik? Może też gdzieś zniknął. Tym bardziej powinien się skontaktować z jej rodzicami. Może dzwoniła z miejskiego telefonu. I to oni uspokoją go zupełnie. Pocieszał się, czekając na połączenie. Musiał jeszcze raz wykręcić numer. W końcu dodzwonił się. Rozczarowanie. Monik nie dzwoniła. Nie wiedzieli, co się z nią dzieje. Byli już bardzo zaniepokojeni. Rozmawiał z nimi spokojnie, starając się nie rozbudzać jeszcze bardziej ich niepokoju, mimo że sam czuł się coraz bardziej zdenerwowany. Szybko zakończył rozmowę, starając się nie rozwijać wątku, bo przecież, poza swoim niepokojem, niewiele mógł im zakomunikować. Po skończonej rozmowie trzymał jeszcze jakiś czas telefon w opuszczonej ręce. Stał bezradnie na środku terminala. Po chwili znalazł informację. Poprosił o spis najbliższych hoteli. Zaszył się w niewielkiej kawiarni z długą listą telefonów, które musiał wykonać. Zamówił kawę i jakąś kanapkę na ciepło. Sprawdził stan ba terii swojego telefonu i powoli, konsekwentnie zaczął dzwonić. Nadzieja go nie opuszczała. Zakładał, że w końcu ktoś z recepcji przekaże mu oczekiwaną wiadomość. Telefonował ponad godzinę. Szybko zorientował się, że recepcjoniści nie chcą udzielać informacji. Przedstawiał się więc jako pracownik lotniska poszukujący osoby, której walizkę odnaleziono. Poskutkowało. Jego niepokój rósł w miarę jak lista hoteli, z którymi się jeszcze nie kontaktował, malała. W końcu całkowicie rozczarowany odłożył telefon po ostatniej rozmowie. To był koniec jego nadziei. Monik nie było nigdzie. Nikt nie słyszał o niej. Żaden hotel nie gościł jej u siebie. Monik zniknęła. Marc podszedł do baru. Kupił papierosy i zapalniczkę. Wyszedł przed terminal. Chłodne powietrze owiało go. Zapalił papierosa. Robił to zawsze w chwilach wielkiego stresu. Być może niewiele mu to pomagało, lecz przyzwyczajenie robiło swoje. Krył się z tym nawykiem. Nie uważał go za męskie zachowanie. Raczej jako odruch swojej słabości. Zaciągnął się głęboko. Myślał, co ma robić. Miał przy sobie fotografię Monik w telefonie komórkowym. Kiedyś, bez uprzedzenia zrobił jej zdjęcie, jak spacerowali razem po plaży. Wyglądała uroczo w promieniach zachodzącego słońca. Monik oburzyła się, kiedy zrobił to zdjęcie. Nie lubiła być zaskakiwana, ale jego mina, małego chłopca robiącego psikusa, rozbroiła ją. Pozwoliła mu zachować ten dowód wspólnej obecności w romantycznej chwili. Teraz ta przypadkowa fotografia mogła mu się bardzo przydać. Marc postanowił pochodzić po lotnisku i pokazać zdjęcie ludziom obsługującym pasażerów. Może któryś z nich coś sobie przypomni. Może będzie pamiętał Monik. Wypalił drugiego papierosa. Było mu zimno. Wszedł do terminala. Poszukał w komórce fotografii swojej dziewczyny. Zaczął się rozglądać, do kogo mógłby pójść. Dostrzegł człowieka porządkującego wózki do przewożenia bagaży. Podszedł do niego. Rozmawiał z nim chwilę. Tamten przez chwilę przyglądał się zdjęciu i przecząco kręcił głową. Marc rozmawiał z nim jeszcze chwilę przez moment, a potem razem ruszyli w kierunku najbliższego baru. Zatrzymali się w nim. Później w następnym i następnym. Widać było, że ów człowiek wyświadcza Marcowi pożądaną przysługę, kontaktując go z osobami, które znał. Chodzili tak dobrą godzinę po lotnisku. W końcu podeszli do wypożyczalni samochodów. Chłopak obsługujący klientów pokiwał głową przyglądając się fotografii. Marc złapał go za rękę podekscytowany. Chłopak coś mu tłumaczył, wskazując na drzwi wychodzące na zewnątrz terminala. Marc zastygł nieruchomo, wsłuchując się w jego relację. Towarzyszący mu mężczyzna był wyraźnie zadowolony z wypełnienia tej dobrowolnej misji. Marc odwrócił się do niego. Sięgnął do portfela i podał mu jakiś banknot. Mężczyzna początkowo kręcił przecząco głową. Marc tak długo nalegał, aż w końcu ten przyjął banknot. Podziękował mu ściskając długo jego rękę. Miał szczęście. Już wiedział, co się stało z Monik. Ale nie był pewny, czy ma się cieszyć, czy martwić. Monik zniknęła z dwoma mężczyznami, którzy wyszli po nią na lotnisko. Wyglądem przypominali strzegących zamku ochroniarzy. Był ciekawy, czy mieli z nimi coś wspólnego. Musiał znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie, a co najważniejsze, znaleźć Monik.

sobota, 23 maja 2015

James Corbett: kto stoi za ISIS

Dawno nie linkowałem do jednego z ciekawszych postaci obywatelskiego dziennikarstwa, mieszkającego w Japonii Kanadyjczyka Jamesa Corbetta. Jego analizy dają do myślenia i zmuszają do zupełnie innego spojrzenia na wydarzenia na świecie. Na dzisiejszy wieczór jego materiał na temat prawdziwego zaplecza Państwa Islamskiego.


czwartek, 21 maja 2015

Czy Niemiecki Kościół czeka nowa reformacja?

Już jesienią będzie miał miejsce kolejny synod ds. rodziny, podczas którego katoliccy kardynałowie z całego świata obradować będą na temat nauki Kościoła w sprawie małżeństwa, komunii dla rozwodników a także homoseksualistów. Zapowiada się twarda batalia, która może skończyć się nowym pęknięciem w Kościele.
Reinhard Marx (fot. Wikipedia)


Wydaje się być niezwykłym paradoksem historii, że kraj, który wydał poprzedniego papieża dziś znajduje się na prostej drodze do schizmy. Liderem tego ruchu jest metropolita Monachium i Fryzyngi, kard. Reinhard Marx, który na mającej miejsce w lutym konferencji prasowej orzekł, że praktyka pasterska jest odrębną kwestią w stosunku do doktryny Kościoła, stwierdził przy tym, że "pójdą swoją duszparsterską drogą". Punktem zapalnym jest przede wszystkim deklaracja niemieckich hierarchów, którzy stwierdzili, że powinno się, nawet wbrew doktrynie udzielać komuni rozwodnikom żyjącym w powtórnych związkach czy też aktywnych homoseksualistów. Inny duchowny, kardynał Walter Kasper utrzymuje, że za pontyfikatu Franciszka można się spodziewać "nowego otwarcia" i dalszych zmian wewnątrz Kościoła, a przede wszystkim "zmianę mentalności".

Oliwy do ognia dodaje fakt, że nie wszyscy hierarchowie są równie otwarci na propozycje niemieckiego duchowieństwa. Ich przeciwnikami stali się przede wszystkim kardynałowie z Afryki. Przykładowo na początku roku pochodzący z Gwinei kard. Robert Sarah stwierdził, że "Kościół afrykański będzie przeciwstawiał się jakiejkolwiek formie buntu przeciw nauczaniu Chrystusowemu i przeciw Kościołowi" Powoli rysuje się wręcz linia podziału pomiędzy kardynałami: pragnący zmian hierarchowie z Europy Zachodniej oraz sprzeciwiający się tej liberalizacji a nawet mówiący wprost o herezji duchowni z innych państw, przede wszystkim z Afryki.
kard. Walter Kasper (fot. Wikipedia)


Nie wiadomo jak zachowa się w tej kwestii sam papież, z jednej bowiem strony Frnaciszek przedstawiany jest jako liberalny i otwarty na reformy, z drugiej jednak strony nie dokonał on do tej pory żadnej drastycznej zmiany w doktrynie Kościoła. Przeciwnicy reform chcąc pozyskać papieża do swojej sprawy uruchomili nawet wielojęzyczną stronę noszącą tytuł "Synowska Prośba", na której podpisujący się katolicy proszą Franciszka o pozostanie na straży dotychczasowej nauki. Czy jeśli sam papież poprze kardynałów spoza Europy to niemieccy duchowni nie zbuntują się? Już w październiku przekonamy się jaka będzie przyszłość Kościoła katolickiego i w jakim podąży on kierunku.

środa, 20 maja 2015

Jak komunikować się z istotami pozaziemskimi?

W lutym doszło do interesującej zmiany podejścia w kwestii poszukiwania życia pozaziemskiego. Zamiast bowiem nasłuchiwać i czekać aż kosmici się do nas odezwą naukowcy, filozofowie i wszelkiej maści futuryści zdecydowali, że od tej pory to ludzie będą nadawać w kosmos.

Przestrzeń kosmiczna jest ogromna i stąd jeśli gdzieś jeszcze istnieje życie, to bardzo trudno byłoby się obcym cywilizacjom zwyczajnie odnaleźć. Do tej pory ludzkość jedynie "słuchała" sygnałów z kosmosu, przy pomocy programu SETI gromadząc sygnały i próbując je następnie poddać obróbce. Obecnie próba nawiązania kontaktu będzie przebiegać w obu kierunkach, na Ziemi nie będziemy już tylko odbierać sygnałów, ale też je wysyłać.

Jak możemy w dzisiejszych czasach "mówić" do obcych form życia?

1. Możemy wysłać promień lasera w kierunku Słońca, który przez nanosekundę zmieni sposób w jaki świeci nasza gwiazda i tym samym dać znać, że "ktoś" mógł wywołać podobną anomalię,

2. Nadawać w kosmos cały internet,

3. Nadawać w kierunku możliwych do zamieszkania planet sygnały radiowe

4. Przygotować wiadomości, kóre następnie będziemy wysyłać przy pomocy fal elektromagnetycznych


Propozycje nawiązania kontaktu jako pierwsi niektórzy astronomowie traktują jako niebezpieczną grę, ich zdaniem taka aktywność może w praktyce zwrócić na nas uwagę obcych cywilizacji, których zachowania nie jesteśmy w stanie przewidzieć, mogą być pokojowo nastawieni, ale mogą także z sobie tylko znanych powodów chcieć nas zniszczyć. Takiego zdania jest np. znany fizyk Stephen Hawking, który stwierdził "zaawansowani obcy mogą stać się nomadami poszukującymi w celu podboju i kolonizacji wszystkich planet do jakich są w stanie dotrzeć". Czy zatem jesteśmy gotowi na takie ryzyko?
 
 



Źródło
- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf