sobota, 17 września 2011

Współczesne operacje fałszywej flagi

Pisałem niedawno na temat ujawnionych operacji fałszywej flagi. Celem tych operacji od początku jest wprowadzenie w błąd, dlatego też kłamstwo i pomówienia stają się naturalnym narzędziem stosujących je służb. Wiele operacji, które wymieniłem w poprzednim artykule na ten temat została ujawniona dopiero po wielu latach, część z nich udowodnili niezależni badacze, historycy lub dziennikarze, inne ujawniono dzięki pracy konkurencyjnych służb specjalnych, w końcu niektóre po prostu odtajniono i podano do publicznej wiadomości. Oczywiście możemy się tylko domyślać jak wiele z nich wciąż pozostaje tajna, nawet dokumenty z czasów II Wojny Światowej pozostają w wielu przypadkach niejawne, chociaż od tych wydarzeń minęło blisko 70 lat. Stąd operacje, które miały miejsce 10 czy 20 lat temu jeszcze przez wiele lat pozostaną niepotwierdzone przez zainteresowane służby i pozostanie nam jedynie przyjmować bardziej lub mniej prawdopodobne hipotezy dotyczące prawdziwego przebiegu zdarzeń. 

Jakie współczesne wydarzenia możemy traktować jako potencjalne operacje fałszywej flagi? Przygotowałem listę kilku budzących wiele kontrowersji wydarzeń, przy których wszystko jest nie tym co się wydaje. 

Trzeba być ostrożnym w szafowaniu wyrokami na temat tego, które dokładnie wydarzenie ma charakter operacji fałszywej flagi. Nie brakuje jednak osób, które wskazują na szereg dowodów świadczących o tym, że ich inicjatorzy byli kim innym niż ci, których o to oskarżono. 

Podejrzenia o współczesne operacje false flag: 


fot. Anynobody
Katastrofa samolotu Pan Am 103 (Lockerbee, Wielka Brytania) (21.12.1988) – wybuch bomby na pokładzie samolotu doprowadził do śmierci wszystkich pasażerów i załogi 

Oficjalna wersja: za atakiem stały libijskie służby wywiadowcze, co zostało udowodnione w procesie sądowym. 

Krytyka: dowody zostały sfałszowane w celu zmuszenia Muammara Kaddafiego do otwarcia Libii na zachodnie przedsiębiorstwa naftowe, wrak w dziwny sposób zabezpieczono usuwając części samolotu, które były najbliżej miejsca wybuchu, niejasności podczas procesu oskarżającego Libię, 

Rezultat: na Libię nałożono sankcje gospodarcze a także zmuszono do zmiany polityki wobec zagranicy, 



Atak na budynki federalne w Oklahoma City (19.04.1995) – zawalenie 7-piętrowego budynku federalnego w wyniku wybuchu ciężarówki. 

Oficjalna wersja: ciężarówka była wypełniona azotanem (V) amonu (nawóz sztuczny) i ropą. Za atak winę ponoszą Timothy McVeigh i Terry Nichols obywatele USA przedstawiani jako prawicowi, antyrządowi ekstremiści. 

Krytyka: Generał Partin wskazuje, że ilość ładunków jakiej użyli zamachowcy nie była w stanie spowodować tak dużych szkód. Sam McVeigh był byłym żołnierzem U.S. Army i został stracony równo 3 miesiące przez atakami na WTC, 11 czerwca 2001 roku. 

Rezultat: wzmocnienie działalności przeciwko lokalnemu terroryzmowi, osłabienie wewnętrznych antyrządowych organizacji paramilitarnych. 



Ataki terrorystyczne w USA 11 września 2001 roku – uważany za najbardziej udaną operację fałszywej flagi. 

Oficjalna wersja: terrorystyczna organizacja Al-Kaida i jej przywódca Osama Bin Laden zorganizowali akcję porwania samolotów pasażerskich a następnie użycia ich do zniszczenia strategicznych obiektów na terenie USA). W wyniku ataku zniszczone zostały wieże World Trade Center oraz częściowo budynek Pentagonu. 

Krytyka: Sprawcy związani z CIA, Izraelem i Arabią Saudyjską. Zawalenie się trzeciego budynku WTC7, nienaturalne zawalenie się obu głównych budynków WTC (wg Douglasa Hermana z powodzeniem użyto wówczas nowej technologii wyburzania polegającej na uszkodzeniu rdzenia budynku), brak zdjęć przedstawiających szczątki samolotu, który uderzył w Pentagon, „problemy” osób, które przeżyły ataki, rodzin ofiar i strażaków

Rezultat: Patriot Act, inwazja na Afganistan oraz Irak, wojna z terrorem, 



fot. Francis Tyers
Zamachy w Londynie (7.07.2011) – ataki przeprowadzone w stacjach metra oraz w autobusie w samym centrum Londynu. 

Oficjalna wersja: grupa młodych, urodzonych w Wielkiej Brytanii muzułmanów dokonała samobójczych zamachów odpalając bomby znajdujące się w plecakach. Bomby w metrze zostały umieszczone w kubłach na śmieci. 

Krytyka: Brak zgody Tony'ego Blaira na oficjalne śledztwo. Osoby zainteresowane zamachami odkryły między innymi, że pociąg na jednej ze stacji metra, w której wybuchł ładunek został zniszczony od spodu co świadczyłoby o tym, że musiał tam zostać umieszczony o wiele wcześniej. Widać też, że bomb mogło być więcej. 

Rezultat: wzmocnienie nastrojów antyislamskich w Europie, wzmocnienie infiltracji i kontroli obywateli na terenie Wielkiej Brytanii, 



Zabicie Bin Ladena (2.05.2011) – przywódca organizacji, która miała wg oficjalnej wersji wydarzeń stać za atakami 11 września 2001 był poszukiwane przez całe 10 lat. 

Oficjalna wersja: Bin Ladena udało się wytropić a następnie zabić w willi w bogatej dzielnicy Abbottabadu niedaleko stolicy Pakistanu. Ciało zostało wrzucone do morza. Pojawiły się oskarżenia, że władze Pakistańskie wiedziały o pobycie Bin Ladena a nawet go wspierały

Krytyka: Brak ciała, sprzeczne informacje dot. przebiegu ataku. Zanim doszło do całej akcji od lat krążyły informacje o tym, że Bin Laden nie żyje od dawna i mógł zginąć jeszcze w 2001 roku podczas bombardowań w Afganistanie. Niedługo po atakach w katastrofie śmigłowca w Afganistanie zginęło wielu członków jednostki Navy SEALS, którzy brali udział w akcji zabicia przywódcy Al-Kaidy. 

Rezultat: sukces propagandowy tuż przed obchodami 10-tej rocznicy 11 września; celowe pogorszenie stosunków z Pakistanem, 



Zamachy w Norwegii 22 lipca 2011 

fot. N.Andersen
Oficjalna wersja: Działający w samotności, skrajny prawicowiec Andres Breivik podłożył ładunek wybuchowy pod rządowy budynek w Oslo a następnie przez nikogo nie zatrzymany udał się na wyspę Utøya, gdzie przy pomocy …. zastrzelił 69 osoby, głównie młodzież. 

Krytyka: Norweski zamachowiec z pozoru przypomina „samotnego wilka” zbliżonego do Timothy'ego McVeigha, jednak istnieje wiele wątpliwości co do tego czy faktycznie działał samodzielnie, tuż po zamachach pojawiały się informacje o dwóch osobach strzelających na wyspie. Ataki skierowane były na norweską Partię Ludową, która od pewnego czasu prowadziła aktywnie antyizraelską politykę. 

Rezultaty: spodziewany wzrost kontroli obywateli na terenie Europy 



Powyższe przykłady są tylko jednymi z najbardziej znanych akcji podejrzanych o działalność osób trzecich. Jest ich jeszcze bardzo wiele...

Zobacz także: 

piątek, 16 września 2011

Zwyciężyłem!

Dzisiaj dostałem oficjalna informację, że zostałem zdobywcą pierwszego miejsca w konkursie na „Najlepszy debiut roku 2010/2011" w portalu Interia360.pl

To niezwykle przyjemne uczucie mieć świadomość, że pomimo krótkiego stażu w blogosferze (piszę od końca stycznia 2011 roku) udało mi się znaleźć uznanie u Was znakomici moi Czytelnicy. 

Dziękuję Wam wszystkim i każdemu pojedynczo, ten sukces zawdzięczam przede wszystkim Waszemu wsparciu. 

Victor Orwellsky

Zwycięski tekst: "Tajemnicze zaginięcie amerykańskiego złota".

czwartek, 15 września 2011

Kryzys jako droga dla nowej władzy

graf. rafaortman / sxc.hu
Kryzysy zawsze były dogodnymi momentami wykorzystywanymi przez ambitne jednostki do tego by przejąć władzę.

Nie ma tutaj znaczenia czy był to kryzys wywołany długotrwałą wojną, który obalił stare monarchie w Rosji i w Austro-Węgrzech, czy też ekonomiczny, który wyniósł do władzy Hitlera. Całkiem niedawno Muammar Kaddafi, który cieszył się faktycznym poparciem wśród mieszkańców Trypolisu stracił je dopiero wtedy, kiedy w wyniku embargo obywatele zaczęli odczuwać pogorszenie swojej sytuacji materialnej. Do czego może więc doprowadzić obecny kryzys w strefie euro? 

Alternatywnych scenariuszy nie brakuje. Nie brakuje też polityków i ludzi biznesu chętnych skorzystać z zaistniałej sytuacji. W zeszłym tygodniu znowu zrobiło się głośno o byłym kanclerzu Niemiec Gerhardzie Schroederze, który od czasu gdy dostał ciepłą posadkę przy budowie gazociągu Nord Stream rzadko kiedy pojawiał się w mediach. Najwyraźniej wolał nie robić wokół siebie zamieszania. Ostatnio jednak uczynił wyjątek i oznajmił, że obecny kryzys w strefie euro powinien być przyczynkiem do jeszcze bliższej integracji państw naszego kontynentu. Do opinii Schroedera przyłącza się znaczna cześć najważniejszych wpływowych osób naszego kontynentu. Podobny pogląd przedstawili całkiem niedawno Jean Claude Trichet, prezes EBC (Europejskiego Banku Centralnego) i Antonio Borges, dyrektor europejskiego oddziału MFW twierdząc, że Europa powinna stać się hegemonem nowego porządku monetarnego.

Pierwsze kroki w tym kierunku zostały już podjęte, prezydent Nicolas Sarkozy i kanclerz Angela Merkel wyszli z propozycją stworzenia jednolitego systemu podatkowego dla Francji i Niemiec, zaś p.o. ministra finansów Belgii Didier Reynders stwierdził, że do całej inicjatywy powinny włączyć się także kraje Beneluksu. Według brytyjskiego ministra finansów George'a Osborne'a do zawarcia podobnego traktatu miałoby dojść wewnątrz strefy euro. Również polski minister finansów Jacek Rostowski zabrał głos w całej sprawie roztaczając przez europarlamentarzystami wizję nowej wojny jeśli nie uda się przeprowadzić dalszej integracji:

„Polska (…) w pełni popiera wszelkie wysiłki, aby pokonać ten kryzys przez dalszą integrację strefy euro” - powiedzial. 

Na podniesiony problem zupełnie inaczej patrzą jednak przedstawiciele europejskich elit a inaczej mieszkańcy poszczególnych państw. Rośnie poparcie dla partii nacjonalistycznych, przeciwnych dalszej integracji a co więcej podobne głosy pojawiają się nawet wewnątrz ugrupowań związanych z establishmentem (jak choćby niemieckie CDU i CSU). Zauważył to między innymi George Friedman ze STRATFOR pisząc, że w zaistniałej sytuacji powrót do narodowych egoizmów jest o wiele silniejszy niż dawniej. 

Europa jest od dawna teatrem działań wielu organizacji i grup wpływu, na naszym obszarze działają oprócz służb wywiadowczych także najprzeróżniejsze organizacje które pragną zrealizować swoje cele. Londyn to dziś stolica światowej finansjery i centrum, podążając za spiskowym postrzeganiem świata, dowodzenia Iluminatów. Francuscy politycy w zasadzie obowiązkowo powiązani z masonerią od lat dążą do zjednoczenia Europy pod swoim przewodnictwem. Niemcy muszą pozostać dyskretniejsi, ale o czym pisałem niejednokrotnie, również tam działają organizacje, które mają często korzenie bezpośrednio w SS („Rycerze Wewelsburga”). Kraje Europy Środkowej zdają się być wciąż frontem walki o własną tożsamość i ciężko im przedstawić własny projekt. A Rosja? 

Jak podaje telewizja RT, w Rosji właśnie podjęto decyzję o odnowieniu monumentalnej mozaiki zwanej „Przedsiębiorstwem Socjalizmu” (Industry of Socialism), która wygrała główną nagrodę w konkursie podczas wystawy światowej w Paryżu w 1937 roku. Mozaika przedstawiająca mapę ZSRR z tamtego okresu składa się z czterech i pół tysiąca klejnotów i cennych kamieni. 

Może więc zamiast pisać nowe scenariusze wystarczy odkurzyć te sprzed 100 lat?

wtorek, 13 września 2011

Atak dronów

Pod koniec sierpnia ogłoszono informację o zabiciu kolejnego ważnego przywódcy Al-Kaidy. Był nim Atiyah Abd al-Rahman, Libijczyk uznawany za numer 2 w obecnej hierarchii organizacji. Jego śmierć w górach na północnym-wschodzie Pakistanu 22 sierpnia była kolejnym atakiem, w którym nie brali jednak udziału prawdziwi żołnierze. Wszystkim zajęły się bojowe drony. 

Drony, czyli unmanned aerial vehicle (UAV) to bezzałogowe samoloty używane przede wszystkim w celach militarnych. Do niedawna były one kojarzone raczej z działaniami rozpoznawczymi i szpiegowskimi, z ich pomocy skorzystano między innymi przy rozpoznaniu terenu wokół domu, w którym miał przebywać Osama Bin Laden, zabity rzekomo przez Navy SEALS na początku maja. 

O zastosowaniu bezzałogowych samolotów do celów wywiadowczych, można było przeczytać od lat. Szczególnie dużo mówiło się o użytkowanym w latach 1994-2011 General Atomics MQ-1 Predator. Początkowo "Predatory" wykorzystywano głównie do przeprowadzania akcji rozpoznawczych, jednak po interwencji USA w Afganistanie pojawił się pomysł by wykorzystać drona również do zadań bojowych. Aż do ich wycofania w marcu 2011 roku drony te brały udział w akcjach na terenie Afganistanu i Iraku, ale pojawiały się również podczas konfliktów bałkańskich, w Bośni i Kosowie. 

MQ-9 Reaper w locie

Jego następcą stał się General Atomics MQ-9 Reaper. "Żniwiarz" jest pierwszym samolotem typu hunter-killer. Uzbrojony jest w bomby naprowadzające za pomocą laserów bądź GPS, a także 14 pocisków AGM-114 Hellfire. 


Ciche przejście do działań ofensywnych 

Pomimo, że z roku na rok ich aktywność wyraźnie rośnie, praktycznie do 2011 roku ciężko było znaleźć oficjalne doniesienia o zastosowaniu dronów bojowych. Według Biura Dziennikarstwa Śledczego (The Bureau of Investigative Journalism), które zajmuje się monitorowaniem działań dronów, obecnie można mówić o 295 atakach, w których łącznie zginęło około dwóch i pół tysiąca osób. Co ciekawe za kadencji laureata pokojowej nagrody Nobla - Baracka Obamy ataki za pośrednictwem tych urządzeń przeprowadzono dotychczas już 243 razy. Operują one głównie na obszarze Bliskiego Wschodu, a ich aktywność rozciąga się od Kenii i Somalii aż po państwa środkowoazjatyckie takie jak Kazachstan. Obszarem o największej koncentracji ataków z wykorzystaniem tych maszyn jest pozostający oficjalnie w sojuszu wojskowym z USA Pakistan. 

Stosunek władz pakistańskich do dronów zmieniał się w przeciągu ostatniej dekady. Shamshad Ahmad były minister spraw zagranicznych i ambasador Pakistanu przy ONZ powiedział serwisowi IPS, że w latach 2004-2007 prezydent Pervez Musharraf zgodził się na ataki dronów, chcąc w ten sposób wyrazić poparcie dla administracji George'a W. Busha w walce z siatką Al-Kaidy. Strona amerykańska miała nie tylko autonomię w doborze celów, ale także propagandowe wsparcie pakistańskich władz, które po każdorazowym ataku dronów rozpowszechniały informację, że eksplozje były spowodowane przez bomby domowej roboty. 

Całej akcji nie udało się jednak utrzymać na dłuższą metę w tajemnicy, gdyż jak się okazało ataki dronów były nieprezycyjne i często zamiast przywódców Al-Kaidy ofiarami ataków padali przypadkowi cywile. 

Predator odpalający pociski typu Hellfire
Jednym z najbardziej znanych incydentów miał miejsce pod koniec października 2006 roku, kiedy to zginęły 82 osoby, w tym w większości uczniowie medresy we wsi Chenagai. Po tym wydarzeniu Musharraf wydał rozkaz, aby odpowiedzialność za atak wzięła na siebie pakistańska armia. Co warte odnotowania, dzień wcześniej w okolicy zgromadziła się starszyzna okolicznych plemion by przedyskutować ewentualne warunki zawarcia pokoju. Nie trzeba oczywiście dodawać, że po ataku szanse na porozumienie przepadły. 

W sumie w latach 2004-2007 w wyniku ataków dronów na świecie zginęło 168 osób w tym 109 cywili, z których 82 było nieletnich. Od 2008 roku działania stały się o wiele intensywniejsze. Większość z ataków na terenie Pakistanu koncentrowała się na talibach, ale również wtedy wysoki odsetek ofiar stanowili cywile (1091 z 2134 łącznie zabitych w latach 2008-2011). Według Garetha Portera z IPSnews.net dopiero wydarzenia z początku 2011 roku wpłynęły na zmianę stanowiska pakistańskich władz. Wiosną bieżącego roku na siedem tygodni aresztowano agenta CIA Raymonda Davisa, a zaledwie dzień po jego wypuszczeniu, dokonano ataku na trwające spotkanie członków starszyzny plemion w północnym Waziristanie. Po tym incydencie, który został zinterpretowany jako akcja odwetowa CIA, po raz pierwszy wysoko postawiony oficer armii Pakistanu oświadczył, że do ataku doszło przy użyciu dronów. 

Chociaż Pakistan pozostaje krajem, w którym do ataków przy użyciu bezzałogowych samolotów dochodzi najczęściej, to jednak liczba operacji podczas których korzysta się z dronów stale rośnie. Dla przykładu od czasu rozpoczęcia operacji "Świt Odysei" w marcu 2011 roku tylko do końca czerwca w Libii doszło aż do 42 ataków. 

Również w Somalii, w której od 1993 roku nie stacjonują żadne amerykańskie wojska, 23 czerwca doszło do ataku na dwóch przywódców Młodzieżowego Ruchu Mudżahedinów. Według słów anonimowego informatora, który wypowiedział się dla Washington Post, zabici Somalijczycy "planowali przeprowadzenie ataków w Europie". 

Medialna zasłona na temat skutków ataków dronów bojowych zaczyna powoli opadać i w ostatnim roku pojawia się coraz więcej doniesień na temat ich działalności. Wiele kontrowersji budzi fakt, że maszyny te są nieprezycyjne i wielokrotnie w wyniku ich ataków ofiarami padały osoby postronne. Nie tylko z resztą miejscowi cywile ponoszą ryzyko, gdyż w kwietniu 2011 roku media poinformowały o śmierci dwóch amerykańskich żołnierzy, którzy zostali omyłkowo zabici przez drona w Afganistanie. 


Zmieniająca się technologia 

Początki badań nad bezzałogowymi maszynami bojowymi sterowanymi za pomocą fal radiowych sięgają okresu po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Na początku lat 30-tych pojawiły się pierwsi przodkowie wspomnianego na początku "Żniwiarza", brytyjski "DH.82B Queen Bee" i amerykański Curtiss "N2C-2". Bezzałogowe samoloty znalazły na niewielką skalę zastosowanie już w czasie II Wojny Światowej, kiedy to po raz pierwszy użyto niewielkiego "PQ-8", a także bezzałogowych wersji bombowców. 

W okresie powojennym technologia była rozwijana po obu stronach Żelaznej Kurtyny, Anglosasi rozwijali wówczas między innymi drony z rodziny BTT (Basic Training Target), takie jak "MQM-36 Shelduck" i "MQM-57 Falconer", które wykorzystywane były jeszcze do lat 80-tych. W tym samym czasie po stronie sowieckiej również trwały badania nad samolotami bezzałogowymi, pierwszy model powstał w latach 50-tych i był nim Ławoczkin "La-17", którego testowe loty miały miejsce w 1953 roku. 

Przez cały okres międzywojenny badania nad dronami miały charakter dwukierunkowy – pierwszym były projekty maszyn wielkości standardowych samolotów, drugim zaś niewielkich urządzeń, które trudniej było zestrzelić, były więc o wiele lepsze do działań o charakterze szpiegowskim. Najsłynniejsze współczesne "Predatory" i "Reapery" to drony o dość dużych rozmiarach wymaganych do przenoszenia uzbrojenia i kilkudziesięciu kamer. Równocześnie jednak trwają badania nad stworzeniem niewielkich rozmiarów urządzeń, które będzie można zastosować w celach militarnych. 

Naukowcy pracują obecnie intensywnie nad dronami, które naśladując ptaki bądź owady, będą w stanie skutecznie działać na polu walki. Obecnie Pentagon dysponuje ponad 7 tysiącami sztuk maszyn zbudowanych jeszcze w poprzedniej dekadzie. Planuje jednak przeznaczyć poważne środki finansowe potrzebne do opracowania technologii, która do 2030 roku umożliwiłaby stworzenie "much szpiegowskich", czyli robotów wywiadowczych bardzo niewielkich rozmiarów. Choć według oficjalnych doniesień projekt ten jest wciąż na początkowym etapie, to jednak różnego rodzaju "przecieki" wskazują na to, że w wielu przypadkach testowane są już prototypy, takie jak choćby ujawniony w lutym projekt drona-kolibra stworzonego przez kalifornijską firmę AeroVironment. O tym jak niewiele wiadomo o stopniu zaawansowania niektórych projektów, świadczyć mogą zdjęcia tajemniczego "ptaka", który spadł pod koniec sierpnia w Pakistanie. Przypominający ptaka dron nie przypomina żadnego z dotychczas znanych modeli tego typu urządzeń, ponieważ jednak był on wyposażony w kamerę i wykorzystywano go na terenie Pakistanu, można przypuszczać, że tego typu robot fazę testów miał już daleko za sobą i był wykorzystywany do regularnych działań. 

Czy nowe rozwiązania technologiczne i udoskonalone drony, które będą w stanie przeprowadzić atak w dowolnym miejscu na świecie sprawią, że liczba ofiar po stronie cywili zmaleje? Według byłego oficera CIA, Philipa Giraldi jest to nie możliwe, gdyż jak stwierdził on w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji RT "broń jest zależna od działalności szpiegowskiej i to wywiad identyfikuje terrorystę, a w tym nie jest on najlepszy, podejrzewam więc, że nowoczesna technologia nie zrobi wielkiej różnicy". 


Skutki zwiększenia obecności działania dronów podczas działań wojennych 

Wszystko wskazuje na to, że roboty będą stanowić przyszłość wojskowości, jak zauważył niezależny analityk i publicysta James Corbett „pojawia się pytanie czy Amerykańskie ataki dronów w Pakistanie i Jemenie nie są faktycznie zapowiedzią nowej ery w działaniach wojennych, ery w której wojskowa interwencja będzie miała miejsce po prostu dlatego, że może zostać przeprowadzona bez żadnego ryzyka dla atakującego”. 

Kokpit sterujący dronem
W obliczu obiecanego przez Obamę wycofania 33 tysięcy żołnierzy amerykańskich z Afganistanu przed wrześniem 2012 roku, wykorzystanie zdalnie sterowanych urządzeń do prowadzenia dalszych działań wojennych zdaje się być logicznym kierunkiem. Od czasów wojny w Wietnamie, która zakończyła się między innymi w wyniku nacisków opinii publicznej, liczba ofiar po stronie amerykańskich żołnierzy jest istotnym czynnikiem wpływającym na poparcie dla prowadzonych działań wojennych. Redukcja tego czynnika dzięki zastosowaniu dronów bojowych może doprowadzić do znacznego spadku liczby ofiar po stronie amerykańskiej, a tym samym znacznego obniżenia się nastrojów pacyfistycznych. 

Drugim ważnym skutkiem powszechniejszego użycia dronów sprawia, że ludzie podejmować będą decyzje dotyczące życia i śmierci bez narażania własnego życia. Do tej pory silnie działał czynnik psychologiczny, gdzie żołnierz poprzez bezpośrednią obecność na polu walki pozostawał w bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem. Dla pilota drona ten bezpośredni kontakt znika, zaś same działania zaczynają przypominać grę komputerową, gdzie postać wroga ma charakter wirtualny. 


Drony wśród cywili 

Chociaż ataki ze strony dronów bojowych mają obecnie miejsce w islamskich krajach Afryki i Azji, to jednak nie oznacza, że ich działania nie rozszerzą się na inne części świata. Już teraz pod pretekstem bezpieczeństwa policja w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii eksperymentuje z zastosowaniem dronów szpiegowskich do monitorowania ulic. W tym przypadku ma nie chodzić jednak o tropienie talibów, lecz o skuteczniejszą walkę z przestępczością. W styczniu 2010 roku brytyjski Guardian poinformował o nawiązaniu współpracy między zbrojeniowym potentatem BAE Systems a policją z hrabstwa Kent, mającą na celu wdrożenie dronów szpiegowskich w działaniach cywilnych. Poligonem doświadczalnym mają być przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Londynie, gdzie drony mają monitorować rejony szczególnie zagrożone wybuchem protestów i zamieszek. Zresztą pierwsze prototypy są już w użyciu, doszło nawet do pierwszego aresztowania dokonanego przy pomocy policyjnego drona, według gazety Dailymail miało to miejsce w sierpniu 2009 roku po protestach zorganizowanych przez British National Party. Ojczyzna twórców najsłynniejszych antyutopii XX wieku - George'a Orwella i Aldousa Huxleya najwyraźniej przoduje we wdrażaniu nowych technik inwigilacji, jednak również po drugiej stronie oceanu trwają pilotażowe prace nad wprowadzeniem cywilnych dronów. Do tej pory Amerykanie na swoim terenie używali ich co najwyżej do monitorowania granicy z Meksykiem. Wszystko wskazuje jednak na to, że pierwszym miastem, w którym także policja zacznie korzystać z pomocy dronów będzie Miami. Co ciekawe, jej przedstawiciele oficjalnie przyznali w telewizji, że urządzenia te będą w stanie nawet „zajrzeć” do przez okno do domu amerykańskiego obywatela. Nie jest to oczywiście jedyne miasto, w którym rozważa się podobne projekty, choć w niektórych miejscach władze wyraźnie starają się je ukryć. O planach policji z Houston, która potajemnie testowała nowe drony dowiedziała się lokalna stacja telewizyjna i jedynie dzięki ich interwencji informacja przedostała się do szerszej grupy obywateli. 

Wprowadzenie cywilnych dronów do kontrolowania zachodnioeuropejskich miast doskonale wpisuje się w ogólnoświatowy trend zwiększania kontroli na obywatelami. Już nie tylko podsłuchy i wszechobecne kamery będą w stanie śledzić każdy nasz krok, ale nawet poza miastem nie będziemy mogli mieć pewności, że krążący nad nami ptak nie jest przypadkiem zdalnie sterowanym robotem. Jak pokazały zaś wydarzenia w Iraku, Afganistanie, a przede wszystkim w Pakistanie drony szpiegowskie od bojowych dzieli jedynie krok. 

Zobacz także:


poniedziałek, 12 września 2011

Pomóż Orwellsky'emu wygrać!

Mój blog istnieje od stycznia tego roku, jednak od początku staram się nie tylko zaciekawić czytelnika, ale też przede wszystkim skłonić do tego by zastanowił się nad tym jaki jest świat, który go otacza. Dążę też do tego aby moi czytelnicy nieco krytyczniej przyjrzeli się temu co dzieje się wokół nas. Dlatego też po raz pierwszy kieruję do Was prośbę o pomoc. 

Tekst "Tajemnicze zaginięcie amerykańskiego złota" zakwalifikował się do drugiego etapu w konkursie na najlepszego debiutanta na portalu Interia360.pl. Będę wdzięczny za wsparcie w głosowaniu i przekazanie tej informacji znajomym. 


Aby zagłosować na mój tekst proszę o wysłanie SMS-a o treści: INTERIA.19 na numer 7271 (koszt 2,46zł z VAT)




czwartek, 8 września 2011

Dziesięć lat po upadku WTC

Już za kilka dni będziemy mieli okrągłą, dziesiątą rocznicę ataków na World Trade Center. Dla wielu było to najważniejsze i najbardziej przełomowe wydarzenie początku XXI wieku, początek nowej epoki. Co tak naprawdę się zmieniło? Dzień, w którym upadły obie wieże stał się początkiem trwającej do dziś wojny z terroryzmem prowadzonej przy użyciu najnowocześniejszej techniki i bez zważania na jakiekolwiek wolności obywatelskie. 


Konsekwencje 

Wiele by można wymieniać cóż takiego się stało w następstwie wydarzeń z 11 września. Przede wszystkim jego bezpośrednim owocem jest Patriot Act. Ustawa uchwalona 26 października, a więc zaledwie półtora miesiąca po zamachach działa do dziś. Teoretycznie miała być ważna do końca 2005 roku, ale jak to często bywa, rządzącym USA elitom ciężko było zrezygnować z raz zdobytej władzy. Dlatego też okres funkcjonowania Patriot Act został wydłużony o kolejne kilka lat, a całkiem niedawno, dokładnie 26 maja 2011 roku, prezydent Barack Obama po raz kolejny zmienił termin zakończenia działania dokumentu. Jak widać wojna z terroryzmem ma się całkiem nieźle. 

Sama ustawa istotnie rozszerzała prerogatywy amerykańskiego rządu, pozwalając między innymi podsłuchiwać i gromadzić dane na temat obywateli na niebywałą skalę. Przede wszystkim jednak odbierała ona podstawowe prawa osobom, które nie są obywatelami USA. Mogą być oni aresztowani i przetrzymywani w więzieniu bez prawomocnego wyroku sądowego. Słynne więzienie w Guantanamo na Kubie, ale też afera związana z więzieniami CIA w Polsce i Rumunii to właśnie pokłosie funkcjonowania tej ustawy. 

Uchwalenie Patriot Act było bezpośrednio związane z rozpoczęciem wojny z terroryzmem a szczególnie z reprezentującą go międzynarodową organizacją zwaną Al-Kaida. Co ciekawe zarówno organizacja, jak i jej przywódca Osama Bin Laden byli szkoleni i wspierani przez CIA w latach 80-tych. Istnieje wiele wątpliwości co do tego czy ta współpraca kiedykolwiek się skończyła. 

Kolejnym krokiem była wojna w Afganistanie i obalenie tamtejszego reżimu talibów. Zamiast niego zainstalowano tam „demokratyczny” rząd pod przewodnictwem Mohammeda Karzaja, którego kilka lat później oskarża się o współpracę z narkobiznesem. Co więcej, przebywające w Afganistanie od blisko 10 lat wojska NATO do tej pory nie są w stanie przejąć kontroli nad większością kraju, zaś sam Afganistan, a szczególnie jego pogranicze z Pakistanem, stało się celem wyjazdów wszystkich radykalnym muzułmanów chcących prowadzić walkę z „Wielkim Szatanem”, którym wg nich są USA. 

Praktycznie do czasów WTC kraje islamskie pozostawały niejako w uśpieniu, lokalni dyktatorzy twardą ręką trzymali porządek nie dopuszczając jednak do głosu radykalnych islamistów. Związany z partią BAAS (Partia Socjalistycznego Arabskiego Odrodzenia) przywódca Iraku Saddam Husajn, chociaż wrogi Ameryce, konsekwentnie osłabiał wpływy przywódców religijnych, daleko mu też było do światopoglądu prezentowanego przez Al-Kaidę. W pewnym jednak momencie Husajn okazał się być człowiekiem niewygodnym, wspierającym terroryzm. Oskarżono go również o posiadanie broni masowego rażenia. Co stało się później – wiemy. Pomimo mijających lat, schwytania i skazania na śmierć irackiego dyktatora do tej pory nie udało się znaleźć najmniejszych śladów broni masowego rażenia. Jedyne co udało się stworzyć to rozdzierany wewnętrznymi konfliktami kraj będący kolejną wylęgarnią terrorystów. 

„Wojna z terroryzmem” okazała się być wielką porażką, do niedawna nie było nawet wiadomo co stało się z przywódcą Al-Kaidy Osamą Bin Ladenem. Niespodziewanie zaledwie kilka miesięcy przed 10. rocznicą ataków na WTC, a co ważniejsze przed kolejnymi prezydenckimi wyborami, wroga numer 1 zlokalizowano w willi na terenie strzeżonego przez wojsko osiedla w Pakistanie. Bin Laden został zabity przez Navy SEALS, jednak paradoksalnie nikomu nie udało się zobaczyć ciała bo od razu wrzucono je do morza. Co ciekawe dwa miesiące później w Afganistanie rozbił się śmigłowiec, w którym zginęło wielu amerykańskich żołnierzy związanych z jednostką wojskowa biorącą udział w najsłynniejszym aresztowaniu. Przypadek? Chciałbym w to uwierzyć. 


Wątpliwości 

W jednym z komentarzy Nicolas zauważył, że 60% światowej opinii publicznej nie wierzy, że ataki terrorystyczne na WTC to sprawka Al-Kaidy. Jakkolwiek nie wiem skąd ma on podobne dane, gdyż bardzo ciężko przeprowadzić badania sondażowe na całej ziemskiej populacji, to jednak ma on rację w tym, że naprawdę bardzo wielu ludzi poddaje oficjalną wersję wydarzeń w wątpliwość. Liczni badacze wskazują na szereg niejasności związanych z atakami, takie jak choćby zawalenie się w tym samym czasie budynku WTC7, o braku śladów samolotu, który miał uderzyć w Pentagon, w końcu nienaturalnego zawalenia się samych budynków WTC, które przypominało bardziej akcję wyburzania niż skutek zawalenia się pod wpływem działania wysokiej temperatury. Długo by wymieniać wszystkie argumenty krytyków tezy o ataku ze strony Al-Kaidy i z pewnością poświęcę temu bardzo ciekawemu zagadnieniu jakiś obszerniejszy wpis, najistotniejszy jest sam fakt, że wiele czynników wskazuje na to, że mamy do czynienia z operacją fałszywej flagi. W jakim celu mogłaby zostać przeprowadzona? Chodziło być może o jak największą destabilizację Bliskiego Wschodu i zmianę strefy wpływów. Śmiem jednak stwierdzić, że nie chodziło o pokój. Ten jest bowiem za mało opłacalny.

Zobacz także:

wtorek, 6 września 2011

Po meczu Polska-Niemcy

Ten dzisiejszy mecz dostarczył nam wielu emocji. Dla pocieszenia wszystkich zacnych kibiców przytoczę , że nie zawsze przegrywamy z niemiecką drużyną. W latach 1952-1988 aż dziewięć razy wygraliśmy z drużyną NRD! Wniosek jest prosty, gdybyśmy mieli przeciwko sobie drużyny Saksonii, Prus czy Bawarii to i szanse zwycięstwa byłyby większe. Żartuję oczywiście. Kibice, było nieźle!



Komiksy sprzed 100 lat

Jakiś czas temu pisałem o kartach RPG, których autorzy przewidzieli przyszłe wydarzenia, jakie zdarzyły lub prawdopodobnie zdarzą się w przyszłości. Dziś kolejna ciekawostka w podobnym klimacie, czyli mające blisko sto lat rysunki opublikowane w amerykańskiej prasie. Rysunki te, jak się okazuje, są wciąż bardzo aktualne. Jak to – ktoś zapyta – czy w ciągu tych stu lat świat nie stał się bezpieczniejszym i bogatszym miejscem? Może dla kogoś posiadanie iPhone'a i laptopa jest wyznacznikiem bezpieczeństwa i bogactwa, ale prawda jest taka, że światem rządzą w dużej mierze Stany Zjednoczone, a Stanami Zjednoczonymi rządzą wciąż ci sami ludzie:


Wajcha wojny politycznej 

(kliknij by powiększyć)

Tłumaczenie podpisu: 

"Wall Strett: W którą stronę powinniśmy przeciągnąć wybory w 1912 stary przyjacielu? 

Wielki Bankier: Ponieważ jesteśmy obecnie bezpartyjnymi reformatorami powinniśmy wybrać kandydatów z każdej partii, którzy w tajemnicy zobowiążą się do wspierania prywatnego banku centralnego, będą sprzeciwiać się rządowym pieniądzom i wspierać walutę korporacyjną. 

Wujek Sam (do siebie): Dlaczego ci wszyscy cholerni, ogłupiali postępowcy nie złapią tego samego końca liny albo nie zbiorą się i nie stworzą Narodowej Partii Postępu?" 

Jak widać ciągłe przeciąganie liny pomiędzy zwolennikami jednej i drugiej partii zupełnie się nie zmieniło, ludzie się siłują, walczą w kampanii wyborczej, ale realną siłę mają ci, którzy wybierani są poza procesem demokratycznym – wielcy bankierzy i finansiści z Wall Street. To oni twardo dzierżą „wajchę”, która przechyla się raz w tą czy inną stronę. 


Nadchodząca polityka monetarna



Ośmiornica – czyli system rezerwy federalnej, skupiający sieć prywatnych banków, które poprzez drenaż praktycznie wszystkich sfer gospodarczych i politycznych wysysają z nich zgromadzone pieniądze. 

Chyba nigdy do tej pory nie było tak widoczne, że banki centralne odgrywają kluczową rolę w gospodarce danego państwa. To właśnie w wyniku nieodpowiedzialnej (a może zamierzonej?) polityki Fedu doszło do 2008 do pęknięcia bańki na rynku nieruchomości, a następnie eskalacji kryzysu na pozostałe sfery gospodarki. Gdy tylko przyjrzymy się fundamentom jakiegokolwiek kryzysu czy konfliktu w danym kraju dostrzeżemy, że są one bezpośrednio związane z polityką tamtejszego banku centralnego. To właśnie między innymi niezależność tamtejszego banku centralnego były przyczyną „interwencji” wojsk NATO w Libii na początku tego roku. 

Rothschildowie




Tłumaczenie podpisu: 

"Rothschild: Za miliardy rocznie, jako odsetki z papierów wartościowych, dzierżawię ludzkiej rasie przywilej do życia na mojej Ziemi. Poprzez schemat prywatnej centralnej bankowości wkrótce zagarnę Stany Zjednoczone - wtedy będę właścicielem całego chrześcijaństwa. Carowie, imperatorzy, królowie i lud, wszyscy muszą słuchać moich rozkazów, szanować moje roszczenia albo wynocha z mojej Ziemi!"









Planowana ekonomia czy planowana destrukcja?



Ten rysunek jest o wiele późniejszy, na dole widzimy datę 1934 rok. Po prawej stronie przy krawędzi pojawia się wizerunek Stalina i zarysy Kremla. 

Tłumaczenie napisów z tablicy w lewym dolnym rogu (pisanych najwyraźniej przez Trockiego): „ Plan działania dla Stanów Zjednoczonych: Wydawać! Wydawać! Wydawać! Pod przykrywką ozdrowienia – rozwijaj rząd, wiń kapitalistów za porażki. Wywal konstytucję i proklamuj dyktaturę."


sobota, 3 września 2011

Francuskie wołanie o demokrację

Zauważyłem, że główne agencje prasowe i media tak zwanego głównego nurtu mają tendencję do orzekania rzeczy oczywistych przynajmniej kilka miesięcy później niż potrzeba. W momencie gdy doszło do interwencji w Libii pisałem o tym, że rzeczą oczywistą jest, iż operacja „Świt Odysei” nie ma nic wspólnego z „walką o demokrację” czy z „ochroną libijskich obywateli”, a jest jedynie przemyślaną akcją mającą na celu podział libijskiego tortu przez zachodnich bankrutów. Oczywiście kiedy nie wiadomo było jeszcze czy tak zwanym rebeliantom uda się pokonać wojska Muammara Kaddafiego, media milczały na temat prawdziwych przyczyn interwencji, w końcu zawsze istniało ryzyko, że coś może się nie udać. Taką taktykę można było zobaczyć także u przywódców Niemiec i Włoch w momencie gdy pomimo natowskich bombardowań Kaddafi nie planował ustąpić, a nawet zaczął odnosić militarne sukcesy. Wówczas zarówno kanclerz Merkel jak i premier Berlusconi delikatnie skrytykowali całą interwencję puszczając jednak oko, że to wszystko nie jest zupełnie serio. 

Oczywiście wątpliwości co do sensu interwencji zniknęły z chwilą gdy rebelianci zajęli Trypolis. Obecnie wiele wskazuje na to, że Kaddafi tą rozgrywkę przegrał, w związku z czym francuski „Liberation” ujawnił kulisy tajnego porozumienia pomiędzy libijską Przejściową Radą Narodową a Pałacem Elizejskim. Wynika z niego, że Francuzi mogą liczyć na dostęp do jednej trzeciej libijskich złóż ropy naftowej, w zamian za pomoc jakiej wspaniałomyślnie udzielili buntownikom. W tym momencie oczywiście opinia publiczna podniesie larum, że tak nie można, że to wszystko było jedynie grubymi nićmi szytą konspiracją. Jak najbardziej jest to prawda, tyle że jak zwykle ujawniona wtedy, kiedy jest już po fakcie. Najważniejsze jest jednak to, że takie święte oburzenie jest niezbędne by Francuzi mogli spać spokojnie wiedząc, że ich rząd zrobił dobry interes. Ciekawe kto otrzymał kolejną, trzecią cześć? Amerykanie? Business is business.


czwartek, 1 września 2011

Zacieranie śladów i przygotowania do wojny

Z powodu mojego wakacyjnego wyjazdu, ale też koncentracji nad innymi tematami zupełnie przeoczyłem bardzo ciekawy wątek dotyczący tajemniczego wypadku. Otóż w piątek 5 sierpnia doszło w Afganistanie do katastrofy wojskowego śmigłowca, rzekomo zestrzelonego przez talibów. Tego typu wypadki się oczywiście zdarzają i chociaż sierpień okazał się jednym z najbardziej krwawych miesięcy od czasu rozpoczęcia amerykańskiej interwencji w Afganistanie, to jednak w tej katastrofie dziwnym trafem zginęło „ponad 20” (niektóre źródła podają 31 żołnierzy USA i 7 Afgańczyków) członków Drużyny 6 Navy SEALS. Co w tym dziwnego? Tak się składa, że członkowie właśnie tej drużyny uczestniczyli w akcji, podczas której rzekomo zginął Osama Bin Laden. Mówię „rzekomo” bo ciała nikt przecież nie widział, a do tego teraz zginęli jedni z ostatnich ludzi, którzy owej „śmierci” byli świadkami. Trzeba przyznać, że stawka o jaką toczy się gra musi być wyjątkowo wysoka skoro warto było poświęcić życie tak ogromnej liczby najlepszych żołnierzy armii amerykańskiej. 

Więcej na ten temat można dowiedzieć się w serwisie PrisonPlanet.pl. Ja zaś przypomnę, że zaledwie kilka dni temu zginął Atiyah abd al-Rahman, który od „śmierci” Bin Ladena uznawany był za osobę numer dwa w Al-Kaidzie. Wg agencji prasowych został on zabity przez maszynę - „drona” bojowego w górach w Pakistanie. Ataki dronów oraz atak na rezydencję, w której miał przebywać Bin Laden, nie były w ogóle konsultowane z władzami pakistańskimi. Suwerenne państwo, które pozwala obcemu mocarstwu na działania wojenne na swoim terytorium traci wszelki szacunek w oczach swoich obywateli. Osłabiać własnego sojusznika? Najwyraźniej zaś Amerykanie albo raczej Ci, którzy Ameryką rządzą, nic sobie z tego faktu nie robią, a nawet dodatkowo podgrzewają atmosferę. Po co? Teoretycznie Pakistan jest sojusznikiem w „wojnie z terroryzmem”, ale po co im w takim wypadku gwarancje chińskie, których Pekin udzielił Islamabadowi. W globalnej szachownicy ta część Azji wciąż pozostaje punktem, w którym ludzie dążący do wojny starają się wprowadzić jak najwięcej zamieszania.

Zobacz także:

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf