sobota, 15 lutego 2014

Wysokiej rozdzielczości zdjęcia tajnych amerykańskich budynków rządowych

Portal Intercept został stworzony w celu publikacji materiałów dostarczanych przez Edwarda Snowdena, wśród nich niedawno pojawiły się zdjęcia siedzib najtajniejszych instytucji Stanów Zjednoczonych. Autorem zdjęć jest fotograf, Trevor Paglen, który na podstawie listy Snowdena ze śmigłowca sfotografował wymienione tam budynki.

Logiką organizacyjną aparatu śledzenia naszego narodu jest niewidzialność i sekretność, jego operacje mają jednak miejsce w realnym świecie. Programy cyfrowej obserwacji potrzebują swoich centrów informacyjnych, instytucje monitorujące znajdują się w istniejących fizycznie budynkach, systemach śledzenia bazujących na  technologia, osobach i szerokiej sieci niezbędnych materiałów, w które one się zaopatrują. Patrzymy tutaj na konkretne miejsce, dzięki czemu możemy sobie uzmysłowić wielkość infrastuktury szpiegowskiego Stanów Zjednoczonych" - powiedział Paglen
fot. Paglen/Intercept


fot. Paglen/Intercept


fot. Paglen/Intercept

El fotógrafo Trevor Paglen arrendó un helicóptero y sacó imágenes aéreas de las sedes de los tres mayores servicios de inteligencia del país. Según explica en su publicación en The Intercept, a pesar de que desde las primeras revelaciones de Snowden han pasado ya ocho meses, casi no hay material visual al respecto.

Texto completo en: http://actualidad.rt.com/actualidad/view/119593-fotos-sedes-servicios-secretos-eeuu

czwartek, 13 lutego 2014

Tajemnicza śmierć bankiera. Piąta z rzędu.

fot. http://gvpedia.com
Na przełomie stycznia i lutego miała miejsce zaskakująca seria zgonów wysoko postawionych pracowników sektora finansowego. Praktycznie w każdym z przypadków policja stwierdziła samobójstwo, jednak według rodzin zmarłych nie informowali oni o żadnych problemach i nic nie wskazywało na to, że chcą się pozbawić życia.

Sprawa na samym początku była ignorowana i pierwsze doniesienia traktowano jedynie jako przykry zbieg okoliczności, jednak z czasem, kiedy liczba "samobójstw" rosła, pojawiły się spekulacje, że wcale nie musi to być przypadek.

Wymieńmy więc "ofiary" po kolei:
  • 26 stycznia William Broeksmit, 58-letni były dyrektor wykonawczy Deutsche Bank AG zostaje znaleziony martwy w swoim domu w South Kensington w Londynie, przyczyna śmierci - samobójstwo,
  • 27 stycznia - w hotelu Shangri-La w Bangkoku zostaje znalezione ciało Karla Slyma 51-letniego dyrektora zarządzającego Tata Motors
  • 28 stycznia z dachu dachu siedziby europejskiego oddziału JP Morgan spada jego 39-letni pracownik, Gabriel Magee,
  • 30 stycznia w parku znaleziono ciało Mike'a Duekera, głównego ekonomisty US investment bank. Policja podejrzewa morderstwo.
  • 2 lutego rzekome samobójstwo popełnia Ryan Henry Crane, 37-letni pracownik JP Morgan
W Polsce krąży złośliwa plotka o seryjnym samobójcy, który niespodziewanie dopada swoje ofiary w odizolowanych celach. Czy kiedy wydawany jest piąty akt zgonu kolejnego bankiera to wciąż możemy mówić o przypadku?


środa, 12 lutego 2014

Śmiercionośna broń przyszłości - co nas czeka?

O ich istnieniu dowiadujemy się z reguły dopiero wtedy kiedy ich prototypy są już gotowe, albo gdy po raz pierwszy zostaną wykorzystane na polu walki. Tylko niektórymi rządy chwalą się wcześniej, głównie zapewne dlatego, że takie informacje mają duży potencjał odstraszający.  Zobaczmy jakiego rodzaju broni powinniśmy się obawiać. 

Samodzielne drony

Zaczniemy od tematu, który często pojawia się na tym blogu, czyli dronów. Potencjał UAV został już dawno dostrzeżony przez wojskowych wielu państw, którzy wyposażają swoje armie w coraz to nowsze samoloty bezzałogowe. Największym wyzwaniem będzie zapewne rozwój sztucznej inteligencji, która powoli zbliżać będzie tego typu maszyny do samodzielnego działania, a przede wszystkim, już wkrótce również samodzielnych decyzji, które nie tylko sprawią, że wykluczone zostanie ryzyko ludzkiego błędu, ale też urazy psychiczne jakie towarzyszą "pilotom" tych urządzeń. 

Broń kosmiczna

Teoretycznie mówi się by kosmos pozostawał strefą zdemilitaryzowaną, ale w praktyce wiele państw nie tylko planuje stworzyć bazy na Księżycu, ale też przygotować broń, która będzie zdolna atakować satelity wroga. Taką rolę ma pełnić EMP, czyli bronie oparte na impulsie elektromagnetycznym. Ma ona z jednej strony być bardzo precyzyjnym narzędziem  zdolnym wyeliminować lecący pocisk kończąc tym samym ewentualny zbrojny konflikt jeszcze zanim się on zacznie. 

"Rail gun"

Skoro już jesteśmy przy broni magnetycznej to warto wspomnieć również o wyrzutniach typu "rail guns". Mogą one zastąpić tradycyjne materiały wybuchowe mając zdolność dosięgnąć cel w odległości 100 mil morskich!




Na podstawie Stratrisks.

wtorek, 11 lutego 2014

Czy ktoś chce wykończyć Bitcoina?

Cena najpopularniejszej wirtualnej waluty świata poszybowała w ostatnich dniach znacznie w dół, stając się po raz kolejnym przedmiotem krytyki i obaw o jej bezpieczeństwo. Wszystko zaczęło się jeszcze w czwartek 6 lutego kiedy to jedna z giełd, na której można handlować bitcoinami zaczęła mieć problemy z zatwierdzaniem transakcji a w piątek całkowicie zatrzymała wypłaty.

Okazuje się jednak, że japoński Mtgox o którym mowa, wcale nie uległ stuprocentowemu zawieszeniu. Jak podaje bowiem bloger Satoshi giełda bez problemu wypłaca 70-80% wpłaconych kwot, a problem jest jedynie z potwierdzeniem transakcji i wypłaceniem odpowiedniej ilości bitcoinów. Satoshi zwraca również uwagę na nieprawdziwość informacji jakoby Mtgox była największą giełdą handlującą wirtualnymi pieniędzmi na świecie. W rzeczywistości jest ona czwarta z kolei a pozostałe giełdy nie zgłosiły podobnych problemów, gdyż ich serwery są lepiej przystosowane do obsługi tak dużej ilości transakcji a tym samym ryzyko błędu jest tam znacznie mniejsze.

Mimo tego cena Bitcoin znacznie spadła w ostatnim czasie i gdyby porównać ją z ceną sprzed zaledwie kilka miesięcy to spadek ten wynosi już blisko połowę wcześniejszej wartości. Niektórzy komentatorzy tacy jak Max Keiser twierdzą, że jeszcze w 2014 roku cena BTC wynieść może 10 tysięcy dolarów za sztukę, na całym świecie jej popularność rośnie i zmusza rządy do zajęcia stanowiska (BTC zostało zabronione w Rosji, z drugiej zaś strony władze chińskie zdają się je po cichu wspierać). Dostrzegają to również korporacje, które powoli próbują z nimi walczyć - przykładowo tuż przez kryzysem w Mtgox firma Apple wycofała ze swojego sklepu wszystkie aplikacje obsługujące bitcoiny. Czy to oznacza, że moda na BTC się już skończyła? A może po prostu Apple planuje wprowadzić własny system rozliczeń, na którym będzie mogła z powodzeniem zarabiać?

Ostatni spadek cen bitcoin pokazuje, że wbrew pozorom system ten nie jest wcale doskonały, ale nie zawodzi on na poziomie samej waluty a problemem jest jedynie zaplecze techniczne serwisów potwierdzających zawierane transakcje. 

poniedziałek, 10 lutego 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 17. Pałac Arcybiskupów Krakowskich, Kraków, Polska

fot. Lestat/Wikipedia
Poprzedni rozdział

Poul wyszedł z łazienki. Obmywając twarz, zobaczył w lustrze, że jest rozpalony. Emocjonujące wydarzenia dnia jeszcze się nie skończyły. Wrócił do pokoju.
Po chwili wszedł również kardynał.
– Może zacznijmy od klinik Lebensbornu. To właśnie „produkty” tej „fabryki” twórcy nowego ładu postanowili wykorzystać do realizacji swoich planów. Pomysłem Himmlera było stworzenie ośrodków, które zapewniłyby przekazywanie z pokolenia na pokolenie nordyckich genów. Ta historia rozpoczęła się w 1935 roku. Utworzono wtedy coś, co można by nazwać gigantyczną fabryką nadludzi. Przewinęło się przez nią kilkaset tysięcy osób. Słowo „Lebensborn” oznacza źródło życia. Tak nazwano organizację, której celem miało być przebudowanie świata. Idea była prosta. Himmler ujął to tak: Jeśli dobra krew, na której się opieramy, nie będzie się mnożyła, to nie będziemy mogli panować nad światem. Początkowo jednym z celów była opieka nad niezamężnymi matkami, które zaszły w ciążę z esesmanami, oficerami gestapo i żołnierzami. Oczywiście opieką mogły zostać objęte tylko te kobiety, co do których czystości rasowej nie było jakichkolwiek wątpliwości. W placówkach Lebensbornu mogły one urodzić dziecko, a stowarzyszenie, jeśli nie udało mu się nakłonić ojca dziecka do ślubu z dziewczyną, a ta nie była w stanie sama zająć się wychowaniem potomstwa, oddawało dziecko do adopcji w czystych rasowo rodzinach niemieckich. Chodziło o to, by zachować „czyste rasowo i wartościowe jednostki” dla III Rzeszy.
– To okropne – powiedział Poul, wsłuchując się w opowieść kardynała.
– W Niemczech znajdowało się 8 należących do organizacji zakładów położniczych i 6 domów dziecka. Ośrodki zatrudniały lojalne pielęgniarki i wychowawczynie. Nadrzędną opiekę sprawowali lekarze SS. Utworzenie Lebensbornu było wynikiem praktycznej realizacji ideologii nazistowskiej zakładającej wcielenie w życie zasad doboru rasowego. Himmler nadzorował program zapisany przez Hitlera w „Mein Kampf ”, dosłownie interpretując zalecenia wodza i realizując je w praktyce, w formach choćby najbardziej absurdalnych.
– Czy w innych krajach Europy również stosowano takie praktyki? – zapytał Poul.
– Część ośrodków Lebensbornu było swoistymi punktami kopulacyjnymi, w których udającym się na front esesmanom stwarzano warunki do spłodzenia dziecka z odpowiednio dobranymi rasowo samotnymi Niemkami. Według Himmlera każdy oficer SS przed wyruszeniem na front powinien spłodzić potomka. Program realizowany był nie tylko w Niemczech, ale też w niektórych krajach okupowanych. Działo się tak między innymi we Francji i Danii, ale przede wszystkim w Norwegii. Wszędzie tam zachęcano niemieckich żołnierzy do poszukiwania partnerek w celu zwiększenia liczebności narodu nadludzi.
– To prawdziwy dramat – Poul był coraz bardziej zasępiony.
– Domyślam się, że te dzieci miały być wykorzystane do budowania nowego ładu w Europie? Ładu rozumianego w jeden jedyny sposób, jako totalna dyktatura?
– Otóż to! Najlepsze, wyselekcjonowane dzieci miały stanowić kadrę kreatorów nowej ideologii. Taka była wizja Himmlera – człowieka, który na ogromną skalę wprowadzał w życie swoje mrożące krew w żyłach pomysły.
– Wspomniał eminencja coś o zakonie…
– Marzeniem Himmlera było utworzenie nowego, germańskiego zakonu. W tym celu między innymi odwoływał się do tradycji Zakonu Krzyżackiego. W swoich działaniach był niezwykle konsekwentny. Nieopodal miasta Paderborn, w połowie drogi między Kolonią a Brunszwikiem, znajdowały się ruiny średniowiecznego zamku Wewelsburg. To właśnie to miejsce Himmler upatrzył sobie na siedzibę kierownictwa SS. W zamku przygotowano specjalne apartamenty dla dygnitarzy organizacji. Ich nazwy wywiedziono od sławnych postaci historycznych. Reichsfuhrer SS dla siebie wybrał apartament Henryka I. Wybudowano wielką komnatę, o długości 35 i szerokości 15 metrów, w której miały odbywać się spotkania najważniejszych osób. W podziemiach utworzono sanktuarium zakonu, miejsce kultu krwi, gdzie organizowano tak zwane Bluttaufe, chrzty krwi, rytuały towarzyszące przyjęciu każdego młodego adepta. Na wybór miejsca wpływ miała podobno legenda głosząca, że przyszłemu atakowi ze wschodu oprze się tylko jeden zamek w Westfalii. Okazało się, że najmocniejsze mury ma właśnie Wewelsburg.
– Podziwu godna fantazja… – Poul starał się rozjaśnić mroczną atmosferę.
– Nie wszyscy naukowcy uważają słowo „zakon”, przyjęte na nazwę organizacji, za trafione. Podkreślają oni na przykład, że Himmler i jego współpracownicy byli szczególnie zafascynowani postaciami Henryka I czy Henryka Lwa, zaś sam szef SS postrzegał siebie raczej jako kontynuatora ich tradycji niż wielkiego mistrza. Z drugiej strony profesor Gebhardt, jeden z bliskich przyjaciół Himmlera, uważał, że ten widział się mistrzem zakonu, który posiadał tylko jedną regułę – wyznaczoną przez Adolfa Hitlera. Słowa te podkreślają religijną wręcz zależność Himmlera od Hitlera, którego chciał być rycerzem i obrońcą.
– Ciarki mi chodzą po plecach – powiedział Poul. – Mam wrażenie, że to nie może być prawda.
– Niestety, to nie fikcja. Wszystko zaplanowano niezwykle starannie.
Zdaniem Himmlera członkowie SS byli kontynuatorami tradycji rycerskich. Stąd niezmiernie ważna była dla niego zewnętrzna oprawa. Wprowadzono specjalne odznaki, które miały podkreślić znaczenie władzy SS oraz stworzyć atmosferę tajemniczości i mistycyzmu. Szefowie organizacji mogli należeć do jednej z trzech kategorii. Do każdej przypisane były specjalne insygnia: odznaka, kordzik i herb. Najmniej ważnym, choć również pożądanym, był srebrny pierścień z emblematem trupiej czaszki.
– A jak zarządzana była organizacja? – zapytał Poul.
– Najwyższymi dostojnikami SS było dwunastu obergruppenfuhrerów.
Każdy z nich miał własny, specjalnie zaprojektowany herb. Himmler w swoim postępowaniu opierał się na micie o celtyckim królu Arturze, który ucztował i odbywał narady ze swoimi dwunastoma najdzielniejszymi rycerzami. W wielkiej komnacie w Wewelsburgu ustawiono dębowy stół dla niego i jego wybrańców. Wokół znalazło się miejsce dla oznaczonych tarczami z herbami i nazwiskami każdego z „rycerzy” foteli. Pod północną wieżą zaprojektowano także sanktuarium z marmuru. W środku, na podwyższeniu, płonął wieczny ogień – miały być w nim palone herby „rycerzy”. Dookoła stało dwanaście grobowców, a pośrodku najważniejszy – należący do samego Himmlera. Wentylacja we wnętrzu nie była najlepsza, stąd w czasie ceremonii wypełniał je dym, który sprawiał wrażenie obcowania z duchami zmarłych. Himmler nakazał również dygnitarzom z kierownictwa SS odbywać specjalne ćwiczenia duchowe i niemal okultystyczne ceremoniały, w czasie których mieli odczuwać łączność z przodkami i czerpać z niej inspirację oraz siłę wewnętrzną niezbędną do realizacji wyznaczonego im posłannictwa.
Kardynał wstał z fotela. Spojrzał na szarzejący Kraków. Po chwili zadumy odezwał się.
– Wojna się skończyła, a jej wynik wymagał wytyczenia perspektywy dla wszystkich zawiedzionych. I na taki grunt trafiła ideologia kontynuowania pomysłów Himmlera. Niewykluczone, że starannie dobrano nowych rycerzy. W tajemnicy werbowano posłusznych im członków, organizacja rozwijała się. Mogła zarabiać na handlu bronią i kontroli możnych tego świata. Zaczęła osłabiać pozycję tych, których zakon postanowił neutralizować. Ukrywano się za plecami terrorystów. Cel był jeden – zbudowanie potężnego porozumienia. Jest to konsekwencja tworzenia od setek lat koncepcji zastąpienia wartości chrześcijańskich i wiary w Boga nową doktryną. Inspirowania działalności ukrytych przed światem grup, które kiedyś wykorzystywały planowane wcześniej wojny, a dziś rozpoczęły wymuszanie wpływów na przykład strategią uzależniania krajów od dostaw energii. Dopuszczania ich do militarnego znaczenia w zamian za posłuszeństwo.
– Staram się to wszystko zrozumieć… – powiedział Poul.
– Zastanów się nad wydarzeniami zachodzącymi ostatnio na świecie. Układają się w całość. Dostrzeżesz działania dokumentujące istnienie konstrukcji, jak to niektórzy określają, nowego ładu. Oczywiście dla zaciemnienia całej sprawy wszystkich tych, którzy zwracają na to uwagę, uważa się za niespełna rozumu, a ich twierdzenia za teorie spiskowe.
– Z pewnością warto się nad tym zastanowić… Obalenie muru berlińskiego pozwoliło na nowe budowanie stosunków Niemiec z Rosją.
– Otóż to… – odpowiedział kardynał.
Wstał i podszedł do okna.
Po chwili podjął przerwany wątek.
– Przyjaciel kardynała, ten naukowiec z Polski, koordynował nasze poszukiwania uczestników tajnego porozumienia. Szukał przy tym nowocześnie wyposażonej prawdopodobnie podziemnej siedziby, w której prowadzone są wszystkie działania kontrolujące stworzony system. Ma ono znajdować się pod ziemią. I być może gdzieś w Polsce. Wiem tylko tyle, że w grę wchodzą trzy lokalizacje. Gdzieś na Mazurach, jest tam okolica pełna lochów i podziemnych korytarzy. Druga, prawdopodobna, na wyspie Wolin, w okolicach, w których kiedyś w czasie wojny produkowano pociski V1 i V2. I trzecia przypuszczalnie w Sudetach, w okolicach zamku Książ. Takie są nasze podejrzenia. Chciałbym, byś spotkał się z Kajetanem. To ten naukowiec. On cię we wszystko wprowadzi. Poul zamyślił się. Nie spodziewał się, że może kiedyś poznać najgłębsze tajemnice Watykanu. Nie wiedział, czemu lub komu zawdzięczał taki awans. Nie było to jednak w tej chwili najważniejsze. 
– Rozumiem. Jestem wdzięczny za obdarzenie mnie tak wielkim zaufaniem – podziękował.
– Musisz na siebie uważać. Do momentu, kiedy nie znajdziemy czegoś konkretnego, musisz pamiętać, że to, co przed chwilą ci powiedziałem, to tylko przypuszczenia. Nie możemy niczego udowodnić. W przypadku odkrycia ich logistycznej siedziby wszystko wyjdzie na jaw. Dlatego zakon zrobi wszystko, by zlikwidować tych, którzy zbliżą się do poznania jego tajemnic. Tym bardziej że, jak można przypuszczać, urywać się może za piętnowanymi powszechnie terrorystami. Oczywiście to tylko niebezpieczne przypuszczenie i dlatego należy być bardzo ostrożnym w artykułowaniu osądów.
– Rozumiem – odparł Poul.
– Należy być bardzo ostrożnym. W Polsce próbuje się nas skłócać, tworzyć medialne alternatywy mające ogromny wpływ na pozycję Kościoła. Politycznie próbuje się obalać autorytety. Polska była przez lata najsilniejszym bastionem chrześcijaństwa i podobnie jak miało to miejsce w wielu innych krajach, jego przeciwnicy przystąpili do ataku. Pomagają im w tym ludzie związani z Kościołem. Jestem głęboko przekonany, że również w Watykanie działa ich człowiek, a może nawet kilku. Jesteśmy w coraz trudniejszej sytuacji. Uważaj na siebie.
– A gdzie znajdę tego człowieka, Kajetana? – zapytał.
– Pojedziesz na Mazury. W miejscowości Stare Kiejkuty, a właściwie obok niej, nad jeziorem, stoi chata. W niej znajdziesz Kajetana. Staraj się nie dzwonić ze swojego telefonu. Idź na pocztę albo znajdź jakiś inny telefon. Jutro na dziedzińcu będzie czekał na ciebie samochód. Masz nieograniczony czas. Będziesz się kontaktował wyłącznie ze mną. Jeśli będziesz potrzebował jakichś informacji – dzwoń. A teraz idź spać. Śpij dobrze.
Kardynał wstał. Podszedł do Poula i położył mu rękę na ramieniu.
– Pamiętaj, od stuleci toczy się wojna, by zniszczyć to, co najcenniejsze w chrześcijaństwie. A to, co dzisiaj usłyszałeś, jest jej kolejnym etapem. Człowiek, który na ciebie czeka, wie na ten temat bardzo dużo … 

Kardynał uścisnął Poula i powoli odszedł w kierunku drzwi. Poul został sam. Spojrzał na zegarek. Jeszcze będzie mógł zatelefonować do Watykanu. Nie wierzył własnym uszom. Mroczne duchy przeszłości wyszły z grobów, by wycisnąć piętno na jego życiu. Na ścianie jadalni tańczyły cienie drzew szarpane podmuchami nocnego wiatru. Zbierało się na burzę.

piątek, 7 lutego 2014

Czym jest Encyklopedia Spisku?

Wyobraźnia człowieka jest nieograniczona, a internet sprawia, że nie tylko dociera do nas znacznie więcej informacji, które próbujemy w jakiś sposób interpretować, ale też też staje się on środkiem komunikacji dla wielu osób, które dawniej byłyby go zwyczajnie pozbawione. W ten oto sposób w sieci krąży ogromna ilość najprzeróżniejszych teorii spiskowych, bardziej lub mniej prawdziwych (nie mnie to oceniać! chętnie za to poznam Państwa zdanie), ale też wiążących się z pewnymi najbardziej charakterystycznymi postaciami. Zapraszam do przejrzenia dotychczas utworzonych wpisów z mojej Encyklopedii Spisku, projektu nieco pobocznego obok innych związanych z "Kodem Władzy", ale tak naprawdę będących tego bloga esencją.


czwartek, 6 lutego 2014

Odczytanie ludzkiego genomu - bliżej i taniej!

Przełomowa kwota tysiąca dolarów za odczytanie fragmentu ludzkiego genomu w końcu została osiągnięta.
fot. Shutterstock

W sprawie odczytu ludzkiego genomu możemy mówić o swoistym wyścigu, w którym rywalizują ze sobą prestiżowe uczelnie, wielkie firmy oraz małe niezależne ośrodki. Oprócz mocy obliczeniowej komputerów jedną z głównym blokad sprawiających, że proces ten trwa tak długo były do tej pory finanse, jednak wkrótce ten problem może zostać rozwiązany.

Ludzki genom liczy w sumie 3 miliardy par molekularnych, kiedy w 2003 roku opisano je po raz pierwszy przewidywane koszty odczytania całości ludzkiej struktury genetycznej na sumy znacznie przekraczające możliwości nawet najbogatszych organizacji. Wkrótce jednak w środowisku naukowych wyznaczono możliwą kwotę docelową jaka miałaby wynieść za odczytanie genomu. Postawiono na 1000 dolarów - kwotę okrągłą, łatwą do zapamiętania, a przede wszystkim na tyle niską by po osiągnięciu tego pułapu naukowcy byli w stanie zrobić dosłownie wszystko.

Na samym początku owe tysiąc dolarów wydawało się sumą zupełnie abstrakcyjną i niemożliwą do realizacji, z czasem jednak moce obliczeniowe komputerów wzrosły na tyle, że koszty powoli zaczęły spadać:


źródło: genome.gov



W końcu pod koniec 2013 roku cena wyniosła tylko 5 tysięcy dolarów a niedawno firma Illumina zapowiedziała, że jest w stanie osiągnąć kwotę 1 tysiąca. Z pewnością jest to krok ku szybszemu i tańszemu poznaniu pełni ludzkiego genomu, pojawia się jednak pytanie - jak zostanie to wykorzystane?

źródło

środa, 5 lutego 2014

Amerykańskie czołgi na europejskich ulicach?

Po rocznej przerwie amerykańskie czołgi wracają do jednej z niemieckich baz. Według wcześniejszych deklaracji wojska pancerne miały już nie stacjonować w Europie. Co się zmieniło?

W ostatnich latach USA zamknęły wiele ze swoich dotychczas istniejących w Europie baz wojskowych, mimo wszystko jednak ich obecność, szczególnie na terenie Niemiec pozostaje znacząca i politycy w Berlinie muszą się wciąż liczyć z amerykańską obecnością. Chociaż Stany Zjednoczone zapowiadają dalszą redukcję swoich baz deklarując chęć koncentracji swoich wojsk w innych rejonach (szczególnie w rejonie Pacyfiku), to jednak w ostatnim czasie zamiast pomniejszyć kontyngent jeszcze go zwiększyli.
czołg M1A1 Abrams/fot. Wikipedia

Chodzi o jedną z baz mieszczących się w Bawarii, z której to nieco ponad rok temu rozwiązano ostatnią mieszczącą się na terenie Europy dywizję pancerną a sprzęt wywieziono za ocean. Jednak zaledwie kilka dni temu, 31 stycznia do bazy w Grafenwöhr przybyła dostawa nowego typu czołgów Abrams. Co więcej zwiększono częstotliwość wymiany personelu w bazie, który od tej pory będzie rotował nawet dwa razy do roku. Po co to wszystko? 

Jak zwrócił uwagę dziennikarz czasopisma "Stars and Stripes", Michael Darnell: " kiedy 22 M1A1 Abrams opuściły kontynent, był to postrzegane jako koniec pewnej epoki... teraz okazuje się, że ten etap w historii został zamknięty nieco zbyt pochopnie". Chociaż RFN jest jednym z naipotęzniejszych militarnie państw świata to jednak obecność wojsk USA
 przypomina Niemcom, że ich kraj wciąż nie pozostaje w 100% niezależny. Co więcej powrót amerykańskich czołgów daje wyraźny sygnał, że w razie potrzeby Stany Zjednoczone będą w stanie zadbać o swoje polityczne interesy nie tylko w powietrzu, ale też na lądzie. W ostatnio opublikowanym opracowaniu poświęconym Niemcom, George Friedman wskazał, że zajmując wyraźne stanowisko w sprawie Ukrainy,  Berlin po pierwszy od kilkudziesięciu lat pozwolił sobie na ruch zupełnie niezależny od USA i Rosji. Być może to zaniepokoiło Waszyngton i sprawiło, że Amerykanie postanowili przypomnieć kto tu rządzi. 


wtorek, 4 lutego 2014

Woda na mikroplanecie?


Na jednej z należących do pasa asteroid planetek mogą znajdować się więcej wody niż posiada Ziemia.
Ceres i jej warswy (fot. NASA)

Woda jest źródłem życia i bez niej człowiek nie jest sobie poradzić w żadnych warunkach. Również w przestrzeni kosmicznej. Z tego też powodu tak ważnym dla wypraw kosmicznych jest odkrycie poza Ziemią miejsc, gdzie mogłyby się znajdować jej zasoby. Trwają poszukiwania kolejnych źródeł wody na Marsie, istnieje spora szansa, że uda się ją znaleźć np. na księżycu Jowisza Europie, ale też na jednej z niedużych planetek leżących na pasie asteroid między orbitami Ziemi i Marsa.

Największą ze znanych planetoid jest Ceres i to właśnie tam zdaniem naukowców z Europejskiej Agencji Kosmicznej mogą znajdować się spore pokłady wody. Już wcześniej podejrzewano, że na Ceresie może znajdować się woda, jednak obserwacje nie były jednoznaczne. W opublikowanym na łamach magazynu NATURE artykule europejscy badacze znaleźli odpowiedź na pytanie dlaczego nie zawsze woda jest widoczna. Ich zdaniem w momencie kiedy planetoida zbliża się do Słońca temperatura na jej powierzchni rośnie i cała woda wyparowuje, do jej skroplenia dochodzi dopiero w momencie gdy Ceres oddali się od gwiazdy. Ta niewielka planeta przez większość czasu pozostaje skuta lodem, którego zasoby mogą być większe nawet od całych zasobów wody na Ziemi!

O prawdziwości tych teorii przekonamy się już za rok, wówczas bowiem do planety dotrze należący do NASA satelita badawczy. W przypadku Ceres interesujący jest również fakt, że leży on znacznie bliżej Ziemi niż chociażby Mars, co więcej jeśli nie zamarza ona w tak dużym stopniu, może się okazać, że to właśnie tam panują dogodne warunki do rozwoju życia. Tak z resztą twierdzi NASA: 




poniedziałek, 3 lutego 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 16, Kraków, Polska

Poprzedni rozdział

Niewielki pokój krakowskiego hotelu „Pod Różą” wypełnił gęsty dym papierosowy. Przez uchylone okno wpadał do środka dźwięk rozmów przechodzących wąską ulicą ludzi. Kraków tętnił życiem. Na stojącym pod ścianą wąskim łóżku leżał mężczyzna ubrany w granatowy garnitur i błękitną, rozpiętą koszulę. Czarne, eleganckie buty błyszczały na jego skrzyżowanych nogach. Wspartą na krawędzi łóżka głowę podpierał założoną za nią ręką. W drugiej trzymał wypalonego do połowy papierosa. Zaciągnął się głęboko. Wypuszczony po chwili dym uniósł się charakterystycznymi kółkami. Obok jego lewej nogi, na śnieżnobiałej pościeli, leżał srebrzący się wypolerowanym metalem telefon komórkowy. Mężczyzna wpatrywał się w czerwone cyfry elektronicznego zegara, stojącego na niewielkiej szafce. Oderwał od niego na chwilę wzrok, gdy muślinowa firana poruszyła się. Zgasił papierosa w wypełnionej do połowy szklanej popielniczce, którą podniósł z podłogi. Ponownie spojrzał na czerwony wyświetlacz zegara. Dochodziła dziewiąta wieczorem. Podniósł się. Usiadł na łóżku. Sięgnął po telefon. Wybrał numer.
Czekając na połączenie, poprawił ręką włosy.
– Słucham… – usłyszał w słuchawce senny głos.
– To ja – nie przedstawił się. – Dzwonię z Krakowa.
– Ach to ty – głos w słuchawce wyraźnie się ożywił. – Dobrze, że dzwonisz. On pytał mnie już przed godziną, czy załatwiłeś sprawę.
Chwila milczenia.
– Właśnie… jest z tym pewien problem…
– Jaki problem? Co się stało? Nie załatwiłeś? – dało się odczuć poirytowanie w głosie rozmówcy.
– Spokojnie – starał się zapanować nad sytuacją. – Niech pan nie będzie taki nerwowy.
– Nerwowy? Nie mam ochoty na żarty. Powiedz mi natychmiast, co się stało.
Mężczyzna sięgnął po nowego papierosa. Zapalił go, zaciągnął się.
– Nie udało mi się dzisiaj załatwić sprawy. Próbowałem… bezskutecznie. – starał się zapobiec nieprzyjemnemu komentarzowi swojego rozmówcy – sam tego nie rozumiem… Po raz pierwszy zdarzyła mi się taka historia. Byłem kilkadziesiąt kroków od niego… może nawet mniej. Chybiłem… Nie wiem dlaczego.
– Chybiłeś?
– Tak, chybiłem… Gdybym był na miejscu swojej ofiary, powiedziałbym, że opatrzność nade mną czuwała. Ale nie jestem na jego miejscu. I naprawdę nie potrafię zrozumieć co się stało. Po raz pierwszy w życiu chybiłem… – powtórzył. – Mógłbym wytłumaczyć to tym, że w chwili, gdy strzelałem, oślepił mnie blask słońca odbitego od zamykanego okna. Nie trafiłem go i od dwóch godzin zastanawiam się, dlaczego tak się stało.
W słuchawce zapanowała cisza.
– Wiesz, że twoje tłumaczenia są bezużyteczne – głos jego rozmówcy był nieprzyjemny.
– Chciałem…
– Nie wypełniłeś swojego zadania – przerwał mu. – Powinieneś mieć pełną świadomość, jakie będą tego konsekwencje. Mężczyzna zaciągnął się głęboko palonym przez siebie papierosem.
– Czy mam jakieś inne wyjście? – zapytał posłusznie.
Chwilę oczekiwał na odpowiedź.
– Nie.
– Rozumiem…
– Skoro rozumiesz, nie przedłużajmy tej rozmowy. Masz tylko jedno wyjście.
– Rozumiem…
– Rozwiąż ten problem. Znajdziesz go. Udasz się za nim do piekła.
Jeżeli będzie trzeba. Masz go zabić, rozumiesz? Nie chcę słyszeć, że żyje – podniósł głos.
– Rozumiem – powiedział. – To się już nie powtórzy.
– Jesteś nam to winien. Będę czekał na wiadomość od ciebie. Tylko jedną wiadomość…
Rozmowa zakończyła się. Mężczyzna odłożył słuchawkę. Wściekły podszedł do okna. Przechodzący ulicą ludzie zajęci byli swoimi sprawami.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf