wtorek, 13 września 2011

Atak dronów

Pod koniec sierpnia ogłoszono informację o zabiciu kolejnego ważnego przywódcy Al-Kaidy. Był nim Atiyah Abd al-Rahman, Libijczyk uznawany za numer 2 w obecnej hierarchii organizacji. Jego śmierć w górach na północnym-wschodzie Pakistanu 22 sierpnia była kolejnym atakiem, w którym nie brali jednak udziału prawdziwi żołnierze. Wszystkim zajęły się bojowe drony. 

Drony, czyli unmanned aerial vehicle (UAV) to bezzałogowe samoloty używane przede wszystkim w celach militarnych. Do niedawna były one kojarzone raczej z działaniami rozpoznawczymi i szpiegowskimi, z ich pomocy skorzystano między innymi przy rozpoznaniu terenu wokół domu, w którym miał przebywać Osama Bin Laden, zabity rzekomo przez Navy SEALS na początku maja. 

O zastosowaniu bezzałogowych samolotów do celów wywiadowczych, można było przeczytać od lat. Szczególnie dużo mówiło się o użytkowanym w latach 1994-2011 General Atomics MQ-1 Predator. Początkowo "Predatory" wykorzystywano głównie do przeprowadzania akcji rozpoznawczych, jednak po interwencji USA w Afganistanie pojawił się pomysł by wykorzystać drona również do zadań bojowych. Aż do ich wycofania w marcu 2011 roku drony te brały udział w akcjach na terenie Afganistanu i Iraku, ale pojawiały się również podczas konfliktów bałkańskich, w Bośni i Kosowie. 

MQ-9 Reaper w locie

Jego następcą stał się General Atomics MQ-9 Reaper. "Żniwiarz" jest pierwszym samolotem typu hunter-killer. Uzbrojony jest w bomby naprowadzające za pomocą laserów bądź GPS, a także 14 pocisków AGM-114 Hellfire. 


Ciche przejście do działań ofensywnych 

Pomimo, że z roku na rok ich aktywność wyraźnie rośnie, praktycznie do 2011 roku ciężko było znaleźć oficjalne doniesienia o zastosowaniu dronów bojowych. Według Biura Dziennikarstwa Śledczego (The Bureau of Investigative Journalism), które zajmuje się monitorowaniem działań dronów, obecnie można mówić o 295 atakach, w których łącznie zginęło około dwóch i pół tysiąca osób. Co ciekawe za kadencji laureata pokojowej nagrody Nobla - Baracka Obamy ataki za pośrednictwem tych urządzeń przeprowadzono dotychczas już 243 razy. Operują one głównie na obszarze Bliskiego Wschodu, a ich aktywność rozciąga się od Kenii i Somalii aż po państwa środkowoazjatyckie takie jak Kazachstan. Obszarem o największej koncentracji ataków z wykorzystaniem tych maszyn jest pozostający oficjalnie w sojuszu wojskowym z USA Pakistan. 

Stosunek władz pakistańskich do dronów zmieniał się w przeciągu ostatniej dekady. Shamshad Ahmad były minister spraw zagranicznych i ambasador Pakistanu przy ONZ powiedział serwisowi IPS, że w latach 2004-2007 prezydent Pervez Musharraf zgodził się na ataki dronów, chcąc w ten sposób wyrazić poparcie dla administracji George'a W. Busha w walce z siatką Al-Kaidy. Strona amerykańska miała nie tylko autonomię w doborze celów, ale także propagandowe wsparcie pakistańskich władz, które po każdorazowym ataku dronów rozpowszechniały informację, że eksplozje były spowodowane przez bomby domowej roboty. 

Całej akcji nie udało się jednak utrzymać na dłuższą metę w tajemnicy, gdyż jak się okazało ataki dronów były nieprezycyjne i często zamiast przywódców Al-Kaidy ofiarami ataków padali przypadkowi cywile. 

Predator odpalający pociski typu Hellfire
Jednym z najbardziej znanych incydentów miał miejsce pod koniec października 2006 roku, kiedy to zginęły 82 osoby, w tym w większości uczniowie medresy we wsi Chenagai. Po tym wydarzeniu Musharraf wydał rozkaz, aby odpowiedzialność za atak wzięła na siebie pakistańska armia. Co warte odnotowania, dzień wcześniej w okolicy zgromadziła się starszyzna okolicznych plemion by przedyskutować ewentualne warunki zawarcia pokoju. Nie trzeba oczywiście dodawać, że po ataku szanse na porozumienie przepadły. 

W sumie w latach 2004-2007 w wyniku ataków dronów na świecie zginęło 168 osób w tym 109 cywili, z których 82 było nieletnich. Od 2008 roku działania stały się o wiele intensywniejsze. Większość z ataków na terenie Pakistanu koncentrowała się na talibach, ale również wtedy wysoki odsetek ofiar stanowili cywile (1091 z 2134 łącznie zabitych w latach 2008-2011). Według Garetha Portera z IPSnews.net dopiero wydarzenia z początku 2011 roku wpłynęły na zmianę stanowiska pakistańskich władz. Wiosną bieżącego roku na siedem tygodni aresztowano agenta CIA Raymonda Davisa, a zaledwie dzień po jego wypuszczeniu, dokonano ataku na trwające spotkanie członków starszyzny plemion w północnym Waziristanie. Po tym incydencie, który został zinterpretowany jako akcja odwetowa CIA, po raz pierwszy wysoko postawiony oficer armii Pakistanu oświadczył, że do ataku doszło przy użyciu dronów. 

Chociaż Pakistan pozostaje krajem, w którym do ataków przy użyciu bezzałogowych samolotów dochodzi najczęściej, to jednak liczba operacji podczas których korzysta się z dronów stale rośnie. Dla przykładu od czasu rozpoczęcia operacji "Świt Odysei" w marcu 2011 roku tylko do końca czerwca w Libii doszło aż do 42 ataków. 

Również w Somalii, w której od 1993 roku nie stacjonują żadne amerykańskie wojska, 23 czerwca doszło do ataku na dwóch przywódców Młodzieżowego Ruchu Mudżahedinów. Według słów anonimowego informatora, który wypowiedział się dla Washington Post, zabici Somalijczycy "planowali przeprowadzenie ataków w Europie". 

Medialna zasłona na temat skutków ataków dronów bojowych zaczyna powoli opadać i w ostatnim roku pojawia się coraz więcej doniesień na temat ich działalności. Wiele kontrowersji budzi fakt, że maszyny te są nieprezycyjne i wielokrotnie w wyniku ich ataków ofiarami padały osoby postronne. Nie tylko z resztą miejscowi cywile ponoszą ryzyko, gdyż w kwietniu 2011 roku media poinformowały o śmierci dwóch amerykańskich żołnierzy, którzy zostali omyłkowo zabici przez drona w Afganistanie. 


Zmieniająca się technologia 

Początki badań nad bezzałogowymi maszynami bojowymi sterowanymi za pomocą fal radiowych sięgają okresu po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Na początku lat 30-tych pojawiły się pierwsi przodkowie wspomnianego na początku "Żniwiarza", brytyjski "DH.82B Queen Bee" i amerykański Curtiss "N2C-2". Bezzałogowe samoloty znalazły na niewielką skalę zastosowanie już w czasie II Wojny Światowej, kiedy to po raz pierwszy użyto niewielkiego "PQ-8", a także bezzałogowych wersji bombowców. 

W okresie powojennym technologia była rozwijana po obu stronach Żelaznej Kurtyny, Anglosasi rozwijali wówczas między innymi drony z rodziny BTT (Basic Training Target), takie jak "MQM-36 Shelduck" i "MQM-57 Falconer", które wykorzystywane były jeszcze do lat 80-tych. W tym samym czasie po stronie sowieckiej również trwały badania nad samolotami bezzałogowymi, pierwszy model powstał w latach 50-tych i był nim Ławoczkin "La-17", którego testowe loty miały miejsce w 1953 roku. 

Przez cały okres międzywojenny badania nad dronami miały charakter dwukierunkowy – pierwszym były projekty maszyn wielkości standardowych samolotów, drugim zaś niewielkich urządzeń, które trudniej było zestrzelić, były więc o wiele lepsze do działań o charakterze szpiegowskim. Najsłynniejsze współczesne "Predatory" i "Reapery" to drony o dość dużych rozmiarach wymaganych do przenoszenia uzbrojenia i kilkudziesięciu kamer. Równocześnie jednak trwają badania nad stworzeniem niewielkich rozmiarów urządzeń, które będzie można zastosować w celach militarnych. 

Naukowcy pracują obecnie intensywnie nad dronami, które naśladując ptaki bądź owady, będą w stanie skutecznie działać na polu walki. Obecnie Pentagon dysponuje ponad 7 tysiącami sztuk maszyn zbudowanych jeszcze w poprzedniej dekadzie. Planuje jednak przeznaczyć poważne środki finansowe potrzebne do opracowania technologii, która do 2030 roku umożliwiłaby stworzenie "much szpiegowskich", czyli robotów wywiadowczych bardzo niewielkich rozmiarów. Choć według oficjalnych doniesień projekt ten jest wciąż na początkowym etapie, to jednak różnego rodzaju "przecieki" wskazują na to, że w wielu przypadkach testowane są już prototypy, takie jak choćby ujawniony w lutym projekt drona-kolibra stworzonego przez kalifornijską firmę AeroVironment. O tym jak niewiele wiadomo o stopniu zaawansowania niektórych projektów, świadczyć mogą zdjęcia tajemniczego "ptaka", który spadł pod koniec sierpnia w Pakistanie. Przypominający ptaka dron nie przypomina żadnego z dotychczas znanych modeli tego typu urządzeń, ponieważ jednak był on wyposażony w kamerę i wykorzystywano go na terenie Pakistanu, można przypuszczać, że tego typu robot fazę testów miał już daleko za sobą i był wykorzystywany do regularnych działań. 

Czy nowe rozwiązania technologiczne i udoskonalone drony, które będą w stanie przeprowadzić atak w dowolnym miejscu na świecie sprawią, że liczba ofiar po stronie cywili zmaleje? Według byłego oficera CIA, Philipa Giraldi jest to nie możliwe, gdyż jak stwierdził on w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji RT "broń jest zależna od działalności szpiegowskiej i to wywiad identyfikuje terrorystę, a w tym nie jest on najlepszy, podejrzewam więc, że nowoczesna technologia nie zrobi wielkiej różnicy". 


Skutki zwiększenia obecności działania dronów podczas działań wojennych 

Wszystko wskazuje na to, że roboty będą stanowić przyszłość wojskowości, jak zauważył niezależny analityk i publicysta James Corbett „pojawia się pytanie czy Amerykańskie ataki dronów w Pakistanie i Jemenie nie są faktycznie zapowiedzią nowej ery w działaniach wojennych, ery w której wojskowa interwencja będzie miała miejsce po prostu dlatego, że może zostać przeprowadzona bez żadnego ryzyka dla atakującego”. 

Kokpit sterujący dronem
W obliczu obiecanego przez Obamę wycofania 33 tysięcy żołnierzy amerykańskich z Afganistanu przed wrześniem 2012 roku, wykorzystanie zdalnie sterowanych urządzeń do prowadzenia dalszych działań wojennych zdaje się być logicznym kierunkiem. Od czasów wojny w Wietnamie, która zakończyła się między innymi w wyniku nacisków opinii publicznej, liczba ofiar po stronie amerykańskich żołnierzy jest istotnym czynnikiem wpływającym na poparcie dla prowadzonych działań wojennych. Redukcja tego czynnika dzięki zastosowaniu dronów bojowych może doprowadzić do znacznego spadku liczby ofiar po stronie amerykańskiej, a tym samym znacznego obniżenia się nastrojów pacyfistycznych. 

Drugim ważnym skutkiem powszechniejszego użycia dronów sprawia, że ludzie podejmować będą decyzje dotyczące życia i śmierci bez narażania własnego życia. Do tej pory silnie działał czynnik psychologiczny, gdzie żołnierz poprzez bezpośrednią obecność na polu walki pozostawał w bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem. Dla pilota drona ten bezpośredni kontakt znika, zaś same działania zaczynają przypominać grę komputerową, gdzie postać wroga ma charakter wirtualny. 


Drony wśród cywili 

Chociaż ataki ze strony dronów bojowych mają obecnie miejsce w islamskich krajach Afryki i Azji, to jednak nie oznacza, że ich działania nie rozszerzą się na inne części świata. Już teraz pod pretekstem bezpieczeństwa policja w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii eksperymentuje z zastosowaniem dronów szpiegowskich do monitorowania ulic. W tym przypadku ma nie chodzić jednak o tropienie talibów, lecz o skuteczniejszą walkę z przestępczością. W styczniu 2010 roku brytyjski Guardian poinformował o nawiązaniu współpracy między zbrojeniowym potentatem BAE Systems a policją z hrabstwa Kent, mającą na celu wdrożenie dronów szpiegowskich w działaniach cywilnych. Poligonem doświadczalnym mają być przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Londynie, gdzie drony mają monitorować rejony szczególnie zagrożone wybuchem protestów i zamieszek. Zresztą pierwsze prototypy są już w użyciu, doszło nawet do pierwszego aresztowania dokonanego przy pomocy policyjnego drona, według gazety Dailymail miało to miejsce w sierpniu 2009 roku po protestach zorganizowanych przez British National Party. Ojczyzna twórców najsłynniejszych antyutopii XX wieku - George'a Orwella i Aldousa Huxleya najwyraźniej przoduje we wdrażaniu nowych technik inwigilacji, jednak również po drugiej stronie oceanu trwają pilotażowe prace nad wprowadzeniem cywilnych dronów. Do tej pory Amerykanie na swoim terenie używali ich co najwyżej do monitorowania granicy z Meksykiem. Wszystko wskazuje jednak na to, że pierwszym miastem, w którym także policja zacznie korzystać z pomocy dronów będzie Miami. Co ciekawe, jej przedstawiciele oficjalnie przyznali w telewizji, że urządzenia te będą w stanie nawet „zajrzeć” do przez okno do domu amerykańskiego obywatela. Nie jest to oczywiście jedyne miasto, w którym rozważa się podobne projekty, choć w niektórych miejscach władze wyraźnie starają się je ukryć. O planach policji z Houston, która potajemnie testowała nowe drony dowiedziała się lokalna stacja telewizyjna i jedynie dzięki ich interwencji informacja przedostała się do szerszej grupy obywateli. 

Wprowadzenie cywilnych dronów do kontrolowania zachodnioeuropejskich miast doskonale wpisuje się w ogólnoświatowy trend zwiększania kontroli na obywatelami. Już nie tylko podsłuchy i wszechobecne kamery będą w stanie śledzić każdy nasz krok, ale nawet poza miastem nie będziemy mogli mieć pewności, że krążący nad nami ptak nie jest przypadkiem zdalnie sterowanym robotem. Jak pokazały zaś wydarzenia w Iraku, Afganistanie, a przede wszystkim w Pakistanie drony szpiegowskie od bojowych dzieli jedynie krok. 

Zobacz także:


poniedziałek, 12 września 2011

Pomóż Orwellsky'emu wygrać!

Mój blog istnieje od stycznia tego roku, jednak od początku staram się nie tylko zaciekawić czytelnika, ale też przede wszystkim skłonić do tego by zastanowił się nad tym jaki jest świat, który go otacza. Dążę też do tego aby moi czytelnicy nieco krytyczniej przyjrzeli się temu co dzieje się wokół nas. Dlatego też po raz pierwszy kieruję do Was prośbę o pomoc. 

Tekst "Tajemnicze zaginięcie amerykańskiego złota" zakwalifikował się do drugiego etapu w konkursie na najlepszego debiutanta na portalu Interia360.pl. Będę wdzięczny za wsparcie w głosowaniu i przekazanie tej informacji znajomym. 


Aby zagłosować na mój tekst proszę o wysłanie SMS-a o treści: INTERIA.19 na numer 7271 (koszt 2,46zł z VAT)




czwartek, 8 września 2011

Dziesięć lat po upadku WTC

Już za kilka dni będziemy mieli okrągłą, dziesiątą rocznicę ataków na World Trade Center. Dla wielu było to najważniejsze i najbardziej przełomowe wydarzenie początku XXI wieku, początek nowej epoki. Co tak naprawdę się zmieniło? Dzień, w którym upadły obie wieże stał się początkiem trwającej do dziś wojny z terroryzmem prowadzonej przy użyciu najnowocześniejszej techniki i bez zważania na jakiekolwiek wolności obywatelskie. 


Konsekwencje 

Wiele by można wymieniać cóż takiego się stało w następstwie wydarzeń z 11 września. Przede wszystkim jego bezpośrednim owocem jest Patriot Act. Ustawa uchwalona 26 października, a więc zaledwie półtora miesiąca po zamachach działa do dziś. Teoretycznie miała być ważna do końca 2005 roku, ale jak to często bywa, rządzącym USA elitom ciężko było zrezygnować z raz zdobytej władzy. Dlatego też okres funkcjonowania Patriot Act został wydłużony o kolejne kilka lat, a całkiem niedawno, dokładnie 26 maja 2011 roku, prezydent Barack Obama po raz kolejny zmienił termin zakończenia działania dokumentu. Jak widać wojna z terroryzmem ma się całkiem nieźle. 

Sama ustawa istotnie rozszerzała prerogatywy amerykańskiego rządu, pozwalając między innymi podsłuchiwać i gromadzić dane na temat obywateli na niebywałą skalę. Przede wszystkim jednak odbierała ona podstawowe prawa osobom, które nie są obywatelami USA. Mogą być oni aresztowani i przetrzymywani w więzieniu bez prawomocnego wyroku sądowego. Słynne więzienie w Guantanamo na Kubie, ale też afera związana z więzieniami CIA w Polsce i Rumunii to właśnie pokłosie funkcjonowania tej ustawy. 

Uchwalenie Patriot Act było bezpośrednio związane z rozpoczęciem wojny z terroryzmem a szczególnie z reprezentującą go międzynarodową organizacją zwaną Al-Kaida. Co ciekawe zarówno organizacja, jak i jej przywódca Osama Bin Laden byli szkoleni i wspierani przez CIA w latach 80-tych. Istnieje wiele wątpliwości co do tego czy ta współpraca kiedykolwiek się skończyła. 

Kolejnym krokiem była wojna w Afganistanie i obalenie tamtejszego reżimu talibów. Zamiast niego zainstalowano tam „demokratyczny” rząd pod przewodnictwem Mohammeda Karzaja, którego kilka lat później oskarża się o współpracę z narkobiznesem. Co więcej, przebywające w Afganistanie od blisko 10 lat wojska NATO do tej pory nie są w stanie przejąć kontroli nad większością kraju, zaś sam Afganistan, a szczególnie jego pogranicze z Pakistanem, stało się celem wyjazdów wszystkich radykalnym muzułmanów chcących prowadzić walkę z „Wielkim Szatanem”, którym wg nich są USA. 

Praktycznie do czasów WTC kraje islamskie pozostawały niejako w uśpieniu, lokalni dyktatorzy twardą ręką trzymali porządek nie dopuszczając jednak do głosu radykalnych islamistów. Związany z partią BAAS (Partia Socjalistycznego Arabskiego Odrodzenia) przywódca Iraku Saddam Husajn, chociaż wrogi Ameryce, konsekwentnie osłabiał wpływy przywódców religijnych, daleko mu też było do światopoglądu prezentowanego przez Al-Kaidę. W pewnym jednak momencie Husajn okazał się być człowiekiem niewygodnym, wspierającym terroryzm. Oskarżono go również o posiadanie broni masowego rażenia. Co stało się później – wiemy. Pomimo mijających lat, schwytania i skazania na śmierć irackiego dyktatora do tej pory nie udało się znaleźć najmniejszych śladów broni masowego rażenia. Jedyne co udało się stworzyć to rozdzierany wewnętrznymi konfliktami kraj będący kolejną wylęgarnią terrorystów. 

„Wojna z terroryzmem” okazała się być wielką porażką, do niedawna nie było nawet wiadomo co stało się z przywódcą Al-Kaidy Osamą Bin Ladenem. Niespodziewanie zaledwie kilka miesięcy przed 10. rocznicą ataków na WTC, a co ważniejsze przed kolejnymi prezydenckimi wyborami, wroga numer 1 zlokalizowano w willi na terenie strzeżonego przez wojsko osiedla w Pakistanie. Bin Laden został zabity przez Navy SEALS, jednak paradoksalnie nikomu nie udało się zobaczyć ciała bo od razu wrzucono je do morza. Co ciekawe dwa miesiące później w Afganistanie rozbił się śmigłowiec, w którym zginęło wielu amerykańskich żołnierzy związanych z jednostką wojskowa biorącą udział w najsłynniejszym aresztowaniu. Przypadek? Chciałbym w to uwierzyć. 


Wątpliwości 

W jednym z komentarzy Nicolas zauważył, że 60% światowej opinii publicznej nie wierzy, że ataki terrorystyczne na WTC to sprawka Al-Kaidy. Jakkolwiek nie wiem skąd ma on podobne dane, gdyż bardzo ciężko przeprowadzić badania sondażowe na całej ziemskiej populacji, to jednak ma on rację w tym, że naprawdę bardzo wielu ludzi poddaje oficjalną wersję wydarzeń w wątpliwość. Liczni badacze wskazują na szereg niejasności związanych z atakami, takie jak choćby zawalenie się w tym samym czasie budynku WTC7, o braku śladów samolotu, który miał uderzyć w Pentagon, w końcu nienaturalnego zawalenia się samych budynków WTC, które przypominało bardziej akcję wyburzania niż skutek zawalenia się pod wpływem działania wysokiej temperatury. Długo by wymieniać wszystkie argumenty krytyków tezy o ataku ze strony Al-Kaidy i z pewnością poświęcę temu bardzo ciekawemu zagadnieniu jakiś obszerniejszy wpis, najistotniejszy jest sam fakt, że wiele czynników wskazuje na to, że mamy do czynienia z operacją fałszywej flagi. W jakim celu mogłaby zostać przeprowadzona? Chodziło być może o jak największą destabilizację Bliskiego Wschodu i zmianę strefy wpływów. Śmiem jednak stwierdzić, że nie chodziło o pokój. Ten jest bowiem za mało opłacalny.

Zobacz także:

wtorek, 6 września 2011

Po meczu Polska-Niemcy

Ten dzisiejszy mecz dostarczył nam wielu emocji. Dla pocieszenia wszystkich zacnych kibiców przytoczę , że nie zawsze przegrywamy z niemiecką drużyną. W latach 1952-1988 aż dziewięć razy wygraliśmy z drużyną NRD! Wniosek jest prosty, gdybyśmy mieli przeciwko sobie drużyny Saksonii, Prus czy Bawarii to i szanse zwycięstwa byłyby większe. Żartuję oczywiście. Kibice, było nieźle!



Komiksy sprzed 100 lat

Jakiś czas temu pisałem o kartach RPG, których autorzy przewidzieli przyszłe wydarzenia, jakie zdarzyły lub prawdopodobnie zdarzą się w przyszłości. Dziś kolejna ciekawostka w podobnym klimacie, czyli mające blisko sto lat rysunki opublikowane w amerykańskiej prasie. Rysunki te, jak się okazuje, są wciąż bardzo aktualne. Jak to – ktoś zapyta – czy w ciągu tych stu lat świat nie stał się bezpieczniejszym i bogatszym miejscem? Może dla kogoś posiadanie iPhone'a i laptopa jest wyznacznikiem bezpieczeństwa i bogactwa, ale prawda jest taka, że światem rządzą w dużej mierze Stany Zjednoczone, a Stanami Zjednoczonymi rządzą wciąż ci sami ludzie:


Wajcha wojny politycznej 

(kliknij by powiększyć)

Tłumaczenie podpisu: 

"Wall Strett: W którą stronę powinniśmy przeciągnąć wybory w 1912 stary przyjacielu? 

Wielki Bankier: Ponieważ jesteśmy obecnie bezpartyjnymi reformatorami powinniśmy wybrać kandydatów z każdej partii, którzy w tajemnicy zobowiążą się do wspierania prywatnego banku centralnego, będą sprzeciwiać się rządowym pieniądzom i wspierać walutę korporacyjną. 

Wujek Sam (do siebie): Dlaczego ci wszyscy cholerni, ogłupiali postępowcy nie złapią tego samego końca liny albo nie zbiorą się i nie stworzą Narodowej Partii Postępu?" 

Jak widać ciągłe przeciąganie liny pomiędzy zwolennikami jednej i drugiej partii zupełnie się nie zmieniło, ludzie się siłują, walczą w kampanii wyborczej, ale realną siłę mają ci, którzy wybierani są poza procesem demokratycznym – wielcy bankierzy i finansiści z Wall Street. To oni twardo dzierżą „wajchę”, która przechyla się raz w tą czy inną stronę. 


Nadchodząca polityka monetarna



Ośmiornica – czyli system rezerwy federalnej, skupiający sieć prywatnych banków, które poprzez drenaż praktycznie wszystkich sfer gospodarczych i politycznych wysysają z nich zgromadzone pieniądze. 

Chyba nigdy do tej pory nie było tak widoczne, że banki centralne odgrywają kluczową rolę w gospodarce danego państwa. To właśnie w wyniku nieodpowiedzialnej (a może zamierzonej?) polityki Fedu doszło do 2008 do pęknięcia bańki na rynku nieruchomości, a następnie eskalacji kryzysu na pozostałe sfery gospodarki. Gdy tylko przyjrzymy się fundamentom jakiegokolwiek kryzysu czy konfliktu w danym kraju dostrzeżemy, że są one bezpośrednio związane z polityką tamtejszego banku centralnego. To właśnie między innymi niezależność tamtejszego banku centralnego były przyczyną „interwencji” wojsk NATO w Libii na początku tego roku. 

Rothschildowie




Tłumaczenie podpisu: 

"Rothschild: Za miliardy rocznie, jako odsetki z papierów wartościowych, dzierżawię ludzkiej rasie przywilej do życia na mojej Ziemi. Poprzez schemat prywatnej centralnej bankowości wkrótce zagarnę Stany Zjednoczone - wtedy będę właścicielem całego chrześcijaństwa. Carowie, imperatorzy, królowie i lud, wszyscy muszą słuchać moich rozkazów, szanować moje roszczenia albo wynocha z mojej Ziemi!"









Planowana ekonomia czy planowana destrukcja?



Ten rysunek jest o wiele późniejszy, na dole widzimy datę 1934 rok. Po prawej stronie przy krawędzi pojawia się wizerunek Stalina i zarysy Kremla. 

Tłumaczenie napisów z tablicy w lewym dolnym rogu (pisanych najwyraźniej przez Trockiego): „ Plan działania dla Stanów Zjednoczonych: Wydawać! Wydawać! Wydawać! Pod przykrywką ozdrowienia – rozwijaj rząd, wiń kapitalistów za porażki. Wywal konstytucję i proklamuj dyktaturę."


sobota, 3 września 2011

Francuskie wołanie o demokrację

Zauważyłem, że główne agencje prasowe i media tak zwanego głównego nurtu mają tendencję do orzekania rzeczy oczywistych przynajmniej kilka miesięcy później niż potrzeba. W momencie gdy doszło do interwencji w Libii pisałem o tym, że rzeczą oczywistą jest, iż operacja „Świt Odysei” nie ma nic wspólnego z „walką o demokrację” czy z „ochroną libijskich obywateli”, a jest jedynie przemyślaną akcją mającą na celu podział libijskiego tortu przez zachodnich bankrutów. Oczywiście kiedy nie wiadomo było jeszcze czy tak zwanym rebeliantom uda się pokonać wojska Muammara Kaddafiego, media milczały na temat prawdziwych przyczyn interwencji, w końcu zawsze istniało ryzyko, że coś może się nie udać. Taką taktykę można było zobaczyć także u przywódców Niemiec i Włoch w momencie gdy pomimo natowskich bombardowań Kaddafi nie planował ustąpić, a nawet zaczął odnosić militarne sukcesy. Wówczas zarówno kanclerz Merkel jak i premier Berlusconi delikatnie skrytykowali całą interwencję puszczając jednak oko, że to wszystko nie jest zupełnie serio. 

Oczywiście wątpliwości co do sensu interwencji zniknęły z chwilą gdy rebelianci zajęli Trypolis. Obecnie wiele wskazuje na to, że Kaddafi tą rozgrywkę przegrał, w związku z czym francuski „Liberation” ujawnił kulisy tajnego porozumienia pomiędzy libijską Przejściową Radą Narodową a Pałacem Elizejskim. Wynika z niego, że Francuzi mogą liczyć na dostęp do jednej trzeciej libijskich złóż ropy naftowej, w zamian za pomoc jakiej wspaniałomyślnie udzielili buntownikom. W tym momencie oczywiście opinia publiczna podniesie larum, że tak nie można, że to wszystko było jedynie grubymi nićmi szytą konspiracją. Jak najbardziej jest to prawda, tyle że jak zwykle ujawniona wtedy, kiedy jest już po fakcie. Najważniejsze jest jednak to, że takie święte oburzenie jest niezbędne by Francuzi mogli spać spokojnie wiedząc, że ich rząd zrobił dobry interes. Ciekawe kto otrzymał kolejną, trzecią cześć? Amerykanie? Business is business.


czwartek, 1 września 2011

Zacieranie śladów i przygotowania do wojny

Z powodu mojego wakacyjnego wyjazdu, ale też koncentracji nad innymi tematami zupełnie przeoczyłem bardzo ciekawy wątek dotyczący tajemniczego wypadku. Otóż w piątek 5 sierpnia doszło w Afganistanie do katastrofy wojskowego śmigłowca, rzekomo zestrzelonego przez talibów. Tego typu wypadki się oczywiście zdarzają i chociaż sierpień okazał się jednym z najbardziej krwawych miesięcy od czasu rozpoczęcia amerykańskiej interwencji w Afganistanie, to jednak w tej katastrofie dziwnym trafem zginęło „ponad 20” (niektóre źródła podają 31 żołnierzy USA i 7 Afgańczyków) członków Drużyny 6 Navy SEALS. Co w tym dziwnego? Tak się składa, że członkowie właśnie tej drużyny uczestniczyli w akcji, podczas której rzekomo zginął Osama Bin Laden. Mówię „rzekomo” bo ciała nikt przecież nie widział, a do tego teraz zginęli jedni z ostatnich ludzi, którzy owej „śmierci” byli świadkami. Trzeba przyznać, że stawka o jaką toczy się gra musi być wyjątkowo wysoka skoro warto było poświęcić życie tak ogromnej liczby najlepszych żołnierzy armii amerykańskiej. 

Więcej na ten temat można dowiedzieć się w serwisie PrisonPlanet.pl. Ja zaś przypomnę, że zaledwie kilka dni temu zginął Atiyah abd al-Rahman, który od „śmierci” Bin Ladena uznawany był za osobę numer dwa w Al-Kaidzie. Wg agencji prasowych został on zabity przez maszynę - „drona” bojowego w górach w Pakistanie. Ataki dronów oraz atak na rezydencję, w której miał przebywać Bin Laden, nie były w ogóle konsultowane z władzami pakistańskimi. Suwerenne państwo, które pozwala obcemu mocarstwu na działania wojenne na swoim terytorium traci wszelki szacunek w oczach swoich obywateli. Osłabiać własnego sojusznika? Najwyraźniej zaś Amerykanie albo raczej Ci, którzy Ameryką rządzą, nic sobie z tego faktu nie robią, a nawet dodatkowo podgrzewają atmosferę. Po co? Teoretycznie Pakistan jest sojusznikiem w „wojnie z terroryzmem”, ale po co im w takim wypadku gwarancje chińskie, których Pekin udzielił Islamabadowi. W globalnej szachownicy ta część Azji wciąż pozostaje punktem, w którym ludzie dążący do wojny starają się wprowadzić jak najwięcej zamieszania.

Zobacz także:

wtorek, 30 sierpnia 2011

Gdzie umarł Adolf Hitler?

Czy FBI nie mówi prawdy o prawdziwym miejscu śmierci Adolfa Hitlera informując opinię publiczną, że była to Argentyna? A może celowo wskazuje ten popularny dla migracji hitlerowców kraj, by odwrócić uwagę od prawdziwego miejsca pobytu nazistowskiego przywódcy?

Dla przypomnienia: niedawno świat obiegła informacja na temat ujawnionych przez FBI dokumentów, według których przywódca III Rzeszy dokonał swojego żywota w Argentynie, długo po zakończeniu II Wojny Światowej. 30 kwietnia o świcie wystartował z Tiergarten mały samolot i skierował się do Hamburga. W kabinie miejsce zajęli trzej mężczyźni i kobieta. W konsekwencji z Hamburga, tuż przed zajęciem portu przez Brytyjczyków, wypłynął duży okręt podwodny. Na jego pokładzie rzekomo znajdowały się tajemnicze osoby, a wśród nich była kobieta. Najważniejszym pasażerem mógł być Adolf Hitler, a kobietą jego żona Ewa Braun. Łódź podwodna rzeczywiście skierowała się w stroną Argentyny, tyle tylko, że nigdy do niej nie dotarła. Mogła dopłynąć do Antarktydy, gdzie w komfortowych, wcześniej przygotowanych warunkach, Adolf Hitler mógł dokonać żywota, lub żyć wiele lat otoczony swoimi wiernymi podwładnymi. Co ciekawsze, nikt mu w tym przez kilkadziesiąt lat nie przeszkadzał. Na czym oparty jest ten pogląd? 

Otóż 9 czerwca 1945 roku marszałek Gieorgij Żukow, dowódca wojsk, które zajęły schron pod Kancelarią Rzeszy, stwierdził:

"Nie zidentyfikowaliśmy zwłok Hitlera". 

Podobną opinię wyraził w 1952 roku prezydent Dwight D. Eisenhower:

“Nie byliśmy w stanie dotrzeć do nawet skrawka namacalnych dowodów dotyczących śmierci Hitlera. Wielu ludzi wierzy w to, że Hitler uciekł z Berlina”. 

Nie było to jedyne stwierdzenie, które podważa obowiązujące do tej pory stanowisko dotyczące śmierci przywódcy III Rzeszy. Testy DNA przeprowadzone na udostępnionej przez Rosjan czaszce Adolfa Hitlera wykazały, że szczątki nie należą do przywódcy III Rzeszy. Naukowcy z University of Connecticut doszli do wniosku, że Rosjanie od 1945 roku przechowywali u siebie czaszkę kobiety, która w chwili śmierci miała około 40 lat. Kości są bardzo cienkie, kości męskie są grubsze. A szwy spajające czaszkę wyglądają jak u osoby w wieku poniżej 40. roku życia – skomentował badania archeolog Nick Bellantoni. Wódz III Rzeszy urodził się w 1889 roku. W roku 1945 miał więc 56 lat.

Ewa Braun
Badana czaszka raczej nie należy też do Ewy Braun, wieloletniej towarzyszki Hitlera i jego żony przez ostatnie kilkadziesiąt godzin życia. Co prawda w 1945 roku miała ona 33 lata, jednak otruła się, więc w jej czaszce nie powinno być dziury po kuli. Hitler przez lata przygotowywał podziemne budowle i gromadził zagarnięte z terenu całej Europy bogactwa. Od miesięcy wiedział jak zakończy się II Wojna Światowa. Czy dysponując największym militarnym systemem organizacyjnym postanowiłby strzelić sobie w łeb lub zostać pastuchem w Argentynie? Czy w stwierdzenia FBI mamy wierzyć podobnie jak przez dziesiątki lat w honorowe rozwiązanie? Komu zależy dzisiaj na lansowaniu takich faktów? 

Tajemnica związana z niemiecką wyprawą na Antarktydę podjętą w 1938 rok. Jej dowódcą był kapitan Ritsher. Obecnie wiadomo jedynie, że misja miała charakter militarny. Nie ujawniono jednak, co Niemcy robili w tym niedostępnym miejscu. Być może wiąże się to jakoś z rozkazem admirała Dönitza, który to miał wysłać pod sam koniec wojny do stacjonujących u wybrzeży Antarktydy okrętów podwodnych: "Zostać i kontynuować misję". Rozkaz przesłano otwartym tekstem, lecz nie wiadomo do dziś, o jaką misję chodziło. Co ciekawsze, wszystko wskazuje na to, że ta tajemnicza misja nigdy nie została zakończona i trwa do chwili obecnej. 

Po drugie „baza”. Niezwykła, tajemnicza sprawa upowszechniania przez badaczy spiskowych teorii. Jest bezspornym faktem, że w 1947 roku wysłano w ten rejon ekspedycję marynarki wojennej USA. Dowodził nią admirał Byrd. Kiedy czyta się jego dziennik, ma się wrażenie, że jest to raczej powieść science-fiction. Z zapisków tych wynika, że Amerykanie zauważyli kilka jednostek podwodnych, z którymi nie zdołano nawiązać jakiegokolwiek kontaktu, zaś próba zbliżenia się do nich kończyła się zawsze tak samo – okręty w niewytłumaczalny sposób znikały. To nie koniec, wysłane na ich poszukiwania małe łodzie podwodne w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęły. Nie udało się też nigdy nawiązać łączności z grupą żołnierzy wysłanych do zbadania fragmentu lądu, z którego miały startować tajemnicze obiekty latające. Żaden z nich nigdy nie powrócił. Odebrano jedynie fragment meldunku o odkryciu dziwnych tuneli. Potem zaległa cisza. Podczas misji zaginęło około 100 żołnierzy, jednak ku zdziwieniu dowódcy misji, rząd USA nakazał mu przerwać zadanie i natychmiast opuścić niebezpieczny teren. Los zaginionych do tej pory pozostaje nieznany. 

Już w 1936 roku, a więc na trzy lata przed wybuchem wojny, Hitler wysłał do Ameryki Południowej ludzi z misją specjalną. Ich zadaniem było umocnienie i zorganizowanie miejscowych faszyzujących środowisk, by w przyszłości móc dysponować jak największymi wpływami. Było ich pięciu, byli oczywiście głęboko zakonspirowani, a dla celów misji wyposażono ich w spory kapitał, 20 milionów dolarów w złocie 

Osiem lat później postanowiono zebrać pierwsze plony i sięgnąć po pomoc południowoamerykańskich struktur. W sierpniu 1944 roku po naradzie w Strasburgu zapadła decyzja o rozpoczęciu operacji „Ziemia Ognista”, za którą odpowiedzialny był osobiście Reichsführer Heinrich Himmler. W ciągu zaledwie kilku tygodni oficerowie Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy rozpoczęli załadunek na przygotowane łodzie. Były to dziesiątki zaplombowanych skrzyń, które umieszczono na statkach podwodnych. Umieszczony ładunek zaplombowano i dodatkowo zaminowano, na wypadek gdyby został przejęty przez nieprzyjaciela. 

Pracujący nad jej wyjaśnieniem historycy znają wiele szczegółów, nawet dokumenty. Wiadomo, kiedy nastąpił załadunek i, z dużym przybliżeniem, ile tego było. 2511 kilogramów złota, 87 kg platyny i 4638 karatów brylantów wniesiono na pokład statków podwodnych. Ostatnie wiadomości na ten temat pochodzą z listopada 1944 roku, lecz nie przyczyniają się do rozwiązania zagadki. Nie wiemy, co się stało z konwojem, ale majątek był rzeczywisty i ogromny. Nadal niejednego może skłonić do zainteresowania się tą historią. Dawni poszukiwacze tracili życie, uganiając się za legendarnymi skarbami. A w tym wypadku nie mówimy o mitach. Gdzie dotarł gigantyczny skarb Adolfa Hitlera? Pod strzechę jakiejś chałupy w Argentynie? 

San Carlos de Bariloche
Rzeczywiście Argentyna i cała Ameryka Południowa odegrały istotną rolę w ewakuacji najważniejszych oficjeli III Rzeszy, wbrew jednak temu co twierdzi argentyński dziennikarz Abel Basti, nie było to miejsce, w którym przebywał sam Hitler. Faktycznie, miejscowość San Carlos de Bariloche w Patagonii u podnóża Andów, 1.350 kilometrów na południowy wschód od Buenos Aires, miała szczególne znaczenie dla nazistowskich uciekinierów. Od początków XX wieku była zamieszkana głównie przez Niemców, pozwoliło to wielu osobom nie tylko utrzymać tam wpływy, ale przede wszystkim wmieszać się w lokalną społeczność. Okolica stanowiła także doskonałą przystań dla faktycznych działań daleko na południe. 

Shangri-La Hitlera znajdowało się na obszarze wewnątrz Ziemi Królowej Maud, w Nowej Szwabii. Teren ten jest jak na Antarktydę wyjątkowy, gdyż nie pokrywa go lód. Dzieje się to dzięki ciepłu, jakie daje aktywny w tamtej okolicy wulkan. Dzięki temu już w roku 1940 można było przygotować specjalną bazę, w której w razie niepowodzenia miał schronić się fuhrer wraz z najbardziej zaufanymi członkami SS. 

Nie działo się to zresztą bez wiedzy najważniejszych z państw alianckich, zarówno zwyciężeni jak i zwycięzcy II Wojny Światowej starannie kryją swoje tajemnice. Zwłaszcza te kompromisowe pakty, które negocjowano pod koniec wojny. Wówczas strony wiedziały już kiedy nastąpi koniec i jak on będzie wyglądał. Niemcy sprzedawali swoją skórę, a Alianci ukrywali, co otrzymywali w zamian za spokojne dożycie końca swych dni przez ich niedawnych wrogów. Podobnie jak szwajcarskie żydowskie konta, droga do zrabowanych skarbów i najlepszych technologii otwarła się niczym bajkowy Sezam. 

Jest bezspornym faktem, że naziści wybudowali w krótkim czasie mnóstwo podziemnych obiektów. Do tej pory wiele fragmentów słynnego kompleksu Riese, który powstał na Dolnym Śląsku pozostaje niezbadanych, wiele korytarzy pozostaje zasypanych zaś wejścia do nich zdają się być niedostępne. Co jednak najważniejsze, mimo świadomości ich istnienia oraz wiedzy na temat ich lokalizacji, do dziś niektórych nie odkryto. 

Dlaczego do dziś do nich nie dotarto? Czy odnalezienie podziemnych kompleksów w Polsce podobnie jak tajemniczej bazy na Antarktydzie, miejsca śmierci Adolfa Hitlera, jest niemożliwe? Czy sytuacja jest analogicznie do ukrywanej do dziś zasobności rzeczy znalezionych na zamku w Wewelsburgu w Niemczech? 

Posłużmy się prostym, przekonywującym przykładem wskazującym jak chroni się tajemnice. 

Praktycznie w tym samym czasie, gdy wysyłano pierwszy transport, w Kolonii rozpoczęto formowanie „Konwoju Führera”. Miał się składać z 35 nieuzbrojonych łodzi podwodnych. Miały one unikać wszelkiego kontaktu z nieprzyjacielem. Załogi skompletowano według pewnego klucza. Marynarze, których wybierano, mieli być stanu wolnego, wybierano przede wszystkim ludzi nie mających żadnych bliskich, z którymi chcieliby utrzymywać kontakty. Na pokładzie mieli się też znaleźć inni pasażerowie. Co najmniej jednej z łodzi nie udało się przedrzeć przez cieśniny duńskie. Jej dowódca Heinz Scheffer milczał. Wydał wprawdzie swoje wspomnienia, ale w tej sprawie dochował tajemnicy. Gdyby miał coś zdradzić, zrobiłby to pewnie podczas przesłuchań. Ale i tak, nie do końca zresztą z własnej woli, pojawił się na scenie w kontekście dawnych wydarzeń.

W latach 80. Jego współtowarzysz kapitan Wilhelm Berhardt brał udział w programach telewizyjnych na temat tajemnic II Wojny Światowej. W ręce zachodnioniemieckiej policji wpadł wysłany przez Scheffera do Berhardta list, w którym były dowódca czynił wyrzuty i przestrzegał przed ujawnianiem tajemnic. Pisał, że lepiej aby wszystko spoczywało na dnie Bałtyku. Sugerował, że ta wiedza nadal mogłaby komuś zaszkodzić. Komu? Czy ludziom, którzy wiedzieli gdzie był wówczas Adolf Hitler?


sobota, 27 sierpnia 2011

Operacja fałszywej flagi

źródło: politicaloutcast
Operacja fałszywej flagi (ang. false flag operation; flase flag; Black Flag) zwana też działaniem fałszywej flagi to tajna operacja prowadzona przez rząd, korporacje lub inne organizacje, mająca na celu wprowadzenie w błąd opinii publicznej poprzez stworzenie wrażenia, że dane działanie zostało dokonane przez innego sprawcę. Nazwa wywodzi się z militarnej koncepcji false colors, czyli operacji wykonanej w obcych (narodowych) barwach. Operacje fałszywej flagi nie są ograniczone do działań wojennych, ale mogą występować również w czasie pokoju. 

Przykłady operacji fałszywej flagi:

Incydent mukdeński (inaczej: incydent mandżurski; incydent 18 września) – 18 września 1931 japońska armia wysadziła w powietrze odcinek należącej do Japonii Kolei Południowomandżurskiej. Odcinek ten nie miał wielkiego znaczenia strategicznego, jednak w pobliżu stacjonował garnizon chińskiej armii rządowej, który został oskarżony o przeprowadzenie ataku. Był to pretekst do aneksji Mandżurii. 

Incydent Gliwicki – będący częścią operacji Himmler, 31 sierpnia 1939 roku przebrani w polskie mundury niemieccy żołnierze dokonali na radiostację znajdującą się w Gliwicach. Dzięki temu niemieckim narodowym socjalistom udało się zmobilizować opinię publiczną do rozpoczęcia wojny i zaatakowania Polski. 

Atak na wioskę Mainila – 26 listopada 1939 roku Związek Radziecki ostrzelał rosyjską wioskę Mainila znajdującą się w pobliżu fińskiej granicy. Był to pretekst do zaatakowania Finlandii cztery dni później. 

Operacja Ajax (w Iranie zwany przewrotem 28 mordada 1332) –akcja przeprowadzona w 1953 roku przeciwko demokratycznie wybranemu premierowi Iranu Mohamedowi Mosaddegh'owi. Przywódca kraju dążył do zmiany warunków umowy na wydobycie ropy naftowej przez koncern BP, który przynosił straty krajowej gospodarce. Operacja polegała na popularyzowaniu w mediach fałszywej informacji jakoby ataki na domy przywódców religijnych, za którymi w rzeczywistości stały MI5 i CIA, były sprawką osób związanych z premierem. Następnie sprowokowano zamieszki, które doprowadziły do śmierci kilkuset osób i ustąpienia premiera. 

Operacja Northwoods – zaplanowana w 1962, lecz nigdy nie zrealizowana operacja CIA mająca na celu przeprowadzenie szeregu ataków terrorystycznych, takich jak porwanie lub zestrzelenie cywilnych bądź wojskowych samolotów, zatopienie amerykańskiego okrętu w pobliżu Kuby, spalenie plonów, zatopienie łodzi z kubańskimi uciekinierami, w końcu zniszczeń w infrastrukturze wojskowej przeprowadzonych rzekomo przez kubańskie lotnictwo. Operacje te miały na celu obwinienie władz na Kubie o wspieranie terroryzmu i sprowokowanie ataku na wyspę w celu obalenia komunistycznego rządu. Operacja nie doszła do skutku, gdyż została odrzucona przez prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy'ego. 

Projekt Gladio (ang. operation Gladio, wł. Organizzazione Gladio) – nieoficjalna nazwa operacji finansowanych przez CIA a mających na celu podtrzymywanie antykomunistycznych nastrojów i obaw przez Układem Warszawskim na terenie Europy Zachodniej. Przeprowadzano je od 1959 roku. Operacje polegały na prowokacjach dokonywanych przez tajny sił NATO poprzebieranych za terrorystów, którzy dokonywali prowokacji i zamachów bombowych praktycznie na całym świecie. 

Dokument BBC na temat Projektu Gladio:

Powyższe operacje fałszywej flagi zostały udokumentowane po ujawnieniu dotyczących ich dokumentów. Istnieje wiele współczesnych wydarzeń, do których istnieją podejrzenia, że są również działaniami tej kategorii. Zostaną one opisane wkrótce. 



Na podstawie: 




http://www.iluminaci.pl/iluminaci/opercje-tajnych-organizacji-pod-faszywa-flaga

http://www.truthmove.org/content/false-flag-operations/

czwartek, 25 sierpnia 2011

Niewinny! Ale czy to koniec skandalu?

A nie mówiłem? Kilka miesięcy temu pisałem o tym, że całe zamieszanie z oskarżeniami wobec Dominique'a Strauss-Kahna to sprawa grubymi nićmi szyta i najpewniej został on wrobiony. Oczywiście media nie przejmują się czymś takim jak zasada domniemanej niewinności i prawie od razu wiedziały, że jest winien, co zapewne skutecznie wyeliminowało go z politycznego mainstreamu. 

Działania dyskredytowania niewygodnych polityków przy pomocy oskarżeń o nadużycia seksualne to stara i sprawdzona metoda. Stosowano je już na przełomie XVIII i XIX wieku jak to miało miejsce w przypadku trzeciego prezydenta USA, Thomasa Jeffersona, który przez publicystę Jamesa Callendera oskarżony został o spłodzenie nieślubnych dzieci z własną niewolnicą. 

Podejrzenia o molestowanie seksualne były przecież jedną z przyczyn upadku Andrzeja Leppera, który uchodził za postać dla wielu wpływowych osób niebezpieczną. Przypomnę choćby jego wyśmiewaną przez media wypowiedź o talibach w Klewkach, która po latach okazała się prawdziwą po tym, gdy ujawniono aferę o tajnych więzieniach CIA. Stare Kiejkuty, gdzie ma znajdować się tajemnicza baza, są zaledwie 50 km od Klewek: 

Lepper wiedział o wiele więcej, co dokładnie nie będzie nam jednak dane się dowiedzieć. 

Sprawa Strauss-Kahna z pozoru wydaje się być inna, nie był on przecież typem trybuna ludowego, który wszedł do parlamentu na fali masowych protestów. Z drugiej jednak strony kiedy w wywiadzie dla „Libération” został zapytany o największe trudności, jakim będzie musiał stawić czoła jako kandydat na prezydenta stwierdził: „Forsa, kobiety i moja żydowskość” (Strauss-Kahn pochodzi z rodziny aszkenazyjskich Żydów). Do wyborów we Francji jeszcze daleko, ale jak się okazało miał rację. Wybory we Francji nie były zresztą jedynym powodem, dla którego chciano go skompromitować (napisałem o tym już wcześniej – link) albo przynajmniej odsunąć od władzy w MFW. W końcu jako ideowy socjalista od początku objęcia stanowiska dążył do reformy Funduszu, a przede wszystkim był wrogiem bailoutów, które miały poprawić sytuację bankowego establishmentu kosztem najuboższych. 

Podobnych skandali z politykami i osobami publicznymi w roli głównej nie brakuje. Wkrótce po tym gdy wybuchła afera ze Strauss-Kahnem, do dymisji podał się George Tron- francuski sekretarz stanu ds. administracji, również oskarżony o molestowanie. Jesienią 2009 roku na Ukrainie wybuchł skandal, gdy ujawniono informację, że grupa tamtejszych polityków napastowała dzieci przebywające na obozie nad Morzem Czarnym. Dyskredytowanie przeciwnika za pomocą piętnowania jego zachowań seksualnych bywa świetnym narzędziem do eliminowania przeciwników politycznych.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf